Strona główna Analizy Z kamerą wśród spisków #7 – Nazistowska baza na Antarktydzie

Z kamerą wśród spisków #7 – Nazistowska baza na Antarktydzie

Z kamerą wśród spisków #7 – Nazistowska baza na Antarktydzie

Sprawdzamy kolejne historyczne science fiction dotyczące nazistowskich działań.

Naziści i ich domniemana działalność jest jednym z powtarzających się motywów, zarówno dezinformacji, jak i dziwnych teorii spiskowych. Ostatnimi laty na łamach Demagoga publikowaliśmy artykuły o tym, że rzekomo fluor był stosowany w niemieckich obozach koncentracyjnych do krzywdzenia osadzonych. Z kolei w jednym z poprzednich odcinków tej serii opisywałem, jak rzekomo Goebbels i inni naziści mieli wpływ na sposób strojenia instrumentów, niezgodny z naturalnym rytmem Ziemi. Tym razem sprawdzimy doniesienia o tajnej aktywności nazistów na biegunie południowym.

20 tysięcy mil nazistowskiej żeglugi

Teoria dotycząca założenia przez Niemców tajnej bazy na Antarktydzie została rozłożona na czynniki pierwsze w artykule naukowym z 2007 roku. Praca „Hitler’s Antarctic base: the myth and the reality” („Antarktyczna baza Hitlera: mit i rzeczywistość”), współtworzona m.in. przez Colina Summerhayesa z Uniwersytetu w Cambridge, to kompleksowy przegląd plotek na temat nazistowskiej działalności na biegunie południowym.

Historia zaczyna się w lipcu 1945 roku, kiedy to do Argentyny dopływa niemiecki okręt podwodny U-530. Dwa miesiące wcześniej naziści kapitulowali po tym, gdy wojska Związku Radzieckiego zajęły Berlin. Przybycie jednostki do portu Mar del Plata wywołuje poruszenie i plotki. Za część z nich odpowiada Ladislas Szabo, węgierski autor, który w jednej z argentyńskich gazet pisze artykuł nt. Hitlera, który miał uciec z Niemiec i ukryć się w tajnej bazie na Antarktydzie. Szybko w różnych gazetach na całym świecie pojawiają się przedruki nt. tej teorii.

Szabo i osoby, które kontynuowały opisywanie historii rzekomej niemieckiej bazy, przez lata zbudowały swoją wersję wydarzeń na kilku filarach:

  • Baza na Antarktydzie miała zostać założona przez niemiecką wyprawę w 1938 roku. Po przybyciu na miejsce załoga statku MS Schwabenland miała dokonać rozpoznania terenu i ustanowić podwaliny pod nazistowski obóz, przekształcony następnie w pełnoprawną jednostkę wojskową.
  • Po upadku Niemiec do bazy miały dotrzeć dwa okręty podwodne – wspomniany U-530 oraz U-977. Na ich pokładzie, w zależności od wersji, albo przetransportowano żywego Adolfa Hitlera, albo jego szczątki. Następnie obie jednostki dopłynęły do Argentyny.
  • Alianci dowiedzieli się o istnieniu bazy, dlatego zorganizowali dwie operacje: brytyjską Operację Tabarin i amerykańską Operację Highjump. Uczestnicy obydwu z nich konfrontowali się z członkami nazistowskiej bazy.
  • Ostatecznie naziści z krainy lodu zostali zmieceni z powierzchni ziemi przez bomby atomowe zdetonowane nad powierzchnią Antarktydy w latach 50.

Niemcy postawili bazę na Antarktydzie? Nie mieli na to czasu!

Jak się okaże, w przypadku tej teorii jest wiele prawdziwych wydarzeń, przedstawionych jednak w mylny sposób. Jak bowiem czytamy w opracowaniu z 2007 roku, rzeczywiście przed wybuchem II wojny światowej Niemcy zorganizowali ekspedycję naukową na Antarktydę. Ich celem była Ziemia Królowej Maud, czyli obszar wschodniej Antarktydy. Ekspedycja nie miała jednak charakteru wojskowego: jej uczestnikami byli naukowcy oraz wielorybnicy (s. 5).

Czarno-białe zdjęcie nazistowskiego samolotu do robienia zdjęć lotniczych z lat 30.

Fot. commons.wikimedia.org – https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Dornier_Do_18_on_cat_of_Schwabenland_1936.jpg

Okręt MS Schwabenland, biorący udział w wyprawie, miał na swoim pokładzie kilka samolotów, wykorzystywanych do robienia zdjęć lotniczych, służących następnie do aktualizacji map terenu. Mimo kilku lądowań na badanym obszarze załoga nie przebywała na Ziemi Królowej Maud dłużej niż dzień. Dodatkowo w żadnym z niemieckich dokumentów nie ma wzmianki o zamiarze utworzenia bazy podczas wyprawy w tym czasie.

Nawet przy założeniu, że informacje te są fałszywe, to naziści nie mieliby czasu na założenie trwałego posterunku. Obliczenia autorów pracy wskazują bowiem, że dotarcie do rzekomej lokalizacji bazy, budowa posterunku i powrót z powrotem na okręt zająłby załodze ok. 30 dni (s. 8). To wszystko przy braku ciężkiego sprzętu i przy sprzyjających warunkach pogodowych (co jak się okaże, wcale nie było takie pewne). A przecież Niemcy przed wykonaniem lotów nie mieli pojęcia o tym, jak wygląda ukształtowanie terenu.

Tam i z powrotem – to raczej nierealne

Istnienie tajnej bazy jest zatem wysoce wątpliwe, zwłaszcza że autorzy opracowań i książek na ten temat nie potrafili się dogadać nawet co do dokładnej lokalizacji tego miejsca (s. 6-7). Mimo to warto sprawdzić tezę dotyczącą okrętów podwodnych, kursujących przez cały świat, byleby tylko dotrzeć do Antarktydy.

Summerhaysbazując na danych technicznych obydwu U-bootów oraz na zeznaniach kapitanów jednostek – sprawdził, że rzeczywiście mogli oni dotrzeć w opisywanym okresie z okolic Norwegii do Argentyny. Nijak jednak nie mieliby szans dotrzeć na Antarktydę i stamtąd do Ameryki Południowej

Zapisy można jednak sfałszować, a przesłuchiwani mogli kłamać. Jednak problem z dotarciem na Antarktydę w okresie od maja do sierpnia polegał na panujących tam warunkach atmosferycznych. W tym czasie bowiem na półkuli południowej panuje zima. Oznacza to, że obszar wokół Antarktydy pokryty jest warstwą lodu, grubą nawet na dwa metry. Tymczasem żaden z opisywanych okrętów podwodnych nie był przystosowany do podróży pod lodem ani do przebijania się przez niego w celu nabrania świeżego powietrza (s. 13).

Nie ma obaw, to tylko ćwiczenia

Może jednak wszyscy jesteśmy ofiarami wielkiej mistyfikacji? W końcu zarówno Brytyjczycy, jak i Amerykanie organizowali w pobliżu koła podbiegunowego swoje operacje wojskowe. Żadna z nich nie miała jednak na celu doprowadzenia do zniszczenia nazistowskiej bazy.

Operacja Tabarin została zorganizowana w listopadzie 1943 roku, aby skontrolować, czy południowoamerykańskie stocznie nie umożliwiają nazistowskiej marynarce naprawy okrętów. Ponadto członkowie wyprawy mieli także zabezpieczyć brytyjskie roszczenia do wysp wchodzących w skład Falklandów.

W operacji brało udział jedynie kilkanaście osób, z których żadna nie była czynnym wojskowym. Wśród członków znalazło się trzech byłych żołnierzy elitarnej jednostki wojskowej SAS, ale mieli oni zadania cywilne (s. 10). Trudno zatem podejrzewać, że brytyjski rząd wysłał małą grupę naukowców, aby przejęła ona tajną nazistowską bazę.

Amerykańska Operacja Highjump to już inna para kaloszy. W skład misji realizowanej w 1946 roku weszło ok. 4 700 osób, 13 samolotów i 33 jednostki pływające, w tym lodołamacze, lotniskowiec i okręt podwodny (s. 14). Największa jak dotąd ekspedycja na Antarktydę mogła wyglądać jak powtórka z lądowania aliantów w Normandii, w rzeczywistości jednak jej celem nie było pokonanie antarktycznych nazistów.

Operacja Highjump miała przygotować amerykańską marynarkę do walki w trudnych warunkach, w jakich mogłaby brać udział w przypadku ataku przeprowadzonego przez Związek Radziecki. W przeciwieństwie do Operacji Tabarin amerykańskiemu wojsku towarzyszyli dziennikarze, którzy wysyłali depesze prasowe do swoich redakcji (s. 15). Gdyby któryś z nich dowiedział się o istnieniu tajnej nazistowskiej bazy, na pewno by o tym napisał.

Amerykański okręt wojenny biorący udział w operacji Highjump. Czarno-białe zdjęcie

Źródło: USN Support Ship, Operation Highjump, 1947

Wielkie bum z dala od nas

Skoro naziści nie mogli stworzyć bazy na Antarktydzie, nie mieli szans, aby dopłynąć tam okrętami podwodnymi, ani nie byli celem brytyjskich i amerykańskich operacji, to dlaczego zdetonowano bomby atomowe w tym rejonie?

Podobnie jak w przypadku poprzednich argumentów, rzeczywiście w 1958 roku Amerykanie przeprowadzili testy broni jądrowej na południowej półkuli. W ramach Operacji Argus trzy ładunki zostały zdetonowane w wyższych warstwach atmosfery nad Atlantykiem. Lokalizacje odpalenia każdego z nich są opisane na poszczególnych stronach raportu (s. 62, 6771). Jak się okazuje, żaden z nich nie eksplodował nad Antarktydą. Jak opisał Summerhayes, głowica zdetonowana najbliżej teoretycznej lokalizacji nazistowskiej bazy wybuchła ponad 2 tys. km od niej (s. 18).

Ponadto, jak mówi były dyrektor British Antarctic Survey prof. Chris Rapley, gdyby tego typu detonacje miały miejsce nad Antarktydą, powinny zostawić wyraźny ślad w postaci osadu radioaktywnego (s. 18). Co więcej, tego typu eksplozja zostałaby zauważona przez naukowców z różnych krajów, stacjonujących wówczas na Ziemi Królowej Maud (s. 18).

Werdykt: Ciemno wszędzie, głucho wszędzie

Choć przez prawie 80 lat wielu autorów starało się przekonać, że na Antarktydzie istniała tajna nazistowska baza, to ich argumenty brutalnie zweryfikowali naukowcy. Nie ma mowy, aby na biegunie południowym mogła powstać taka jednostka.

Mimo to wyobrażenia o tym, że nazistom udało się uniknąć zagłady i schować się gdzieś w sekretnej kryjówce wciąż pozostają żywe. Wystarczy przypomnieć, chociażby film Iron Sky, opowiadający o tajnej niemieckiej bazie na ciemnej stronie Księżyca.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Pomóż nam sprawdzać, czy politycy mówią prawdę.

Nie moglibyśmy kontrolować polityków, gdyby nie Twoje wsparcie.

Wpłać

Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

Sprawdź!