Czas czytania: około min.

Ambasador Rosji rozpowszechnia fałszywe informacje o wojnie w Ukrainie

30.03.2022 godz. 13:45

23 marca mieliśmy okazję posłuchać, jak ambasador Rosji Siergiej Andriejew tłumaczył się przed polskimi mediami z rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Dyplomata bronił polityki swojego kraju, podtrzymując propagandę ustaloną przez Kreml. Postanowiliśmy przyjrzeć się kilku najbardziej jaskrawym przykładom fałszywych informacji przekazanych przez Andriejewa.

Ambasador został w trybie pilnym wezwany do MSZ po tym, jak otrzymał notę dyplomatyczną o wydaleniu 45 rosyjskich dyplomatów podejrzanych o działalność szpiegowską. Wcześniej, 17 marca, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała w Warszawie obywatela Polski pod zarzutem szpiegostwa na rzecz służb specjalnych Rosji.

Zatrzymany mężczyzna pracował w Wydziale Archiwalnym Ksiąg Stanu Cywilnego w Archiwum Urzędu Stanu Cywilnego m.st. Warszawy.

ABW o zarzutach szpiegostwa wobec Rosji

23 marca rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn przekazał podczas konferencji prasowej, że sprawa jest jedynie elementem szerokich działań ABW, która neutralizuje działalność wywiadowczą Rosji.

– Z rozpoznania ABW wynika, że służby rosyjskie są coraz bardziej ofensywne, coraz bardziej agresywnie działają przeciwko Polsce. W związku z wypełnianiem swoich obowiązków Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przygotowała listę zidentyfikowanych 45 osób pracujących w Polsce pod tzw. przykryciem dyplomatycznym. To są osoby, które mają i funkcjonują w ramach statusu dyplomatycznego, ale de facto prowadzą działalność wywiadowczą przeciwko Polsce – oświadczył Żaryn.

45 dyplomatów wydalonych za szpiegostwo

Na wniosek ABW MSZ zdecydowało o wydaleniu wszystkich 45 dyplomatów. Ambasador Rosji Siergiej Andriejew, zaraz po odebraniu decyzji od ministra, odbył rozmowę z dziennikarzami. Stwierdził w niej, że nie ma podstaw do takiego oskarżenia. Potwierdził też, że formalnie Polska i Federacja Rosyjska nadal utrzymują stosunki dyplomatyczne.

Rosjanin poinformował również, że Polska zablokowała konta bankowe rosyjskiej ambasady. 24 marca informację tę potwierdził premier Mateusz Morawiecki. Siergiej Andriejew zapowiedział kroki odwetowe. Jak 29 marca poinformował Onet, Rosja zablokowała konta ambasady RP w Moskwie.

Ambasador Rosji w rozmowie z dziennikarzami

Dyskusja o wydaleniu dyplomatów odbyła się jednak w cieniu serii pytań ze strony dziennikarzy o wojnę w Ukrainie. Andriejew bronił polityki Kremla, przekonując, że „specjalna operacja militarna” służy wyzwoleniu Ukrainy od nazistów, którzy rzekomo atakują rosyjską ludność w tzw. republikach ludowych w Doniecku i Ługańsku.

Ambasador zaprzeczył ponadto, że rosyjskie wojska atakują cywili i obiekty cywilne, a w ostrzelanym przez żołnierzy „szpitalu w Mariupolu już dawno nie było kobiet ani dzieci”.

Postanowiliśmy zweryfikować niektóre z fałszywych informacji przedstawionych przez ambasadora.

Wypowiedź

Fałsz

Uzasadnienie

  • Nie ma informacji potwierdzających, że w szpitalu w Mariupolu stacjonował jakikolwiek oddział militarny. Zdjęcie rzekomo przedstawiające stojący pod szpitalem pojazd wojskowy w rzeczywistości zostało wykonane 10 km od miejsca zdarzenia.
  • Nagranie wykonane po rosyjskim bombardowaniu wskazuje, że w szpitalu znajdowały się kobiety z dziećmi.
  • Nieprawdziwy jest również przekaz propagandowy Rosji mówiący, że w Ukrainie rządzą naziści.

