Strona główna Analizy Czy europejski akt o wolności mediów utrudni walkę z dezinformacją?

Czy europejski akt o wolności mediów utrudni walkę z dezinformacją?

brzegi kilku gazet

fot. Unsplash / Modyfikacje: Demagog

Czy europejski akt o wolności mediów utrudni walkę z dezinformacją?

Niedługo miną 3 lata, odkąd Komisja Europejska przedstawiła swój plan działania na rzecz demokracji. Widzimy, że staje ona przed dylematem między troską o wolność słowa a koniecznością walki z dezinformacją. Nowy akt o wolności mediów ma częściowo rozstrzygać ten problem.

3 października 2023 roku Parlament Europejski przegłosował stanowisko negocjacyjne w sprawie Aktu o wolności mediów (Media Freedom Act). Stanowisko przyjęto 448 głosami, przy 102 głosach przeciw i 75 wstrzymujących się.

W propozycji nowych przepisów znajdziemy obietnicę ograniczenia wpływu władz państwowych na media (art. 4) i zapewnienia pluralizmu informacji w mediach publicznych (art. 5). Przepisy przewidują także utworzenie nowej Europejskiej Rady ds. Usług Medialnych, złożonej z przedstawicieli państw członkowskich i stojącej na straży nowych praw (dział 2).

Treść tego aktu może poważnie wpłynąć również na obszar walki z dezinformacją. Niewykluczone, że nie będzie to wpływ pozytywny.

Ułatwienia i utrudnienia dla walki z dezinformacją

W Akcie o wolności mediów znajdziemy przynajmniej dwa rozwiązania służące przeciwdziałaniu fałszywym informacjom.

W art. 6 znalazł się obowiązek, aby każde medium informujące o bieżących wydarzeniach ujawniało podstawowe informacje o sobie. Chodzi tu o oficjalną nazwę, dane kontaktowe i dane o właścicielach. Parlament Europejski dodał do tej listy informacje o związkach z władzami publicznymi i biznesem (poprawki 128–130). To dane ułatwiające ocenę wiarygodności medium, na co w Demagogu zwracamy uwagę podczas szkoleń.

Docenić można także art. 24, w którym zobowiązano media i władze publiczne do jawności danych na temat reklam finansowanych przez państwo i samorządy. Parlament proponuje objąć obowiązkiem jawności również platformy cyfrowe, a zakres informacji poszerzyć o reklamy finansowane przez samą Unię (poprawki 270–272). Może to pomóc w identyfikowaniu dezinformacji finansowanej przez rządy. 

W akcie o wolności mediów proponuje się także rozwiązanie, które wzbudza wątpliwości w kontekście walki z dezinformacją. Mowa tu o art. 17, który dotyczy relacji między mediami i bardzo dużymi platformami internetowymi (Very Large Internet Platforms – VLOP).

Co przewiduje art. 17?

W artykule tym zobowiązano VLOP do stworzenia funkcji umożliwiającej użytkownikom oznaczanie siebie jako medium niezależne od państwa i podlegające odpowiedzialności redakcyjnej. Tak oznaczony użytkownik ma być traktowany przez platformę w sposób szczególny.

Jeżeli platforma zdecyduje się zawiesić świadczenie usług takiemu użytkownikowi, musi skutecznie poinformować go o przyczynach swojej decyzji. Użytkownik musi zostać poinformowany o tym przed zawieszeniem usługi, a skarga na ową decyzję musi być rozpatrzona niezwłocznie.

Specjalnie oznaczony użytkownik może też stwierdzić, że platforma zbyt często ogranicza lub zawiesza wobec niego świadczenie usług bez wystarczającej przyczyny. W tej sytuacji akt zobowiązuje platformę do efektywnego dialogu z użytkownikiem w celu uniknięcia takich sytuacji w przyszłości. O jego rezultatach użytkownik może powiadomić Europejską Radę ds. Usług Medialnych.

Jednocześnie platformy będą musiały co roku informować publicznie o liczbie ograniczeń nałożonych na użytkowników oznaczonych jako media oraz o powodach tych decyzji.

EFCSN krytykuje artykuł 17

Zdaniem fact-checkerów art. 17 może sprzyjać osobom odpowiedzialnym za dezinformację. Takie stanowisko wyraziła Europejska Sieć Standardów Fact-checkingu (EFCSN). Zdaniem EFCSN art. 17 należy w całości usunąć z jednego podstawowego powodu:

„Ten artykuł objąłby treści udostępniane przez media pewnymi przywilejami w zakresie moderowania przez wielkie platformy internetowe. Oto problem: nieuczciwe podmioty, których jedynym celem jest tworzenie i rozpowszechnianie dezinformacji, prawdopodobnie także będą korzystać z tej ochrony, przy tym niezbyt jasnej”.

Zdaniem EFCSN większość mechanizmów odpowiedzialności redakcyjnej nie działa dobrze. Instytucje za nie odpowiedzialne (np. polska Krajowa Radia Radiofonii i Telewizji) zwykle nie są w stanie regularnie sprawdzać redakcji i reagować na łamanie zasad. Tego rodzaju luki mogą wykorzystać wspomniani nieuczciwi gracze.

Fact-checkerzy zwracają uwagę także na ryzyko nieuczciwego wykorzystania prawa do uzyskania informacji o powodach zawieszenia przed samym zawieszeniem. W okresie przygotowywania takiej informacji użytkownicy odpowiedzialni za szkodliwe treści wciąż będą obecni na platformie, powiększając swoje zasięgi.

Parlament Europejski proponuje poprawki

W swoich poprawkach do aktu Parlament Europejski w niewielkim stopniu odpowiedział na wątpliwości zgłaszane przez fact-checkerów. Nie usunął całego art. 17, ale sprecyzował niektóre jego części, na które uwagę zwrócił EFCSN.

Zgodnie z propozycjami PE specjalne oznaczenia w mediach społecznościowych nie powinny przysługiwać mediom zależnym od władz publicznych i biznesów, dla których działalność medialna nie jest głównym celem. Specjalnie oznaczone podmioty powinny ponadto ponosić odpowiedzialność redakcyjną przed niezależnymi instytucjami na poziomie krajowym lub posiadać mechanizm samoregulacji. Taki mechanizm musi być w pełni transparentny i uznany prawnie (poprawki 210–211).

W ten sposób sprecyzowano wymagania dotyczące przyznawania specjalnych oznaczeń. Parlament dodał jednocześnie możliwość utraty oznaczenia z powodu wielokrotnego naruszania regulaminu (poprawka 219). 

Według Parlamentu niektóre przepisy trzeba zaostrzyć

Wspomniane poprawki nie rozwiązują problemu niedostatecznej sprawności mechanizmów odpowiedzialności redakcyjnej, na który zwrócił uwagę EFCSN. Co więcej, inne propozycje Parlamentu Europejskiego idą w odwrotną stronę do tej wskazanej przez fact-checkerów. Chodzi tu o zaostrzenie zasady dotyczącej zawieszania usług wobec użytkowników oznaczonych jako media.

Platforma ma nie tylko poinformować takiego użytkownika o powodach zawieszenia lub ograniczenia usługi przed ich dokonaniem. Ma on mieć 24 godziny na zapoznanie się z uzasadnieniem, zanim platforma nałoży na niego restrykcje. Dodatkowo na odwołanie od tej decyzji platforma musi odpowiedzieć w ciągu kolejnych 24 godzin (poprawki 220 i 222).

W innej poprawce (223) zaznaczono także możliwość odwołania się medium od decyzji platformy do pozasądowego organu rozstrzygania sporów. Mowa o nim w art. 21 Aktu o usługach cyfrowych (Digital Services Act).

Unia w dylemacie

Obecnie procedowany akt to element realizacji przedstawionego przez Komisję Europejską w grudniu 2020 roku planu działania na rzecz demokracji. Komisja proponowała w nim, aby w ramach walki z dezinformacją wspierać dostarczanie wiarygodnych informacji i edukację. Pomóc w tym mają dziennikarze, organizacje społeczeństwa obywatelskiego i naukowcy, których obiecano wspierać.

Jako ważny element planu Komisja wskazała także działania w obszarze mediów społecznościowych. Dlatego w ramach lepszej walki z dezinformacją przygotowano Kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji i przyjęto Akt o usługach cyfrowych.

Nowy kodeks i akt miały skłonić platformy do skuteczniejszego monitorowania treści i usuwania fałszywych informacji. W dokumentach mowa także o transparentności w zakresie danych pozwalających m.in. na naukowe opracowywanie nowych sposobów zwalczania dezinformacji.

Jednocześnie, zdaniem Komisji, w wielu państwach ze względu na epidemię COVID-19 i związaną z nią dezinformację ograniczano wolność mediów (s. 14). Dlatego w planie znajdziemy zapewnienie, że walka z fałszywymi informacjami ma wiązać się z pełnym poszanowaniem wolności słowa.

Nietrudno zauważyć, że obecny kształt Aktu o wolności mediów to efekt wielu rozważań na temat trudnej do pogodzenia troski o wolność słowa i walki ze szkodliwymi treściami.

Co dalej z Aktem o wolności mediów?

We wrześniu zeszłego roku, po konsultacjach społecznych, Komisja przedstawiła Parlamentowi Europejskiemu i Radzie UE projekt wspomnianego aktu. Od tego czasu pracowała nad nim parlamentarna Komisja Kultury i Edukacji oraz odbywały się konsultacje między różnymi instytucjami Unii.

Na początku października Parlament Europejski przegłosował stanowisko negocjacyjne. Nie jest to jednak koniec procedowania samego aktu. Parlament zaproponował 295 poprawek, z którymi teraz będzie musiała zapoznać się Rada UE.

Jeśli Rada zaakceptuje stanowisko Parlamentu, to zgodnie z art. 294 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej projekt zostanie przyjęty w brzmieniu proponowanym przez Parlament. Rada może jednak nie przyjąć tego stanowiska, co wydłuży proces legislacyjny nawet o kilka miesięcy. Jeśli Parlament i Rada nie dojdą do porozumienia, akt ostatecznie nie zostanie przyjęty.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Pomóż nam sprawdzać, czy politycy mówią prawdę.

Nie moglibyśmy kontrolować polityków, gdyby nie Twoje wsparcie.

Wpłać

Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

Sprawdź!