Strona główna Fake News Normy 5G podniesione stukrotnie? Strach napędza dezinformację

Normy 5G podniesione stukrotnie? Strach napędza dezinformację

Normy 5G podniesione stukrotnie? Strach napędza dezinformację

Fot. Pixabay

Normy 5G podniesione stukrotnie? Strach napędza dezinformację

Sprawdzamy tezy przedstawione na grafikach udostępnionych w mediach społecznościowych.

FAKE NEWS W PIGUŁCE

Od dłuższego czasu w sieci można natrafić na sensacyjne przekazy powiązane z polem elektromagnetycznym (PEM), a także z siecią 5G. Autorzy niektórych z nich starają się przekonać, że promieniowanie z masztów telekomunikacyjnych może powodować choroby. Co więcej, z innych ich publikacji wynika, że anteny 5G chowa się przed wzrokiem mieszkańców, co ma być dowodem na spisek.

Podobne tezy znalazły się we wpisie opublikowanym 29 kwietnia. Kilka grafik dołączonych do posta przekonuje o szkodliwości promieniowania elektromagnetycznego. Ma mieć ono negatywny wpływ na zdrowie, w tym powodować nowotwory. O szkodliwości sieci 5G mają rzekomo świadczyć podniesione normy promieniowania, a także publikacje WHO i listy wysłane przez naukowców.

Wpis na Facebooku zawierający grafiki z fałszywymi tezami dotyczącymi 5G.

Fot. Facebook.com

Pole elektromagnetyczne szkodzi zdrowiu? Dowody naukowe temu przeczą

Tekst na grafikach dołączonych do wpisu informuje o negatywnych skutkach zdrowotnych związanych z wystawieniem się na działanie PEM. Wśród nich znalazły się tzw. zaburzenia czynnościowe, np. depresja, zaburzenia płodności czy bóle głowy, oraz „choroby organiczne”, czyli m.in.: alergie, niedobory odporności czy nowotwory.

Jak sprawdzaliśmy w jednej z naszych poprzednich analiz, doniesień o problemach psychicznych powiązanych rzekomo z siecią 5G nie potwierdzają dowody naukowe, mimo że – jak dowodzą naukowcy – istnieje zależność pomiędzy polem elektromagnetycznym a problemami zdrowotnymi. Nie jest ona jednak powiązana ze szkodliwym wpływem stacji bazowych, lecz ma podłoże psychiczne.

Osoby zgłaszające problemy z bezsennością czy migreny, a mieszkające w pobliżu anten telekomunikacyjnych, doświadczają efektu nocebo. Sama świadomość obecności masztów może wywoływać zaburzenia, niezależnie od tego, czy są one włączone, czy nie. Udowodnili to autorzy pracy z 2018 roku.

Lek. Artur Kacprzykartykule opublikowanym na rządowej stronie podkreśla, że nie ma naukowych dowodów na szkodliwość promieniowania elektromagnetycznego:

„Aktualnie nie są dostępne żadne rekomendacje postępowania oraz nie zostały zidentyfikowane pewne kryteria diagnostyczne, które mogłyby być użyte w codziennej praktyce lekarskiej. Biorąc pod uwagę postulowaną psychogenną naturę schorzenia, postępowanie powinno być nakierowane na uspokojenie pacjenta i dostarczenie możliwie rzetelnych informacji dotyczących tego zjawiska”.

Lek. Artur Kacprzyk

WHO i nowotwory, czyli czym jest klasa 2B?

Jednym z dowodów na szkodliwość PEM przytoczonych w poście jest informacja, że od 2011 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) „uważa promieniowanie radiowe i mikrofalowe z technologii bezprzewodowych za potencjalnie rakotwórcze (klasa 2B)”.

Informacje te znajdziemy w komunikacie prasowym opublikowanym pod koniec maja 2011 roku przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem (IARC). Agencja stwierdziła w nim, że w związku z rosnącymi obawami dotyczącymi rakotwórczości PEM zebrała się grupa naukowców, mająca ocenić ryzyko zachorowania na nowotwory. Dotyczyło to w szczególności pola występującego przy korzystaniu z telefonów komórkowych.

W rezultacie pracy komisji oceniono, że zebrane dowody są niewystarczające, aby wykazać jednoznaczną korelację pomiędzy korzystaniem z telefonów a występowaniem raka. Jednocześnie uznano, że zebrane informacje pozwalają uznać telefonię komórkową za potencjalnie rakotwórczą i umieścić ją w kategorii 2B.

Promieniowanie elektromagnetyczne mniej groźne od picia kawy

Czy oznacza to, że naukowcy uznali, że korzystanie z komórek może powodować raka? Nie do końca, ponieważ jak czytamy w opisie wspomnianej kategorii dostępnej na stronie IARC: „Ta kategoria jest stosowana w przypadku czynników, dla których istnieją ograniczone dowody na rakotwórczość u ludzi i mniej niż wystarczające dowody na rakotwórczość u zwierząt doświadczalnych” (s.23). 

W tej samej kategorii mieści się także ponad 300 innych czynników takich jak np. ekstrakt z liści aloesu czy kiszone warzywa. Z kolei za bardziej rakotwórcze uznano m.in.: picie kawy, herbaty czy branie paracetamolu.

Według informacji zawartych w Białej Księdze Ministerstwa Cyfryzacji zatytułowanej „Pole elektromagnetyczne a człowiek” – pomimo prowadzonych na szeroką skalę badań epidemiologicznych – nie dowiedziono wzrostu ryzyka zachorowania na nowotwory mózgu, głowy i okolic szyi na skutek zwiększonej ekspozycji na PEM.

Rosnące normy promieniowania to powód do obaw? Nie, to próba zrównania się z Europą

poście przeczytamy również o normach promieniowania, które zostały podniesione stukrotnie. Jedna z grafik informuje, że zostało to zrobione „po cichu” w 2020 roku. Rzeczywiście, przez wiele lat w Polsce obowiązywała norma gęstości mocy wynosząca 0,1 W/m². 1 stycznia 2020 roku rozporządzenie opublikowane przez ministra zdrowia zwiększyło to ograniczenie do 10 W/m².  Dopuszczalne poziomy promieniowania są powszechnie dostępne, a twierdzenie, że coś zostało zrobione „po cichu”, jest zatem nieuzasadnione.

Dlaczego po wielu latach zdecydowano się na podniesienie norm? Żeby zrównać się z normami unijnymi, gdzie wspomniany poziom gęstości mocy obowiązuje od wielu lat. Dzięki temu możliwa ma być implementacja w Polsce sieci 5G. Dostęp do nowej technologii jest jednym z celów Europejskiej Agendy Cyfrowej.

Zabawa jednostkami, czyli jak manipuluje się, by pokazać rzekome przekroczenia norm

W odniesieniu do podniesienia norm promieniowania na jednej z grafik pojawia się informacja, że „przeciętne promieniowanie dziś w mieszkaniach w mieście z dala od masztów to 100 do 500 uW/m², w pobliżu masztów nawet do 100 000 uW/m²”. Tak duże liczby w zestawieniu z normą 10 W/m² mają przekonać czytelnika, że mamy do czynienia z regularnym przekraczaniem ustalonych poziomów.

Czy tak jest naprawdę? W rzeczywistości autor tez celowo zmienił jednostki, aby wykazać pozorne przekraczanie ustawowych norm. Litera „u” jest bowiem odpowiednikiem symbolu „μ” – przedrostka jednostki miary. Po przekonwertowaniu okazuje się, że przeraźliwie wyglądające 100 000 uW/m² to w rzeczywistości 0,1 W/m². Jest to nie tylko wartość mieszcząca się w nowych normach, ale również w tych obowiązujących do 2020 roku.

Co więcej, jak powiedział Demagogowi mgr inż. Jakub Kwiecień z Zakładu Badań Systemów i Urządzeń Instytutu Łączności – Państwowego Instytutu Badawczego (IŁ–PIB): „Obecne wartości dopuszczalne zostały wyznaczone z 50-krotnym marginesem bezpieczeństwa”. Oznacza to, że nawet zbliżenie się do górnej granicy wciąż nie będzie miało negatywnych skutków na nasze zdrowie.

Kto podpisał petycje przeciw 5G?

Gdy czytamy grafiki dotyczące zagrożeń ze strony 5G, dotrzemy do informacji o dwóch petycjach, podpisanych przez naukowców. Pierwsza z nich (z 2015 roku) dotyczyła szkodliwego wpływu promieniowania elektromagnetycznego i została wysłana m.in. do Organizacji Narodów Zjednoczonych. Drugą z kolei przesłano do Unii Europejskiej w 2017 roku. Miała ona powstrzymać uruchomienie sieci 5G w krajach członkowskich.

Pod obiema listami podpisało się kilkuset badaczy, co ma stanowić dowód na rozbieżności w środowisku naukowym w kwestii PEM. Jak jednak zwraca uwagę Kinga Graczyk z IŁ–PIB: „postulaty zawarte w obu petycjach mają charakter pozanaukowy i sprowadzają się do arbitralnego nałożenia zakazu rozwoju technologii 5G i obniżenia dopuszczalnych poziomów pola elektromagnetycznego w środowisku, dopóki »niezależni naukowcy « nie potwierdzą, że zarówno sama technologia, jak i dopuszczalne poziomy PEM są bezpieczne”. 

Jak podkreśla Graczyk, pod apelami podpisały się osoby znane z tego, że swoją działalność oparły o sprzeciw wobec technologii radiowych. Wśród nich wymienia np. dr Magdę Havas, przekonującą m.in. że cukrzyca może być spowodowana przez fale radiowe. Innym sygnatariuszem jest dr Dominique Belpomme, wobec którego od 2018 roku toczyło się postępowanie we francuskiej Izbie Lekarskiej. Powodem tych działań było stawianie przez emerytowanego lekarza – niepopartych badaniami naukowymi – diagnoz dotyczących „elektronadwrażliwości”. Ostatecznie w 2023 roku pozbawiono go na 12 miesięcy prawa do wykonywania zawodu.

Wytyczne opracowane w czasie powstawania obydwu petycji zostały zweryfikowane w 2020 roku przez Międzynarodową Komisją ds. Ochrony Przed Promieniowaniem Niejonizującym (INCIRP). Trwające siedem lat prace nad nowymi wytycznymi wykazały, że dotychczasowe normy w odpowiedni sposób chronią organizm człowieka przed potencjalnymi skutkami PEM.

Jak podsumowuje Kinga Graczyk:

„W ciągu 8 lat od powstania pierwszej petycji i 6 lat od powstania drugiej nie pojawiły się żadne wiarygodne przesłanki, które jakkolwiek potwierdziłyby tezy stawiane przez sygnatariuszy”.

Kinga Graczyk, IŁ–PIB w komentarzu dla Demagoga

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Wpłać, ile możesz

Na naszym portalu nie znajdziesz reklam. Razem tworzymy portal demagog.org.pl

Wspieram