Ostrzał szpitala w Mariupolu

9 marca 2022 roku Rosjanie zbombardowali szpital położniczy w Mariupolu. Niedługo po ostrzale serwis BBC, powołując się na radę miejską

  • Nie ma informacji potwierdzających, że w szpitalu w Mariupolu stacjonował jakikolwiek oddział militarny. Zdjęcie rzekomo przedstawiające stojący pod szpitalem pojazd wojskowy w rzeczywistości zostało wykonane 10 km od miejsca zdarzenia.
  • Nagranie wykonane po rosyjskim bombardowaniu wskazuje, że w szpitalu znajdowały się kobiety z dziećmi.
  • Nieprawdziwy jest również przekaz propagandowy Rosji mówiący, że w Ukrainie rządzą naziści.

Ostrzał szpitala w Mariupolu

9 marca 2022 roku Rosjanie zbombardowali szpital położniczy w Mariupolu. Niedługo po ostrzale serwis BBC, powołując się na radę miejską, poinformował, że w wyniku ataku na szpital zginęły trzy osoby, w tym dziecko. Z kolei według informacji Human Rights Watch w ataku zginęła jedna osoba, a przynajmniej 17 zostało rannych.

Zdjęcia i nagrania zniszczonego budynku szybko obiegły Internet i wywołały wiele emocji. Rosjanie wykorzystali ten fakt jako kolejną okazję do siania dezinformacji na temat wojny w Ukrainie. Jeden z przekazów dezinformacyjnych dotyczył rzekomego „aktorstwa” ciężarnej kobiety.

Dezinformacja Kremla

Rosyjska ambasada w Wielkiej Brytanii w jednym z tweetów usiłowała wybielić działania wojsk. Sugerowano, że kobieta w ciąży widoczna na zdjęciach i filmikach była podstawioną osobą, która miała odegrać „rolę” poszkodowanej kobiety. 

Zrzut ekranu wpisu rosyjskiej ambasady w Wielkiej Brytanii, w którym pisano o tym, że kobieta na widoczna na zdjęciach została podstawiona.

Źródło: www.theguardian.com

Na powyższym zdjęciu znajduje się Marianna Podgurskaya – ukraińska influencerka mieszkająca w Mariupolu. Z jej profilu na Instagramie wynika, że 28 lutego kobieta znajdowała się w zaawansowanej ciąży. Nic dziwnego, że Marianna Podgurskaya przebywała w miejskim szpitalu.

Szpital w Mariupolu to obiekt cywilny, którego atakowanie jest zabronione

Mstyslav Chernov, jeden z fotografów współpracujących z agencją Associated Press, znajdował się w chwili bombardowania na miejscu zdarzenia. Mężczyzna udostępnił na swoim Instagramie materiał wideo.

Filmik obrazuje ewakuację ze zbombardowanego szpitala. Nagranie pozwala stwierdzić, że w szpitalu znajdowały się kobiety z dziećmi. W pomieszczeniach można zaobserwować porozrzucany sprzęt szpitalny. Wewnątrz budynku nie widać za to sprzętu wskazującego na stacjonowanie w placówce jednostki wojskowej.

Do identycznych wniosków można dojść na podstawie materiałów udostępnionych przez media. Relacje nie potwierdzają, że w szpitalu mogły przebywać jednostki wojskowe.

9 marca ambasada rosyjska w Izraelu opublikowała rzekomy dowód na to, że w szpitalu stacjonował pułk Azow. Dowodem miało być zdjęcie stojącego przed budynkiem pojazdu wojskowego.

Jeden z użytkowników Twittera (@digitaljonah) zwrócił uwagę, że budynek w rzeczywistości znajduje się ponad 10 km od szpitala, o czym poinformował również serwis Bellingcat, specjalizujący się w białym wywiadzie.

W Ukrainie nie rządzą naziści

Jeden z naczelnych przekazów rosyjskiej propagandy głosi, że w Ukrainie rządzą naziści, na czele z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. W związku z tym Rosja rozpoczęła „operację specjalną” mającą na celu „denazyfikację” sąsiedniego państwa.

Jest to oczywiście kłamliwa narracja. Władza w Ukrainie została wyłoniona w drodze demokratycznych wyborów. Na łamach portalu pisaliśmy już o przypadkach nieprawdziwych informacji o rzekomych nazistowskich rządach w Ukrainie. Zapoznasz się z nimi tutaj.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Fałsz

Uzasadnienie

  • Międzynarodowe prawo humanitarne konfliktów zbrojnych zezwala na atakowanie wyłącznie celów wojskowych. Atakowanie obiektów cywilnych jest zabronione.
  • Rosyjskie wojska wielokrotnie atakowały obiekty cywilne w Ukrainie. Za cel obrano m.in. blok w Kijowie, dzielnicę mieszkalną Czernihowie oraz szpital i teatr w Mariupolu. 
  • Listę obiektów cywilnych zaatakowanych przez Rosjan można znaleźć na interaktywnej mapie Bellingcat.

Ambasador Rosji w Polsce przedłużeniem propagandy Kremla

Równolegle do ataków militarnych w Ukrainie Rosjanie prowadzą wojnę w przestrzeni medialnej. Dezinformacja jest roz

  • Międzynarodowe prawo humanitarne konfliktów zbrojnych zezwala na atakowanie wyłącznie celów wojskowych. Atakowanie obiektów cywilnych jest zabronione.
  • Rosyjskie wojska wielokrotnie atakowały obiekty cywilne w Ukrainie. Za cel obrano m.in. blok w Kijowie, dzielnicę mieszkalną Czernihowie oraz szpital i teatr w Mariupolu. 
  • Listę obiektów cywilnych zaatakowanych przez Rosjan można znaleźć na interaktywnej mapie Bellingcat.

Ambasador Rosji w Polsce przedłużeniem propagandy Kremla

Równolegle do ataków militarnych w Ukrainie Rosjanie prowadzą wojnę w przestrzeni medialnej. Dezinformacja jest rozpowszechniana na masową skalę w mediach społecznościowych przez boty i trolle.

Na szczęście kanały dezinformacji w postaci RT (dawniej Russia Today) oraz Sputnika zostały wyłączone na terenie Polski. Sankcje na rosyjskie tuby propagandowe wprowadziła także Unia Europejska.

Ostatnim bastionem propagandy pozostali politycy i wysoko postawieni urzędnicy. W rozmowie z polskimi mediami kremlowską narrację propagował ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew, który utrzymywał, że wojsko rosyjskie nie atakuje obiektów cywilnych.

Obiekty cywilne są na celowniku Rosjan od samego początku

Na łamach naszego portalu pokazaliśmy już przynajmniej cztery sytuacje, w których za cel obrane zostały obiekty cywilne w Ukrainie. Chodzi o:

  • ostrzał rakietowy w pobliżu przedszkola w miejscowości Ochtyrka,
  • uderzenie rakiety balistycznej z amunicją kasetową przed szpitalem w mieście Wuhłedar (zginęły cztery osoby),
  • ostrzał rakietowy bloku mieszkalnego w Kijowie,
  • przejechanie przez rosyjski transporter samochodu cywilnego.

Nie były to jedyne przypadki od początku inwazji. Jeden z rosyjskich czołgów oddał strzały do samochodu cywilnego (treść +18), w wyniku czego zginęło dwoje starszych ludzi.

Ponadto 3 marca rosyjskie siły powietrzne zbombardowały dzielnicę mieszkalną w Czernihowie. Wskutek nalotu śmierć poniosło przynajmniej 47 osób.


Ataki nie ustają

Do tragicznych wydarzeń doszło 9 marca. Wówczas Rosjanie przeprowadzili atak rakietowy na szpital położniczy w Mariupolu. W wyniku ostrzału rannych zostało co najmniej 17 osób, a zginęły trzy, w tym dziecko.

Rosjanie utrzymywali, że szpital nie był obiektem cywilnym, ponieważ miał on rzekomo służyć jako baza ukraińskiego pułku „Azow”. Minister spraw zagranicznych Rosji poinformował, że przekazał „informacje” na ten temat do ONZ.

Kolejne makabryczne wydarzenie w Mariupolu miało miejsce tydzień później. Tym razem Rosjanie za cel obrali Teatr Dramatyczny. Budynek służył mieszkańcom jako schronienie przed bombardowaniem. 

Szacunki wskazują, że w środku znajdowało się od 500 do 800 osób. Najnowsze doniesienia mówią, że w wyniku ataku zginęło ok. 300 osób. Budynek teatru został całkowicie zniszczony.


Mariupol głównym celem Rosjan

Według oficjalnych danych (stan na 27 marca) w trakcie wojny w Ukrainie zginęło ponad 1,1 tys. cywilów. W rzeczywistości dane te mogą być jednak zaniżone.

Władze w Mariupolu poinformowały 28 marca, że liczba ofiar śmiertelnych wśród cywilów jest szacowana na ok. 5 tys. (wyłącznie w mieście). Ponadto poszkodowanych miało zostać już co najmniej 20 tys. osób.

Mariupol został całkowicie zrównany z ziemią. Szacuje się, że infrastruktura miasta została zniszczona w 80 proc.


Rosjanie popełniają zbrodnie wojenne

Naczelną regułą międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych jest zasada rozróżniania.

Zgodnie z nią, prowadząc działania militarne, dokonuje się podziału na obiekty cywilne i cele wojskowe. Przedmiotem ataku mogą być wyłącznie te drugie. Ponadto zabronione jest atakowanie cywili. Dozwolonym celem ataku są kombatanci.

Tym samym ataki na obiekty cywilne i ludność cywilną wypełniają znamiona zbrodni wojennych. Dlatego Polska i inne państwa gromadzą dowody, które zostaną przedłożone Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu w Hadze. Więcej na temat postępowania przed MTK przeczytasz tutaj.

Niehumanitarna broń

Odmienną kwestią pozostają środki, za pomocą których Rosja atakuje Ukrainę. Śledztwa i analizy wykazują, że Rosjanie dopuścili się użycia broni kasetowej i termobarycznej.

Rosja wprawdzie nie jest stroną Konwencji o zakazie użycia broni kasetowej. Nie zmienia to jednak faktu, że taka broń jest uznawana za niehumanitarną (jej użycie uderza w zasady proporcjonalności oraz zakazu wyrządzania nadmiernego cierpienia).

Użycie broni termobarycznej nie jest powszechnie zakazane przez prawo międzynarodowe, jednakże jej zastosowanie w pobliżu cywilów stoi w sprzeczności z postanowieniami konwencji genewskich będących fundamentem międzynarodowego prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych.

Użycie broni chemicznej byłoby niezgodne z prawem

Sprzeczne z prawem międzynarodowym, w tym z prawem humanitarnym, byłoby użycie przez Rosję broni chemicznej zaliczanej do broni masowego rażenia.

Rosja jest stroną Konwencji o zakazie broni chemicznej, teoretycznie więc nie może posiadać żadnych substancji chemicznych do celów bojowych. 

W 2017 roku Rosja poinformowała, że zakończyła niszczenie arsenałów broni chemicznej z czasów ZSRR, co potwierdziła Organizacja ds. Zakazu Broni Chemicznej, nadzorująca przestrzeganie Konwencji.

Rosja mogła jednak zataić część dostępnych materiałów lub wznowić prace nad nowym arsenałem broni.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Fałsz

Uzasadnienie

  • Ukraina dążyła do pokojowego rozwiązania konfliktu związanego z republikami separatystycznymi (Donbasu i Ługańska). Potwierdzał to prezydent Zełenski. Wraz ze wsparciem państw Zachodu Ukraińcy starali się wynegocjować rozwiązanie bez wszczynania konfliktu zbrojnego.
  • To Rosja prowokowała spór oraz fabrykowała dowody na ukraińską agresję, zarówno w postaci konfliktów przygranicznych, jak i ataków na tereny samozwańczych republik ludowych. Straż Graniczna Ukrainy jeszcze przed wojną wydała komunikat sugerujący, że ataki są celowymi prowokacjami ze strony Rosji.
  • Dowody na zbombardowanie terytori
  • Ukraina dążyła do pokojowego rozwiązania konfliktu związanego z republikami separatystycznymi (Donbasu i Ługańska). Potwierdzał to prezydent Zełenski. Wraz ze wsparciem państw Zachodu Ukraińcy starali się wynegocjować rozwiązanie bez wszczynania konfliktu zbrojnego.
  • To Rosja prowokowała spór oraz fabrykowała dowody na ukraińską agresję, zarówno w postaci konfliktów przygranicznych, jak i ataków na tereny samozwańczych republik ludowych. Straż Graniczna Ukrainy jeszcze przed wojną wydała komunikat sugerujący, że ataki są celowymi prowokacjami ze strony Rosji.
  • Dowody na zbombardowanie terytorium Donbasu przez ukraińską armię zostały sfabrykowane, co udowodniła redakcja serwisu Bellingcat, wskazując na nieścisłości w opublikowanych zdjęciach i nagraniach. Naszą analizę na ten temat przeczytasz tutaj.
  • W rosyjskich mediach krąży dokument rzekomo stanowiący dowód na planowany przez siły zbrojne Ukrainy atak na Donbas. Ma on usprawiedliwiać rosyjskie „uderzenie wyprzedzające”, jednak – jak wykazała redakcja StopFake – dowód jest fałszywy. Przeczytasz o tym w naszym tłumaczeniu ich analizy.
  • Rosja nie dokonała usprawiedliwionej „operacji specjalnej”, lecz sprowokowała wojnę i zaatakowała Ukrainę. Ambasador Siergiej Andriejew powtarzała fałszywą i dezinformującą narrację, w związku z czym oceniamy jego wypowiedź jako fałszywą.

Ambasador znów kłamie na temat rosyjskiej inwazji

Od 24 lutego trwa wojna, którą Rosja wytoczyła Ukrainie. Równolegle z walką konwencjonalną Kreml prowadzi wojnę informacyjną w przestrzeni medialnej. Celem dezinformacji jest usprawiedliwienie działań rosyjskich wojsk oraz zasianie chaosu.

Więcej na ten temat przeczytasz w artykule o antyukraińskim dyskursie w sieci oraz w artykule o głównych narracjach dezinformacyjnych.

Główne tuby propagandowe Kremla – RT News i Sputnik – zostały zablokowane w Polsce i innych krajach Unii Europejskiej, ale dezinformacja wciąż rozsiewana jest w Internecie przez liczne boty i trolle.

Kłamstwa na temat rosyjskiej inwazji kolportują również wysoko postawieni urzędnicy, m.in. ambasador Rosji w Polsce. Podczas niedawnej rozmowy z polskimi mediami Siergiej Andriejew zasugerował, że rosyjska „operacja specjalna” ma na celu ochronę prorosyjskich separatystów z terenu Donbasu, Doniecka i Ługańska przed agresją „nazistowskiej” ukraińskiej władzy.

Konflikt na wschodzie Ukrainy trwa od kilku lat

Prorosyjscy separatyści na wschodzie Ukrainy funkcjonują co najmniej od 2014 roku. Udało im się przejąć część obwodu donieckiego i ługańskiego, po czym zaczęli podejmować próby stworzenia realnie funkcjonujących struktur administracyjnych.

Pomiędzy Ukrainą, Rosją i separatystami trwała gra pozorów, ponieważ nikt nie chciał wycofać się ze swoich żądań. Zdaniem ekspertów z Ośrodka Studiów Wschodnich na terenie samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej trwała stopniowa deukrainizacja, czego przykładem może być pozbawienie języka ukraińskiego statusu języka państwowego.

Źródło: PAP

Wschodni konflikt był wykorzystywany przez Rosję do podgrzewania napięcia i destabilizacji Ukrainy. Jeszcze przed rozpoczęciem wojny Kreml przygotował usprawiedliwienie dla swojej „misji specjalnej”, której celem miało być uratowanie republik separatystycznych na ich własne życzenie. Na dwa dni przed atakiem Rosja uznała niepodległość Donbasu.

Warto przypomnieć, że w przeszłości podstawieni prorosyjscy separatyści pozwolili Kremlowi przeprowadzić i usprawiedliwić aneksję Krymu. Przeczytaj więcej na ten temat w tej analizie.

Separatyści usprawiedliwiali narrację Kremla

Władze samozwańczych republik separatystycznych (obwodu donieckiego i ługańskiego) już w przeszłości rozpowszechniały informacje sugerujące, że ich tereny są ostrzeliwane przez ukraińskie wojsko. Rząd ukraiński był również oskarżany o celowe zaostrzanie konfliktu, czego celem była poprawa wyników sondażowych prezydenta Zełenskiego.

W rosyjskich mediach już na kilka dni przed rozpoczęciem inwazji pojawiały się fałszywe informacje sugerujące, że ukraińska armia ostrzeliwuje tereny separatystów, w tym np. Donieck.

Ukraina nie ostrzeliwała Doniecka

Przykładem dezinformacji jest sfabrykowany film rzekomo ukazujący atak na tereny Doniecka. Oprócz tego Milicja Ludowa publikowała na swoim Telegramie zdjęcia z miejsca zdarzenia, co później podały dalej rosyjskie media.

Jak jednak wykazali analitycy śledczy z organizacji Bellingcat, incydent został zainscenizowany w taki sposób, aby sprawić wrażenie, że był wynikiem detonacji improwizowanego urządzenia wybuchowego (czyli bomby domowej roboty) lub bomby terenowej.

Podejrzenia wzbudza m.in. jeden z pojazdów, na którym nie widać uszkodzeń spowodowanych odłamkami, czy też cywile, których obrażenia wyglądają na powstałe już po śmierci. Więcej na ten temat przeczytasz w tej analizie.

Rosyjskie prowokacje na granicy

Redakcja międzynarodowego projektu fact-checkingowego StopFake.org na dwa dni przed inwazją udowodniła, że rzekome walki na granicy ukraińskiej, sprowokowane przez siły specjalne Ukrainy, zostały tak naprawdę zainscenizowane przez Rosję.

Jak zauważyli niezależni weryfikatorzy, na filmie widoczne są pojazdy opancerzone służące w rosyjskich szeregach, a nie ukraińskie pojazdy wojskowe. Ponadto rzekome straty, które Ukraina miała ponieść w walkach przygranicznych, nigdzie nie zostały zaraportowane.

W innych artykułach redakcja StopFake.org wykazała, że fałszywe są doniesienia o ukraińskich sabotażystach, którzy atakują tereny separatystów oraz wysadzają infrastrukturę w celu utrudnienia ewakuacji.

Strona ukraińska zaprzecza atakom

Państwowa Straż Graniczna Ukrainy wydała 21 lutego komunikat, w którym zaprzecza rzekomej agresji na granicach oraz sugeruje, że konflikty są celowo prowokowane przez Rosję, m.in. w obwodzie rostowskim i ługańskim.

Agresji zaprzeczają również rzecznicy ukraińskiego wojska. Paweł Kowalczuk – rzecznik prasowy Ukraińskiej Agencji Ochrony Środowiska przekazał, że:

Siły zbrojne Ukrainy nie zaatakowały Doniecka i Ługańska, nie wysłały sabotażystów i pojazdów opancerzonych na granicę, nie ostrzelały terytorium Federacji Rosyjskiej ani rosyjskiej kontroli granicznej. Wszystkie te sugestie pochodzą z rosyjskiej fabryki fake newsów”.

Rosja fabrykuje dowody na potwierdzenie swojej narracji

Od samego początku Kreml zaprzecza, że trwa wojna. Zamiast tego usilnie nazywa działania w Ukrainie „operacją specjalną”, której celem jest „denazyfikacja” i „demilitaryzacja” Ukrainy. Powodem takich działań miałaby być ochrona interesów rosyjskojęzycznych mieszkańców Ukrainy oraz terenów separatystycznych.

Zdaniem rosyjskich oficjeli, gdyby nie rosyjskie „uderzenie wyprzedzające”, sama Ukraina zaatakowałaby Donbas w ciągu kilku najbliższych tygodni. Zasugerował to również ambasador Andriejew.

Brakuje dowodów na takie stwierdzenie, a sama strona ukraińska zaprzecza, jakoby planowała zaatakowanie Donbasu. Wręcz przeciwnie, wraz ze wsparciem Zachodu Ukraina dążyła do rozwiązania konfliktu w sposób pokojowy. Potwierdził to w lutym prezydent Zełenski.

Rosja „odtajniła” jawny dokument, aby usprawiedliwić atak

Dwa tygodnie po rozpoczęciu wojny w rosyjskich mediach zaczął pojawiać się dokument, mający rzekomo świadczyć o planowanej przez ukraińskie władze ofensywie przeciwko republice Donbasu.

Dokumentem tym okazały się „tajne” rozkazy wydane dowódcom Gwardii Narodowej Ukrainy. Strona rosyjska chwaliła się, że udało im się odtajnić te rozkazy i udowodnić słuszność swojej „operacji specjalnej”.

Redakcja StopFake.org wykazała, że rzekomy dowód jest fałszywy. Przede wszystkim dokument wcale nie był tajny, a ponadto nie ma on żadnego związku z Donbasem. Dotyczył on jedynie organizacji corocznego obozu szkoleniowego w obwodzie lwowskim. Nasze tłumaczenie artykułu StopFake.org przeczytasz tutaj.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Fałsz

