3 min. czytania
Zełenski obraził Polaków? Tak zmanipulowano wypowiedź Bojke
Kanał Zero opublikował na YouTubie komentarz Arlety Bojke związany z odebraniem Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy. Dziennikarka prezentowała reakcje różnych stron ukraińskiej sceny politycznej. Przywołała słowa Ihora Mosijczuka, rzekomo jednego z deputowanych do ukraińskiego parlamentu. Według jego relacji Wołodymyr Zełenski, proszony o to, by nie nadawał jednej z ukraińskich jednostek imienia „bohaterów UPA”, miał odpowiedzieć: „Pier*** Polskę i Polaków”.
Na Facebooku możemy znaleźć wpis Mosijczuka z 20 czerwca, w którym pojawiają się podobne słowa. „Wołodymyr Zełenski ma jakieś osobiste pretensje do Polski i Polaków… Kiedy historycy zaproponowali mu, by poprawił stosunki ukraińsko-polskie w kontekście pamięci historycznej, Zełenski stanowczo odparł: nie, niech Polacy idą do…” (w oryginale: „хай поляки йдуть нах…”).
W serwisach społecznościowych znajdziemy też nagranie, w którym Mosijczuk twierdzi, że Zełenski wypowiedział te słowa w reakcji na propozycje ukraińskich historyków, by to im powierzyć rozwiązanie kwestii napięć z Polską. Materiał wideo z tymi słowami opublikował Myroslaw Oleszko, bloger objęty w Ukrainie sankcjami za rozpowszechnianie rosyjskiej propagandy.
Źródło tych doniesień nie jest wiarygodne
Arleta Bojke zdystansowała się do słów Mosijczuka – powiedziała: „Oczywiście jest to relacja z trzeciej ręki, być może prawdziwa, być może nie”.
To ważne zastrzeżenie, gdy weźmiemy pod uwagę, że Mosijczuk, wbrew słowom dziennikarki, nie jest posłem do Rady Najwyższej Ukrainy od 2019 roku. Bojke przeprosiła za błędne nazwanie go deputowanym.
Co więcej, jeszcze w trakcie sprawowania mandatu Mosijczuk został oskarżony o korupcję. W 2024 roku Ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji wraz ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy wymieniło jego konto na TikToku jako jeden z kanałów rozpowszechniania „wrogiej dezinformacji”. W 2025 roku Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy objęła go sankcjami m.in. poprzez ograniczenie dostępu do treści, które Mosijczuk publikuje w serwisach społecznościowych.
Wypowiedź dziennikarki wycięto z kontekstu
Zastrzeżeń o niskiej wiarygodności źródła nie znajdziemy w wielu materiałach opublikowanych w internecie, w których przywołano fragment programu z udziałem Arlety Bojke. Tylko jeden wpis w serwisie X, z którego wycięto końcową część wypowiedzi dziennikarki, wyświetlono ponad 400 tys. razy. Słowa Bojke wyrwane z kontekstu znajdziemy m.in. na profilach Konrada Berkowicza i Dariusza Mateckiego, a także na koncie Suwerenna Polska czy Wolność i Niepodległość – WinTV.
Problem zauważyła sama dziennikarka – napisała w serwisie X, że jej wypowiedź została wyrwana z kontekstu. „Czy ja zrobiłam z niego autorytet i wyrocznię, czy powiedziałam, że to nieweryfikowalne i nic nieznaczące informacje z trzeciej ręki? Chyba jednak to drugie” – napisała w reakcji na jeden z postów.
Przypomnijmy, że na wniosek strony ukraińskiej na początku czerwca spotkali się szef kancelarii prezydenta Ukrainy Kyrył Budanow i wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki. Według Zbigniewa Parafianowicza, dziennikarza Wirtualnej Polski, rozważano wtedy różne możliwości rozwiązania sporu po nadaniu jednej z ukraińskich jednostek nazwy „Bohaterów UPA”. Ukraina nie podjęła jednak oczekiwanych działań, a rzekome słowa Zełenskiego, w których miał obraźliwie wyrazić się na temat Polski, nie znajdują potwierdzenia w wiarygodnych źródłach.