Strona główna Analizy Z kamerą wśród spisków. Odcinek #36 – Sodoma i Gomora „atomówką”

Z kamerą wśród spisków. Odcinek #36 – Sodoma i Gomora „atomówką”

Trzech jeźdźców na wielbłądach podąża w stronę Sodomy i Gomory, a przed nimi unosi się ogień i pył po wybuchu bomby atomowej

fot. Pixabay / Modyfikacje: Demagog

Z kamerą wśród spisków. Odcinek #36 – Sodoma i Gomora „atomówką”

Czy biblijna katastrofa została wywołana przez broń masowej zagłady?

W jednym z poprzednich odcinków „Z kamerą wśród spisków” mogliście przeczytać, w jaki sposób rzekomo Napoleon Bonaparte został pokonany przez broń atomową. Jedną z głównych wątpliwości był fakt istnienia tego typu technologii w czasach, kiedy nie było jeszcze powszechnego dostępu do prądu. Tym razem przeniesiemy się jeszcze dalej w przeszłość – do okresu, kiedy nikt nie słyszał o cesarzu Francji, a nawet o samej Francji! Niektórzy jednak już wtedy mieli poznać siłę atomu.

Towarzysze z kosmosu

Zanim jednak opowieść zabierze nas w tak odległą przeszłość, musimy cofnąć się tylko o kilka kroków – do początków XX wieku. To właśnie wtedy na świat przyszedł rosyjski matematyk i etnolog Matest Agrest. Dzięki swojemu wykształceniu trafił do projektu atomowego realizowanego w radzieckim ośrodku badawczym Arzamas-16. To właśnie tam miał z bliska przyglądać się technologii nuklearnej, co już wkrótce przełożyło się na jego głośną teorię.

„Radziecki naukowiec twierdzi, że kosmiczni najeźdźcy zniszczyli Sodomę i Gomorę”. Tego typu nagłówki pojawiły się w depeszach agencji informacyjnych i w mediach na całym świecie na początku lat 60. Było to pokłosie publikacji w jednej z rosyjskich gazet, w której Agrest zebrał swoje teorie na temat starożytnej cywilizacji, która przed setkami lat miała odwiedzić Ziemię. Zdaniem radzieckiego uczonego biblijny opis zagłady dwóch starotestamentowych miast miał przypominać relację świadków wybuchu bomby atomowej

Skąd jednak tego typu technologia na starożytnym Bliskim Wschodzie? Otóż Agrest uważał, że to właśnie przybysze z kosmosu sprowadzili zagładę na mieszkańców grzesznych miast. Potwierdzeniem jego teorii miały być tektyty, czyli małe fragmenty skał powstające w ekstremalnie wysokich temperaturach, znajdowane w pobliżu kompleksu ruin Baalbek w Libanie. Takie warunki, zdaniem matematyka, miała gwarantować pozaziemska broń.

Samo Baalbek ma też swoje miejsce w teorii Agresta. Otóż zgromadzone tam megality, czyli ogromne budowle ze skał, miały pełnić funkcję lądowiska dla kosmitów. Jak uważał Rosjanin, nie ma żadnego racjonalnego wyjaśnienia dla sposobu, w jaki udało się przetransportować tak duże głazy w to konkretne miejsce. Skoro nie wiadomo, jak mogli dokonać tego ludzie, no to odpowiedź jest oczywista – musiał im ktoś pomóc!

Śmierć z przestworzy

Teorie Agresta nie przyniosły mu poklasku w rosyjskim środowisku naukowym. Wkrótce po tym, kiedy świat dowiedział się o twierdzeniach Rosjanina, stał się on celem ataków ze strony radzieckich gazet, a jego opowieści o starożytnych kosmitach uznano za kompromitujące dla ZSRR. Niedługo później naukowiec wyjechał do USA, gdzie natrafił na członków Ancient Astronauts Society (Stowarzyszenie Starożytnych Astronautów), którzy zaprosili go na swoją konferencję w Orlando w 1997 roku, gdzie mógł w bezpiecznym środowisku głosić swoje tezy.

Choć od tez stawianych przez Agresta minęło już ponad 60 lat, to wciąż nikt nie przedstawił wiarygodnych dowodów na to, że rzeczywiście przybysze z Marsa czy z innej planety postanowili urządzić mieszkańcom Sodomy i Gomory pokaz gniewu bożego. Jak się jednak okazało po latach, teoria o kataklizmie, który uderzył w mieszkańców jednego ze starożytnych miast, może nie być wyłącznie opowieścią ze Starego Testamentu.