Uzasadnienie

  • Na początku marca znowelizowane zostały przepisy rosyjskiego kodeksu karnego. Na podstawie nowych artykułów za rozpowszechnianie „fałszywych informacji” grożą wysokie grzywny, prace społeczne lub więzienie.
  • Najwyższa kara w wysokości od 10 do 15 lat więzienia grozi osobom rozpowszechniającym informacje, które nie tylko są nieprawdziwe, ale również niosą „poważne konsekwencje”.
  • Nowe przepisy są wysoce nieprecyzyjne. Według rosyjskich władz fake newsem jest praktycznie wszystko, co nie zgadza się z propagandową narracją Kremla i nie pochodzi z oficjalnych źródeł państwowych. Wpisuje się to w w
  • Na początku marca znowelizowane zostały przepisy rosyjskiego kodeksu karnego. Na podstawie nowych artykułów za rozpowszechnianie „fałszywych informacji” grożą wysokie grzywny, prace społeczne lub więzienie.
  • Najwyższa kara w wysokości od 10 do 15 lat więzienia grozi osobom rozpowszechniającym informacje, które nie tylko są nieprawdziwe, ale również niosą „poważne konsekwencje”.
  • Nowe przepisy są wysoce nieprecyzyjne. Według rosyjskich władz fake newsem jest praktycznie wszystko, co nie zgadza się z propagandową narracją Kremla i nie pochodzi z oficjalnych źródeł państwowych. Wpisuje się to w wojnę, którą Rosja wytoczyła niezależnym mediom.
  • Mamy tutaj do czynienia z odwróceniem pojęć. Mówienie i pisanie prawdy uznawane jest za rozpowszechnianie fałszywych informacji, a kłamstwa władzy mają być wyznacznikiem wiarygodności.
  • Na tej podstawie oceniamy wypowiedź ambasadora jako fałszywą. Karze nie podlegają „fałszywe informacje”, lecz to, co Rosja uznaje za fałszywe informacje.

Nawet 15 lat więzienia za rozpowszechnianie „fake newsów”

niedawnej wypowiedzi dla polskich mediów ambasador Rosji powielił liczne dezinformujące informacje dotyczące rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Sugerował między innymi, że armia rosyjska stara się nie atakować cywilów, a także nazywał działania wojskowe „specjalną operacją”, a nie wojną. Na koniec briefingu zaznaczył, że mówi prawdę, a w jego państwie za szerzenie „fejków” można zostać ukaranym.

Faktycznie, 4 marca rosyjska Duma Państwowa jednogłośnie zatwierdziła projekt nowelizacji kodeksu karnego, który przewiduje grzywny i kary więzienia za rozpowszechnianie „fałszywych informacji” o działaniach rosyjskich sił zbrojnych, za dyskredytowanie tych działań oraz za publiczne nawoływanie do nałożenia na Rosję sankcji.

Ustawa jeszcze tego samego dnia została zaakceptowana przez Radę Federacji (wyższą izbę parlamentu) oraz podpisana przez Władimira Putina.

Grzywny, prace przymusowe lub pozbawienie wolności

We wprowadzonym do kodeksu artykule 207.3 możemy przeczytać, że za „publiczne rozpowszechnianie, pod pozorem wiarygodnych doniesień, świadomie fałszywych informacji zawierających dane o użyciu Służb Zbrojnych Federacji Rosyjskiej w celu ochrony interesów Federacji Rosyjskiej i jej obywateli, oraz utrzymania międzynarodowego pokoju oraz bezpieczeństwa” grozi grzywna w wymiarze od 700 tys. do 1,5 mln rubli, prace przymusowe lub kara pozbawienia wolności do lat trzech.

W przypadku gdy oskarżony rozpowszechnia fake newsy, wykorzystując swoją funkcję, albo sfabrykowane dowody lub jeśli robi to dla osiągnięcia korzyści własnej lub z motywacji politycznej, ideologicznej, rasowej, narodowej lub religijnej – kara może wynieść od 3 do 5 mln rubli, do 5 lat prac przymusowych lub od 5 do 10 lat pozbawienia wolności.

Najwyższa kara w wysokości od 10 do 15 lat grozi osobom rozpowszechniającym informacje, które nie tylko są nieprawdziwe, lecz również niosą „poważne konsekwencje”.

Dyskredytowanie Służb Zbrojnych i namawianie do sankcji również podlegają karze

W ramach poprawek do kodeksu karnego dodano również przepis (art. 280.3) przewidujący karę za publiczne działanie nakierowane na „dyskredytację wykorzystania Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej w celu ochrony Federacji i jej obywateli oraz utrzymywania pokoju i bezpieczeństwa”.

Osobie, która w ciągu ostatniego roku była już pociągnięta do odpowiedzialności administracyjnej za podobny, czyn grozi grzywna od 100 tys. do 300 tys. rubli lub do 3 lat pozbawienia wolności. Jeśli działania te niosą „poważne konsekwencje”, grzywna wynosi od 300 tys. do miliona rubli lub do 5 lat pozbawienia wolności.

Z kolei według nowego art. 284.2 kodeksu karnego za wzywanie do wprowadzenia sankcji przeciwko Rosji grozi do 500 tys. rubli grzywny lub do 3 lat pozbawienia wolności.

Obok kodeksu karnego w tym samym czasie znowelizowano także kodeks wykroczeń administracyjnych. To dopiero po poniesieniu przewidzianej w nowych artykułach odpowiedzialności administracyjnej zastosowanie znajdują odpowiednie przepisy karne.

Pierwszy aresztowany

Rosyjskojęzyczna sekcja BBC (wcześniej informował o tym zajmujący się pomocą prawną projekt „Setevye Svobody”) poinformowała, że pierwszą osobą zatrzymaną na podstawie art. 207.3 został Sergiej Kłokow.

Trafił on do aresztu 18 marca i grozi mu od 5 do 10 lat więzienia. Nie jest to pierwszy przypadek, w którym wszczęto postępowanie na podstawie nowych przepisów, jednak przed nim nikt nie trafił za kratki.

Kolejne organy państwowe chronione przed „fejkami”

Niedawno, 22 marca, Duma przyjęła przepisy rozszerzające art. 207.3 i 280.3 kodeksu karnego o kolejne podmioty, co do których zakazane jest „świadome rozpowszechnianie fałszywych informacji” oraz ich dyskredytowanie.

Identyczne kary jak w przypadku Sił Zbrojnych mają od tej pory dotyczyć organów państwowych Federacji Rosyjskiej działających poza granicami kraju. Chodzi tu głównie o działalność ambasad, Ministerstwa ds. Spraw Sytuacji Nadzwyczajnych, Rosgwardii i innych organów „chroniących interesy” Rosji poza jej terytorium.

Nowelizacja została podpisana przez Władimira Putina 26 marca i wejdzie w życie 5 kwietnia.

Walka Kremla z mediami

Inwazję na Ukrainę władze rosyjskie określają mianem „operacji wojskowej” i blokują media, które używają określenia „wojna”. Roskomnadzor (rosyjski regulator mediów) już 24 lutego „podkreślił”, że jedynie z rosyjskich oficjalnych źródeł informacji należy czerpać wiarygodne wiadomości na temat sytuacji w Ukrainie.

Niezależne radio „Echo Moskwy” zostało wyłączone, a telewizja „Dożd” zablokowana na wniosek prokuratury generalnej, z powodu publikowania „kłamliwych informacji na temat działań wojsk rosyjskich” w czasie wojny z Ukrainą.

W dniu podpisania ustawy penalizującej rozpowszechnianie „fałszywych informacji” na temat wojny w Ukrainie, czyli 4 marca, Roskomnadzor poinformowałzablokowaniu Facebooka.

W następstwie uchwalenia tych przepisów BBC oraz inne zachodnie media (CNN, kanadyjska CBC, agencja Bloomberg) poinformowały, że wycofały swój personel i dziennikarzy z kraju z obawy o ich bezpieczeństwo. Jednocześnie BBC zamierza kontynuować swoją działalność, nadając spoza Rosji.

Więcej na ten temat przeczytasz w naszej analizie o rosyjskiej walce z niezależnymi mediami.

Rosja karze za prawdę, a nie za fałsz

Przyjęte na początku marca przepisy penalizujące „rozpowszechnianie fałszywych informacji” są nieprecyzyjne i dają w zasadzie możliwość zatrzymywania obywateli z dowolnego powodu. Za fałszywą informację („fake newsa”) może zostać uznane wszystko, co nie jest zgodne z oficjalnym przekazem Kremla.

W rzeczywistości to jednak Rosja rozpowszechnia dezinformację dotyczącą konfliktu z Ukrainą i zaprzecza faktowi, że toczy się wojna. Nowa ustawa umożliwia rosyjskiej władzy ograniczać obywatelom dostęp do informacji, które mogłyby podważyć oficjalną propagandę.

Nowelizacja kodeksu karnego ma również na celu przestraszenie wszystkich osób, które mogłyby wystąpić przeciwko władzy. Tym samym, tak naprawdę, w Rosji karą ryzykują osoby, które rozprzestrzeniają prawdę o wojnie, a nie „fejki”.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub