Debata Czas Decyzji w TVN24

Czas czytania: około min.

Sprawdzamy wypowiedzi polityków. Debata Czas Decyzji w TVN24

09.10.2019 godz. 19:35

Za nami druga debata telewizyjna przedstawicieli wszystkich ogólnokrajowych komitetów wyborczych. Jak wypadli na antenie TVN24? Czy mijali się z prawdą? Sprawdzamy wypowiedzi polityków.

Wypowiedź

Marcin Horała

Nieweryfikowalne

Uzasadnienie

W swojej wypowiedzi podczas debaty wyborczej dnia 8 pażdziernika Marcin Horała stwierdza, że w porównaniu z rokiem 2014, wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wzrosły z 73 do 102 miliardów złotych.

Zgodnie z danymi GUS, w 2014 roku wydatki publiczne na służbę zdrowia wynosiły 75 928,7 mln zł i stanowiły 4,42% PKB. W 2015 roku wydatki publiczne na służbę zdrowia wynosiły 79 886,6 mln zł i stanowiły 4,44% PKB lub według innego raportu 80 241 mln zł (4,46% PKB). W 2016 roku wydatki publiczne na służbę zdrowia wynosiły mln 84 591,5 mln zł i stanowiły 4,55% PKB. Z kolei w 2017 roku wynosiły ponad 89

W swojej wypowiedzi podczas debaty wyborczej dnia 8 pażdziernika Marcin Horała stwierdza, że w porównaniu z rokiem 2014, wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wzrosły z 73 do 102 miliardów złotych.

Zgodnie z danymi GUS, w 2014 roku wydatki publiczne na służbę zdrowia wynosiły 75 928,7 mln zł i stanowiły 4,42% PKB. W 2015 roku wydatki publiczne na służbę zdrowia wynosiły 79 886,6 mln zł i stanowiły 4,44% PKB lub według innego raportu 80 241 mln zł (4,46% PKB). W 2016 roku wydatki publiczne na służbę zdrowia wynosiły mln 84 591,5 mln zł i stanowiły 4,55% PKB. Z kolei w 2017 roku wynosiły ponad 89 367 mln zł.

W kwestii roku 2018 roku, GUS nie opublikował jeszcze raportu dotyczącego wydatków na ochronę zdrowia, rok 2019 jeszcze się nie skończył. 

Wspomnieć należy jednak, że Ustawa z dnia 5 lipca 2018 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz niektórych innych ustaw reguluje minimalne nakłady na ochronę zdrowia aż do roku 2024. Zgodnie z nią możemy oszacować wysokość nakładów na ochronę zdrowia w roku 2018 i 2019. Według ustawy będzie to:

  •         4,78% produktu krajowego brutto w 2018 roku,
  •         4,86% produktu krajowego brutto w 2019 roku.

Dodać należy, że zgodnie z art. 1. ust. 5, art. 131c ust. 2: 

wartość produktu krajowego brutto, o którym mowa w ust. 1, jest ustalana na podstawie wartości określonej w obwieszczeniu Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego wydawanym na podstawie art. 5 ustawy z dnia 26 października 2000 r. o sposobie obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto, według stanu na dzień 31 sierpnia.

Z powyższego zapisu wynika, że Ministerstwo Finansów bierze do obliczeń wydatków publicznych na zdrowie na dany rok wartość PKB sprzed dwóch lat względem roku, na który tworzy obliczenia.

Dane dotyczące PKB służące wyliczeniu minimalnych wydatków na zdrowie, mają pochodzić z publikacji GUS dotyczących przeszłych okresów, a nie z szacunków i prognoz na rok na który przygotowuje się wyliczenia. Zatem do wyliczenia nakładów w 2018 roku weźmiemy pod uwagę wielkość PKB w 2016 roku, a do wyliczeń na 2019 rok PKB z 2017 roku.

Skupiając się finalnie na roku 2019, wartość produktu krajowego brutto (PKB) w 2017 r. wyniosła 1 bln 982,1 mld zł. Zgodnie z ustawą, wyliczając z tej wielkości 4,86%, otrzymamy szacowaną wielkość nakładów na ochronę zdrowia w 2019 roku. Zatem zgodnie z wyliczeniami, w 2019 roku szacowana wielkość wydatków na ochronę zdrowia to 96,3 mld zł.

Choć dane te opierają się o tekst ustawy, podkreślić należy, że są to jedynie szacunki. Finalnie wydatki te mogą wynosić mniej lub więcej, zatem nie można uznać ich za dane pewne. W związku z powyższym, wypowiedź należy uznać za nieweryfikowalną aż do opublikowania przez GUS rzetelnych danych.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Marcin Horała

Manipulacja

Uzasadnienie

Kwestia ilości miejsc na studiach medycznych została poruszona już wcześniej przez Jacka Sasina w debacie wyborczej TVP, która odbyła się 1 października.

Wypowiedź Marcina Horały stanowi dokładne powtórzenie tezy przytoczonej przez Jacka Sasina.

Zgodnie z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym limit przyjęć na kierunki lekarski i lekarsko-dentystyczny w poszczególnych uczelniach określa minister właściwy do spraw zdrowia w porozumieniu z ministrem właściwym nauki i szkolnictwa wyższego. Uwzględnia się przy tym m.in. możliwości dydaktyczne uczelni i zapotrzebowanie na absolwentów tych kierunków.

L

Kwestia ilości miejsc na studiach medycznych została poruszona już wcześniej przez Jacka Sasina w debacie wyborczej TVP, która odbyła się 1 października.

Wypowiedź Marcina Horały stanowi dokładne powtórzenie tezy przytoczonej przez Jacka Sasina.

Zgodnie z ustawą Prawo o szkolnictwie wyższym limit przyjęć na kierunki lekarski i lekarsko-dentystyczny w poszczególnych uczelniach określa minister właściwy do spraw zdrowia w porozumieniu z ministrem właściwym nauki i szkolnictwa wyższego. Uwzględnia się przy tym m.in. możliwości dydaktyczne uczelni i zapotrzebowanie na absolwentów tych kierunków.

Liczbę miejsc na studiach medycznych określa wydawane przez Ministra Zdrowia rozporządzenie w sprawie limitu przyjęć na kierunki lekarski i lekarsko-dentystyczny. Marcin Horała nie precyzuje w swojej wypowiedzi, czy chodzi mu wyłącznie o kierunek lekarski, czy uwzględnia on również w swoich szacunkach kierunek lekarsko-dentystyczny. W naszej analizie sprawdziliśmy więc oba warianty.  Przyjęliśmy, że wyjściowe dla analizy będzie ostatnie rozporządzenie w sprawie limitu przyjęć na studia lekarskie za rządów PO-PSL, które wydał ówczesny wiceminister Sławomir Neumann 31 lipca 2015 roku. Obowiązywało ono na rok akademicki 2015/2016.

Każde rozporządzenie dzieli limity przyjęć na cztery odrębne kategorie: dwie z nich dotyczą limitów dla odpowiednio obywateli polskich i cudzoziemców na studia stacjonarne w języku polskim, trzecia dotyczy limitów na studia niestacjonarne w języku polskim, ostatnia zaś odnosi się do limitów na studia prowadzone w innym języku niż polski (zarówno studia stacjonarne, jak i niestacjonarne).

Zgodnie z rozporządzeniem na rok akademicki 2015/2016, limit przyjęć na kierunek lekarski w ramach studiów stacjonarnych prowadzonych w języku polskim wyniósł 3589 miejsc, z czego 60 zarezerwowanych było dla cudzoziemców. 1048 miejsc przeznaczono na studia niestacjonarne w języku polskim, zaś na studia prowadzone w języku obcym – 1551 miejsc.

Łączna liczba miejsc wyniosła zatem 6188 miejsc, co odpowiada danym prezentowanym przez Marcina Horałę.

Z kolei łączny limit przyjęć na kierunek lekarsko-dentystyczny wyniósł w roku akademickim 2015/2016 1362 miejsca. Oznacza to, że łącznie na kierunki lekarski i lekarsko-dentystyczny przeznaczono 7550 miejsc.

Z kolei zgodnie z najnowszym rozporządzeniem wydanym 16 lipca 2019 roku przez wiceminister Józefę Szczurek-Żelazko i dotyczącym właśnie rozpoczętego roku akademickiego 2019/2020, limit przyjęć na kierunek lekarski w ramach studiów stacjonarnych prowadzonych w języku polskim wyniósł 5042 miejsca (a więc o 1453 miejsca więcej niż w roku akademickim 2015/2016), z czego 77 zarezerwowano dla cudzoziemców. Limit na studia niestacjonarne w języku polskim wyniósł 1224 miejsca (o 176 miejsc więcej), zaś na studia prowadzone w języku obcym – 1892 miejsca (o 341 miejsc więcej).

Łącznie, limit przyjęć na kierunek lekarski wyniósł zatem 8158 miejsc, a więc zdecydowanie mniej, niż twierdzi Marcin Horała.

Dopiero dodanie do tego wyniku danych odnoszących się do kierunku lekarsko-dentystycznego, dla którego łączny limit przyjęć na rok akademicki 2019/2020 wyniósł 1395 miejsc, sprawia, że łączny limit przyjęć na studia medyczne w bieżącym roku akademickim wynosi 9553 miejsc, a więc tyle, ile mowa jest w analizowanej wypowiedzi.

Marcin Horała porównuje do siebie zatem limit przyjęć tylko na kierunek lekarski w ostatnim roku rządów PO do najnowszego limitu przyjęć zarówno na kierunek lekarski, jak i lekarsko-dentystyczny.

Limit przyjęć na kierunek lekarski wzrósł za rządów PiS z 6188 miejsc do 8158, a więc o 1970 miejsc, z kolei limit przyjęć na kierunek lekarsko-dentystyczny wzrósł z 1362 miejsc do 1395 miejsc (o 33 miejsca). Łącznie, limit przyjęć na studia medyczne za rządów Prawa i Sprawiedliwości wzrósł z 7550 miejsc do 9553 miejsc, a więc o dokładnie 2003 miejsca.

Z uwagi na nieadekwatność porównania dokonanego przez Marcina Horałę, uznajemy jego wypowiedź za manipulację.

 

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Adrian Zandberg

Prawda

Uzasadnienie

Kwestia zwiększenia nakładów na służbę zdrowia była jednym z głównych tematów debaty pod koniec 2017 roku. Wiązało się to z protestem lekarzy rezydentów, którego jednym z głównych postulatów było zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu nie niższego niż 6,8% PKB w przeciągu trzech lat.

W reakcji na protest, rząd zobowiązał się do zwiększenia nakładów na służbę zdrowia. Kluczowym elementem tego procesu okazała się Ustawa z 24 listopada 2017 r. Zgodnie z przyjętymi wówczas przepisami, na finansowanie ochrony zdrowia przeznacza się corocznie środki finansowe w wysokości nie niższej niż

Kwestia zwiększenia nakładów na służbę zdrowia była jednym z głównych tematów debaty pod koniec 2017 roku. Wiązało się to z protestem lekarzy rezydentów, którego jednym z głównych postulatów było zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia do poziomu nie niższego niż 6,8% PKB w przeciągu trzech lat.

W reakcji na protest, rząd zobowiązał się do zwiększenia nakładów na służbę zdrowia. Kluczowym elementem tego procesu okazała się Ustawa z 24 listopada 2017 r. Zgodnie z przyjętymi wówczas przepisami, na finansowanie ochrony zdrowia przeznacza się corocznie środki finansowe w wysokości nie niższej niż 6% produktu krajowego brutto z zachowaniem okresu przejściowego w latach 2018-2024. W okresie tym wysokość środków finansowych przeznaczonych na finansowanie ochrony zdrowia nie może być niższa niż: 4,67% PKB w 2018 r., 4,86% PKB w 2019 r., 5,03% PKB w 2020 r., 5,22% PKB w 2021 r., 5,41% PKB w 2022 r., 5,60% PKB w 2023 r. i 5,80% PKB w 2024 r. Efektem Ustawy było zatwierdzenie stopniowego wzrostu finansowania służby zdrowia tak, aby osiągnąć próg 6% PKB w roku 2025.

Kolejnym ważnym punktem realizacji polityki zwiększania wydatków na służbę zdrowia było porozumienie Ministra Zdrowia z Porozumieniem Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy z dnia 8 lutego 2018 roku. Jednym z postanowień porozumienia było przyspieszenie procesu wzrostu nakładów na służbę zdrowia. W 2018 roku wydatki wynieść miały 4,78% PKB, w 2019 r. 4,86% PKB, w 2020 r. 5,03% PKB, w 2021 r. 5,30% PKB, w 2022 r. 5,55% PKB, w 2023 r. 5,8% PKB. Poziom 6% PKB miał zostać osiągnięty rok wcześniej niż planowano, czyli w 2024 r. W związku z tym w czerwcu 2018 roku do Sejmu wpłynął rządowy projekt kolejnej nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej.

Projekt ten został skrytykowany przez Naczelną Radę Lekarską jako nie w pełni realizujący postanowienia przyjętego porozumienia. W swoim stanowisku Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej z dnia 26 czerwca 2018 r. stwierdza, że choć projektowane zapisy ustawy są zgodne z porozumieniem w zakresie, w jakim przewidują wzrost finansowania ochrony zdrowia, to inne jej zapisy sprawiają, że realnie na świadczenia zdrowotne przeznaczona będzie mniejsza część PKB. Chodzi tu o przepisy uwzględniające w ramach ustalonych 6% odpis dla Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz koszty Funduszu Rozwiązywania Problemów Hazardowych.

W związku z niewłaściwym, w ocenie NRL, sposobem wyliczania nakładów na służbę zdrowia, Naczelna Izba Lekarska zgłosiła swoje poprawki do projektu nowelizacji ustawy. Poprawki te, pomimo pozytywnej rekomendacji ze strony sejmowej Komisji Zdrowia, zostały odrzucone w głosowaniu sejmowym. W reakcji na odrzucenie poprawek, Porozumienie Rezydentów OZZL opublikowało oświadczenie, w którym stwierdziło, że “minister zdrowia i rząd PiS zerwali porozumienie z lekarzami”.

Ustawa z 5 lipca 2018 r., która skróciła o rok tempo dojścia do poziomu 6% PKB,  weszła w życie 24 sierpnia 2018 roku.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Prawda

Uzasadnienie

Dane, o których mówi Władysław Kosiniak-Kamysz udostępniane są przez Ministerstwo Zdrowia. Jak podaje strona ministerstwa, powinny być one aktualizowane raz na kwartał, ale ostatnie dane dotyczące zadłużenia szpitali (precyzyjniej: samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej – SPZOZ) pochodzą z IV kwartału 2018 i zamieszczone zostały na stronie ministerstwa 20.03.2019. Z danych tych wynika, że w IV kwartale 2018 zadłużenie SPZOZ wyniosło 12 843,8 mln zł (co oznacza, że wzrosło ono o 1,3 procent względem poprzedzającego kwartału).

W ciągu poprzednich 10 lat zadłużenie w ostatnim kwarta

Dane, o których mówi Władysław Kosiniak-Kamysz udostępniane są przez Ministerstwo Zdrowia. Jak podaje strona ministerstwa, powinny być one aktualizowane raz na kwartał, ale ostatnie dane dotyczące zadłużenia szpitali (precyzyjniej: samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej – SPZOZ) pochodzą z IV kwartału 2018 i zamieszczone zostały na stronie ministerstwa 20.03.2019. Z danych tych wynika, że w IV kwartale 2018 zadłużenie SPZOZ wyniosło 12 843,8 mln zł (co oznacza, że wzrosło ono o 1,3 procent względem poprzedzającego kwartału).

W ciągu poprzednich 10 lat zadłużenie w ostatnim kwartale roku wyglądało następująco:

2008 – 9 980 mln zł

2009 – 9 628 mln zł 

2010 – 9 963 mln zł

2011 – 10 384 mln zł

2012 – 10 661 mln zł

2013 – 9 922 mln zł

2014 – 10 346 mln zł

2015 – 10 813 mln zł

2016 – 11 250 mln zł

2017 – 11 757 mln zł

Oznacza to, że w latach 2008-2018 zadłużenie SPZOZ wzrosło o 2 864 mln zł, tj. o około 29%. Za samej kadencji PiS zadłużenie to wzrosło o 2 031 mln zł, tj. o około 19%.

Przyjmując za dopuszczalny margines błędu, uznajemy wypowiedź za prawdziwą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Manipulacja

Uzasadnienie

Czasopismo medyczne The Lancet, o którym mówi W. Kosiniak-Kamysz, przedstawia efekty badań nad dostępem i jakością opieki zdrowotnej (z ang. Healthcare Access and Quality) wśród 195 krajów świata.

Według danych za 2016 r. Polska znalazła się na 39 miejscu w rankingu światowym. W przypadku krajów europejskich, Polska znalazła się na 27 miejscu, a wśród państw należących do Unii Europejskiej – na 23 miejscu.  Na czele rankingu znalazły się Islandia, Norwegia i Holandia.

