USA: miliardy dolarów za fake newsy

Czas czytania: około min.

USA: miliardy dolarów za fake newsy

20.04.2021 godz. 13:01

Jak powstrzymać powódź fake newsów? W Ameryce działa dopiero groźba gigantycznych odszkodowań dla ofiar kłamstw i dezinformacji.

Od wielu lat prawicowe, populistyczne media w USA są krytykowane – i wyśmiewane przez satyryków – za rozpowszechnianie fake newsów. Ale potępianym i parodiowanym to zupełnie nie przeszkadza. Telewizja Fox News i jej bardziej radykalne klony – Newsmax oraz OAN (One America News) – zarobiły miliardy dolarów i wychowały miliony widzów, którzy w 2016 i 2020 roku tłumnie głosowali na Donalda Trumpa.

Najbardziej nieprawdopodobne teorie spiskowe mają zwykle swoje źródła w mniejszych, ale – również obdarzonych sporą siłą rażenia – mediach, takich jak portal Infowars. Jego czytelnicy dowiedzieli się m.in., że Hillary Clinton, kandydatka pokonana przez Trumpa w 2016 roku, należy do siatki pedofili porywających dzieci, którzy odprawiają satanistyczne obrzędy w podziemiach pizzerii w Waszyngtonie. Albo że Barack Obama tylko udaje chrześcijanina, a w rzeczywistości potajemnie wyznaje islam (w 2014 roku takiego zdania ponad połowa Republikanów!), co gorsza, prezydentem został nielegalnie, bo jego akt urodzenia jest sfałszowany, a w rzeczywistości urodził się w Kenii (w to, że Obama urodził się w USA, wierzyło w 2016 roku zaledwie 27 proc. Republikanów). Czytelnicy dowiedzieli się także, że masakra w szkole w Newtown, gdzie w grudniu 2012 roku szaleniec zamordował 20 dzieci i 6 nauczycieli, w ogóle się nie zdarzyła. Było to wielkie przedstawienie z udziałem aktorów, które potajemnie przygotował rząd federalny, aby móc odebrać Amerykanom wolność zakupu broni palnej.

 

USA: miliardy dolarów za fake newsy

W to, że Barack Obama tylko udaje chrześcijanina, a w rzeczywistości potajemnie wyznaje Islam, w 2014 roku wierzyła ponad połowa Republikanów!

 

Wszystkie te brednie – niczym kula śniegowa – nabierały rozpędu w mediach społecznościowych. Ale im bardziej fake newsy triumfowały – za rządów Donalda Trumpa nie tylko medialnie, ale i finansowo oraz politycznie – tym bardziej wpływały na rzeczywistość, a przez to na życie konkretnych ludzi, którzy – często w desperacji czy rozpaczy – postanowili się bronić. I wtedy okazało się, że sprzedawcy fake newsów nie pozostają bezkarni.

Fake newsy w walce o Biały Dom

Dokładniej mówiąc, okazało się to dopiero ostatnio, kiedy poziom absurdu sięgnął zenitu. W listopadzie ubiegłego roku Trump przegrał drugą kadencję, ale przez wiele tygodni głosił, że wybory zostały sfałszowane. Jego prawnicy zasypali stanowe sądy dziesiątkami pozwów o anulowanie wyników (wszystkie odrzucono), a jego zausznicy opowiadali w zaprzyjaźnionych telewizjach o podrzucanych kartach do głosowania, o zhakowanych programach do liczenia głosów oraz o obserwatorach wyrzucanych z lokali wyborczych. Zwolennicy Trumpa uwierzyli w te argumenty i 6 stycznia, oburzeni „wielkim fałszerstwem”, wdarli się na Kapitol.

Opowieści, że „Demokraci ukradli wybory” – jakkolwiek szalone – nie były niczym nowym w ostatnich kilku latach na scenie politycznej, ale oskarżanie konkretnych firm o udział w „wielkim fałszerstwie”, to już wyższy poziom dezinformacji. Jak się szybko okazało – bardzo ryzykowny.

Jeszcze w grudniu dwie firmy, które na zlecenie władz stanowych organizowały wybory od strony technicznej i informatycznej: Dominion Voting Systems i Smartmatic, wysłały do Fox News, OAN-u i Newsmax-a pisma od prawników, grożąc pozwami.

Efekt? Najmniejsza OAN po cichutku usunęła ze swojej strony internetowej wszystkie teksty o fałszerstwach, w których występowały Dominion Voting i Smartmatic. Wprawdzie później pokazała jeszcze film o „skradzionych wyborach” – nakręcony za pieniądze multimilionera Mike’a Lindella, sprzedawcy poduszek i wielkiego fana Trumpa – ale przed filmem na ekranie pojawił się długi komunikat:

„Ten program nie jest produkcją OAN. Opinie i twierdzenia wygłaszane w tym programie są opiniami pana Lindella oraz jego gości i nie są podzielane ani popierane przez OAN. Są to wyłącznie opinie i nie powinny być przez widzów interpretowane jako ustalone fakty”.

Newsmax przerwała wywiad z Lindellem, a prezenter odczytał oświadczenie: „Choć były dowody nieprawidłowości podczas wyborów, to ich wynik został zatwierdzony we wszystkich stanach i Newsmax akceptuje te wyniki jako legalne i ostateczne. Sądy również podzielają to zdanie”.

Trójka prezenterów Fox News, która najgorliwiej popierała teorię „wielkiej kradzieży” – Maria Bartiromo, Lou Dobbs i Jeanine Pirro – dokonała czegoś w rodzaju „publicznego samobiczowania”. Wszyscy pokazali w swoich programach ten sam wywiad z ekspertem, który podważył ich wcześniejsze twierdzenia (np. o tym, że oprogramowanie Dominon Voting zostało stworzone na zlecenie Hugo Chaveza, zmarłego w 2013 roku prezydenta Wenezueli, żeby mógł fałszować wybory). W przypadku Dobbsa to nie wystarczyło – jego program został zdjęty z anteny.

Kuriozalna wolta nie uchroniła Fox News przed pozwami. Dominion Voting domaga się od telewizji 1,6 mld dolarów za zszarganą opinię firmy, a Smartmatic (które w wyborach odegrało znacznie mniejszą rolę niż Dominion) – nawet 2,7 mld dolarów.

To są kwoty, które – jeśli zostaną zasądzone – nawet potężną Fox News mogą rzucić na kolana (w zeszłym roku Fox News miała 1,5 mld dolarów przychodu). Pozwały ją duże firmy, które stać na prawników, więc groźba jest realna.

Wolność dezinformacji gwarantuje konstytucja?

Prawnicy Fox News będą argumentować przed sądem, że telewizja jedynie „użyczyła anteny” do wyrażania opinii. Pierwsza Poprawka do konstytucji USA gwarantuje wolność słowa i ekspresji. Jest to fundament amerykańskiej kultury, ze znaczenia którego wielu ludzi w Europie nie zdaje sobie sprawy. Na mocy Pierwszej Poprawki sądy orzekały już kilkakrotnie, że obywatel ma prawo pokazać policjantowi środkowy palec (wyrażając w ten sposób swoją generalną opinię na temat policji). Albo, że można zamówić rejestrację samochodową z napisem „Policja kłamie”, a wydział komunikacji nie ma prawa odmówić wydania takich tablic (sędziego przekonał argument, że gdyby zamówiono rejestrację „Policja jest super”, to niechybnie byłaby zgoda, a przecież nie może być tak, że tablice rejestracyjne wyrażają opinie pracowników wydziału komunikacji).

Mediom przysługuje, oprócz Pierwszej Poprawki, jeszcze dodatkowa ochrona. Zgodnie z precedensowym wyrokiem sądu z 1964 roku (New York Times vs Sullivan) dziennikarzy nie można finansowo obciążać za pomyłkę, jeśli została popełniona w dobrej wierze. „W publicznej debacie pomyłki są nieuniknione i nie można za nie pochopnie karać, bo to byłoby dławienie debaty” – czytamy w orzeczeniu sądu. Odszkodowanie w procesie o zniesławienie jest możliwe tylko wtedy, kiedy dziennikarze byli świadomi, że publikują nieprawdę albo rażąco zaniechali sprawdzenia, czy informacja jest prawdziwa.

Na masakrze też można zarobić

Kiedy pokrzywdzonym jest osoba prywatna (a nie osoba publiczna lub firma), wtedy uzyskanie odszkodowania jest teoretycznie łatwiejsze. Nie trzeba udowodnić dziennikarzom „złej woli”, a tylko „zaniedbanie”. Ale – jak pokazuje sprawa masakry w szkole podstawowej w Newtown – teoria nie zawsze przekłada się na praktykę. W tej sprawie nie toczy się gra o miliardy, ale paradoksalnie – na poziomie ludzkim – stawka jest wyższa. Ofiarami dezinformacji są bowiem ludzie, których już spotkała olbrzymia tragedia: stracili kilkuletnie dzieci w bezsensownej, przypadkowej strzelaninie.

Alex Jones, twórca wspomnianego wcześniej portalu Infowars, przez kilka lat powtarzał, że strzelaniny nie było, że rodzice są aktorami, akty zgonu dzieci – sfałszowane, a ich rozpacz jest udawana. Dla przykładu – jeden z rodziców, Neil Helsin, mówił w wywiadzie telewizyjnym o swoim 6-letnim synku: „Rano odwiozłem go do szkoły, a kilka godzin później przyjechałem po jego ciało. Trzymałem go w rękach z przestrzeloną głową”. Alex Jones ogłosił w Infowars, że Helsin kłamie, bo przecież media podawały, że ciała dzieci identyfikowano na podstawie policyjnych zdjęć.

Najbardziej oburzeni słuchacze Infowars przyjeżdżali z całej Ameryki do Newtown, żeby na własną rękę zdemaskować „rządowy spisek”. Ci samozwańczy detektywi zaczepiali rodziców zamordowanych dzieci i wygrażali im. Mieli ułatwione zadanie, bo Alex Jones podał na antenie (prowadzi portal i audycję radiową) domowe adresy rodziców zamordowanych dzieci. Niektórzy musieli się kilka razy przeprowadzać, a ich adresy są obecnie tajemnicą. Po co to wszystko? Otóż Jones zarabia na życie jako sprzedawca fake newsów. Im większą zgromadzi publiczność, tym większe ma wpływy z reklam. Na portalu i w swojej audycji radiowej promuje odżywki rzekomo poprawiające witalność i męskość. Jego targetem są m.in. konserwatyści, którzy obawiają się, że liberalny rząd ograniczy wolność posiadania i zakupu broni. Im bardziej uda się ich „nakręcić”, tym lepiej.

Zanim dwa lata temu YouTube zbanował kanał Infowars, dostępne na nim filmy miały łącznie ponad miliard wyświetleń. Dochody Jonesa nie są dokładnie znane (Infowars nie jest spółką giełdową, nie musi ujawniać wyników), ale z akt jego sprawy rozwodowej wiadomo, że wynoszą kilkadziesiąt milionów dolarów rocznie. W 2018 roku rodzice zamordowanych dzieci złożyli dwa pozwy przeciwko Jonesowi w Teksasie, gdzie znajduje się siedziba Infowars. Nie podali, jakich dokładnie odszkodowań się domagają, napisali jedynie, że będą to kwoty powyżej miliona dolarów.

Obrońcy Jonesa argumentowali przed sądem, że „żaden przytomny słuchacz nie mógł odebrać jego wypowiedzi na temat masakry w Newtown na poważnie, tzn. jako relacji faktów, bo w sposób oczywisty były to jego opinie”.

Sprawy sądowe wciąż się toczą, ale ostatnio nabrały tempa. W styczniu br. Sąd Apelacyjny w Teksasie orzekł, że w tym przypadku nie przysługuje Jonesowi ochrona Pierwszej Poprawki. 5 kwietnia Sąd Najwyższy w Waszyngtonie postanowił, że nie będzie zajmował się apelacją Jonesa w podobnej sprawie w Connecticut, co oznacza, że decyzje sądów niższej instancji pozostają w mocy i sprawy będą kontynuowane.

Jeśli Jones przegra, odszkodowania mogą zniszczyć Infowars. Dla porównania – zapaśnik Hulk Hogan pozwał portal Gawker za opublikowanie jego „sekstaśmy” i w 2016 roku sąd ustalił odszkodowanie w wysokości 140 mln dolarów, co doprowadziło Gawkera do bankructwa). Trudno porównywać „sekstaśmy” i prześladowanie rodziców zamordowanych dzieci, ale łatwo sobie wyobrazić, że sąd orzeknie podobną sumę.

 

Mariusz Zawadzki – w latach 2010-2017 korespondent „Gazety Wyborczej” w Waszyngtonie, wcześniej korespondent wojenny na Bliskim Wschodzie. Jego książka pt. „Nowy wspaniały Irak” była nominowana do nagrody Nike w roku 2013.

W latach 2010-2017 korespondent „Gazety Wyborczej” w Waszyngtonie, wcześniej korespondent wojenny na Bliskim Wschodzie. Jego książka pt. „Nowy wspaniały Irak” była nominowana do nagrody Nike w roku 2013.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub