Walka Katalonii o niepodległość

Pierwszego października ponad dwa miliony Katalończyków zagłosowało za oddzieleniem się od Hiszpanii i utworzeniem własnego państwa. Referendum zostało uznane przez władze w Madrycie za nielegalne, a jego organizatorom zagrożono poważnymi konsekwencjami. Postawa rządu Hiszpanii i determinacja władz Katalonii doprowadziły do kryzysu konstytucyjnego w tej młodej zachodnioeuropejskiej demokracji.

barcelona-2153623_640

Oficjalna flaga Katalonii i estelada – flaga niepodległościowa, z gwiazdą wpisaną w niebieski trójkąt (źródło: www.pixabay.com)

Dlaczego Katalończycy chcą niepodległości? Poczucie tożsamości, oparte na odmiennym języku i kulturze, budowane w opozycji do Hiszpanii i tego co hiszpańskie to jeden z powodów. Widać to wyraźnie w sloganach takich jak “Catalunya no es Espanya” („Katalonia to nie Hiszpania”), pojawiających się na transparentach i flagach zwolenników niepodległości. Nie mniej ważne są względy historyczne. Główna instytucja katalońskich władz, La Generalitat, sięga swoimi początkami do XIV wieku. Interesy tego regionu nie zawsze pokrywały się z interesami pozostałej części kraju, czego najlepszym przykładem jest XVIII-wieczna wojna o sukcesję pomiędzy zwolennikami Filipa V i Karola III. Filip V, po uzyskaniu władzy surowo ukarał Katalonię, która podczas wojny opowiedziała się po stronie jego oponenta – rozkazał zlikwidować instytucje władzy autonomicznej i ustanowił język hiszpański jedynym językiem oficjalnym. Z biegiem lat kampania na rzecz obrony własnego języka i kultury przerodziła się w ruch polityczny, którego największym osiągnięciem było doprowadzenie do podpisania w 1932 r. Statutu Autonomicznego, który przyznawał jej pewną dozę niezależności w ramach Drugiej Republiki. Radość Katalończyków nie trwała długo. Cztery lata później w Hiszpanii wybuchła wojna domowa, w której Katalonia stanęła w obronie Republiki, przeciwstawiając się nacjonalistycznej opozycji dowodzonej przez gen. Fransisco Franco. Po triumfie frankistów posługiwanie się językiem katalońskim w przestrzeni publicznej zostało zakazane, a instytucje władzy samorządowej zniesione. Na zmianę takiego stanu rzeczy Katalonia czekała do 1978 r., w którym podpisano nową konstytucję, stanowiącą fundamenty do utworzenia Wspólnot Autonomicznych.

barcelona_bombing_1938-1

Barcelona bombardowana przez Włochy, sojusznika Franco, w marcu 1938 r. (źródło: http://www.barcelonabombardejada.cat)

Przykuwa uwagę zestawienie badań opinii publicznej przygotowane przez katalońskie Centre D’Estudis D’Opinio, z którego wynika, iż w ciągu ostatnich 8 lat odsetek Katalończyków, którzy opowiadają się za całkowitą niezależnością od Hiszpanii wzrósł ponad dwukrotnie: z 16,1% na początku 2009 r. do 34,7% w styczniu 2017 r. Poza względami historycznymi i kulturowymi dużego znaczenia nabierają przesłanki gospodarcze. Władze Katalonii nie zgadzały się na ustanowiony po ‘78 roku model redystrybucji środków z budżetu państwa i zaproponowały zmianę do Statutu Autonomicznego, która została przyjęta w 2006 r. Cztery lata później Trybunał Konstytucyjny Hiszpanii, uznał większość zmian za niezgodne z konstytucją, a co za tym idzie, treść Statutu powróciła niemal całkowicie do formy sprzed 2006 r. Czerwiec 2010 r. przeszedł do historii w związku z masowymi protestami w akcie sprzeciwu wobec decyzji Trybunału. Poparcie dla całkowitej niezależności od Hiszpanii wyrażała wówczas 1/4 społeczeństwa.

untitled-2

Odpowiedzi na pytanie „Czy uważasz, że Katalonia powinna być…?” (źródło: http://ceo.gencat.cat/)

Kolejna próba zmiany status quo miała miejsce dwa lata później. Hiszpania znajdowała się w głębokiej recesji, a stopa bezrobocia, rosnąca systematycznie od wybuchu kryzysu w 2008 r., sięgnęła niemal 25%. Hiszpania wkroczyła w drugą dekadę XXI wieku nękana wieloma skandalami korupcyjnymi, które według organizacji Transparency International obniżyły zaufanie do klasy politycznej. Jako najbardziej skorumpowany w całej Europie swój kraj postrzegało 2/3 Hiszpanów. 

Władze w Katalonii zaproponowały remedium na kłopoty finansowe regionu. Pakt Fiskalny, zaaprobowany przez Parlament Katalonii latem 2012 r., miał zwiększyć kompetencje rządu autonomicznego w zakresie administracji podatków. Rząd centralny z Mariano Rajoy na czele nie zgodził się na podział kompetencji i odrzucił całkowicie projekt zmian. Duża część społeczeństwa w Katalonii, zachęcona potencjalnymi korzyściami, jakie mogłaby przynieść realizacja Paktu, poczuła się zawiedziona. Według badań CEO nastroje proniepodległościowe wyrażało wówczas 44,3% ankietowanych, a za utrzymaniem status quo opowiedziało się jedynie 19,1% pytanych. I to właśnie 2012 r. uznaje się za początki katalońskiego “El Procés”, czyli procesu niepodległościowego.

Katalończycy udali się do urn już w listopadzie 2014 r. Ówczesny Prezydentowi Generalitat Artur Mas podpisał dekret umożliwiający przeprowadzenie niewiążącego “Plebiscytu dotyczącego przyszłości politycznej Katalonii”. W głosowaniu wzięło udział 2 344 828 osób, czyli około 39% uprawnionych. Za tym, aby Katalonia stała się odrębnym państwem opowiedziało się 88,91%. Głosowanie spotkało się ze sprzeciwem władz w Madrycie i zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z ustawą zasadniczą. Pomimo braku skutków legalnych, plebiscyt pociągnął za sobą znaczne konsekwencje polityczne. W przyspieszonych wyborach parlamentarnych zwyciężyła frakcja Junts pel Sí (Zjednoczeni na Tak), która wraz ze skrajnie lewicową Candidatura d’Unitat Popular (w skrócie CUP) stworzyła koalicję dającą im bezwzględną większość w Parlamencie Katalonii. Determinacja nowego rządu lokalnego do przeprowadzenia kolejnego, tym razem wiążącego referendum, tak jak i poprzednio, spotkała się z brakiem akceptacji ze strony władz centralnych. W lipcu 2017 r. koalicja rządząca przegłosowała modyfikację regulaminu Parlamentu. Zmianie uległ art. 135, który zakładał, że Zgromadzenie Ogólne Parlamentu może przyjąć w jednym czytaniu projekty ustaw, które zostały zatwierdzone przez wszystkie grupy parlamentarne. Reforma, która otwierała drogę do szybkiego przyjęcia uchwały umożliwiającej realizację referendum została unieważniona przez Trybunał Konstytucyjny zaledwie po upływie kilku dni. Nie bacząc na orzecznictwo Trybunału, 6 września 2017 r. Parlament Katalonii przyjął tzw. Llei del referèndum. Zgodnie z art. 3 głosowanie miało mieć charakter wiążący, mimo że ustawa nie przewidywała progu minimalnego jeśli chodzi o partycypację.

els_presidents_mas_i_puigdemont_en_la_presa_de_possessio-1

Artur Mas i Carles Puigdemont – poprzedni i obecny przewodniczący Generalitat (źródło: https://commons.wikimedia.org)

Premier Mariano Rajoy optując za zastosowaniem rozwiązań sądowo – instytucjonalnych, zaskarżył post factum decyzję Parlamentu do Trybunału i nakazał podjęcie środków niezbędnych do uniemożliwienia przeprowadzenia referendum. Do Katalonii skierowano kilka tysięcy funkcjonariuszy Guardia Civil i Policia Nacional, którzy otrzymali nakaz zarekwirowania urn i kart do głosowania. Na półtora tygodnia przed referendum aresztowano 14 osób, które podejrzewano o udział w jego organizacji, wśród nich wysokich rangą przedstawicieli Katalońskich władz wykonawczych. Wydarzenia poprzedzające październikowe głosowanie obnażyły konflikt instytucjonalny i kompetencyjny pomiędzy władzami w Madrycie i Barcelonie, co widać najlepiej na przykładzie lokalnej policji: Mossos d’Esquadra, która od jej utworzenia przez Parlament Katalonii w 1983 r. podlegała tutejszej Generalitat. Prokuratura nakazała, aby dowodzenie nad katalońską policją przejęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, które miało nadzorować, czy Mossos wywiązują się z nakazu zamykania i plombowanie szkół, w których miały zostać zorganizowane lokale wyborcze.

„Nie można tolerować przestępstwa i nieposłuszeństwa. Żadna demokracja nie zaakceptuje anulowania prawa, referendum się nie odbędzie”.

Władze Katalonii deklarowały, że referendum odbędzie się nawet pomimo sprzeciwu Madrytu i szeroko zakrojonej akcji hiszpańskiej policji. I tak też się stało. W dniu głosowania, ogłoszono, że w związku z mniejszą niż planowana, liczbą działających lokali wyborczych, wprowadza się cenzus uniwersalny. Oznacza to, że Katalończycy mogli głosować w którymkolwiek lokalu wyborczym. W dniu referendum w całej Katalonii, a szczególnie w jej stolicy, Barcelonie, odczuwało się ogromne napięcie. Odnotowano sytuacje, w których oddziały prewencji Policia Nacional używały nieuzasadnionej przemocy wobec zdeterminowanych do wzięcia udziału w głosowaniu Katalończyków zgromadzonych wokół lokali wyborczych, raniąc 893 osoby. O zaniechanie użycia przemocy i rozpoczęcie dialogu zaapelował między innymi premier Belgii Charles Michel i przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk.

„Przemoc nigdy nie może być odpowiedzią! Potępiamy wszystkie jej formy i potwierdzamy nasz apel o dialog”.

Z 7 477 131 mieszkańców, uprawnionych do głosowania było 5 313 564 obywateli. Z danych Generalitat wynika, że w głosowaniu wzięło udział 43% z nich (2 286 217 osób). Twierdząco na pytanie “Czy chcesz, aby Katalonia była niepodległym państwem w formie republiki?” odpowiedziało 90,18% głosujących. 7,83% poparło status quo, czyli pozostanie częścią Hiszpanii. 1,98% to tak zwane “voto blanco”, za który uznaje się kopertę, w której nie ma karty do głosowania. Taki głos jest wciąż ważny, ale nie oznacza poparcia dla żadnej ze stron, przez co traktuje się go jako wyraz protestu. Według Generalitat, głosów mogło być o 770 tysięcy więcej, gdyby nie akcje policji na skutek których doszło do rekwizycji urn i zamknięcia ośrodków do głosowania. Z drugiej strony, eksperci ostrzegają, że warunki w jakich przeprowadzono referendum, problemy z systemem informatycznym i uniwersalny cenzus wyborczy, mogły otworzyć drogę do pomyłek i wpłynąć na dokładny wynik plebiscytu. Sociedad Civil Catalana, organizacja pozarządowa przeciwna realizacji referendum, dowiodła, że zdarzały się przypadki, w której tej samej osobie udało się oddać głos w dwóch różnych lokalach. Telewizja „La Sexta” dotarła z kolei do materiału video ukazującego ludzi wrzucających głosy do urny znajdującej się na ulicy, bez żadnego nadzoru.

01-10-2017_referendum_1-oct_4

Władze centralne groziły, że osoby, które zasiądą w komisjach wyborczych grożą wysokie kary finansowe (źródło: www.flickr.com)

Zgodnie z zapisami Ley de referendum i deklaracjami Generalitat sprzed referendum, jego wyniki miały być wiążące. Zwycięstwo opcji “Tak” miało zatem stanowić bezpośredni impuls do rozpoczęcia procesu separatystycznego. W związku z nieuznaniem głosowania i jego wyników przez władze centralne, jedyną możliwością władz Katalonii do urzeczywistnienia swoich obietnic byłaby tzw. DUI, czyli jednostronna deklaracja niepodległości (Declaración unilateral de independencia). Zwolennicy niezależności Katalonii oczekiwali, że stanie się to podczas specjalnej sesji parlamentu, zwołanej na 10 października. Tymczasem, prezydent Carles Puigdemont, ku zaskoczeniu wielu osób, zdecydował się podpisać deklarację niepodległości i ogłosić chwilę później, że odracza wykonanie decyzji i apeluje do Madrytu o dialog.

W odpowiedzi na kroki podjęte przez władze Katalonii, premier Mariano Rajoy zadeklarował, że jakiekolwiek działania urzeczywistniające obietnice o niepodległości będą traktowane jako działanie na niekorzyść państwa Hiszpańskiego, otwierając jednocześnie drogę do uruchomienia art. 155 Konstytucji.

Jeśli jedna ze Wspólnot Autonomicznych nie wypełnia obowiązków, które nakłada na nią Konstytucja lub inne przepisy prawa, lub postępuje w sposób rażąco naruszający interesy narodowe Hiszpanii, Rząd, wnosząc uprzednio skargę na ręce Prezydenta Wspólnoty Autonomicznej, w wypadku nieuzyskania satysfakcjonującej odpowiedzi, może, po uzyskaniu poparcia bezwzględnej większości w Senacie, przyjąć środki niezbędne do zmuszenia drugiej strony do wypełnienia tych obowiązków lub do ochrony wyżej wspomnianego interesu narodowego.

W praktyce oznaczałoby to zawieszenie władz Katalonii. Premier zwrócił się do Puigdemonta z oficjalną prośbą o wyjaśnienie, czy deklaracja niepodległości została oficjalnie zaaprobowana. W swojej odpowiedzi, wysłanej w dniu 16 października, Carlos Puigdemont nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, powracając raz jeszcze do apelu o dialog i rozpoczęcie negocjacji. Dzień później, Sąd Najwyższy (Audiencia Nacional) podjął decyzję o areszcie, bez możliwości wyjścia na wolność za kaucją, dla dwóch liderów katalońskich organizacji pożytku publicznego, które aktywnie popierały przygotowanie referendum, Jordi ego Cuixarta (Ómnium Cultural) i Jordiego Sáncheza (ANC). Jednocześnie premier Mariano Rajoy oświadczył, że czeka na wyjaśnienia Prezydenta Puigdemonta do 10:00 rano w czwartek, 19 października. 

Magdalena Antychowicz

Sprawdzone wypowiedzi

Witold Waszczykowski

Zgodnie z konstytucją hiszpańską każda z prowincji ma prawo ubiegać się o autonomię, a nawet secesję, ale jeśli zgodnie z konstytucją takie referendum odbędzie się w całym kraju.

Fałsz Ukryj uzasadnienie

Terytorium Hiszpanii składa się z 50 prowincji oraz dwóch miast autonomicznych: Ceuta i Melilla, historycznych posiadłości w Afryce Północnej. Konstytucja Hiszpanii z 1978 r. (obowiązująca do dnia dzisiejszego), a konkretnie jej artykuł 143, przewidywał, że uwarunkowania historyczne, wspólna kultura i tradycja sąsiadujących ze sobą prowincji, będzie leżała u podstaw utworzenia Wspólnot Autonomicznych (hiszp. Comunidades Autónomas) z ich własnymi władzami terytorialnymi. Tym samym, ustawa zasadnicza przyjęta po śmierci generała Franco zwracała w ręce regionów kompetencje odebrane im przez ściśle scentralizowany reżim.

Wytyczne dotyczące tworzenia się wspólnot autonomicznych, ich statusów, finansów oraz kompetencji zostały szczegółowo opisane w rozdziale trzecim konstytucji. W oparciu o te zapisy, w 1981 r. przyjęto tzw. „pakt autonomiczny” wprowadzający obowiązujący obecnie podział na 17 wspólnot. Katalonia, na którą składają się prowincje: Girona, Barcelona i Lleida, to jedna z nich.

Konstytucja nie przyznaje prawa do samostanowienia żadnemu z wchodzących w jej skład regionów. Wręcz przeciwnie, art. 1 ustęp 2) wiąże suwerenność Hiszpanii ze wspólnotą wszystkich jej obywateli. Artykuł 2, który „gwarantuje prawo do niezależności narodów i regionów ją tworzących”, stanowi jednocześnie, iż “Konstytucja oparta jest na niepodzielnej jedności Narodu hiszpańskiego”. Innymi słowy, narody i wspólnoty autonomiczne mają prawo do pielęgnowania swojego języka i tradycji, ale, zgodnie z konstytucją, w jej obecnym kształcie, Hiszpania jest niepodzielna.

Jedną z propozycji wyjścia z istniejącego impasu, była sugestia partii Podemos, trzeciej co do ilości reprezentantów zasiadających w hiszpańskich Cortez. Jej liderzy wyszli z propozycją “referéndum pactado”, czyli takiego, które odbyłoby się za zgodą władz centralnych. Politycy innych partii wskazywali wówczas, że organizacja takiego głosowania i ewentualna secesja Katalonii wymagałaby wcześniejszej zmiany konstytucji. Jak wynika z treści art. 168, jeśli zmiany dotyczyłyby pierwszej, najważniejszej części konstytucji, reforma musiałaby przebiec w sposób następujący:

  1. Obie izby parlamentu przyjmują poprawkę większością ⅔ głosów
  2. Parlament zostaje rozwiązany i zarządzane są nowe wybory, w których wyłania się nowych posłów i senatorów
  3. Parlament, w nowym kształcie, ratyfikuje przyjęte uprzednio poprawki do konstytucji (większością 2/3 głosów)
  4. Reforma musi zostać zaakceptowana na drodze ogólnokrajowego referendum

Dopiero wówczas, czyli po dogłębnej reformie konstytucji, możliwe byłoby przeprowadzenie referendum dotyczącego secesji któregokolwiek z regionów. W związku z tym wypowiedź ministra Waszczykowskiego zostaje uznana za fałszywą. Teoretycznie, przeinaczenie mogło wynikać z błędnego treści artykułów 143 i 151, które mechanizm administracyjny pozwalający na stworzenie Comunidades Autónomas. Opisują one Hiszpańskie „proceso autonomico”, co oznacza w tym kontekście proces tworzenia wspólnoty autonomicznej, a nie jak to sugeruje minister, uzyskanie autonomii od rządu centralnego.