Na świecie lepsze od Polski okazały się między innymi takie kraje jak Australia, Japonia, Korea Południowa czy USA, ale równie

Czasopismo medyczne The Lancet, o którym mówi W. Kosiniak-Kamysz, przedstawia efekty badań nad dostępem i jakością opieki zdrowotnej (z ang. Healthcare Access and Quality) wśród 195 krajów świata.

Według danych za 2016 r. Polska znalazła się na 39 miejscu w rankingu światowym. W przypadku krajów europejskich, Polska znalazła się na 27 miejscu, a wśród państw należących do Unii Europejskiej – na 23 miejscu.  Na czele rankingu znalazły się Islandia, Norwegia i Holandia.

Na świecie lepsze od Polski okazały się między innymi takie kraje jak Australia, Japonia, Korea Południowa czy USA, ale również Liban, Izrael, Bermudy czy Puerto Rico.

Wśród krajów Unii Europejskiej wyprzedziliśmy jedynie Węgry, Łotwę, Litwę, Rumunię oraz Bułgarię.

Wypowiedź Władysława Kosiniaka-Kamysza znajduje swoje odzwierciedlenie w przypadku państw unijnych, jednak nie jest prawdą, że znajdujemy się na 23 miejscu wśród krajów europejskich. W związku z tym, uznajemy jego wypowiedź za manipulację.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Prawda

Uzasadnienie

Wspomniana przez W. Kosiniaka-Kamysza ustawa to Ustawa z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności. Określa ona m.in. zasady i warunki stosowania metod rozrodu, poprzez wspomaganie medyczne in vitro. Jednak już wcześniej, bo w 2013 r., rząd Platformy Obywatelskiej wprowadził Program – Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013-2016, ustanowiony na podstawie Ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, który trwał od 1 lipca 2013 r. do 30 czerwca 2016 r. Poprzez dofinansowanie, zapewniał równy dostęp

Wspomniana przez W. Kosiniaka-Kamysza ustawa to Ustawa z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności. Określa ona m.in. zasady i warunki stosowania metod rozrodu, poprzez wspomaganie medyczne in vitro. Jednak już wcześniej, bo w 2013 r., rząd Platformy Obywatelskiej wprowadził Program – Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013-2016, ustanowiony na podstawie Ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, który trwał od 1 lipca 2013 r. do 30 czerwca 2016 r. Poprzez dofinansowanie, zapewniał równy dostęp do procedury in vitro dla par, w których u kobiety i mężczyzny stwierdzono niepłodność i nie ma innych sposobów jej leczenia. 

Decyzją ówczesnego ministra zdrowia Mariana Zembali, 3 listopada 2015 r. program został przedłużony na lata 2016-2019 i miał trwać od 1 lipca 2016 r. do 31 grudnia 2019 r.

Ustawa o leczeniu niepłodności była trzykrotnie nowelizowana, jednak zmiany te nie wpływały znacząco na jej treść.

W grudniu 2015 r. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar zainterweniował do ministra zdrowia w sprawie jego stanowiska o zaprzestaniu finansowania ze środków publicznych procedury in vitro. W odpowiedzi Ministerstwa Zdrowia znalazły się informacje o innych możliwych metodach leczenia bezpłodności, o których jest mowa w ustawie oraz o realizacji programu do końca, zgodnie z harmonogramem. 

W styczniu 2016 r. RPO w swoim piśmie do ministerstwa podkreślił, że zakończenie programu pozbawi skuteczności obowiązującą wciąż ustawę o leczeniu niepłodności. Tym samym Rada Ministrów nie wykona swojego podstawowego zadania, jakim jest wykonywanie ustaw. W kolejnej odpowiedzi z lutego 2016 r. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że niefinansowanie procedury in vitro ze środków publicznych nie pozbawia ustawy skuteczności, ponieważ nie obejmuje ona finansowania tej procedury.

odpowiedzi z lipca 2016 r. Rzecznik po raz kolejny podkreślił, że metoda in vitro ma potwierdzoną wieloma badaniami największa skuteczność spośród wszystkich metod leczenia niepłodności i w związku z tym zaprzestanie jej finansowania jest bezzasadne. 

Po zakończeniu programu ustanowionego przez rząd PO-PSL na lata 2013-2016, rząd Prawa i Sprawiedliwości powołał Program Kompleksowej Ochrony Zdrowia Prokreacyjnego w Polsce w latch 2016-2020, oparty na ustawie o  świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Program zakłada utworzenie ośrodków leczenia niepłodności oraz kompleksową diagnostykę i dalsze leczenie.

Z powyższej analizy wynika, że w Ustawie z dnia 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności były w czasach rządów PiS-u zmienianie przepisy, jednak zmiany te miały charakter techniczny. Rząd PiS wprowadził za to nowy program leczenia niepłodności, tym samym rezygnując z programu refundacji in vitro na lata 2016-2019 przygotowanego jeszcze przez rząd PO-PSL. W związku z tym wypowiedź Władysława Kosiniaka-Kamysza oceniamy jako prawdę.

Warto wspomnieć, że samorządy w Polsce prowadzą lokalne programy leczenia niepłodności metoda pozaustrojową. Taki program ruszył w 2017 r. w Warszawie, a w 2019 r. m.in. we Wrocławiu, w Szczecinie i w województwie mazowieckim. Minister Zdrowia poinformował Rzecznika Praw Obywatelskich, że nie będzie ingerował w prowadzenie programów przez samorządy.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Izabela Leszczyna

Manipulacja

Uzasadnienie

W swojej wypowiedzi w trakcie debaty wyborczej z dnia 8 października 2019 roku Izabela Leszczyna stwierdziła, że w Polsce wzrosła drastycznie śmiertelność w ciągu ostatnich 4 lat.

Według raportów GUS w ostatnich latach natężenie zgonów w Polsce nie zmieniło się istotnie. Umieralność rośnie, ale tempo wzrostu jest niewielkie i w miarę jednostajne. Z raportów GUS wynika również, że w najbliższych latach należy oczekiwać, że liczba zgonów nadal będzie wzrastać z powodu systematycznego wzrostu liczby osób w najstarszych grupach wiekowych.

Według raportu GUS, w 2018 roku zmarło ok. 414 tys. osób, a 

W swojej wypowiedzi w trakcie debaty wyborczej z dnia 8 października 2019 roku Izabela Leszczyna stwierdziła, że w Polsce wzrosła drastycznie śmiertelność w ciągu ostatnich 4 lat.

Według raportów GUS w ostatnich latach natężenie zgonów w Polsce nie zmieniło się istotnie. Umieralność rośnie, ale tempo wzrostu jest niewielkie i w miarę jednostajne. Z raportów GUS wynika również, że w najbliższych latach należy oczekiwać, że liczba zgonów nadal będzie wzrastać z powodu systematycznego wzrostu liczby osób w najstarszych grupach wiekowych.

Według raportu GUS, w 2018 roku zmarło ok. 414 tys. osób, a współczynnik zgonów wyniósł 10,8, tj. o 0,3 p. prom. więcej niż w 2017 roku 

Według raportu GUS, w 2017 roku zmarło ok. 403 tys. osób, a współczynnik zgonów wyniósł 10,5, tj. o 0,4 p.prom. więcej niż w 2016 r. 

Według raportu GUS, w 2016 roku zmarło 388 009 osób.

Dla porównania, patrząc na lata rządów koalicji PO-PSL liczba zgonów kształtowała się następująco:

w 2008 roku – 379399 osób,

w 2009 roku – 384940 osób,

w 2010 roku –  378478 osób,

w 2011 roku – 375501 osób,

w 2012 roku – 384788 osób,

w 2013 roku –  387312 osób,

w 2014 roku – 376467 osób,

w 2015 roku – 394 921 osób.

Z powyższych informacji wynika, że za rządów PO-PSL śmiertelność w Polsce również charakteryzowała się rosnącym trendem, jednak zdarzały się lata, gdzie odnotowywane były spadki śmiertelności. 

W swojej wypowiedzi Izabela Leszczyna stwierdza, że śmiertelność w Polsce w ostatnich latach drastycznie wzrosła. W powyższych informacji wynika, że faktycznie odnotowuje się wzrost, jednak zgodnie z danymi GUS jego tempo jest niewielkie i w miarę jednostajne. Przyjmując 2015 rok, ostatni rok rządów PO, jako rok bazowy dla naszej analizy, śmiertelność wzrosła o około 2o tysięcy osób. Dla porównania, od roku 2011 do 2015, a więc w okresie drugiej kadencji koalicji PO-PSL, śmiertelność Polaków wzrosła z około 376 tysięcy osób do 395 tysięcy, a więc o 19 tysięcy osób, co jest wynikiem zbliżonym do tego odnotowanego według najnowszych danych za rządów PiS. Należy jednak nadmienić, iż nie są dostępne dane za rok 2019, przez co możliwe jest porównanie jedynie 3 lat obecnych rządów do pełnej kadencji poprzedniej władzy.

W związku z wyolbrzymiającym charakterem wypowiedzi, uznajemy ją za manipulację.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Izabela Leszczyna

Manipulacja

Uzasadnienie

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Zdrowia w Polsce funkcjonuje dziewięć publicznych uniwersytetów medycznych, są to:

  • Uniwersytet Medyczny w Białymstoku;
  • Gdański Uniwersytet Medyczny; 
  • Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach;
  • Uniwersytet Medyczny w Lublinie;
  • Uniwersytet Medyczny w Łodzi;
  • Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu;
  • Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie;
  • Warszawski Uniwersytet Medyczny;
  • Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Ponadto, cztery inne uczelnie publiczne prowadzą działalność dydaktyczną i badawczą w dziedzinie nauk medycznych,

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Zdrowia w Polsce funkcjonuje dziewięć publicznych uniwersytetów medycznych, są to:

  • Uniwersytet Medyczny w Białymstoku;
  • Gdański Uniwersytet Medyczny; 
  • Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach;
  • Uniwersytet Medyczny w Lublinie;
  • Uniwersytet Medyczny w Łodzi;
  • Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu;
  • Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie;
  • Warszawski Uniwersytet Medyczny;
  • Uniwersytet Medyczny im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Ponadto, cztery inne uczelnie publiczne prowadzą działalność dydaktyczną i badawczą w dziedzinie nauk medycznych, są to:

  • Collegium Medicum im. Ludwika Rydgiera w Bydgoszczy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu;
  • Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego;
  • Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego;
  • Wydział Nauk Medycznych Uniwersytetu; Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Izabela Leszczyna w swojej wypowiedzi mówi o wydziałach lekarskich, które są częściami uniwersytetów niemedycznych. Informacja o kierunkach lekarskim na tego typu uczelniach znajduje się m.in. w Rozporządzeniu Ministra Zdrowia z dnia 16 lipca 2019 r. w sprawie limitu przyjęć na studia na kierunkach lekarskim i lekarsko-dentystycznym. Akt ten określa limit przyjęć na studia dla wyżej wymienionych uczelni medycznych oraz dla uczelni niemedycznych i prywatnych.

Te same, wyszczególnione informacje podaje Konferencja Rektorów Akademickich Uczelni Medycznych. Publicznymi uniwersytetami niemedycznymi z kierunkiem lekarskim są:

  • Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach;
  • Uniwersytet Rzeszowski;
  • Uniwersytet Zielonogórski;
  • Uniwersytet Opolski;
  • Uniwersytet Technologiczno-Humanistyczny im. K. Pułaskiego w Radomiu;
  • Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie;
  • Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Natomiast, uczelnie niepubliczne, na których prowadzony jest kierunek lekarski, to:

  • Krakowska Akademia im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego;
  • Uczelnia Łazarskiego w Warszawie;
  • Wyższa Szkoła Techniczna w Katowicach.

Wymienione przez posłankę Platformy Obywatelskiej wydziały lekarskie, to:

Z przedstawionych wyżej informacji wynika, że w czasach rządów Platformy prowadzenie kierunku lekarskiego rozpoczęły uniwersytety w Kielcach, w Zielonej Górze i w Rzeszowie. Natomiast kierunek lekarski na uniwersytecie w Opolu został otworzony w 2018 r., w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy.

Zgodnie z powyższym, uznajemy wypowiedź za manipulację.

 

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Marcin Horała

Fałsz

Uzasadnienie

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 r. placówki opieki nad małymi dziećmi dysponowały 80,8 tys. miejsc. W 2016 r. ta liczba wzrosła o 14,4% i wynosiła 92,5 tys. miejsc. W latach następnych obserwowano zwiększenie ilości miejsc dla małych dzieci z 106,5 tys. w 2017 r. do 137,6 tys. w 2018 r. 

W swojej wypowiedzi Marcin Horała mówi o ponad dwukrotnym wzroście liczby miejsc w placówkach opieki nad dziećmi do lat 3. Natomiast w przytoczonym okresie ta liczba wzrosła o jedynie 56,8 tys., co stanowi wzrost o blisko 70,3% w porównaniu do danych z 2015 r. Z tego powodu stwierdzenie Mar

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 r. placówki opieki nad małymi dziećmi dysponowały 80,8 tys. miejsc. W 2016 r. ta liczba wzrosła o 14,4% i wynosiła 92,5 tys. miejsc. W latach następnych obserwowano zwiększenie ilości miejsc dla małych dzieci z 106,5 tys. w 2017 r. do 137,6 tys. w 2018 r. 

W swojej wypowiedzi Marcin Horała mówi o ponad dwukrotnym wzroście liczby miejsc w placówkach opieki nad dziećmi do lat 3. Natomiast w przytoczonym okresie ta liczba wzrosła o jedynie 56,8 tys., co stanowi wzrost o blisko 70,3% w porównaniu do danych z 2015 r. Z tego powodu stwierdzenie Marcina Horały uważamy za fałszywą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Marcin Horała

Fałsz

Uzasadnienie

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 r. w Polsce funkcjonowało blisko 2,3 tys. placówek opieki nad dziećmi do lat 3. W roku następnym liczba żłobków, oddziałów żłobkowych i klubów dziecięcych zwiększyła się o 16,7% i wynosiła blisko 2,7 tys. W 2017 r. w Polsce działało ok. 3,1 tys. takich placówek, a w 2018 r. ich liczba sięgnęła już ok. 3,7 tys. 

W swojej wypowiedzi Marcin Horała twierdzi o wzroście liczby placówek opieki nad dziećmi z 3 tys. do 5 tys. Z przeprowadzonej analizy wynika, że de facto sytuacja w tym obszarze uległa poprawie, natomiast przywołane przez Pana posła li

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2015 r. w Polsce funkcjonowało blisko 2,3 tys. placówek opieki nad dziećmi do lat 3. W roku następnym liczba żłobków, oddziałów żłobkowych i klubów dziecięcych zwiększyła się o 16,7% i wynosiła blisko 2,7 tys. W 2017 r. w Polsce działało ok. 3,1 tys. takich placówek, a w 2018 r. ich liczba sięgnęła już ok. 3,7 tys. 

W swojej wypowiedzi Marcin Horała twierdzi o wzroście liczby placówek opieki nad dziećmi z 3 tys. do 5 tys. Z przeprowadzonej analizy wynika, że de facto sytuacja w tym obszarze uległa poprawie, natomiast przywołane przez Pana posła liczby nie znajdują swojego odzwierciedlenia w oficjalnych raportach Głównego Urzędu Statystycznego. W związku z tym wypowiedź Marcina Horały uważamy za fałszywą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Krzysztof Bosak

Fałsz

Uzasadnienie

Analiza została uzupełniona o dodatkowe informacje precyzujące dokładną treść obietnicy PiSu w zakresie kwoty wolnej od podatku, a także zakres jej realizacji. Zostały one zaznaczone pogrubionym tekstem.

Podczas trwającej jeszcze kadencji Sejmu kwota wolna od podatku została podniesiona dwa razy. Najpierw do poziomu 6600 złotych, a potem 8000 złotych.

Prawo i Sprawiedliwość obiecywało podniesienie kwoty wolnej od podatku z 3091 do ok. 6000 złotych rocznie w swoim programie wyborczym z 2014 roku.

Zgodnie z jego treścią, miał to być mechanizm wsparcia osób najuboższych. W programie PiSu czytamy

Analiza została uzupełniona o dodatkowe informacje precyzujące dokładną treść obietnicy PiSu w zakresie kwoty wolnej od podatku, a także zakres jej realizacji. Zostały one zaznaczone pogrubionym tekstem.

Podczas trwającej jeszcze kadencji Sejmu kwota wolna od podatku została podniesiona dwa razy. Najpierw do poziomu 6600 złotych, a potem 8000 złotych.

Prawo i Sprawiedliwość obiecywało podniesienie kwoty wolnej od podatku z 3091 do ok. 6000 złotych rocznie w swoim programie wyborczym z 2014 roku.

Zgodnie z jego treścią, miał to być mechanizm wsparcia osób najuboższych. W programie PiSu czytamy bowiem: “podatników osiągających najniższe dochody należy wspierać za pomocą systemu podatkowego. Będziemy podwyższać kwotę wolną od podatku, co roku o jedną dziesiątą, tak długo aż dochód zwolniony nie osiągnie poziomu minimum egzystencji. Oznacza to podwojenie kwoty wolnej z 3091 zł rocznie do ok 6000 zł rocznie”. [aktualizacja 15.10.2019 r.]

Ta sama obietnica pojawiła się m.in. w exposé Beaty Szydło z 18 listopada 2015 roku. Wtedy to premier obiecała podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tysięcy złotych.

 Podczas obecnie trwającej kadencji kwotę wolną od podatku udało się podnieść po raz pierwszy w listopadzie 2016 roku. Wtedy to (15 listopada) Sejm przyjął nowelizację ustawy o PIT oraz ustawy o CIT autorstwa posłów Prawa i Sprawiedliwości. Na mocy tej nowelizacji kwota wolna od podatku została podniesiona do 6600 złotych. Osoby, których roczny dochód nie przekraczał tej kwoty, były zwolnione z podatku dochodowego. Podatnicy, których dochód znajdował się w przedziale 6 600 zł – 11 000 zł odliczali kwotę między 1 188 zł a 556,02 zł. Dla podatników o rocznym dochodzie między 11 000 zł a 85 528 zł kwota wynosiła 556,02 zł, natomiast przy dochodzie powyżej 127 tys. zł kwota spadała do zera. Ustawa realizowała więc założenia obietnicy z programu dotyczące podniesienia kwoty wolnej dla osób o najniższych dochodach do poziomu około 6 tysięcy złotych rocznie (dokładnie – 6 600 zł). [aktualizacja 15.10.2019 r.]

 Kolejny raz kwota od podatku została podniesiona w 2017 roku. 4 października do Sejmu wpłynął rządowy projekt zmiany ustawy o PIT, według którego kwota wolna od podatku miała wynosić 8 tysięcy złotych. Sejm przyjął nowelizację ustawy 27 października 2017 roku, a prezydent podpisał ją 22 listopada 2017 roku. Ustawa weszła w życie 1 stycznia 2018 roku, a kwota wolna od podatku w wysokości 8 tysięcy złotych obowiązuje do dziś.

Zgodnie z powyższą zmianą, kwota wolna od podatku wyniosła 8 tysięcy zł. Osoby, których roczny dochód nie przekracza tej kwoty, są zwolnione z podatku dochodowego (mogą odliczyć 1440 zł od podatku wynoszącego 18%). Kwota wolna dla podatników, których dochody są wyższe niż 8 tys. zł i niższe niż 13 tys. zł, stopniowo spada do poziomu 3091 zł według wzoru określonego art. 27 ustawy. Z kwoty wolnej w wysokości 3091 zł mogą skorzystać podatnicy, których dochody są wyższe niż 13 tys. zł i nie przekraczają 85 528 zł (mogą odliczyć 556,02 zł). Dla podatników o dochodach powyżej 85 528 zł kwota wolna spada do zera przy zarobkach powyżej 127 tys. zł. Druga nowelizacja spełniła więc założenia obietnicy premier Szydło z expose dotyczące podniesienia kwoty wolnej do poziomu 8 tysięcy złotych. [aktualizacja 15.10.2019 r.]

 Wypowiedź Krzysztofa Bosaka oceniamy jako fałsz, ponieważ kwota od podatku została podniesiona dwa razy: raz po przyjęciu nowelizacji ustawy autorstwa posłów PiS, a drugi raz po przyjęciu rządowego projektu nowelizacji ustawy o PIT.

 Jak zauważył Krzysztof Bosak, podwyższenie kwoty wolnej od podatku było jedną z przedwyborczych obietnic Prawa i Sprawiedliwości. Została ona przez nas opisana w Raporcie 100 Obietnic Zjednoczonej Prawicy.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Krzysztof Bosak

Prawda

Uzasadnienie

16 lutego 2016 r. Rada Ministrów podjęła uchwałę w sprawie przyjęciaPlanu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” (Plan Morawieckiego). Dokument ten wyznacza główne kierunki i priorytety polityki gospodarczej rządu. Opiera on rozwój o pięć głównych filarów:

  • reindustrializacja (wspieranie istniejących i rozwijanie nowych przewag konkurencyjnych i specjalizacji polskiej gospodarki),
  • rozwój innowacyjnych firm (budowa przyjaznego otoczenia dla firm i systemu wsparcia innowacji),
  • kapitał dla rozwoju (więcej inwestycji i budowanie oszczędności Polaków),
  • ekspansja zagraniczna (wsparcie eksportu i inwes

16 lutego 2016 r. Rada Ministrów podjęła uchwałę w sprawie przyjęciaPlanu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” (Plan Morawieckiego). Dokument ten wyznacza główne kierunki i priorytety polityki gospodarczej rządu. Opiera on rozwój o pięć głównych filarów:

  • reindustrializacja (wspieranie istniejących i rozwijanie nowych przewag konkurencyjnych i specjalizacji polskiej gospodarki),
  • rozwój innowacyjnych firm (budowa przyjaznego otoczenia dla firm i systemu wsparcia innowacji),
  • kapitał dla rozwoju (więcej inwestycji i budowanie oszczędności Polaków),
  • ekspansja zagraniczna (wsparcie eksportu i inwestycji zagranicznych polskich firm, reforma dyplomacji ekonomicznej, promowanie polskich marek),
  • rozwój społeczny i regionalny (m.in. reforma szkolnictwa zawodowego, włączenie obszarów wiejskich i małych miast w procesy rozwojowe).

Wśród celów Planu Morawieckiego (w perspektywie do 2020 r.) wymienia się:

  • wzrost inwestycji do poziomu ponad 25% PKB,
  • wzrost udziału nakładów na B+R do poziomu 2% PKB,
  • wzrost liczby średnich i dużych przedsiębiorstw do ponad 22 tys.,
  • więcej polskich bezpośrednich inwestycji zagranicznych (wzrost o 70%.),
  • wzrost produkcji przemysłowej wyższy od wzrostu PKB,
  • PKB per capita Polski na poziomie 79% średniej unijnej.

Rozwinięciem i operacjonalizacją Planu Morawieckiego jest przyjęta przez Radę Ministrów 14 lutego 2017 r. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Strategia określa podstawowe uwarunkowania, cele i kierunki rozwoju kraju w wymiarze społecznym, gospodarczym, regionalnym i przestrzennym w perspektywie roku 2020 i 2030. SOR przedstawia nowy model rozwoju – rozwój odpowiedzialny oraz społecznie i terytorialnie zrównoważony. Zakłada on odchodzenie od dotychczasowego wspierania wszystkich sektorów/branż na rzecz wspierania sektorów strategicznych, mogących stać się motorami polskiej gospodarki. 

Najważniejszym zakładanym rezultatem będzie zwiększenie przeciętnego dochodu gospodarstw domowych do 76-80% średniej UE do roku 2020, a do roku 2030 r. zbliżenie do poziomu średniej UE, przy jednoczesnym dążeniu do zmniejszania dysproporcji w dochodach między poszczególnymi regionami.

Strategii założono, że stopa inwestycji wzrośnie w roku 2020 do poziomu od 22% do 25% (względem 20,1% w roku bazowym 2015). Założeniem na rok 2030 jest utrzymanie poziomu 25%.

Według najnowszych dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego, stopa inwestycji w gospodarce narodowej spadła z 20,1% w roku 2015 do 18,1% w roku 2016. 

Z kolei według danych Eurostatu, stopa inwestycji w Polsce wynosiła 20,08% PKB w roku 2015, po czym spadła w 2016 do poziomu 18% i dalej do 17,72% PKB w roku 2017. Według Eurostatu stopa inwestycji w Polsce w 2017 roku spadła do najniższego poziomu w historii pomiarów (czyli od roku 2000). Spośród państw unijnych wyprzedzaliśmy jedynie Grecję, Portugalię, Wielką Brytanię i Włochy.

Bazując z kolei na danych OECD i biorąc pod uwagę wartość PKB Polski (1 190 361 mln USD) oraz nominalne nakłady na inwestycje (216 456 mln USD) za 2018 rok, możemy wyliczyć, że nakłady na inwestycje w ubiegłym roku stanowiły około 18,18% PKB. W dalszym ciągu jest to wynik poniżej wyniku bazowego z 2015 roku. 

Krzysztof Bosak trafnie diagnozuje, że wśród priorytetów Planu Morawieckiego wymieniono wzrost stopy inwestycji do 25% PKB. Ma on również rację odnośnie stanu faktycznego, gdyż najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego, Eurostatu i OECD potwierdzają, że stopa inwestycji w Polsce oscyluje wokół 18%. Zgodnie z tym, uznajemy jego wypowiedź jako prawdziwą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Izabela Leszczyna

Manipulacja

Uzasadnienie

Zgodnie z ustawą z 26 listopada 2010 r., podwyższono czasowo podstawową stawkę VAT z 22 do 23% oraz tzw. obniżoną stawkę z 7 do 8%. Pierwotnie, podwyższone stawki VAT miały powrócić do swojego domyślnego poziomu 22 i 7% od 1 stycznia 2014 roku, jednak zgodnie z ustawą z 8 listopada 2013 r., przedłużono ich obowiązywanie do 31 grudnia 2016 roku.

Już za rządów Prawa i Sprawiedliwości, nie zdecydowano się powrócić do domyślnych stawek podatku VAT i na mocy ustawy z 1 grudnia 2016 r., ponownie przedłużono obowiązywanie podwyższonych stawek do dnia 31 grudnia 2018 roku.

Kolejną ustawą związaną z ut

Zgodnie z ustawą z 26 listopada 2010 r., podwyższono czasowo podstawową stawkę VAT z 22 do 23% oraz tzw. obniżoną stawkę z 7 do 8%. Pierwotnie, podwyższone stawki VAT miały powrócić do swojego domyślnego poziomu 22 i 7% od 1 stycznia 2014 roku, jednak zgodnie z ustawą z 8 listopada 2013 r., przedłużono ich obowiązywanie do 31 grudnia 2016 roku.

Już za rządów Prawa i Sprawiedliwości, nie zdecydowano się powrócić do domyślnych stawek podatku VAT i na mocy ustawy z 1 grudnia 2016 r., ponownie przedłużono obowiązywanie podwyższonych stawek do dnia 31 grudnia 2018 roku.

Kolejną ustawą związaną z utrzymaniem podwyższonego podatku VAT była ustawa z 22 listopada 2018 r. Przepisy tej ustawy z dniem 1 stycznia 2019 roku uzależniły okres stosowania podwyższonych stawek podatku VAT od określonych wskaźników: relacji państwowego długu publicznego netto do PKB (o której mowa w art. 38a pkt 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych), oraz sumy corocznych różnic pomiędzy wartością relacji wyniku nominalnego do PKB oraz poziomem średniookresowego celu budżetowego (o której mowa w art. 112aa ust. 5 ustawy o finansach publicznych).

Przy utrzymywaniu się podwyższonych stawek VAT, pierwszy z warunków ustawy zakłada, że dług publiczny pomniejszony o wartość gotówki, jaką resort ma na swoich rachunkach, będzie się utrzymywał powyżej 43% PKB, a drugi zakłada, że różnica między deficytem sektora finansów publicznych, a określonym w Programie Konwergencji celem budżetowym, będzie większa niż 6% PKB.

W dniu 24 kwietnia 2019 r. Rada Ministrów przyjęła Wieloletni Plan Finansowy Państwa na lata 2019-2022. W planie tym zakłada się obniżenie stawek VAT (z 23% na 22% i z 8% na 7%) od stycznia 2022 roku, które wynikać będzie z przewidywanego obniżenia relacji państwowego długu publicznego „netto” do PKB poniżej 43% w 2020 roku. Zgodnie więc z Ustawą z 22 listopada 2018 r., pociągnie to za sobą automatyczne obniżenie stawek VAT, ale dopiero od 2022 roku.

Wypowiedź Izabeli Leszczyny jest więc częściowo poprawna. W dalszym ciągu bazową stawką VAT jest bowiem 22%, a dwie ustawy przyjęte za rządów Prawa i Sprawiedliwości rzeczywiście wydłużały okres obowiązywania podwyższonej stawki 23%. Izabela Leszczyna pomija jednak istotny dla szerszego kontekstu jej wypowiedzi fakt, iż podwyższenie VATu do 23% miało miejsce po raz pierwszy za rządów Platformy Obywatelskiej. W związku z tym, jej wypowiedź uznajemy za manipulację.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Marcin Horała

Prawda

Uzasadnienie

Zgodnie z ustawą z 26 listopada 2010 r., podwyższono czasowo podstawową stawkę VAT z 22 do 23% oraz tzw. obniżoną stawkę z 7 do 8%. Pierwotnie, podwyższone stawki VAT miały powrócić do swojego domyślnego poziomu 22 i 7% od 1 stycznia 2014 roku, jednak zgodnie z ustawą z 8 listopada 2013 r., przedłużono ich obowiązywanie do 31 grudnia 2016 roku. Ponieważ stawka VAT została podniesiona do poziomu 23% za rządów Platformy Obywatelskiej, wypowiedź uznajemy za prawdziwą.

Wypowiedź

Marcin Horała

Prawda

Uzasadnienie

Centrum im. Adama Smitha to organizacja pozarządowa powstała 16 września 1989 roku. Głównym przedmiotem badań instytucji jest gospodarka oraz promocja działań na rzecz wolnego rynku. Od roku 1994 Centrum zajmuje się obliczaniem Dnia Wolności Podatkowej – jest to dzień, w którym obywatele symbolicznie przestają płacić podatki. Każdy następny dzień oznacza, iż zaczynamy pracować dla siebie.

Jak czytamy na stronie instytucji: „Idea Dnia Wolności Podatkowej narodziła się w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy raz został on obliczony w 1900 roku i przypadł na koniec stycznia. Wtedy to koszty rządów (fed

Centrum im. Adama Smitha to organizacja pozarządowa powstała 16 września 1989 roku. Głównym przedmiotem badań instytucji jest gospodarka oraz promocja działań na rzecz wolnego rynku. Od roku 1994 Centrum zajmuje się obliczaniem Dnia Wolności Podatkowej – jest to dzień, w którym obywatele symbolicznie przestają płacić podatki. Każdy następny dzień oznacza, iż zaczynamy pracować dla siebie.

Jak czytamy na stronie instytucji: „Idea Dnia Wolności Podatkowej narodziła się w Stanach Zjednoczonych. Pierwszy raz został on obliczony w 1900 roku i przypadł na koniec stycznia. Wtedy to koszty rządów (federalnego i stanowych), jak nazywał te wydatki laureat Nagrody Nobla w ekonomii prof. Milton Friedman, wynosiły 2 proc. ówczesnego PKB!”

Aby obliczyć kiedy wypadnie wspomniany dzień obliczamy relacje udziału wszystkich wydatków sektora publicznego w danym roku do Produktu Krajowego Brutto. W roku 2019 Dzień Wolności Podatkowej wypadł 8 czerwca tj. na 159 dzień w roku, co oznacza, iż na opłacenie wszystkich podatków pracowaliśmy 158 dni. W roku ubiegłym dzień wolności podatkowej przypadł na dzień 6 czerwca, a więc na dwa dni wcześniej. 

Poniższa tabela przedstawia Dni Wolności Podatkowej od początku rozpoczęcia prowadzenia badań w Polsce:

Wypowiedź posła Marcina Horały uznajemy za prawdziwą, ponieważ dane przez niego przytoczone są zgodne z publikacjami Centrum im. Adama Smitha. Ostatnie dwa lata były rekordowe pod względem tego badania.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Adrian Zandberg

Prawda

Uzasadnienie

W swojej wypowiedzi Adrian Zandberg podczas debaty wyborczej z dnia 8 października 2019 roku zarzucił PiS, że przez 4 lata nie spełnili obietnicy i nie zlikwidowali umów śmieciowych.

Przypomnijmy, że obietnica likwidacji możliwości zatrudnienia pracownika na umowie cywilnoprawnej (tzw. umowie śmieciowej) była istotnym punktem programu Prawa i Sprawiedliwości z 2014 roku. Według partii, umowy śmieciowe, to, obok niskiego wynagrodzenia i bezrobocia, główna przyczyna niewystarczająco dostatniego życia Polaków i licznych problemów polskich rodzin. W programie wyborczym partii przedstawiono także s

W swojej wypowiedzi Adrian Zandberg podczas debaty wyborczej z dnia 8 października 2019 roku zarzucił PiS, że przez 4 lata nie spełnili obietnicy i nie zlikwidowali umów śmieciowych.

Przypomnijmy, że obietnica likwidacji możliwości zatrudnienia pracownika na umowie cywilnoprawnej (tzw. umowie śmieciowej) była istotnym punktem programu Prawa i Sprawiedliwości z 2014 roku. Według partii, umowy śmieciowe, to, obok niskiego wynagrodzenia i bezrobocia, główna przyczyna niewystarczająco dostatniego życia Polaków i licznych problemów polskich rodzin. W programie wyborczym partii przedstawiono także sposób przeprowadzenia zapowiedzianych zmian w prawie. Obietnicę likwidacji śmieciówek powtórzyła premier Beatę Szydło w exposé z 2015 roku.

W trakcie opracowywania RAPORTU 100 obietnic Zjednoczonej Prawicy, zwróciliśmy się do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z wnioskiem o udzielenie informacji dotyczącej prowadzonych prac nad rozwiązaniami prawnymi mającymi zlikwidować tzw. umowy śmieciowe oraz działań Ministerstwa prowadzonych na rzecz ograniczenia liczby zawieranych z pracownikami umów cywilnoprawnych.

Ministerstwo w odpowiedzi oświadczyło, że rząd PiS podjął działania mające na celu zmniejszenie różnic między całkowitymi kosztami zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę oraz umowę zlecenie, a także zwiększenie bezpieczeństwa socjalnego pracowników bez względu na to, w oparciu o jaką formę zatrudnienia świadczą oni pracę. Wśród podjętych działań ministerstwo wskazało na wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej przy umowie zlecenia na poziomie zbliżonym do minimalnego wynagrodzenia w przypadku umów o pracę.

Rzeczywiście, wprowadzono ją ustawą z 22 lipca 2016 r., której projekt pojawił się już w styczniu 2016 roku. Na podstawie nowych przepisów Rada Ministrów jest zobowiązana przedstawić Radzie Dialogu Społecznego do dnia 15 czerwca każdego roku propozycję wysokości minimalnej stawki godzinowej. Jest to wysokość wynagrodzenia za każdą godzinę wykonania zlecenia lub świadczenia usług. Wysokość minimalnej stawki godzinowej jest co roku waloryzowana o wynik dzielenia minimalnego wynagrodzenia ustalonego na rok następny przez minimalne wynagrodzenie z roku obecnego. Rada Dialogu Społecznego ma czas na ustalenie stawki do 15 września.

Na rok 2018  minimalną stawkę godzinową ustalono w wysokości 13,70 zł. Obecnie wynosi ona 14,70 zł.

W otrzymanej od ministerstwo odpowiedzi wskazano także na spadek liczby osób pracujących na podstawie umów cywilno-prawnych (z ok. 510 tys. w I kwartale 2016 roku do ok. 372 tys. w I kwartale 2019 roku) oraz wzrost liczby osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę.

Według badania GUS dotyczącego aktywności ekonomicznej ludności Polski, w pierwszym kwartale 2019 roku wśród form zatrudnienia dominowała umowa o pracę (12,3 miliony osób). Na podstawie umowy zlecenia pracę świadczyły 332 tysiące osób, a umowy o dzieło 29 tysięcy osób. Jednocześnie najliczniejszą grupą wiekową pracującą w oparciu o umowy cywilno-prawne były osoby w wieku 15 – 24 lat.

Powyższe dane pokazują, że rząd PiS w trakcie swoich rządów podjął się realizacji swojej obietnicy.

Podjęte działania niewątpliwie przyczyniły się do ograniczenia zjawiska zatrudniania pracowników na podstawie umów cywilnoprawnych. Jednak zgodnie z brakiem całkowitej likwidacji umów cywilnoprawnych (co wynikało z obietnicy wyborczej PiS), wypowiedź uznać należy za prawdziwą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Izabela Leszczyna

Manipulacja

Uzasadnienie

Według opublikowanych w maju 2019 roku danych Eurostatu na temat udziału odnawialnych źródeł energii w końcowym zużyciu energii w 2017 r. udział ten wyniósł w Polsce 10,9%. Z kolei w 2015 roku było to 11,74%.

Podczas rządów koalicji PO-PSL udział odnawialnych źródeł energii w Polsce wyniósł:

  • 2008 – 7,6%
  • 2009 – 8,66%
  • 2010 – 9,25%
  • 2011 – 10,3%
  • 2012 – 10,9%
  • 2013 – 11,37%
  • 2014 – 11,5%
  • 2015 – 11,74%

Z kolei podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości udział odnawialnych źródeł energii wyniósł 11,27% w 2016 roku oraz 10,9% w 2017 roku.

Wypowiedź Izabeli Leszczyny oceniamy jako manipulację, ponieważ pod

Według opublikowanych w maju 2019 roku danych Eurostatu na temat udziału odnawialnych źródeł energii w końcowym zużyciu energii w 2017 r. udział ten wyniósł w Polsce 10,9%. Z kolei w 2015 roku było to 11,74%.

Podczas rządów koalicji PO-PSL udział odnawialnych źródeł energii w Polsce wyniósł:

  • 2008 – 7,6%
  • 2009 – 8,66%
  • 2010 – 9,25%
  • 2011 – 10,3%
  • 2012 – 10,9%
  • 2013 – 11,37%
  • 2014 – 11,5%
  • 2015 – 11,74%

Z kolei podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości udział odnawialnych źródeł energii wyniósł 11,27% w 2016 roku oraz 10,9% w 2017 roku.

Wypowiedź Izabeli Leszczyny oceniamy jako manipulację, ponieważ podczas rządów Prawa i Sprawiedliwości udział odnawialnych źródeł energii zaczął nieznacznie spadać i według ostatnich dostępnych danych wynosi niecałe 11%. Jednak podczas rządów PO-PSL nie wynosił on 14%. W rzeczywistości udział ten w Polsce nie przekroczył 12%.

 

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Prawda

Uzasadnienie

W sprawie określenia wartości importu węgla kamiennego do Polski w 2018 r., wpłynęła interpelacja poselska Marka Sowy 4 marca br. Odpowiedź przez posła została uznana za niezadowalającą i została ona ponownie wysłana 16 maja 2019 r. Po pierwszym zapytaniu  na interpelację odpowiedział wiceminister energii, Pełnomocnik Rządu ds. Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego, Grzegorz Tobiszowski. Natomiast do ponownej interpelacji odniósł się minister energii, Krzysztof Tchórzewski. Oba pisma można traktować zbiorczo, ponieważ są właściwie identyczne.

W przytoczonych pismach określono państwa, kt

W sprawie określenia wartości importu węgla kamiennego do Polski w 2018 r., wpłynęła interpelacja poselska Marka Sowy 4 marca br. Odpowiedź przez posła została uznana za niezadowalającą i została ona ponownie wysłana 16 maja 2019 r. Po pierwszym zapytaniu  na interpelację odpowiedział wiceminister energii, Pełnomocnik Rządu ds. Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego, Grzegorz Tobiszowski. Natomiast do ponownej interpelacji odniósł się minister energii, Krzysztof Tchórzewski. Oba pisma można traktować zbiorczo, ponieważ są właściwie identyczne.

W przytoczonych pismach określono państwa, których udział w imporcie węgla kamiennego – w ubiegłym roku – był największy. Najwięcej węgla Polska sprowadziła odpowiednio z: 

    1. Rosji – 13.5 mln ton (68.5% całości zagranicznego importu)
    2. Stanów Zjednoczonych – 1.53 ton
    3. Australii – 1.47 mln ton
    4. Kolumbii – 1.46 mln ton
    5. Mozambiku – 0.55 mln ton 
    6. Kazachstanu – 0,50 mln ton
    7. Czech – 0.36 mln ton

 

 

Łączny polski import czarnego złota wyniósł w 2018 r. 19,68 mln ton. Dla porównania wydobycie węgla w tym samym okresie czasu na terytorium RP wyniosło 63.38 mln ton, a eksport osiągnął poziom 3,89 mln ton. Według danych Eurostatu, zużycie węgla kamiennego w 2017 r. wyniosło 73.78 mln ton.

“Węgiel z Mozambiku” nie pojawił się na debacie w dyskursie publicznym po raz pierwszy. O egzotycznym źródle tego surowca było głośno za sprawą akcji Greenpeace w zeszłym miesiącu. Aktywiści podjęli próbę blokady statku płynącego do portu w Gdańsku, który przewoził czarne złoto, pochodzące z tego odległego, afrykańskiego państwa. Akcja miała na celu zwrócenie uwagi na szkodliwe wykorzystywanie tego surowca.

Należy podkreślić fakt, że węgiel z Mozambiku jest węglem koksowym, niewykorzystywanym w energetyce. Potrzebny jest m.in. w metalurgii. Nie może więc być uznawany za symbol energetycznego uzależnienia Polski od zagranicznych paliw kopalnych.

Jednak przytoczone przez szefa PSL dane są zgodne ze stanem rzeczywistym, w związku z czym uznajemy tę wypowiedź za prawdziwą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Manipulacja

Uzasadnienie

Według informacji podanych na stronie internetowej Wydziałowej Stacji Doświadczalnej w Skierniewicach średnia roczna suma opadów, uśredniona z wyników pomiarów z lat 1921-2010 wynosi 528,3 mm.

Natomiast w Sewilli, według informacji hiszpańskiej Państwowej Agencji Meteorologicznej, średnia suma opadów (R – Precipitación mensual/anual media) z lat 1981-2010 wynosi 539 mm. 

W miejscowości Nowa Filadelfia w pobliżu stolicy Grecji Aten, zgodnie z danymi Greckiej Narodowej Służby Meteorologicznej, średnia roczna suma opadów wynosi 414,1 mm.

Z kolei na podstawie informacji podawanych przez Serbską Sł

Według informacji podanych na stronie internetowej Wydziałowej Stacji Doświadczalnej w Skierniewicach średnia roczna suma opadów, uśredniona z wyników pomiarów z lat 1921-2010 wynosi 528,3 mm.

Natomiast w Sewilli, według informacji hiszpańskiej Państwowej Agencji Meteorologicznej, średnia suma opadów (R – Precipitación mensual/anual media) z lat 1981-2010 wynosi 539 mm. 

W miejscowości Nowa Filadelfia w pobliżu stolicy Grecji Aten, zgodnie z danymi Greckiej Narodowej Służby Meteorologicznej, średnia roczna suma opadów wynosi 414,1 mm.

Z kolei na podstawie informacji podawanych przez Serbską Służbę Hydrometeorologiczną, suma rocznych opadów (padavine) w Belgradzie z okresu 1961-2010 wynosi 690,9 mm. 

W Podgoricy, wedle danych Instytutu Hydrometeorologii i Sejsmologii Czarnogóry, roczna suma opadów (Količina padavina) z lat 1961-1990 wynosi 1659,3 mm. 

Teza, którą formułuje Władysław Kosiniak-Kamysz jest prawdziwa biorąc pod uwagę porównania Skierniewic z Sewillą, Belgradem i Podgoricą. Faktem jednak jest również to, że średnia roczna suma opadów w Atenach jest o ponad 100 mm mniejsza niż w Skierniewicach. W związku z tym, uznajemy wypowiedź za manipulację.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Marcin Horała

Fałsz

Uzasadnienie

Poseł Marcin Horała mówiąc o wyroku Trybunału Sprawiedliwości ma na myśli wyrok z 22 lutego 2018r. Komisja Europejska, zaskarżyła 15 czerwca 2016r. Polskę o uchybienie obowiązkom państwa członkowskiego UE, poprzez przekraczanie dopuszczalnych norm dobowych i rocznych pyłu PM10 w latach od 2007 do co najmniej 2013 oraz o brak wdrożenia programów ochrony powietrza i odpowiednich przepisów prawnych mających na celu szybsze osiągnięcie norm. Skarga poprzedzona była kilkukrotną prośbą strony polskiej, o odroczenie terminu a także wyłączenie konieczności osiągnięcia norm na podstawie art. 22 ust. 2

Poseł Marcin Horała mówiąc o wyroku Trybunału Sprawiedliwości ma na myśli wyrok z 22 lutego 2018r. Komisja Europejska, zaskarżyła 15 czerwca 2016r. Polskę o uchybienie obowiązkom państwa członkowskiego UE, poprzez przekraczanie dopuszczalnych norm dobowych i rocznych pyłu PM10 w latach od 2007 do co najmniej 2013 oraz o brak wdrożenia programów ochrony powietrza i odpowiednich przepisów prawnych mających na celu szybsze osiągnięcie norm. Skarga poprzedzona była kilkukrotną prośbą strony polskiej, o odroczenie terminu a także wyłączenie konieczności osiągnięcia norm na podstawie art. 22 ust. 2 Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy. Kilkukrotnie także Komisja Europejska stwierdzała naruszenia przez Polskę Dyrektywy i wzywała do usunięcia tych uchybień. Ostatecznie Komisja skierowała sprawę do TS, gdzie uznano jej rację.

Marcin Horała w swojej wypowiedzi twierdzi, że był to jedyny przegrany przez Polskę proces w TS za kadencji PiS. Nie jest to jednak prawda. Inne wyroki, w których Trybunał uznał Polskę winną, to m.in.:

  • wyrok z 24 czerwca 2019 r. w sprawie sędziów Sądu Najwyższego, w którym TS uznał, że w sposób nieuprawniony zastosowano przepisy wprowadzające obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku sędziów Sądu Najwyższego do urzędujących sędziów powołanych do tego sądu przed dniem 3 kwietnia 2018 r. (data wejścia w życie ustawy o Sądzie Najwyższym), jednocześnie przyznano Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej prawa do przedłużenia czynnej służby sędziów owego sądu po ukończeniu przez nich nowo określonego wieku przejścia w stan spoczynku.
  • wyrok z 17 kwietnia 2018 r. w sprawie ochrony siedlisk przyrodniczych, dzikiej fauny i flory oraz ptactwa. TS uznał, że   Polska uchybiła zobowiązaniom nałożonym na nią przez prawo unijne m.in.:
    •  ponieważ nie zapewniła ścisłej ochrony poprzez skuteczny zakaz celowego zabijania, niepokojenia oraz niszczenia terenów rozrodu chrząszczy saproksylicznych, a mianowicie bogatka wspaniałego, zgniotka cynobrowego, konarka tajgowego, rozmiazga kolweńskiego w Nadleśnictwie Białowieża
    • ponieważ nie zagwarantowano ochrony pewnym gatunkom ptaków, w tym przede wszystkim sóweczki, włochatki, dzięcioła białogrzbietego i dzięcioła trójpalczastego. Nie zapewniono, aby nie były one zabijane ani płoszone w okresie lęgowym i wychowu młodych, a ich gniazda lub jaja nie były umyślnie niszczone, uszkadzane lub usuwane w Nadleśnictwie Białowieża.
  •  wyrok z 13 czerwca 2018 r. w sprawie bezpieczeństwa kolei. W tym wypadku Polskę uznano winną, ponieważ Polska nie przyjęła środków koniecznych do zagwarantowania niezależności organizacyjnej i decyzyjnej organu dochodzeniowego od przedsiębiorstwa kolejowego i zarządcy infrastruktury kolejowej kontrolowanych przez Ministra Infrastruktury.

Z kontekstu wypowiedzi nie da się wywnioskować, aby poseł Horała w jakikolwiek sposób zawężał zakres wyroków TSUE np. do określonej tematyki sporu.  Z tego też względu analizowaną wypowiedź oceniamy jako fałszywą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

Wypowiedź

Krzysztof Bosak

Prawda

Uzasadnienie

Raport Wspólnego Centrum Badawczego Unii Europejskiej z roku 2019, obejmujący dane do 2018 r. włącznie, podaje, że globalna emisja dwutlenku węgla w 2018r. wyniosła 37 887,224 megaton CO2.

W tym samym roku Polska odpowiada za wyemitowanie 333,862 megaton CO2 do atmosfery. Oznacza to, że nasz kraj odpowiada za 0,881% globalnej emisji dwutlenku węgla.

Chiny i Stany Zjednoczone, to kraje, które emitują najwięcej CO2. Pierwszy z gigantów odpowiada za 27,9% globalnej produkcji CO2 (11 255,878 megaton), a drugi za 13,9% (5 275,478 megaton). Wszystkie kraje UE dla porównania, wyemitowały w tym samym

Raport Wspólnego Centrum Badawczego Unii Europejskiej z roku 2019, obejmujący dane do 2018 r. włącznie, podaje, że globalna emisja dwutlenku węgla w 2018r. wyniosła 37 887,224 megaton CO2.

W tym samym roku Polska odpowiada za wyemitowanie 333,862 megaton CO2 do atmosfery. Oznacza to, że nasz kraj odpowiada za 0,881% globalnej emisji dwutlenku węgla.

Chiny i Stany Zjednoczone, to kraje, które emitują najwięcej CO2. Pierwszy z gigantów odpowiada za 27,9% globalnej produkcji CO2 (11 255,878 megaton), a drugi za 13,9% (5 275,478 megaton). Wszystkie kraje UE dla porównania, wyemitowały w tym samym czasie 3 457,285  megaton CO2, co odpowiada 9,1% globalnej emisji. Wysoko w rankingu plasują się także Indie (6,9%), Rosja (4,6%) oraz Japonia (3,2%).

Zgodnie z powyższym, Krzysztof Bosak podając zaokrągloną matematycznie wartość 0,9% przywołuje prawdziwe dane i jego wypowiedź uznajemy za prawdziwą.

CZYTAJ WIĘCEJ

ZWIŃ

➖
Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

• Wpłać darowiznę TUTAJ i działaj z nami!
• Śmiało rozpowszechniaj artykuł, prześlij go znajomym, nie zapomnij podać źródła z linkiem (www.demagog.org.pl).

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

POMÓŻ NAM DZIAŁAĆ!

Co­dzien­nie spraw­dza­my praw­do­mów­ność po­li­ty­ków. Walczymy z dez­in­for­ma­cją, fake new­sa­mi i ma­ni­pu­la­cją w prze­strze­ni pu­blicz­nej.

Żeby za­cho­wać nie­za­leż­ność, po­trze­bu­je­my Two­jego wsparcia.