We wrześniu 2021 roku, na łamach Nature Scientific Reports pojawia się praca „Wybuch tunguski zniszczył Tall el-Hammam, miasto z epoki średniego brązu w dolinie Jordanu w pobliżu Morza Martwego” („A Tunguska sized airburst destroyed Tall el-Hammam a Middle Bronze Age city in the Jordan Valley near the Dead Sea”). Jej autorzy twierdzą, że być możne znaleźli miejsce, które stało się podstawą do opowieści o zmieceniu z powierzchni Ziemi dwóch grzesznych miast.

Wykopaliska w pobliżu Tall el-Hammam w Jordanii – trwające 15 dni – doprowadziły ich do znalezienia minerałów, tzw. kwarców szokowych, powstających w warunkach wysokiej temperatury i ciśnienia. Zdaniem naukowców tego typu ślady nie mogły powstać poprzez działanie wulkanu, trzęsienia ziemi lub wskutek wojny. Wobec braku innych racjonalnych wyjaśnień autorzy pracy postawili tezę, że za zagładę miasta w 1650 r. p.n.e odpowiada meteoryt. Miał on ponoć eksplodować nad lądem w sposób podobny do meteorytu tunguskiego, który powalił 2 tys. km² drzew na Syberii w 1908 roku.

Wokół pracy pojawiają się jednak wątpliwości co do jakości przeprowadzonych badań, a sami autorzy musieli wprowadzić poprawki do artykułu w maju 2023 roku. Nie ma także pewności, że miasto to faktycznie jest biblijną Sodomą i Gomorą, nie wspominając już, że miejscowość w Jordanii i Baalbek, wspomniane przez Agresta, dzieli prawie 300 km. Nie da się jednak nie zauważyć, jakim szczęśliwym zbiegiem okoliczności okazał się fakt, że to właśnie na Bliskim Wschodzie odnaleziono teoretyczny ślad antycznej katastrofy z kosmosu.

Wcale nie głupi ci Rzymianie

Pytania wciąż jednak budzi ten tajemniczy zbiór głazów w Libanie. Baalbek znany jest już od setek lat i był fotografowany przez różnych podróżników. Obszar ten znany był również jako Heliopolis i przez lata był miejscem kultu Słońca. Badania nad pozostałościami prowadzone są od dłuższego czasu, a naukowcy wciąż dokonują tam nowych odkryć, jak chociażby w 2014 roku, kiedy to zlokalizowano jeden z największych bloków z kamienia ociosanych ręką człowieka.

Agrest uważał, że miejsce to nie mogło powstać ręką człowieka, a podobne teorie są popularne także po dziś dzień. W rzeczywistości znany jest zarówno powód powstania tak dużych kamiennych konstrukcji, jak i sposób ich transportu. W miejscu tym znajdowała się rzymska świątynia poświęcona Jowiszowi. W czasach przed jej powstaniem na miejscu znajdowało się miejsce kultu Kananejczyków. Nie miało jednak ono kamiennych konstrukcji, którym przypisuje się pozaziemskie pochodzenie.

Kto zatem postawił tam te gigantyczne głazy? Byli to Rzymianie, którzy dzięki wykorzystaniu swoich zdobyczy techniki byli w stanie dokonywać prawdziwych cudów, w tym również przenosić ciężkie głazy z jednego miejsca na drugie (s. 60). Dzięki systemowi antycznych dźwigów i setkom pracujących rąk udało im się przez 200 lat postawić budowle, które stoją po dziś dzień. I żadni kosmici ani ich atomowa technologia nie były do tego potrzebne.

Werdykt: Atomowy absurd

Temat starożytnych kosmitów to wdzięczne podłoże pod wszelkie teorie spiskowe, w tym także te pokazywane w telewizji. Mimo wielu lat – które upłynęły, od kiedy Matest Agrest ogłosił światu, że kosmici tylko czekają, by obrzucić nas „atomówkami” – wciąż nikt nie odnalazł dowodów na potwierdzenie jego twierdzeń. Jedyną bronią atomową, której musimy się obawiać, jest wciąż ta, którą sami wyprodukowaliśmy.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Pomóż nam sprawdzać, czy politycy mówią prawdę.

Nie moglibyśmy kontrolować polityków, gdyby nie Twoje wsparcie.

Wpłać

Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

Sprawdź!