Strona główna Analizy Z kamerą wśród spisków. Odcinek #29 – Lotnisko w Denver

Z kamerą wśród spisków. Odcinek #29 – Lotnisko w Denver

Lotnisko w Denver z okiem opatrzności. Samolot Iron Maiden, gargulec i niebieski koń wyglądający jak bluecipher.

fot. Pixabay i Pexels / Modyfikacje: Demagog fot. Pixnio / CC0 / Modyfikacje: Demagog fot. Ken Fielding/https://www.flickr.com / Wikimedia Commons / CC BY-SA / Modyfikacje: Demagog

Z kamerą wśród spisków. Odcinek #29 – Lotnisko w Denver

Iluminaci, kosmici i jaszczuroludzie w jednym stali domu

Podróże bawią i uczą, zwłaszcza takie dalekie. Jeśli kiedyś będziecie wybierać się do naszych braci i sióstr zza Atlantyku, to jest szansa, że wylądujecie w Denver, w stanie Kolorado. Miasto znane jest ze swoich górniczych tradycjidrużyny koszykarskiej, jednak miłośnicy teorii spiskowych mogą je kojarzyć z jeszcze jednego powodu. Chodzi o miejskie lotnisko, które zdaniem niektórych kryje wiele mrocznych tajemnic.

 Pasażerów prosimy o kierowanie się do bramki nr 666

Teorie spiskowe o lotnisku zaczęły się pojawiać, zanim jeszcze budynek zdążył powstać. Początkowo zastanawiano się, dlaczego władze miasta budują kolejny port lotniczy, skoro już mają jedno lotnisko w pobliżu. Podejrzenia zaczęły narastać, zwłaszcza w momencie, w którym przekroczono docelowy budżet o dwa miliardy dolarów, a pierwsi pasażerowie mogli skorzystać z niego ponad rok od planowanego otwarcia. 

To zrodziło lawinę wątpliwości. Najbardziej oczywistą przyczyną opóźnienia budowy były oczywiście ingerencje jakichś tajnych organizacji i sił, które pod lotniskiem planowały wybudować sekretny kompleks. Jedni miłośnicy teorii spiskowych przekonują, że pod ziemią znajdują się bunkry dla najbogatszych, którzy mają zagwarantowane w ten sposób przeżycie wojny atomowej. Inni idą o krok dalej i sugerują, że tunele pod portem lotniczym to miejsce dla kosmitów, reptilianiluminatów (ciekawe, czy mają tam międzygatunkowe kawiarnie?).

Zresztą samo miejsce budowy lotniska nie zostało podobno wybrane przypadkowo. Niektórzy uważają, że jego dokładną lokalizację znajdziemy w filmie „Bliskie spotkania trzeciego stopnia, w którym Steven Spielberg przedstawił, w jaki sposób ludzkość mogłaby zetknąć się z pozaziemską rasą. Z kolei iluminaci wszędzie zostawili ślady swojej działalności, np. na kapsule czasu czy nawet na podłodze.

Nie można zapomnieć oczywiście o „przedziwnych” dziełach sztuki w pobliżu lotniska i w samym budynku. Wielka, niebieska statua konia z demonicznymi, świecącymi oczami. Gargulce przypominające nieco posągi z Notre Dame. Wreszcie niepokojące murale, w których główną rolę odgrywają dzieci. To wszystko składa się na obraz miejsca, które mogłoby stanowić przedsionek piekła… albo przynajmniej jakiegoś zakręconego lunaparku dla masonów.

Co łączy Poznań i Denver?

Choć niektórzy są zdania, że budowa kolejnego lotniska w Denver była zbędna, to – jak się okazuje – była to jak najbardziej rozsądna decyzja. Pierwotnie do miasta można było dotrzeć, lądując na Stapleton International Airport. Port lotniczy otwarty pod koniec lat 20. XX wieku zaczęto przygotowywać do zamknięcia w 1985 roku. Mimo renowacji nie był on w stanie obsłużyć rosnącego ruchu pasażerskiego. Nie wspominając już o hałasie, na który zaczęli uskarżać się okoliczny mieszkańcy. Dlatego też zdecydowano, że miasto potrzebuje nowego lotniska.

Jego nowa lokalizacja znalazła się ponoć w jednej ze scen z filmu „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”. W pewnym momencie w kadrze pojawia się ciąg: „W104′ 44′ 30′ N40′ 36′ 10’”. Ma on wskazywać dokładnie miejsce, gdzie znajduje się obecny port lotniczy. W rzeczywistości jednak od współrzędnych podanych w filmie na lotnisko jest jeszcze ponad 50 mil (ok. 80 km).

Lokalizacja podana w filmie i lotnisko w Denver. Widać wyraźnie, że oba punkty są od siebie znacznie oddalone.

Fot. Findlatitudeandlongitude.com

Co jednak z sekretnym kompleksem, który miał stać się przyczyną przekroczenia budżetu i opóźnienia otwarcia lotniska? Kilka lat temu przestrzeń pod nogami pasażerów mogli dokładnie zobaczyć zaproszeni dziennikarze. Jak się okazało, pod ziemią faktycznie ciągną się długie tunele. Nie używa się ich jednak do przemycania kosmitów ani masonów, ale do przewożenia bagaży do samolotów.

Gdyby przekroczenie budżetu i czasu zakończenia budowy miałoby być dowodem na wpływ mrocznych sił, to każdą większą polską inwestycję można by uznać za spisek. Jako rodowity Poznaniak mogę tylko pomyśleć, co znajdzie się pod płytą remontowanego Starego Rynku, którego otwarcie przedłuża się z każdym rokiem.

Fot. Twitter.com

Po okruszkach do celu

Iluminaci w opowieściach spiskowych nie byliby sobą, gdyby nie pozostawili kilku śladów, które łatwo pozwolą powiązać ich z lotniskiem w Denver. Za każdym razem, kiedy ktoś mówi: „to trop, który prowadzi nas do iluminatów”, zastanawiam się, czy tajne stowarzyszenia mają w swoich regulaminach obowiązek rozrzucania okruszków niczym Jaś i Małgosia?

Jakie okruszki znajdziemy w Denver? Chociażby wspomnianą kapsułę czasu, której zawartość ma zostać otwarta pod koniec XXI wieku. Jej pokrywę zdobią różne tajemnicze symbole, które utożsamiane są z tajnym bractwem. Dodatkową wskazówką, że coś jest tu mocno nie tak, jest napis „New World Airport Comission”, co część osób interpretuje jako odwołanie do Nowego Porządku Świata.

Zacznijmy od tego, że w kapsule nie znalazły się żadne dowody na prawdziwą naturę lotniska, lecz drobne pamiątki, takie jak list, buty czy żetony z lokalnego kasyna. Z kolei masońskie znaki na pamiątkowym kamieniu to podziękowanie dla lokalnej loży, działającej jako organizacja charytatywna. Inne podejrzane znaki, na które można natrafić, to odniesienie do indiańskiej przeszłości tych terenów. A tajemnicza komisja? To ciało powstałe na czas otwarcia lotniska, mające koordynować wszystkie związane z nim uroczystości (obecnie już niefunkcjonujące).

Jest jeszcze sprawa tajemniczych inskrypcji na podłodze lotniska. Symbol „Au Ag” rzekomo odnosi się do śmiertelnego rodzaju wirusowego zapalenia wątroby z Australii, który miał zostać odkryty przez jednego z fundatorów lotniska i być stosowany przez NWO do usuwania swoich wrogów.

Prawda jak zwykle jest nieco bardziej prozaiczna. Pamiętacie, jak we wstępie pisałem o górniczych tradycjach tych rejonów? Jeśli przyjrzycie się dobrze, to na obrazku wyżej zobaczycie wózek stosowany w kopalniach. AuAg to z kolei chemiczne oznaczenia złota i srebra. Trzymając się poznańskich analogii, to tak, jakby ktoś na lotnisku Ławica w posadzce umieścił dwa koziołki, a ktoś inny uznał, że to symbol szatana.

Sztuka dla sztuki

Gwiazdą lotniska w Denver jest bez wątpienia posąg nazywany pieszczotliwie „Bluecyferem”. Nie dość, że przedstawia on wielkiego, niebieskiego konia, to na dodatek ma świecące w ciemnościach krwistoczerwone oczy. Mnie kojarzy się to z Homelanderem z komiksu i z serialu „The Boys”, który tylko czeka, aby smagnąć kogoś swoim laserowym wzrokiem. Statua ma mieć też dosyć niepokojącą historię, ponieważ w trakcie prac nad posągiem zmarł jej twórca, przygnieciony fragmentem swojego dzieła.

Rzeczywiście, fragment konia odpadł w trakcie prac i spowodował uszkodzenie tętnicy udowej rzeźbiarza, a w konsekwencji – jego śmierć. Pomnik został następnie dokończony przez jego rodzinę. Świecące oczy to nie wyraz fascynacji superbohaterskimi mocami, lecz hołd oddany ojcu artysty, który pracował w sklepie sprzedającym neony. Kontrowersyjna rzeźba wciąż pozostaje jedynie dziełem sztuki – niczym więcej.

Gdy wejdziemy do budynku lotniska, natkniemy się na inne wyrazy artystycznej kreatywności. Uwagę spiskowców w szczególności przyciągają murale przedstawiające niepokojące sceny z udziałem dzieci. W tle przewija się motyw straszliwego żołnierza, a całość bywa interpretowana jako zapowiedź apokalipsy.

Autor prac Leo Tanguma przyznaje, że jego prace mają przypominać o niebezpieczeństwach związanych z wojną i z niszczeniem środowiska. Jest w nich jednak również nadzieja, zwłaszcza że jedno z dzieł wprost zatytułowane jest „W pokoju i harmonii z naturą”. Mimo to, jak przyznaje artysta, teorie spiskowe na temat jego dzieł przysporzyły mu sporo niechęci i były powodem ataków m.in. na jego córki.

A co z gargulcami umieszczonymi na lotnisku? Cóż, jak opisuje sam port lotniczy, ich celem jest symboliczne dbanie o podróżnych i ich bagaże, aby bezpiecznie dotarły do celu. W pewnym momencie tradycja połączyła się z nowoczesnością, co dało życie Gregowi gadającemu lotniskowemu gargulcowi, który co jakiś czas rzuca tekstami w stylu: „Witajcie w siedzibie iluminatów… znaczy na lotnisku w Denver!”.

Werdykt: Nie możesz ich pokonać, to je polub!

Jakiś czas temu lotnisko przestało siłować się z teoriami spiskowymi i postanowiło się z nimi polubić. Jak się okazuje, świetnie im to wychodzi! Władze portu lotniczego przyznają, że wykorzystując popularność opowieści na swój temat, są w stanie zaoszczędzić rocznie setki tysięcy dolarów, które wydaliby na marketing. W 2016 roku zorganizowali nawet miesiąc poświęcony teoriom spiskowym, połączony z tematyczną imprezą i wystawą sztuki. Ba, ślady tego, jak dobrze przyjęła się ta polityka na lotnisku, są widoczne do dzisiaj, w trakcie trwających remontów.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Wpłać, ile możesz

Na naszym portalu nie znajdziesz reklam. Razem tworzymy portal demagog.org.pl

Wspieram

Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

Sprawdź!