Czas czytania: około min.

Druga fala COVID-19 mocno uderza w Indie. Wyjaśniamy przyczyny

07.05.2021 godz. 19:35

Wyjaśniamy, co dzieje się w Indiach.

Druga fala zachorowań na COVID-19 uderzyła w Indie ze zdwojoną siłą. Ostatnie relacje w mediach międzynarodowych pokazują Indie jako kraj, w którym pandemia wymknęła się spod kontroli. Agencje informacyjne publikują zdjęcia pacjentów czekających w karetce na wjazd do szpitala, ludzi umierających na chodnikach i masowe kremacje. W mediach społecznościowych pojawiło się kilka grafik, które starają się przybliżyć tę rzeczywistość. Czytamy, że „w Indiach z powodu COVID-19 umiera jedna osoba co pięć sekund”. Sytuacja jest jednak na tyle dynamiczna, że trudno tu mówić o aktualności czy dokładności przekazywanych przez nie danych. Należy je traktować symbolicznie.

Za przyczynę złego stanu w Indiach często podaje się politykę obostrzeniową rządu Narendry Modiego. Pojawiają się też domysły, że na szybki wzrost zachorowań mógł mieć wpływ nowy wariant koronawirusa, nazywany w mediach „podwójnie zmutowanym”, albo „wariantem indyjskim”. Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, są zgodni: wzrostu zachorowań w Indiach nie można przypisać tylko jednemu czy dwóm czynnikom. Złożyły się na to zarówno polityka, jak i czynniki gospodarcze, społeczne, demograficzne, ekonomiczne czy religijne.

Indie i pandemia w liczbach

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), w swoim tygodniowym raporcie opublikowanym 27 kwietnia, oceniła, że 38 proc. z 5,7 mln stwierdzonych pomiędzy 19 a 25 kwietnia na całym świecie przypadków zakażenia SARS‑CoV‑2  zostało zarejestrowanych w Indiach. To dokładnie 2 172 063 nowych zakażeń. Według badań WHO liczba zakażonych w Indiach przekroczyła już 21 mln, a liczba zgonów 230 tys. Tym samym Indie są już na drugim miejscu (za USA) pod względem potwierdzonych przypadków i na trzecim pod względem ilości zgonów (za USA i Brazylią).

Według danych WHO od 1 stycznia 2021 roku do 31 marca 2021 roku z powodu COVID-19 zmarło w Indiach 13 747 osób, natomiast od początku kwietnia do 6 maja – 67 241 osób. Oznacza to, że w ciągu jednego miesiąca zmarło prawie pięć razy więcej osób niż przez pierwsze trzy miesiące 2021 roku. Ostatniego dnia kwietnia dzienna liczba zgonów sięgnęła już 3 498 na dobę. 

Oficjalne statystyki mogą się jednak znacznie różnić od rzeczywistości, ponieważ w obecnej sytuacji trudno jest prowadzić dokładną statystykę – szczególnie, jeśli wielu zakażonych w ciężkim stanie nie dociera w ogóle do szpitali.

Jak powiedział, w rozmowie z nami, Krzysztof Iwanek z Ośrodka Badań Azji, wiele wskazuje też na to, że statystyki są celowo zaniżane przez urzędników. Potwierdzałyby to również doniesienia międzynarodowych mediów o próbach cenzurowania mediów społecznościowych przez rząd indyjski, do czego odniesiemy się w dalszej części tekstu.

Wykres ze strony Światowej Organizacji Zdrowia, który pokazuje tygodniowy przyrost potwierdzonych zakażeń i zgonów w wyniku COVID-19 w Indiach. Na wykresach widać wyraźny wzrost zachorowań i zgonów pod koniec kwietnia. Stan na 6 maja 2021.

Źródło: www.covid19.who.int

Indie to jeden z najbardziej i najgęściej zaludnionych krajów na świecie. Według danych Organisation for Economic Co-operation and Development (OECD) w roku 2018 żyło tam ponad 1,35 mld ludzi. Ze względu na dużą gęstość zaludnienia wskaźnik zgonów w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców wynosi jedynie 16,4. Dla porównania prawie wszystkie kraje europejskie mają ten wskaźnik wyższy, np.: Niemcy – 100,51, Wielka Brytania – 187,87, Szwecja – 136,02, Polska – 179,5.

Butla tlenu za roczną pensję

Indie charakteryzuje duży odsetek populacji, która żyje w ubóstwie. Jak czytamy w serwisie Satista.com, w 2016 roku 203 mln (z 267 mln) gospodarstw domowych zarabiało poniżej 7,7 tys. dolarów rocznie brutto (ok. 30 tys. złotych, czyli 2,5 tys. złotych brutto na miesiąc). Raport Banku Światowego i UNICEF-u wykazał, że ponad 30 proc. ubogich dzieci żyje w Indiach. Według danych Banku Światowego Indie są krajem, w którym między 2011 a 2015 rokiem ponad 90 mln ludzi zostało wyciągniętych ze stanu ubóstwa absolutnego (czyli stanu warunków bytowych, który nie zapewnia podstawowych funkcji życiowych (biologicznych). Innym kryterium (za definicją Banku Światowego) określającym skrajne ubóstwo jest sytuacja, w której człowiek wydaje na swoje dzienne utrzymanie mniej niż 1,9 dolara, a zgodnie z danymi na 2019 rok w Indiach zalicza się do tej grupy ok. 6 proc. społeczeństwa, czyli prawie 87 mln osób.

Infografika obrazująca poziom ubóstwa w Indiach.

Źródło: www.worldbank.org

Pew Research Center przewiduje, że pandemia COVID-19 uderzy w indyjską „niższą klasę średnią”, którą klasyfikuje się jako osoby zarabiające od 10,01 do 20 dolarów dziennie, oraz biednych, czyli zarabiających od 2,01 do 10 dolarów dziennie.

Jak potwierdzają zagraniczne media, zdarzały się przypadki, że przedstawiciele najbogatszej części społeczeństwa organizowali prywatne loty do innych krajów, aby uciec przed pandemią. Reporterzy donoszą, że rozwija się czarny rynek, na którym kupić można butle z tlenem, z którymi pacjenci dojeżdżają do szpitali. Dla ludzi z biedniejszych warstw społecznych cena jednej butli z tlenem może osiągać równowartość ich rocznych zarobków.

1,3 proc. PKB na służbę zdrowia

Służba zdrowia w Indiach dzieli się na sektor publiczny i prywatny. Patryk Kugiel, analityk w programie Azja-Pacyfik Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w rozmowie z Demagogiem stwierdził jednoznacznie: „Głównym powodem tej sytuacji w Indiach jest to, że służba zdrowia jest niewydolna, niedofinansowana, słaba i zawaliła się pod naporem tego kryzysu (…) łącznie, rządy stanowe i centralny, wydają na ochronę zdrowia 1,3 proc. PKB. W Polsce to ponad 5 proc., w Niemczech to blisko 10 proc. (…) Nawet w kontekście innych państw rozwijających się, wydatki w Indiach na ochronę zdrowia są jednymi z najniższych na świecie”.

Jeśli spojrzymy na statystyki prowadzone przez OECD, zauważymy, że – sumując wspomniany 1,3 proc. PKB z pieniędzy rządowych i pieniądze, które obywatel wykłada z własnej kieszeni – wydatki na służbę zdrowia w Indiach, zarówno publiczną, jak i prywatną w 2017 roku wyniosły 3,6 proc. PKB. Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych osiągnęły 17 proc. PKB, w Niemczech – 11,4 proc., a w Polsce – 6,6 proc. 

Jak dodaje Kugiel, opieka zdrowotna w czasach przed pandemią była trudno dostępna, szczególnie dla osób mieszkających na wsiach. Najlepszy dostęp do opieki medycznej mają bogaci mieszkańcy miast. Aktualnie rząd boryka się z brakami zapasów tlenu i małą liczbą lekarzy. 

„COVID-19 jest egalitarny w swoim zasięgu i dotknął tak samo tych najbogatszych, jak i tych najbiedniejszych. Prywatne szpitale nie mają już tlenu, bo nie mają go skąd kupić. To towar deficytowy. Nawet jeżeli ktoś ma dużo pieniędzy, nie może obejść tych ograniczeń. Ten kryzys dotyka każdego w Indiach”. 

Patryk Kugiel w rozmowie dla Demagog.org.pl

COVID-19 a religia

Media obiegają zdjęcia zmarłych poddawanych kremacji na parkingach przed szpitalami, przypominające fragmenty z podręczników do historii o średniowiecznych epidemiach. Według dziennikarzy krematoria pracują całą dobę, a w Delhi prowizoryczne miejsca palenia zwłok są organizowane w parkach i na szpitalnych parkingach. Czytając te relacje, warto poznać ich kontekst kulturowy.

Według spisu powszechnego przeprowadzonego w Indiach w 2011 roku najwięcej osób wyznaje hinduizm (prawie 80 proc.), a następnie islam (ok. 14 proc.). W większych miastach odsetek muzułmanów się różni (KalkutaMumbaj – ok. 20 proc., Delhi – prawie 13 proc.).

Obrządek pogrzebowy w hinduizmie jest związany z kremacją (według wierzeń ciało musi zostać zniszczone, aby dusza została uwolniona). Zazwyczaj zwłoki pali się w pobliżu wody (na brzegu Gangesu, aby później wsypać prochy do – świętej dla tej religii – rzeki). Palenie zwłok na parkingu przed szpitalem jest więc sygnałem odejścia od tradycji, ale nie jest nim samo palenie zwłok. Odejściem od normy jest również to, że na ceremonię czeka się długo, a do tworzenia stosów pogrzebowych zaczęto wykorzystywać drzewa ścięte w miejskich parkach.

Muzułmanie nie kremują zmarłych. Według tradycji zostają oni pochowani w białym całunie, a o przepełnianiu się muzułmańskich cmentarzy donosił m.in. Insider. Na tej podstawie można stwierdzić, że liczba zgonów faktycznie jest daleka od naturalnej.

Jak wskazuje Krzysztof Iwanek w rozmowie z Demagogiem: 

„Kremacje są istotne dlatego, że skala palenia zwłok jest jednym z argumentów, mimo że nie do końca policzalnym, za tym, że rząd zaniża liczbę zgonów. (…) nawet jeżeli spytamy krematoriów, ile spalono zwłok, nie będziemy mieli pełnej możliwości weryfikacji, czy wszystkie te osoby zmarły na COVID-19 (…) takie połączenie działań sprawia, że tylko z grubsza możemy się domyślać, że rząd zaniża (statystyki – przyp. Demagog), ale nie możemy do końca powiedzieć, ile tych zgonów jest, ani jaka metoda pozwoliłaby nam to zweryfikować”.

Krzysztof Iwanek, Ośrodek Badań Azji

Działanie i bierność rządu

Indie to parlamentarna republika związkowa, która dzieli się na 28 stanów i 8 terytoriów związkowych. Obostrzenia mogą być wprowadzane zarówno przez indyjski rząd, jak i władze poszczególnych stanów. Jak powiedział w rozmowie z nami Patryk Kugiel: „Służba zdrowia jest w głównej kompetencji rządów stanowych (…), ale rząd może oczywiście wprowadzić np. lockdown całkowity na terytorium całego kraju, narzucając swoją decyzję regionom”.

Z takiego prawa rząd indyjski skorzystał w ubiegłym roku. 24 marca 2020 roku ogłoszono lockdown w całym kraju, który początkowo miał trwać 21 dni, a ostatecznie został przedłużony do 31 maja. Według podanych do wiadomości wytycznych zamknięto, z pewnymi wyjątkami, urzędy, sklepy, placówki medyczne i edukacyjne, fabryki oraz zatrzymano transport. Za nieprzestrzeganie obostrzeń groziła kara pozbawienia wolności. Jak powiedział nam Patryk Kugiel, indyjski lockdown był uznawany za jeden z najsurowszych na świecie i odbił się on negatywnie na gospodarce.

Odnotowano spowolnienie procesów gospodarczych oraz spadek PKB z +4 proc. na początku 2020 roku do ok. -24 proc. w drugim kwartale 2020 roku (według International Monetary Fund wskaźnik PKB dla Indii w 2020 roku wynosił -8). Rząd był krytykowany za wprowadzenie tak drastycznych obostrzeń. Patryk Kugiel w rozmowie z Demagogiem stwierdził, że uderzyły one głównie w biedną część społeczeństwa, dla którego zamrożenie gospodarki nierzadko oznaczało życie w skrajnym ubóstwie.

Jednocześnie, jak zaznacza Krzysztof Iwanek, „Indie są krajem bardzo niskiej kultury organizacyjnej”, a znaczący wpływ na szybki wzrost ilości zakażeń mogła mieć mentalność mieszkańców Indii. Jak powiedział w rozmowie z Demagogiem:

„Na papierze to może wyglądać bardzo dobrze, że Indie szczepią tyle, a tyle osób, że produkują tyle dawek, że mają takie, a takie zasady, ale (…) rząd ma często bardzo słabą kontrolę nad tym co obywatele robią. (…) Winę ponosi nie tylko rząd centralny za to, że nie wprowadzał restrykcji. Tym pierwszym murem, który nie zatrzymał fali, był rząd stanu Maharasztra, który nie egzekwował restrykcji. Już w lutym, a na pewno w marcu było wiadomo, że sytuacja w stanie Maharasztra jest bardzo zła”.

Krzysztof Iwanek, Ośrodek Badań Azji

Od 1 czerwca 2020 roku obostrzenia zaczęto stopniowo luzować, co doprowadziło do poprawy PKB w trzecim kwartale, był on już na poziomie ok. -7 proc. Na początku 2021 rozpoczęto szczepienia. Nie zakazano masowych imprez. W dwóch konkretnych przypadkach, o których wspominają przekazy medialne, trudno tej decyzji przypisywać motywacje ekonomiczne. Po pierwsze, w pięciu stanach miały odbyć się wybory, dlatego partie polityczne organizowały swoje wiece (zrezygnowano z nich dopiero 22 kwietnia 2021 roku). Po drugie, jak relacjonował Vineet Khare, korespondent BBC w Indiach, pomimo wzrastającej krzywej zachorowań, odbyły się obchody święta hinduistycznego Kumbha Mela, w ramach których miliony wiernych zebrało się nad brzegami Gangesu. Jak powiedział Kugiel: „zachowanie zasad dystansu społecznego jest niemożliwe, więc to pewnie był jeden z elementów, który sprawił, że choroba się rozniosła po całym kraju”.

W tym roku obchody zostały ograniczone do 30 dni; rozpoczęły się 1 kwietnia. Aby wziąć w nich udział, trzeba było zarejestrować się na stronie dsclservices.org.in i wykazać m.in. ważny test na SARS‑CoV‑2 z wynikiem negatywnym. Święto zostało zorganizowane za przyzwoleniem rządu, który jest teraz za to krytykowany. 

20 kwietnia premier wygłosił orędzie, w którym powiedział, że nie zamierza wprowadzić ogólnokrajowego lockdownu. Zrobiły to jednak poszczególne stany (np. Karnataka – od 22 kwietnia) czy miasta (np. Delhi – od 19 kwietnia). 

Jednocześnie doniesienia medialne sygnalizują, że w Indiach wprowadzono cenzurę w mediach społecznościowych za szerzenie rzekomo fałszywych informacji na temat COVID-19 i sytuacji w Indiach.artykułu Karan Deep Singh i Paula Mozura („As Outbreak Rages, India Orders Critical Social Media Posts to Be Taken Down”) opublikowanego przez New York Times, możemy się dowiedzieć, że indyjski rząd zlecił Facebookowi, Twitterowi i Instagramowi zablokowanie ok. 100 postów, które krytycznie wypowiadały się na temat władzy i jej rządów w trakcie pandemii koronawirusa. W sieci funkcjonuje hasztag #ResignModi odnoszący się do aktualnego premiera Indii Narendry Modiego. Na krótki czas został on zablokowany przez Facebooka. Znany jest też przypadek opisany przez BBC, w którym mężczyzna był ścigany przez policję za opublikowanie tweeta, w którym prosi o butlę z tlenem dla swojego ojca (nie napisał, z jakiego powodu jest mu potrzebna).

Indie są aktualnie na 142 miejscu (na 180 krajów) w Światowym Indeksie Wolności Prasy tworzonym przez Reporterów bez Granic.  

„Podwójny mutant” to nośne, ale nieprecyzyjne hasło

W zagranicznych i polskich mediach pojawiają się informacje o wystąpieniu „indyjskiej” wersji SARS-CoV-2, „podwójnie zmutowanej” – wariancie B.1.617, który jest łączony z nagłym wzrostem zachorowań w Indiach, głównie ze względu na to, że pierwszy wzrost zachorowań pojawił się w tym samym stanie (Maharasztra), w którym po raz pierwszy zaobserwowano mutację wirusa. Jak donosi agencja Reuters, grupa doradców z Indian SARS-CoV-2 Genetics Consortium (INSACOG) ostrzegała rząd indyjski przed rozprzestrzenianiem się nowego, potencjalnie groźnego wariantu koronawirusa w pierwszej połowie marca br. Naukowcy powiedzieli, że wariant  B.1.617 wykryli już w lutym.

Mutacja została zarejestrowana w bazie GISAID już w październiku 2020 roku – oznacza to, że po raz pierwszy wystąpiła jeszcze wcześniej.. Dlatego eksperci nie wykazują korelacji z nagłym wzrostem zakażeń w kwietniu, który wraz z kwestią domniemanej „szybszej transmisji wirusa” (którą mutacja rzekomo się charakteryzuje) są przedmiotem trwających badań. Nie istnieją też badania, które wykazałyby procentowy udział tej mutacji koronawirusa w zakażeniach z ostatniego miesiąca. Na razie nie zostały też potwierdzone podejrzenia, że niektóre z występujących w koronawirusie mutacji pozwolą mu być odpornym na odpowiedź immunologiczną organizmu, mimo że badacze indyjscy podkreślali, że takie ryzyko istnieje.

Nieprecyzyjnym jest też termin „podwójnie zmutowany”. Jak wyjaśnia prof. Sharon Peacock, mikrobiolożka z Uniwersytetu w Cambridge: „Wariant B.1.617 ma 13 mutacji, które powodują zmiany aminokwasów. Termin »podwójny mutant « odnosi się do dwóch mutacji (E484Q i  L452R), ale jest nieprecyzyjny, nie ma jasnego znaczenia i powinno się go unikać. Wariant był też nazywany »indyjskim«, co również nie powinno być rozpowszechniane, bowiem istnieją małe szanse, że będziemy w stanie dokładnie określić, gdzie wariant wystąpił po raz pierwszy”.

Public Health England na razie skategoryzował grupę B.1.617 jako variant under investigation (wariant badany), a nie jako variant of concern (wariant wzbudzający obawy). Aby wariant wirusa został zaklasyfikowany jako variant of concern musi spełniać określone kryteria, którymi są:

  • wzrost transmisji lub inna szkodliwa zmiana w epidemiologii, i/lub
  • zwiększenie zjadliwości wirusa lub zmiana obrazu klinicznego choroby, i/lub
  • ucieczka przed odpornością pochodzącą z naturalnej infekcji, i/lub
  • spadek skuteczności zdrowia publicznego lub klinicznych środków zaradczych, w tym szczepień, terapii w obecnym zastosowaniu klinicznym lub badań, jeśli efektów nie można łatwo złagodzić za pomocą standardowych, laboratoryjnych środków i przepisów.

Public Health England dodaje, że „aktualnie nie ma dowodów na to, że te wywołują poważniejszy przebieg choroby lub wpływają na skuteczność obecnie stosowanych szczepionek”. Badania trwają, nadal czekamy na ich wyniki. 

Ekspresowe szczepienia

W styczniu 2021 roku w Indiach zaczęła się pierwsza faza szczepień. Proces postępował szybko, jednak – mając na uwadze ilość mieszkańców tego kraju – wskaźnik procentowego udziału zaszczepionych nie jest jeszcze wysoki. Według danych z 6 maja 2021 pierwszą dawką zostało zaszczepionych 130 974 851 osób (mniej niż 10 proc. populacji), a drugą – 31 538 488 osób.

Znaczna część dawek szczepionki Oxford-AstraZeneca produkowana jest w Indiach przez firmę Serum Institute of India. Media donoszą, że w Indiach można zauważyć już problemy z brakiem preparatusurowców do jego wytwarzania. Kilka tygodniu temu eksport preparatu został wstrzymany na dwa miesiące. Przewiduje się, że wpłynie to na ilość szczepionek Oxford-AstraZeneca w krajach azjatyckich, afrykańskich i latynoamerykańskich. Natomiast nie powinno to wpłynąć na dostępność preparatu w państwach europejskich, w tym Polsce, gdyż korzystają one z preparatów produkowanych na Starym Kontynencie. Tymczasem Rosja dostarcza do Indii kolejne dawki szczepionki Sputnik V. Szczepionka produkowana przez Pfizera nadal czeka na zatwierdzenie przez indyjski rząd (o sprawie pisał m.in. Konkret24).

Jak pisaliśmy na łamach Demagoga, Indie (razem z Republiką Południowej Afryki) wezwały do uchylenia dla wszystkich członków Światowej Organizacji Handlu (WTO) niektórych postanowień porozumienia Trade Related Intellectual Property Rights (TRIPS) w celu „zapobiegania, ograniczania lub leczenia” COVID-19, usuwania barier w dostępie do niedrogich produktów medycznych, w tym szczepionek i leków.

 

W maju nie polecimy do Indii

Dwa tygodnie temu w polskich mediach społecznościowych pojawiła się fałszywa informacja o tym, że z Polski do Indii nadal latają samoloty pasażerskie. Wywołała ona burzliwą dyskusję, co opisał m.in. Konkret 24. Informacja została zdementowana przez Krzysztofa Moczulskiego, rzecznika PLL LOT, na jego profilu na Twitterze:

„Szanowni Państwo, temat jak widzę wywołuje dużo emocji – uprzejmie informuję, że loty do Indii od dłuższego czasu są lotami 100% cargo. Bardzo wstępnie planujemy uruchomienie rejsów pasażerskich dopiero od czerwca – uzależnione to będzie przede wszystkim od sytuacji epidemiologicznej”.

Krzysztof Moczulski, Twitter

Jako potwierdzenie tej informacji Moczulski opublikował zrzut ekranu, na którym widać, że rejs Warszawa–Delhi oznaczony jest jako cargo. Loty pasażerskie wstrzymały też inne kraje, które nadal pozwalają na loty cargo (Kanada, Niemcy czy Zjednoczone Emiraty Arabskie).

Jak informuje Serwis Rzeczypospolitej Polskiej, międzynarodowy ruch lotniczy w Indiach został zawieszony, za wyłączeniem lotów repatriacyjnych oraz specjalnych (tzw. air bubbles z wybranymi państwami, nie dotyczą one Polski). Osoby, które rozpoczęły podróż z terytorium Indii, na mocy Rozporządzenia Rady Ministrów z 5 maja 2021 roku, są zobowiązane do odbycia kwarantanny. Nie mają one możliwości zwolnienia na podstawie testu wykonanego w ciągu 48h po powrocie do kraju (może się to zdarzyć dopiero po 7 dniach).

Wyjazd turystyczny do Indii jest w tym momencie niemożliwy – wizy nie są wydawane, a te, które zostały wydane wcześniej, straciły ważność. Istnieje możliwość wjazdu do Indii na podstawie innej wizy, ale obowiązuje przedstawienie negatywnego testu na COVID-19, zrobionego nie wcześniej niż 72 godziny przed wylotem. Należy również wypełnić online deklarację o stanie zdrowia. Ponadto pasażerowie m.in. z Unii Europejskiej poddawani są szybkiemu testowi tuż po wylądowaniu. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie Serwisu Rzeczypospolitej Polskiej

25 kwietnia polski rząd poinformował, że z Delhi ewakuowano ciężko chorego na COVID-19 polskiego dyplomatę. Operacja była koordynowana przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Wraz z rodziną został on prosto z lotniska przewieziony do jednego ze szpitali zakaźnych w Warszawie. Jak powiedział płk. Konrad Korpowski, dyrektor RCB, organizacja przelotu do Polski była konieczna ze względu na pogarszającą się sytuację w Indiach. 

Podsumowanie

Sytuacja w Indiach jest daleka od „pandemicznej normy”: liczba zakażonych nagle wzrosła, a niedofinansowana służba zdrowia ma trudności ze sprostaniem temu wyzwaniu. Proces szczepień, mimo że postępuje szybko, nie przekłada się na szybki wzrost procentowego wskaźnika osób zaszczepionych w kraju ze względu na jego duże zaludnienie. Naukowcy nie stwierdzili jednoznacznie, czy wpływ na nagły skok ilości zakażeń miała nowa mutacja wirusa. Można jednak stwierdzić, że wpłynęło na to kilka czynników: demograficzny (zaludnienie oraz dostęp do opieki zdrowotnej), religijny (miesięczne obchody święta Kumbh Mela), ekonomiczny (luzowanie obostrzeń ze względu na kryzys gospodarczy, który mocno odbił się na najbiedniejszych), polityczny (wybory w kilku stanach oraz niedofinansowana służba zdrowia) oraz społeczny (mentalność mieszkańców Indii).

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub