Czas czytania: około min.

Premier zapowiadał deflację? To wypowiedź sprzed dwóch lat

11.05.2022 godz. 19:43

Wypowiedź

Manipulacja

Analiza w pigułce

  • W kwietniu 2020 roku premier Mateusz Morawiecki mówił, że Polsce nie grozi hiperinflacja, a deflacja, czyli spadek przeciętnego poziomu cen. W tym czasie inflacja utrzymywała się na niskim poziomie, a do tego regularnie malała. Drugi raz na temat deflacji premier wypowiedział się w lipcu, odnosząc się do sytuacji gospodarczej w trakcie pandemii COVID-19.
  • W trakcie pandemii rząd wprowadzał tarcze antykryzysowe, których celem była m.in. ochrona polskich firm przed bankructwem oraz obywateli przed utratą miejsc pracy. Na ten cel zostało przeznaczone ok. 212 mld zł (10 proc. PKB). Ówcześnie jednym z priorytetów rządu była walka z bezrobociem, a nie z inflacją.
  • Jesień 2021 roku to początek trwającego do dziś kryzysu inflacyjnego.
  • W listopadzie 2021 roku rząd rozpoczął realizację tarczy antyinflacyjnej. Przewidywała ona m.in. obniżenie podatku VAT na gaz, ciepło i energię elektryczną, a także zniesienie akcyzy na paliwo.
  • W tym czasie premier nie mówił już o ryzyku deflacji. Wręcz przeciwnie, przykładowo na początku listopada 2021 roku Morawiecki wskazywał, że Polacy muszą się liczyć ze wzrostem inflacji.
  • Wypowiedzi o deflacji padły dwa lata temu (podczas sesji Q&A i w wywiadzie, a nie z mównicy sejmowej). Morawiecki sugerował ówcześnie, że deflacja grozi nam w wypadku recesji gospodarczej, a priorytetem rządu było przeciwdziałanie stagnacji oraz powstrzymanie wzrostu bezrobocia. Wypowiedzi dot. deflacji padły przed wprowadzeniem na rynek 212 mld zł w ramach tarczy antykryzysowych. W 2021 roku premier Morawiecki nie wypowiadał się już na temat deflacji, a wręcz mówił, że grozi nam wzrost cen. Na tej podstawie oceniamy wypowiedź jako manipulację.

Inflacja, putinflacja, glapflacja. Politycy przerzucają się odpowiedzialnością za wzrost cen

Według Głównego Urzędu Statystycznego w kwietniu inflacja podskoczyła do 12,3 proc. w porównaniu do analogicznego miesiąca ub.r. Ostatni raz była wyższa w maju 1998 roku (13,3 proc.). Wzrost cen jest dziś jednym z głównych tematów debaty publicznej.

Obóz rządzący utrzymuje, że wzrost inflacji jest skutkiem agresji Rosji na Ukrainę. W wypowiedziach polityków związanych ze Zjednoczoną Prawicą przewija się termin „putinflacja”. Używa go m.in. premier Mateusz Morawiecki. Z kolei opozycja odpowiedzialność za inflację przerzuca na władze oraz prezesa NBP Adama Glapińskiego. Ryszard Petru uknuł nawet sformułowanie „glapinflacja”, które powtórzył też m.in. Robert Biedroń.

Krzysztof Gawkowski oskarżył ponadto rząd Mateusza Morawieckiego o bagatelizowanie problemu inflacji przez cały okres pandemii. Poseł SLD przypomniał, że premier swego czasu odwoływał się do grożącej Polsce deflacji.

Kwiecień 2020: premier straszy deflacją

21 kwietnia 2020 roku, podczas sesji Q&A transmitowanej na Facebooku (a nie z mównicy sejmowej, jak wskazał Krzysztof Gawkowski), premier Mateusz Morawiecki został zapytany o obniżkę stóp procentowych, która nastąpiła dwa tygodnie wcześniej, i zagrożenie hiperinflacją.

Odpowiedział, że hiperinflacja nie grozi Polsce. Zamiast tego, jak stwierdził, polską gospodarkę może czekać deflacja, polegająca na długotrwałym spadku przeciętnego poziomu cen w kraju.

– Taki kryzys jak ten czy podobnego typu kryzysy groziły deflacją. A więc zjawiska, które będą niestety w najbliższym czasie nam groziły, są zjawiskami deflacyjnymi, (…) są odwrotnością do inflacji. A więc hiperinflacja nie grozi – mówił premier (czas nagrania 60:19).

Lipiec 2020: premier mówi o groźbie recesji

Premier wypowiedział się na temat deflacji jeszcze raz, w lipcu 2020 roku. Podczas wywiadu dla Polsat News, Morawiecki sugerował wtedy, że sytuacja budżetowa Polski pomimo pandemii przekroczyła oczekiwania Komisji Europejskiej.

Jego zdaniem prognozy KE dotyczące inflacji mogły być błędne, a Polsce mogła w najbliższych miesiącach grozić deflacja.

– Jako ekonomista muszę powiedzieć, że bardziej obawiam się problemu deflacji w całej Europie, na całym świecie i każdy poważny ekonomista również potwierdzi, że w sytuacji recesji, jakiej nie było od II wojny światowej, trzeba się bardziej bać deflacji niż inflacji – powiedział Morawiecki.

Tarcza antykryzysowa

Pandemia COVID-19 oraz związany z nią lockdown państwa mocno wpłynęły na polską gospodarkę. Celem rządu była ochrona miejsc pracy i zapewnienie bezpieczeństwa finansowego oraz zdrowotnego obywateli. Z tego powodu rząd ogłosił tarczę antykryzysową (w kilku edycjach).

Celem tarczy było wsparcie przedsiębiorców, pracowników, systemu finansowego i sektora publicznego. Szacowana wartość pomocy wyniosła 212 mld zł (blisko 10 proc. PKB). Według założeń fundusze miały zostać przeznaczone na ochronę polskich firm przed bankructwem i zwalnianiem pracowników.

Pierwszy rok pandemii ze stabilną inflacją

W marcu 2020 roku, gdy wybuchła pandemia COVID-19, inflacja w Polsce wynosiła 4,6 proc. W kolejnym miesiącu spadła do 3,4 proc., a w jeszcze kolejnym do 2,9 proc. Do marca 2021 roku inflacja nie przekraczała 4 proc. Na przełomie 2020 i 2021 roku pojawiły się jednak pierwsze ostrzeżenia, że Polsce może grozić gwałtowny wzrost cen. Mimo to w styczniu 2021 roku prezes NBP Adam Glapiński powtórzył przewidywania premiera z kwietnia dotyczące ryzyka deflacji.

Więcej na temat postawy Glapińskiego wobec zmieniającej się inflacji przeczytasz w jednej z naszych analiz.

Jesień 2021 roku, kryzys i pierwsza tarcza antyinflacyjna

Glapiński po raz pierwszy wskazał na rosnące ryzyko inflacji w marcu 2021 roku. W tym czasie mieliśmy już do czynieniaregularnym (z wyjątkiem czerwca) wzrostem cen. Prawdziwy kryzys rozpoczął się jednak jesienią. W październiku ceny wzrosły o 6,8 proc., a w listopadzie o 7,8 proc.

W tych okolicznościach rząd zdecydował się po raz pierwszy wprowadzić tzw. tarczę antyinflacyjną, która weszła w życie pod koniec listopada ub.r. Tarcza przewidywała m.in. obniżenie podatku VAT na gaz, ciepło i energię elektryczną, a także zniesienie akcyzy na paliwo.

Przy ogłoszeniu tej tarczy wspomniana została tarcza antykryzysowa wprowadzona w czasie pandemii. Rząd chwalił się, że przekazane wówczas fundusze uratowały tysiące przedsiębiorstw przed bankructwem, a kilka milionów obywateli przed bezrobociem. Premier podkreślał, że dzięki tym rozwiązaniom bezrobocie w Polsce jest jednym z najniższych w UE.

W czasie kryzysu premier nie odwoływał się do deflacji

Jesienią 2021 roku, gdy wprowadzana była w życie tarcza antyinflacyjna, Mateusz Morawiecki nie odżegnywał się od wzrostu cen. Na początku października – na krótko przed pierwszym podwyższeniem stóp procentowych przez NBP – wskazywał, że oczekuje od banku centralnego „należytej reakcji” na rosnącą inflację.

Miesiąc później premier ostrzegał, że wzrost inflacji zagraża gospodarce. O negatywnych skutkach inflacji, chociażby dla gospodarstw domowych, mówił także podczas prezentacji pierwszej tarczy antyinflacyjnej pod koniec listopada.

Druga tarcza i wciąż rosnąca inflacja

Mimo wprowadzenia listopadowej tarczy kryzys inflacyjny nie zahamował. Koniec roku 2021 przyniósł inflację na poziomie 8,6 proc.

W styczniu br. rząd wprowadził kolejną tarczę antyinflacyjną. W jej ramach rząd ustanowił obniżki podatku VAT na paliwo, żywność, gaz, nawozy oraz ciepło.

W lutym nastąpił, co prawda, pierwszy od dłuższego czasu spadek inflacji, jednak od marca wzrost cen regularnie przekracza 10 proc.

Ekonomiści krytykują tarcze

Analitycy z banku PKO BP przewidują, że w pierwszej połowie 2022 roku inflacja będzie niższa, niż gdyby rząd nie wprowadził tarcz. Jednak efekt bazy sprawi, że ceny będą rosnąć szybciej w kolejnym roku, przez co na koniec 2023 roku poziom cen będzie taki sam w scenariuszu z „tarczami”, jak i w scenariuszu bez „tarcz”.

Z kolei bank Pekao wskazuje, że „cięcia podatków zwiększają stymulacyjny charakter polityki fiskalnej i podnoszą ścieżkę inflacji w średnim okresie”.

Sławomir Dudek i Marcin Zieliński z Forum Obywatelskiego Rozwoju twierdzą natomiast, że tarcze antyinflacyjne w dłuższej perspektywie mogą doprowadzić nawet do wzrostu inflacji. Chwilowe obniżenie cen wybranych dóbr sprawi bowiem, że ludzie będą mieli więcej pieniędzy do wydania. W efekcie wzrośnie popyt na inne towary i usługi, których ceny będą wyższe bez „tarcz antyinflacyjnych”.

Tymczasem ekonomiści z Polskiej Sieci Ekonomii, Maciej Grodzicki i Jan Zygmuntowski, wskazywali na ryzyko, że obniżka podatków (m.in. VAT) może zostać wykorzystana przed pośredników, sklepy i firmy do podniesienia marż na produkty.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub