Nie, koronawirus nie jest fałszywą pandemią

Czas czytania: około min.

Nie, koronawirus nie jest fałszywą pandemią

04.04.2020 godz. 13:36

Znaczna część informacji zawarta w artykule jest nieprawdziwa lub zmanipulowana, przez co wprowadza czytelników w błąd. 

17 marca na Facebooku udostępniono artykuł, który sugeruje, że koronawirus to fałszywa pandemia. Post udostępniający artykuł opatrzony został komentarzem: 

Ludzie boją się dziś wychodzić z domów, gadające głowy zarabiają na chleb z masłem sącząc ludziom truciznę z ekranu, a w zmanipulowanych, żydowskich »mediach społecznościowych« pojawiają się kretyńskie hasztagi powielane masowo przez otumanioną goebbelsowską propagandą publiczność. W korporacyjnych hipermarketach nakręcana jest spirala strachu: każą, każą! klientom spryskiwać ręce jakimś diabli wiedzą czym i przez kogo wyprodukowanym, a jak nie, to do sklepu nie wejdą. Równolegle forsowana jest eliminacja gotówlki (pisownia oryginalna – przyp. Demagog), jako jeden z głównych celów tego ordynarnego cyrku.

 

Koronawirus - fake news 2

https://www.facebook.com

 

Post został udostępniony 40 razy, uzyskał 52 reakcje oraz 26 komentarzy, w których czytamy m.in.: 

Trafne spostrzeżenia”,

„Mądrze opisane”,

„dziwnym trafem ogniska rzekomo chorobowe wszędzie tam gdzie nadajnik sieci 5g”.

Publikacja udostępniona została także w grupie facebookowej Jerzy Zięba – publikacje, w której uzyskał 134 udostępnienia, 74 reakcje oraz 22 komentarze.

Koronawirus - fake news 1

https://www.facebook.com

 

Artykuł, o którym mowa, sugeruje, że koronawirus to fałszywa pandemia, która została wmówiona ludziom. Autor tekstu twierdzi, że wprowadzane w poszczególnych państwach, w tym w Polsce, obostrzenia są bezzasadne. Głównym celem tego „cyrku” ma być eliminacja gotówki z obiegu. Autor odnosi się także do masek ochronnych, które jego zdaniem nie chronią przed koronawirusem. Testy przeprowadzane w Polsce są ponadto nieskuteczne. Autor twierdzi także, że ogłoszenie epidemii pozwala rządowi Mateusza Morawieckiego na walkę z małymi i średnimi przedsiębiorcami, natomiast na Bliskim Wschodzie jest wykorzystywana przez Izrael do walki z Iranem. W tekście przywoływane są konkretne informacje, z których część jest nieprawdziwa i wprowadza czytelników w błąd.

Koronawirus nie jest fałszywą pandemią

Tytuł artykułu sugeruje, że COVID-19 to fałszywa pandemia. Teza ta jest nieprawdziwa. 

Zgodnie z danymi WHO z 3 kwietnia koronawirusa odnotowano w ponad 200 państwach i terytoriach. Obecnie największa dynamika przyrostu zakażeń ma miejsce w Europie (szczególnie we Włoszech i Hiszpanii), a także w Iranie i Stanach Zjednoczonych. Pierwszy przypadek zakażenia w Polsce został potwierdzony oficjalnie przez Ministerstwo Zdrowia 4 marca. Wykryto go u pacjenta w Zielonej Górze. Koronawirus dotarł już na wszystkie kontynenty poza Antarktydą. Dyrektor Generalny WHO przyznał 9 marca, że zagrożenie pandemią jest bardzo wysokie, jednak, wedle jego oceny, „po raz pierwszy w historii będzie można ją kontrolować”. 11 marca WHO ogłosiła światową pandemię.

Koronawirus należy do rodziny wirusów, których nosicielami mogą być i ludzie, i zwierzęta. Wirusy te powodują choroby dróg oddechowych mogące mieć zarówno łagodny (np. zwykłe przeziębienie), jak i bardzo ostry przebieg. Do ciężkich chorób spowodowanych koronawirusem można zaliczyć m.in. bliskowschodni zespół oddechowy (MERS – ang. Middle East respiratory syndrome) i zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej (SARS – ang. severe acute respiratory syndrome). Leczenie chorób wywołanych koronawirusem polega na zwalczaniu objawów, gdyż na wirusy te nie ma szczepionek ani specjalnych leków. Dotychczas znanych jest siedem koronawirusów występujących u ludzi. Wirus, o którym się tak dużo obecnie mówi, nosi nazwę SARS-CoV-2 (wcześniej – 2019-nCoV).

Wywołuje on chorobę zakaźną o nazwie COVID-19 (Corona Virus Disease), najczęściej objawiającą się gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni i zmęczeniem. Wirus przenosi się drogą kropelkową. Ciężki przebieg choroby obserwuje się u ok. 15-20 procent osób. Najbardziej narażone na rozwinięcie ciężkiej postaci choroby i zgon są osoby starsze, z obniżoną odpornością, cierpiące też na inne choroby, w szczególności przewlekłe. Pierwsze przypadki zakażenia wirusem SARS-CoV-2 zostały wykryte w mieście Wuhan w chińskiej prowincji Hubei w grudniu 2019 roku. 

Czy maseczki chronią przed koronawirusem? 

W dalszej części artykułu autor sugeruje, że maseczki w ogólne nie chronią przed koronawirusem (wszystkie cytaty z analizowanego tekstu z pisownią oryginalną): 

Co jeszcze? Ot, choćby maseczki. Miliony ludzi stroją się w nie w przekonaniu, że dają odpór wrażemu koronawirusowi, nie mając zielonego pojęcia, że nie tylko nie dają żadnego odporu, ale działają na swoją własną szkodę i narażają się na zachorowanie oddychając przez te maseczki, które blokują oddech i zawilgocone stają się gigantycznym siedliskiem bakterii. Maski, nawet te profesjonalne stosowane przez chirurgów podczas operacji przed wirusami nie chronią w ogóle. Nie mogą, ponieważ oczko najlepszej maski ma średnicę 100 mikronów, podczas gdy wirus grypy, w tym Covid-19 ma średnicę ok. 80-120 nanometrów, a więc średnio jest 100 razy mniejszy (!) od oczka w najlepszej masce chirurgicznej, zatem nakładanie masek na twarz, abstrahując od ich szkodliwości, to mniej więcej tak, jakby wielką siatką o wielkości oczka 1 metr próbować łapać 1-centymetrową muchę. Kompletny obłęd.

Według WHO noszenie masek jest skuteczne w ochronie przed koronawirusem, pod warunkiem że idzie w parze z częstym myciem rąk mydłem i wodą lub z używaniem płynów/żeli na bazie alkoholu (min. 60 procent). Prawdą jest zatem, że samo noszenie maseczek nie chroni całkowicie przed zakażeniem, ponieważ skuteczność ochrony zależy także od innych czynników, takich jak właśnie mycie rąk. Niemniej jednak stosowanie maseczek przyczynia się do ochrony przed wirusem. Według obecnych zaleceń WHO, noszenie maseczek jest obowiązkowe dla osoby chorej (kichającej i kaszlącej) w celu niedopuszczenia do rozprzestrzeniania się infekcji. Osobom zdrowym WHO zaleca używanie maseczek tylko w przypadku bliskiego kontaktu (np. opieki) z osobami podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. 

Obecnie istnieją dwa rodzaje certyfikowanych masek przeznaczonych przede wszystkim dla pacjentów oraz pracowników służby zdrowia: maski chirurgiczne i maski z filtrem N95 lub FFP2. Maski te różnią się głównie filtrem cząsteczkowym. Maski FFP2 mają lepszy filtr i są zarezerwowane dla personelu medycznego narażonego na bardzo drobne cząsteczki. Filtrują one wirusy, bakterie i zarodniki, które mają utrudniony dostęp do układu oddechowego. Zabezpieczają też przed cząsteczkami radioaktywnymi. Maski chirurgiczne natomiast powinny być przeznaczone dla każdego chorego oraz osób o umiarkowanym lub wysokim ryzyku, a także dla pracowników służby zdrowia, pracowników pierwszej pomocy i osób odpowiedzialnych za transport medyczny w przypadku podejrzenia o kontakt z zakażonym. 

Koronawirus a grypa 

Autor artykułu stawia dalej tezę, że w porównaniu ze zwykłą grypą, liczba zdiagnozowanych z koronawirusem jest znikoma, umniejszając tym samym problem epidemii COVID-19: 

W porównaniu do zachorowań na zwykłą grypę liczba zdiagnozowanych z tym konkretnym koronawirusem (jeśli zostali poprawnie zdiagnozowani) stanowi ułamek promila, nie uzasadnia restrykcji rodem ze stanu wojennego, nie uzasadnia kompletnie żadnych restrykcji.

Liczba zachorowań na koronawirusa wynosi obecnie na świecie 1,1 mln osób, z czego zmarło 59,9 tys. osób (stan na dzień 4 kwietnia). Nie wiadomo, ile osób ostatecznie zachoruje i umrze na koronawirusa w czasie epidemii, ale według WHO śmiertelność w przypadku COVID-19 jest znacznie wyższa niż w przypadku grypy, zwłaszcza grypy sezonowej. Zgodnie z dotychczas dostępnymi danymi wskaźnik śmiertelności (liczba zgłoszonych zgonów podzielona przez zgłoszone przypadki) wynosi 3-4 procent. W przypadku grypy sezonowej śmiertelność jest zwykle znacznie poniżej 0,1 procenta. Jednak śmiertelność w dużej mierze zależy od dostępu do opieki zdrowotnej i jej jakości, dlatego różni się w zależności od kraju. 

Najwięcej zachorowań oraz zgonów odnotowano dotychczas w następujących państwach (stan na 4 kwietnia 2020): 

  • USA: 278 tys.,
  • Hiszpania: 124 tys.,
  • Włochy: 119 tys.,
  • Niemcy: 91 tys.,
  • Francja: 83 tys.,
  • Chiny: 82 tys., 
  • Iran: 53 tys.

Płyn dezynfekujący Orlenu i Polfy 

Autor artykułu odniósł się także o płynów dezynfekujących: 

Premier Morawiecki wydaje miliardy na walkę z koronawirusem. Oczywiście z naszych kieszeni, ponieważ rząd ma tylko tyle pieniędzy, ile nam zabierze w podatkach, ewentualnie na ile nas zadłuży za granicą, bo to my będziemy musieli te długi spłacać, a nie Morawiecki. Do kogo trafiają? Do różnych grandziarzy. Na przykład do żydowskiego koncernu farmaceutycznego Teva, który od dawna jest właścicielem »polskiej« Polfy, a to Polfa właśnie, jak ogłosił w telewizji Morawiecki, został wybrana do produkcji »wirusobójczego« specyfiku, który jest już dystrybuowany przez sieć stacji Orlen w promocyjnej cenie dla polskiego frajera, za jedyne 95,00PLN/baniaczek 5 litrów. Samochodowy płyn do spryskiwaczy o zbliżonym składzie można było niedawno kupić w sieci Leroy Merlin nawet za niecałego piątala, niecałe 5,00 PLN (slownie: pięć). Złoty geszeft.

W powyższym fragmencie znajdujemy informację, że Orlen będzie zajmował się dystrybucją płynu dezynfekującego produkowanego przez Polfę. W rzeczywistości płyny sprzedawane przez Orlen są produkowane przez niego samego. Płyny produkowane przez Polfę są sprzedawane natomiast m.in. w aptekach. Zgodnie z informacjami, które znajdujemy na oficjalnej stronie Orlenu, pierwsza partia płynu do dezynfekcji rąk w opakowaniach o pojemności 5 litrów została dostarczona do Agencji Rezerw Materiałowych. Sam płyn pojawił się również na stacjach ORLEN. Początkowo płyn kosztował 95 zł, ale jego cena została obniżona do 49 zł za 5 litrów. 

Do produkcji płynu do dezynfekcji rąk wykorzystywany jest etanol (70 procent składu), woda oraz alkohol izopropylowy, gliceryna i substancje zapachowe. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL) zezwolił ORLEN OIL na użycie do produkcji płynu do dezynfekcji rąk etanolu o jakości farmakopealnej, tj. nieposiadającego certyfikatu Europejskiej Agencji Chemikaliów ECHA. Spełnia on wymogi najwyższej jakości farmaceutyczno-kosmetycznej. W obecnej sytuacji rynkowej etanol o jakości farmakopalnej w ostatnich dniach był tańszy i szerzej dostępny niż etanol certyfikowany przez ECHA. 

Zakład Produkcyjny ORLEN OIL w Jedliczu na co dzień zajmuje się produkcją płynów do spryskiwaczy, płynów chłodniczych, smarów oraz olejów przemysłowych. W związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w Polsce dokonano przestawienia linii produkcyjnej tak, aby spółka mogła rozpocząć wytwarzanie płynu do dezynfekcji rąk. Produkcja ruszyła 12 marca. W proces wytwarzania płynu dezynfekującego zaangażowana jest spółka ORLEN Laboratorium, której Pracownia Produktów Naftowych w Jedliczu wdrożyła analizy laboratoryjne niezbędne do prawidłowego prowadzenia procesu wytwarzania w Zakładzie Produkcyjnym ORLEN OIL. W ten sposób wyprodukowany płyn jest wpisany do Wykazu Produktów Biobójczych prowadzonego przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Czy płyny dezynfekujące są wirusobójcze? 

W kolejnym fragmencie autor sugeruje, że płyn sprzedawany na Orlenie wcale nie jest wirusobójczy: 

Czy specyfik żeniony na Orlenie jest rzeczywiście wirusobójczy? Oczywiście, że nie jest, ponieważ wirusa nie można zabić i to z bardzo prostej przyczyny: wirus nie żyje, jest trupem, dead, nigdy nie żył. Wirus to nie bakteria, nie potrafi się sam namnażać, nie posiada własnego metabolizmu, jest zaledwie fragmentem kodu, który musi zostać wmontowany w odpowiednim miejscu w DNA, żeby zmusić nasz organizm do produkcji własnych kopii, które powodują na przykład wadliwą pracę płuc.

Zgodnie z informacjami, które uzyskaliśmy od Ministerstwa Zdrowia, płyn do dezynfekcji sprzedawany na Orlenie uzyskał rejestrację URPL i zawiera więcej niż 60 procent alkoholu, co sprawia, że ma on działanie wirusobójcze. Informacje podane w artykule są zatem nieprawdziwe. 

Artykuł 5. Traktatu Waszyngtońskiego 

Autor analizuje także sytuację na Bliskim Wschodzie i przywołuje art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego:

Sięgnięto po fikcyjną konieczność wywiązania się sojuszników NATO z obligacji nakładanych na cały sojusz, jeśli zostanie zaatakowany jeden z członków NATO. Turcja wspólnie z terrorystami ISIS/ISIL zaatakowała Syrię, najechała zbrojnie na prowincję Idlib doskonale wiedząc, że Syria jest wspierana przez Rosję na podstawie umów rządowych pomiędzy demokratycznie wybranym prezydentem Assadem oraz Rosją Putina. Żydostwo spodziewało się ataków bombowych Rosji na tureckie wojska, aby wszcząć aj, waj! w NATO, że oto Turcja, jeden z największych – nomen omen – członków NATO został zaatakowany przez Rosję, a więc wszystkie państwa NATO na mocy artykułu 5 muszą wspólnie zaatakować »agresora«, czyli Rosję.

Powołując się na art. 5. Traktatu Waszyngtońskiego, autor sugeruje, że wszystkie państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego mają obowiązek udzielenia pomocy wojskowej państwu członkowskiemu, które zostanie zaatakowane:

Żydostwo spodziewało się ataków bombowych Rosji na tureckie wojska, aby wszcząć aj, waj! w NATO, że oto Turcja, jeden z największych – nomen omen – członków NATO został zaatakowany przez Rosję, a więc wszystkie państwa NATO na mocy artykułu 5 muszą wspólnie zaatakować »agresora«, czyli Rosję.

Nie jest to jednak prawdą. Art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego brzmi:

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub kilka z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uważana za napaść przeciwko nim wszystkim; wskutek tego zgadzają się one na to, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, każda z nich, w wykonaniu prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego przez Artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom tak napadniętym, podejmując natychmiast indywidualnie i w porozumieniu z innymi Stronami taką akcję, jaką uzna za konieczną, nie wyłączając użycia siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego. O każdej takiej zbrojnej napaści i o wszystkich środkach zastosowanych w jej wyniku zostanie bezzwłocznie powiadomiona Rada Bezpieczeństwa. Środki takie zostaną zaniechane, gdy tylko Rada Bezpieczeństwa podejmie działania konieczne do przywrócenia i utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.

Zgodnie z art. 5 pomoc dla sojuszników ma polegać na podjęciu akcji takiej, jaką dane państwo uzna za konieczną. Może ona polegać na użyciu siły siły zbrojnej, lecz nie musi. Stwierdzenie autora, że w przypadku, gdyby Rosja zaatakowała Turcję, to wszystkie państwa NATO musiałyby zaatakować wspólnie Rosję, jest nieprawdziwe. 

Podsumowanie

Znaczna część informacji zawarta w artykule jest nieprawdziwa lub zmanipulowana, przez co wprowadza czytelników w błąd. 

➖
Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

• Wpłać darowiznę i wesprzyj naszą pracę TUTAJ.
• Śmiało rozpowszechniaj artykuł, prześlij go znajomym, nie zapomnij podać źródła (www.demagog.org.pl).

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

POMÓŻ NAM DZIAŁAĆ!

Co­dzien­nie spraw­dza­my praw­do­mów­ność po­li­ty­ków. Walczymy z dez­in­for­ma­cją, fake new­sa­mi i ma­ni­pu­la­cją w prze­strze­ni pu­blicz­nej.

Żeby za­cho­wać nie­za­leż­ność, po­trze­bu­je­my Two­jego wsparcia.