Nie, warszawskie bary nie sprzedają mięsa psów

Czas czytania: około min.

Nie, warszawskie bary nie sprzedają mięsa psów

26.11.2019 godz. 16:12

Krążący po sieci fejk to zmanipulowane echa sprawy sprzed kilku lat.

W ostatnich dniach na kilku grupach Facebookowych rozniosła się informacja ostrzegająca przed pojawieniem się psiego mięsa w warszawskich barach gastronomicznych. Były to takie grupy jak: #Psy – Zgubione/znalezione – Cała Polska (link), NIE!!!DLA BANDYTÓW MALTRETUJĄCYCH ZWIERZĘTA! (link), POLAND (link).

Poniżej przedstawiamy zrzuty ekranu postów na wypadek ich usunięcia:

Komentujący często używają mocnych słów:

Co za nowość, od dawna wiadomo że w tych barach sprzedają psy i koty

Smacznego bodaj bez watu

Pogonić zwyrodnialcow z Azji

Żółta patologia!

Post linkuje do artykułu pochodzącego z portalu twojenowinki.pl. Według informacji tam zamieszczonych, artykuł przeczytało już niemal 23 tysiące osób. W artykule czytamy:

Podczas jednej z kontroli, funkcjonariuszy zaniepokoił widok mięsa, które było przygotowane do sprzedaży, ale przechowywane w bardzo złych warunkach sanitarnych. Straż graniczna zabezpieczyła przeszło tonę mięsa z niewiadomego źródła w Wólce Kosowskiej. Rzeczniczka Straży, Dagmara Bielec-Janas powiedziała, że część mięsa mogła pochodzić od psów. Samo mięso miało trafić do barów orientalnych w Warszawie.

Artykuł kontynuuje relacjonowanie działania służb w tej sprawie:

Służby zabezpieczyły mięso w celu wykonania badań. Na ich podstawie zostanie określony gatunek zwierząt. „Istnieje duże prawdopodobieństwo, że część tego mięsa, to mięso psów.” – poinformowała rzeczniczka Straży Granicznej. Dwa sklepy zostały już zamknięte. Sąd będzie również rozstrzygał czy ukarać  właścicieli, między innymi za nieprzestrzeganie warunków sanitarnych, przez wprowadzanie do sprzedaży zwierzęcych produktów spożywczych bez wymaganych zezwoleń oraz ich sprzedaż w niedozwolonym miejscu. Straż Graniczna ustaliła, że towar z tych sklepów trafiał do restauracji i barów orientalnych na terenie stolicy i okolic. Jeśli ekspertyza potwierdzi, że było to mięso psów, właścicielom grozi kilka lat więzienia.

Artykuł opatrzony jest ponadto zdjęciem mającym dokumentować czynności wykonywane przez Straż Graniczną:

Czy do warszawskich barach z kuchnią azjatycką rzeczywiście trafiło psie mięso?

Informacje, które są obecnie udostępniane przez użytkowników Facebooka, to echa sprawy sprzed pięciu lat. Zgodnie z oficjalnymi informacjami Straży Granicznej, 28 listopada 2014 r. na terenie podwarszawskiej Wólki Kosowskiej funkcjonariusze Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali dwóch nielegalnie przebywających w Polsce obywateli Wietnamu oraz zapobiegli wprowadzeniu do sprzedaży blisko 1000 kg mięsa niewiadomego pochodzenia. Sprawę relacjonowały największe polskie portale informacyjne. W relacji dla Polskiej Agencji Prasowej  wypowiedziała się wówczas rzeczniczka prasowa nadwiślańskiego oddziału Straży Granicznej Dagmara Bielec-Janas.

Mięso zostało zabezpieczone w celu dokonania badań genetycznych, na podstawie których zostanie potwierdzony gatunek zwierząt, z których pochodziło. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że część tego mięsa, to mięso psów.

Cała sprawa wywołała olbrzymie emocje. Niedługo później zaczęły jednak pojawiać się pierwsze doniesienia o nieprawidłowościach w pierwotnej relacji. Środowiska wietnamskie w Polsce skierowały do ówczesnej szefowej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Teresy Piotrowskiej list otwarty, w którym wyraziły swój sprzeciw wobec „nieprawdziwych oskarżeń”, które ich zdaniem formułowane były przez Straż Graniczną:

Tymczasem, jak się okazało, właściciele sklepów, w których zakwestionowano towar, nie mieli przy sobie dokumentów, poświadczających pochodzenie jedynie nieznacznego procenta znalezionego mięsa. Skonfiskowane mięso zostało poddane utylizacji, Sanepid jednak nie potwierdził przypuszczeń Straży Granicznej, jakoby zachodziło podejrzenie, że choćby jego część stanowi mięso psie. Zatem rzecznik komendanta Straży Granicznej podzieliła się z opinią publiczną swoim, niczym nie uzasadnionym podejrzeniem, wprowadzając ją tym samym w błąd. Powołała się przy tym fałszywie na opinię lekarza weterynarii i inspektora sanitarnego. Tymi działaniami funkcjonariusze Straży Granicznej sprowadzili na wietnamskich imigrantów podejrzenia i niechęć części Polaków.

W sobotę (a więc w dniu opublikowania informacji o przeprowadzeniu działań przez SG) swój komunikat wystosowała również Joanna Narożniak, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie, która powiedziała PAP, że podczas kontroli „zabezpieczono pewną ilość mięsa niewiadomego pochodzenia, w tym być może takie, które nie jest dopuszczalne do spożycia na rynku w Polsce„.

Dyrektor Państwowego Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego w Piasecznie, badającego sprawę, Henryk Mędykowski powiedział jednak już w poniedziałek PAP, że badania genetyczne mięsa nie były konieczne, bo chodziło głównie o drób.

Jak przekonywał w rozmowie z tvnwarszawa.pl Mędykowski, zwierzęciem, które wywołało niepokój strażników była około 30-kilogramowa sztuka. Tusza nie miała głowy, co utrudniało identyfikację.

Ostatecznie mięso zostało zutylizowane.

Do zamieszania odniosła się również rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej st. chor. Agnieszka Golias, która przekazała, że w związku listem otwartym środowisk wietnamskich komendant główny Straży Granicznej zwrócił się do komendanta Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej o wyjaśnienia:

Otrzymał zapewnienie, że działania Straży Granicznej w Wólce Kosowskiej przeprowadzone były pod kątem kontroli legalności pobytu i zatrudnienia cudzoziemców na terytorium RP (…) Mięso zostało ujawnione przy okazji kontroli, a niepokój funkcjonariuszy wzbudził sposób jego przechowywania. O sytuacji poinformowali sanepid i lekarza weterynarii, którzy potwierdzili, że towar był przechowywany w niewłaściwych warunkach

– podkreśliła.

Jak dodała, komendant został zapewniony, że 

nie było niczyją intencją budowanie negatywnej atmosfery wokół mieszkającej w Polsce społeczności międzynarodowej, a wypowiedź na temat możliwości pochodzenia mięsa nie powinna paść na tym etapie i ze strony przedstawiciela Straży Granicznej.

Podkreśliła również, że przypuszczenia, że część mięsa może być towarem, który nie jest dopuszczony do obrotu na polskim rynku, nie były oceną SG, a tego typu opinia została wyrażona przez przedstawiciela Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie.

Przyznała, że nawet w takim przypadku, „przy braku stuprocentowej pewności informacja ta nie powinna być powielana”.

Z ust rzecznika padło o jedno słowo za dużo

– oceniła.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub