Informujemy o najważniejszych wydarzeniach ze świata fact-checkingu.
Tak sobie nie radzimy z dezinformacją. Raport z badań naukowców UW
Wiemy, co robić, ale tego nie robimy – to jeden z wniosków z badań nad odpornością Polaków na dezinformację. Większość z nas styka się z fałszywymi informacjami, ale w takiej sytuacji wygrywają w nas emocje, a nie krytyczne myślenie. Jak można pomóc odbiorcom? Naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego mają kilka pomysłów.
Fot. Pixabay / Modyfikacje: Demagog
Tak sobie nie radzimy z dezinformacją. Raport z badań naukowców UW
Wiemy, co robić, ale tego nie robimy – to jeden z wniosków z badań nad odpornością Polaków na dezinformację. Większość z nas styka się z fałszywymi informacjami, ale w takiej sytuacji wygrywają w nas emocje, a nie krytyczne myślenie. Jak można pomóc odbiorcom? Naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego mają kilka pomysłów.
„Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję” – tak zatytułowano raport z dwóch badań przeprowadzonych przez ekspertów z Fundacji Pole Dialogu oraz naukowców Uniwersytetu Warszawskiego z dr. hab. Przemysławem Sadurą na czele. Raport zawiera wnioski z badania ilościowego, przeprowadzonego na losowej próbie (blisko 1400 osób), a także jakościowego, w ramach którego przeprowadzono m.in. indywidualne wywiady z 14 osobami (s. 9).
Oba badania dotyczą dezinformacji klimatycznej wokół Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS), w którym określono limit łącznych ilości gazów cieplarnianych, które mogą być emitowane przez instalacje objęte systemem, m.in. w sektorach transportu drogowego i budownictwa. Badanie dotyczyło ETS2, czyli nowego systemu handlu emisjami, który ma działać od 2027 roku. ETS2, podobnie jak EU ETS, opiera się na zasadzie „zanieczyszczający płaci”, ale rozszerza obowiązek na nowe podmioty i branże. Pisaliśmy o tym w osobnej analizie.
Na bazie wyników określono skuteczność prebunkingu (ostrzegania przed dezinformacją) i debunkingu (obalania fałszywych informacji), jak również zbadano praktyki odbiorców informacji, np. to, czy w jakiś sposób weryfikują przekazy, z którymi się zapoznają (s. 9). Do jakich wniosków doszli naukowcy?
Bez spektakularnych efektów
Uczestnikom pierwszego badania zaprezentowano dezinformujące nagranie na temat ETS 2. Gdy pozostawiono odbiorców z fałszywą informacją bez interwencji, czyli bez wyjaśnienia, że doszło do manipulacji lub ostrzeżenia przed nią, poparcie dla ETS 2 wśród badanych malało. A jakie były efekty przeprowadzonej interwencji? Okazało się, że debunkingi działały lepiej niż prebunkingi (s. 28-30).
Obalanie fake newsów naprawiło szkody wyrządzone przez dezinformację, chociaż nie stało się to od razu. Najlepiej zadziałał debunking późny, wyświetlony uczestnikom tydzień po nagraniu dezinformującym. Niestety, jednocześnie badanie wykazało, że efekty tej interwencji są czasowe i ulegają osłabieniu (s. 31). Komunikaty wyprzedzające działały najlepiej w sytuacji, gdy były prezentowane uczestnikom tydzień przed kontaktem z dezinformacją (s. 30).
Naukowcy ocenili więc, że interwencje prebunkingowe i debunkingowe dają efekty, które nie są jednak spektakularne (s. 28). Wskazano, że mogą mieć na to wpływ media i politycy, prezentujący krytyczne opinie na temat ETS 2 jako systemu narzuconego przez Brukselę, który doprowadzi do podbijania cen (s. 31).
„Wygląda na to, że choć system ETS 2 nie funkcjonuje jeszcze szeroko w zbiorowej wyobraźni Polek i Polaków, to w przestrzeni medialnej jest już gotowa narracja na jego temat. Niestety jest ona w dużej mierze oparta na nieścisłościach i przeinaczeniach”
Bitwa na fakty, czyli o zmęczeniu informacjami
Naukowcy zauważyli, że chociaż debunking późny wykazywał skuteczność w niwelowaniu działania dezinformacji, to wczesny (czyli zaraz po pojawieniu się dezinformacji) wiązał się ze wzrostem niepewności i ryzykiem wypalenia informacyjnego (s. 42 i 44). W efekcie odbiorca, zmęczony sprzecznymi komunikatami, które dotarły do niego w krótkim czasie, może się zniechęcić i wycofać (s. 46).
Prebunking wczesny, zastosowany tydzień przed zetknięciem z dezinformacją, okazał się skuteczniejszy w kontekście ochrony przed chaosem i irytacją, czyli zapobieganiu wypaleniu informacyjnemu. Prebunking późny z kolei, zastosowany tuż przed zetknięciem z dezinformacją, był często gorszy niż brak interwencji (s. 49).
– Odbiorcy mogą być zmęczeni ciągłą wymianą ciosów i dochodzić do wniosku, że nie wiadomo, kto ma rację – przyznaje Marcin Kostecki, redaktor naczelny Demagoga, w komentarzu zamieszczonym w raporcie. – Dezorientacja to już zwycięstwo dezinformacji. Dlatego poza debunkingiem zwracamy uwagę na techniki manipulacji oraz ujawniamy finansowe i polityczne cele dezinformacji. Ich świadomość ułatwia rozpoznawanie i odrzucanie groźnych treści – dodaje (s. 35).
Ufają mediom tradycyjnym, ale wiedzy z nich nie czerpią
W badaniu jakościowym naukowcy przyjrzeli się bliżej temu, jak uczestnicy (łącznie 14 osób) poszukują informacji, weryfikują je i interpretują (s. 55). Jak się okazało, pierwszy kontakt z newsami badani mają w mediach społecznościowych, takich jak Instagram i Facebook. Media tradycyjne zdecydowanie zeszły na drugi plan, a ich konsumpcja przez badane osoby okazała się znikoma (np. połowa z nich nie ogląda telewizji). Jednocześnie zadeklarowali oni wysokie zaufanie do mediów tradycyjnych, chociaż bardzo rzadko poświęcają im czas i uwagę (s. 56).
„Rzeczywiste zachowania informacyjne badanych odbiegają od deklaracji. Określane jako pełne »bzdur « platformy społecznościowe stanowią główne źródło codziennego kontaktu z newsami. Tam badani spędzają większość czasu, bo »wszystko jest najszybciej«”
W raporcie wskazano, że osoby biorące udział w badaniu, choć deklarują weryfikowanie informacji, robią to rzadko i powierzchownie, zwłaszcza w przypadku treści potwierdzających ich przekonania. Chociaż badani mają świadomość, że część nagłówków napisano tak, aby wzbudzić w nich skrajne emocje, to i tak reagują na nie lękiem, złością i poczuciem bezradności. „Wiem, że to manipulacja, ale i tak się denerwuję” – przyznała uczestniczka badania (s. 60).
Z tego powodu podane informacje nie budziły zaufania badanych. Wyżej oceniali oni neutralne wiadomości, pisane prostym językiem, a także wiedzę ekspertów (s. 62–63). Jednak takich wiarygodnych źródeł najczęściej nie szukają. Powodem są brak czasu i zmęczenie informacyjne. Niektórzy zadeklarowali, że już nie śledzą wiadomości, część uznała, że już nie można nikomu ufać (s. 65).
„Polska potrzebuje elfów”
Autorzy badań wskazują, że aby skutecznie walczyć z dezinformacją, potrzebne są skoordynowane działania z wielu stron. Dla przykładu podają m.in. Litwę, w której działają elfy – wolontariusze aktywnie zwalczający dezinformację. Jednocześnie w raporcie podkreślono, że niezbędne byłoby powołanie koordynatora na szczeblu rządowym, który byłby odpowiedzialny za integrację działań ze strony państwa, wolontariuszy i organizacji walczących z dezinformacją (s. 74).
„Rola tego organu: nie centralne dowodzenie, lecz facylitacja – tworzenie ekosystemu, w którym mogą rozwijać się inicjatywy oddolne. Należy wesprzeć istniejące organizacje (Demagog, Fakenews.pl, Konkret24 i wiele innych) finansowaniem, ochroną prawną i dostępem do informacji, umożliwiając powstanie polskich »Elfów«”
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter