Czas czytania: około min.

Rosja wykorzystuje fałszywy fact-checking do szerzenia dezinformacji

11.03.2022 godz. 14:47

Posty w mediach społecznościowych i publikacje obalające rzekomą ukraińską dezinformację same w sobie mogą być fałszywe. Taki wniosek wyciągnęli badacze i dziennikarze, którzy zidentyfikowali ponad tuzin filmów rzekomo obalających ukraińskie fake newsy. Przykładów takich kont i stron jest jednak więcej.

Rosyjscy propagandyści nie cofną się przed niczym w rozpowszechnianiu swojej wizji inwazji na Ukrainę. W ostatnim czasie wykorzystywanym przez nich narzędziem stał się… fact-checking.

A właściwie „fact-checking”.

Walka z dezinformacją lub walka poprzez dezinformację

Badacze z Media Forensics Hub przy Uniwersytecie Clemson i dziennikarze portalu ProPublica zidentyfikowali ponad tuzin filmów, które rzekomo obalają ukraińskie dezinformacje.

Filmy zgromadziły ponad milion wyświetleń na prorosyjskich kanałach w aplikacji Telegram i zdobyły tysiące polubień oraz retweetów na Twitterze.

Zrzut ekranu z jednego z fałszywych filmów był emitowany w rosyjskiej telewizji państwowej, inny był rozpowszechniany przez oficjalne konto rosyjskiego rządu na Twitterze.

Przykładowe nagranie przedstawiało dwa zestawione ze sobą filmy pokazujące ogromną eksplozję na obszarze miejskim. Rosyjskojęzyczne napisy informowały, że jeden film był rozpowszechniany przez ukraińskich propagandystów, którzy twierdzili, że przedstawia on rosyjski atak rakietowy w Charkowie, drugim co do wielkości mieście w Ukrainie.

Jednak, jak wyjaśniono w podpisach w drugim filmie, nagranie faktycznie pokazywało śmiertelną eksplozję składu broni na tym samym terenie w 2017 roku. Przesłanie było jasne: nie należy ufać materiałom filmowym z rzekomych rosyjskich ataków rakietowych; Ukraińcy szerzą kłamstwa na temat tego, co się naprawdę dzieje, a grupy prorosyjskie demaskują je.

Inne wideo „demaskowało” fałszywe nagranie eksplozji w Kijowie. Jeszcze inne filmy „ujawniały”, że Ukraińcy rozpowszechniają stare nagrania eksplozji niezwiązanych z obecną sytuacją i błędnie określają je jako aktualne.

„Fact-checking” w służbie propagandy

Jak wskazuje ProPublica, wszystkie przeanalizowane filmy łączą się z propagandą w rosyjskiej telewizji państwowej. Jej celem jest przekonać Rosjan, że „operacja specjalna” w Ukrainie przebiega dobrze, a twierdzenia o niepowodzeniach lub nalotach na obszary cywilne są ukraińską kampanią dezinformacyjną służącą podważeniu zaufania Rosjan do swojego rządu.

Według Patricka Warrena, profesora nadzwyczajnego w Clemson, celem filmów jest wzbudzenie wątpliwości wśród rosyjskojęzycznych widzów, którzy napotykają prawdziwe obrazy rozbitych rosyjskich pojazdów wojskowych oraz zniszczeń spowodowanych przez ostrzał rakietowy i ostrzał artyleryjski w Ukrainie.

„Powodem, dla którego to jest tak skuteczne, jest to, że tak naprawdę nie trzeba nikogo przekonywać, że to prawda. Wystarczy, aby ludzie nie byli pewni, czemu powinni ufać” – wskazuje Warren. „W pewnym sensie przekonują widza, że ​​ukraińskie biuro propagandowe mogłoby podjąć tego typu działania”.

Joan Donovan, dyrektor ds. badań w Harvard’s Shorenstein Center on Media, Politics and Public Policy, dodaje, że tego typu materiały ​​nie muszą się szeroko rozchodzić w mediach społecznościowych, aby były skuteczne, ponieważ ich istnienie może być cytowane przez główne rosyjskie media jako dowód na prowadzoną przez Ukrainę internetową kampanię dezinformacyjną.

Jak tworzone są fałszywe fact-checki?

Co ciekawe, wyszukiwanie wsteczne wprowadzających w błąd filmów w mediach społecznościowych i w innych miejscach w sieci nie przyniosło efektów. W żadnym z nagrań nie podano ani jednego przykładu ukraińskich fałszywek udostępnianych w mediach społecznościowych lub gdzie indziej.

Cyfrowy plik wideo zawiera osadzone dane, zwane metadanymi, które wskazują m.in., kiedy nagranie powstało, jakie oprogramowanie do edycji zostało użyte oraz nazwy klipów wykorzystanych do utworzenia końcowego wideo.

Badanie metadanych dwóch filmów znalezionych na Telegramie wskazuje, że ktokolwiek produkował te filmy, po prostu zduplikował oryginalny materiał, aby stworzyć rzekomą ukraińską fałszywkę.

Dwa przeanalizowane filmy zawierają metadane, które pokazują, że zostały utworzone przy użyciu tego samego pliku wideo dwukrotnie – raz w celu pokazania oryginalnego materiału filmowego, a raz w celu fałszywego twierdzenia, że ​​jest on rozpowszechniany jako ukraińska dezinformacja. Autor dodał różne podpisy lub elementy wizualne, aby sfabrykować ukraińską wersję.

„Gdyby te filmy były tym, za co się podają, byłyby połączeniem dwóch oddzielnych plików wideo, »ukraińskiej fałszywki « i oryginalnego materiału filmowego” – powiedział Darren Linvill, profesor nadzwyczajny w Clemson.

„Metadane, które znaleźliśmy w przypadku niektórych filmów, wyraźnie pokazują, że zostały one utworzone przez zduplikowanie jednego pliku wideo, a następnie jego edycję. Ktokolwiek stworzył wideo obalające informacje, stworzył podróbkę i zdemaskował ją jednocześnie”.

Fałszywy fact-checking na Telegramie

Kont zajmujących się rzekomą „weryfikacją fałszywych informacji” na temat wojny rosyjsko-ukraińskiej w mediach społecznościowych nie brakuje. Za przykład może nam posłużyć anglojęzyczna strona internetowa i rosyjskojęzyczne konto na Telegramie o nazwie „Wojna z fałszywkami” (ang. War on Fakes, ros. Война с фейками).

„Laboratoria broni biologicznej”

Przykładowy post z 11 marca „obala” informację, że „Ukraina nie rozwija broni chemicznej ani biologicznej”. Autorzy powołują się m.in. na Światową Organizację Zdrowia, która zaleciła Ministerstwu Zdrowia Ukrainy zniszczenie szczególnie niebezpiecznych patogenów, aby zapobiec możliwym wyciekom.

Takie zalecenie rzeczywiście padło, o czym donosił Reuters, który otrzymał informację bezpośrednio od WHO. Jak jednak czytamy w informacji prasowej na ten temat:

Oświadczenie WHO nie zawierało odniesienia do broni biologicznej. Agencja podała, że ​​zachęca wszystkie strony do współpracy przy »bezpiecznym usuwaniu wszelkich patogenów, z którymi się stykają, oraz do sięgania po pomoc techniczną w razie potrzeby«. Zaproponowała pomoc w miarę możliwości w zakresie wskazówek technicznych i koordynacji”.

Informacja o tym, jakoby w Ukrainie są amerykańskie laboratoria broni biologicznej, krążyła również w polskim internecie. Z naszą analizą tego fake newsa zapoznasz się tutaj.

„Ustawiony ostrzał szpitala w Mariupolu i podstawiona aktorka”

Inna dezinformacja, która zyskała popularność w Polsce, a którą „zweryfikował” profil Wojna z fałszywkami, dotyczyła rzekomego wykorzystania przez Ukraińców modelki w celu inscenizacji ostrzału szpitala położniczego w Mariupolu.

Marianna Podgurskaya, która stała się niezamierzoną bohaterką tej dezinformacji, rzeczywiście jest popularną instagramerką. Na publikowanych przez nią w ostatnim czasie zdjęciach wyraźnie widać, że kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Nic więc dziwnego, że znajdowała się w szpitalu położniczym.

Dokładną analizę tej dezinformacji znajdziesz w naszym artykule.

Nie ma wątpliwości, że Wojna z fałszywkami to konto propagandowe

Dane portalu Telegram Analytics wskazują, że konto Wojna z fałszywkami powstało 23 lutego, czyli dzień przed inwazją Rosji na Ukrainę. Pierwszego dnia miało 161 obserwujących, drugiego – już 24,5 tys. Do 11 marca twórcom udało się zebrać ponad 705 tys. obserwujących.

Źródło: Telegram Analytics

Działalność profilu Wojna z fałszywkami przeanalizowali eksperci z Digital Forensic Research Lab (DFRLab), jednostki Atlantic Council przeznaczonej do przeciwdziałania dezinformacji. Wyciągnęli oni wniosek, że treści publikowane przez domniemanych fact-checkerów jednoznacznie wspierają narracje powtarzane przez rosyjskie media państwowe i Kreml.

Przykładowo, atak na Ukrainę jest tam określany wyłącznie jako „operacja specjalna” (ros. „спецоперация в Украине”), zgodnie z polityką Kremla, by nie nazywać sytuacji „wojną” lub „inwazją”.

Chociaż nie wszystkie posty są całkowicie sfałszowane, twórcy strony używają alternatywnych wyjaśnień, aby manipulować kontekstem, kwestionować fakty i promować wynajętych aktorów snujących teorie, że akty okrucieństwa ze strony Rosjan są inscenizowane.

DFRLab wskazuje też, że kanał zaczął przyciągać uwagę głównych rosyjskich mediów propagandowych, takich jak RT czy RIA Novosti.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub