Strona główna Analizy Nie tylko Tusk. Dlaczego posłowie nie zatrudniają na etat?

Nie tylko Tusk. Dlaczego posłowie nie zatrudniają na etat?

Jedni zatrudniają kilku pracowników na etatach, inni nikogo. Kolejni opierają funkcjonowanie biur na umowach cywilnoprawnych. Czy do biur poselskich powinni zapukać inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy?

grupa polskich posłów

ot. P. Tracz / KPRM / Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 / Filip Hallo / Adrian Grycuk / Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 pl / FinnishGovernment / Wikimedia Commons / Pexels / Modyfikacje: Demagog

Nie tylko Tusk. Dlaczego posłowie nie zatrudniają na etat?

Jedni zatrudniają kilku pracowników na etatach, inni nikogo. Kolejni opierają funkcjonowanie biur na umowach cywilnoprawnych. Czy do biur poselskich powinni zapukać inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy?

29 maja „Rzeczpospolita” opublikowała artykuł, który zwrócił uwagę na fakt, że w biurze poselskim Donalda Tuska nikt nie jest zatrudniony na podstawie umowy o pracę.

Z rocznego sprawozdania premiera wynika natomiast, że w 2025 roku niespełna 148,1 tys. zł z ryczałtu na prowadzenie biura wydał na umowy cywilnoprawne.

Donald Tusk nie jest jednak jedynym parlamentarzystą, który nie zatrudnia nikogo na etat. Takich posłów i posłanek w Sejmie jest co najmniej 38.

Kto nie zatrudnia nikogo na etat?

Można ich znaleźć w każdym klubie parlamentarnym. W Koalicji Obywatelskiej, poza Donaldem Tuskiem, zidentyfikowaliśmy 10 takich osób. W Prawie i Sprawiedliwości było ich o jedną mniej, nie uwzględniając dwóch posłów, którzy niedawno opuścili klub PiS (1, 2) – Janusza Kowalskiego i Łukasza Mejzy.

Wśród posłów Konfederacji etatu nie oferowało sześciu parlamentarzystów, w Polskim Stronnictwie Ludowym – czterech, a w Polsce 2050 – trzech. Kluby Lewicy oraz Centrum mają po jednym takim pośle.

 

Jeśli chodzi o koła poselskie (Razem, Konfederacji Korony PolskiejDemokracji Bezpośredniej), to we wszystkich zatrudniano pracowników na podstawie umów o pracę. Warto jednak zwrócić uwagę na sprawozdanie Włodzimierza Skalika z Konfederacji Korony Polskiej, który przez cały rok wydał na ten cel niecałe 5 tys. zł.

Czy to zgodne z prawem?

Posłowie mają swobodę w zakresie zatrudniania pracowników (poza tym, że nie mogą zatrudniać członków rodziny) i ustalania wysokości ich wynagrodzeń. Ogranicza ich jedynie kwota ryczałtu na prowadzenie biura poselskiego. W ubiegłym roku wynosił on 23,3 tys. zł miesięcznie, a w tym roku wzrósł do 25 tys. zł.

Poza tym, jak każdego pracodawcę, posłów obowiązuje Kodeks pracy. W komentarzu dla „Rzeczpospolitej” biuro Donalda Tuska zapewniło, że „stwierdzenia, jakoby pan premier łamał kodeks pracy, są nieprawdziwe i bezpodstawne”.

Jak wyjaśniono, współpracownicy nie mają wyznaczonych godzin ani miejsca wykonywania pracy. Sami ustalają między sobą, kto będzie obecny w biurze w godzinach jego otwarcia. Mieli również samodzielnie zdecydować o zawarciu umów zlecenia, ponieważ równolegle są zatrudnieni na podstawie umów o pracę w innych miejscach.

Kiedy poseł powinien podpisać z pracownikiem umowę o pracę?

Mec. Rafał Kania z kancelarii SENDERO Tax & Legal przypominał na łamach „Rzeczpospolitej”:

„W Kodeksie pracy zawarto bardzo jasne kryteria mówiące o tym, że jeżeli ktoś pracuje w ścisłym podporządkowaniu, przyjmuje polecenia służbowe co do sposobu wykonywania pracy i ma ściśle określone ramy co do miejsca i czasu wykonywania swojej pracy, powinna mu być zaoferowana umowa o pracę”.

Możliwe, że już wkrótce pracownicy, również ci zatrudnieni w biurach poselskich, będą mogli nieco łatwiej dochodzić swoich praw. 8 lipca w życie wchodzi w życie reforma Państwowej Inspekcji Pracy.

Jeżeli osoba faktycznie świadczy pracę w warunkach właściwych dla stosunku pracy, ale formalnie ma umowę-zlecenie, okręgowy inspektor pracy będzie mógł nakazać przekształcenie jej w umowę o pracę.

Niektórzy posłowie nie zatrudniają nikogo

Choć wydaje się, że biura poselskie prowadzą podobną działalność, ich wydatki na wynagrodzenia znacząco się różnią.

W naszym zestawieniu znalazło się czterech posłów, którzy w 2025 roku nie zatrudnili nikogo ani na umowę o pracę, ani na podstawie umów cywilnoprawnych. Byli to Paweł Masełko z KO, poseł niezrzeszony Łukasz Mejza oraz Ryszard WilkGrzegorz Płaczek, obaj z Konfederacji.

Nie oznacza to od razu, że biurem poselskim zajmują się sami. Posłowie mają prawo powierzyć prowadzenie go także społecznym współpracownikom wykonującym swoje zadania nieodpłatnie. Przykładowo Ryszard Wilk ma ich aż 23.

Możliwe również, że obsługa części biur jest powierzana zewnętrznym firmom lub rozliczana w formule B2B. Mogą na to wskazywać wydatki wykazywane w kategorii „Inne”. Na przykład w przypadku Grzegorza Płaczka w 2025 roku było to ponad 192 tys. zł opisane w sprawozdaniu jako koszt obsługi administracyjnej biura.

Kto najlepiej płaci pracownikom na etacie?

Jak wynika z zestawienia przygotowanego przez portal JakGlosuja.pl, najwięcej na umowy o pracę w 2025 roku wydał Bogusław Wołoszański z KO – 206 566 zł.

Co ciekawe, na stronie Sejmu nie znajdziemy informacji o pracownikach jego biur poselskich, mimo że publikowanie takich danych jest obowiązkowe (s. 6).

Drugie miejsce zajął Adrian Zandberg z partii Razem. Według strony Sejmu w jego biurze pracuje pięć osób, a na ich wynagrodzenia poseł w 2025 roku przeznaczył 202 751 zł. Trzeci był Marek Suski z PiS z kwotą 198 868 zł, który zatrudnia dwoje pracowników.

Nie wiadomo jednak, ile dokładnie zarabiają pracownicy poszczególnych biur ani w jakim wymiarze czasu pracy są zatrudnieni. Ich wynagrodzenia oraz warunki pracy nie są jawne.

Pewnych wskazówek można szukać w ogłoszeniach o pracę, choć pojawiają się one stosunkowo rzadko. W ubiegłym roku poseł Marcin Skonieczka poszukiwał dyrektora biura w Toruniu i oferował wynagrodzenie w wysokości od 6,7 do 8 tys. zł brutto miesięcznie.

„Chyba nie odbiega to, jeżeli jest to cały etat, od lubelskich realiów urzędniczych. To nie są wielkie pieniądze, bo nie mogą takie być” – mówiła z kolei jedna z pracownic w rozmowie z portalem Jawny Lublin.

Nie tylko wynagrodzenia. Kilometrówki, iPhone’y, puchary i rekwizyty

Sprawozdania posłów i posłanek od dłuższego czasu przyciągają uwagę mediów. Nie tylko z powodu wydatków na wynagrodzenia. Szeroko komentowano były tzw. kilometrówki, czyli rozliczenia za przejazdy samochodem – własnym lub innym, do którego poseł ma tytuł prawny (§ 9 ust. 2 pkt 2).

Dziennikarze zwracali uwagę na posłów z okręgu warszawskiego (np. na Annę Marię Żukowską z Lewicy, Piotra Kandybę z KO czy Jarosława Krajewskiego z PiS), którzy mimo że do Sejmu mają blisko, wydali na kilometrówki po ponad 30 tys. zł.

Sięganie po kilometrówki wypominano również ministrom. Wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka z Polski 2050 czy minister nauki Marcin Kulasek z Lewicy rozliczyli w ramach kilometrówek po ponad 40 tys. zł, chociaż mają do dyspozycji służbowy samochód z kierowcą.

Jak opisywał portal Business Insider, posłowie z ryczałtu kupują do biur także drogie smartfony. Przemysław Czarnek w 2025 roku kupił dwa iPhone’y po 4499 zł każdy. Aleksandra Gajewska z KO wydała na telefon 6499 zł, a Iwona Ewa Arent kupiła trzy za 1446,18 zł, 4672,71 zł i 4559 zł. Portal zwrócił uwagę także na ponad 24 tys. zł, które Stefan Krajewski przeznaczył na nagrody rzeczowe, puchary i rekwizyty.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź