Tańszy prąd po 100 dniach – obietnice Karola Nawrockiego
Tańszy prąd po 100 dniach – obietnice Karola Nawrockiego
![]()
Gwarantuję Państwu, że w ciągu swoich pierwszych stu dni od objęcia urzędu prezydenta Rzeczpospolitej, wprowadzę z pełną determinacją plan „Prąd 33 proc.”, który oznacza, że będziecie państwo po 100 dniach od mojego przejęcia urzędu prezydenta Polski płacić o 1/3 mniej za rachunki energii elektrycznej.
- 14 listopada 2025 roku mija sto dni od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na urząd Prezydenta RP. Zgodnie z jego obietnicą (np. 1, 2, 3, 4) od tego dnia Polacy powinni płacić o jedną trzecią mniej za rachunki za energię elektryczną.
- Choć prezydent przedstawił projekt ustawy, który ma doprowadzić do obniżenia rachunków za prąd, już teraz wiadomo, że nie uda mu się zrealizować tej obietnicy w zapowiedzianym terminie.
- Projekt prezydenta wpłynął do Sejmu 12 listopada, ale nawet jeżeli parlamentarzyści przychylą się do jego wniosku, to nowe przepisy, zgodnie z prezydenckim projektem, wejdą w życie dopiero 1 stycznia 2026 roku (s. 23).
„Fedrować, wydobywać, rozwijać”? Projekt zakłada co innego
Mimo że w kampanii wyborczej Karol Nawrocki przekonywał, że tania energia może pochodzić z węgla, jego projekt zakłada zastosowanie innego sposobu na obniżenie cen prądu. Plan opiera się na czterech filarach (s. 9), które mają zostać zrealizowane przez nowelizację ośmiu ustaw (s. 2–8).
„Proponuję jako Prezydent Polski realny »miecz« do wycięcia z rachunków Polaków na energię elektryczną tych obciążeń, których Polacy nie powinni ponosić” – przekonywał Karol Nawrocki, gdy prezentował projekt.
Prezydent szacuje, że dzięki jego propozycjom „typowa rodzina” będzie płaciła za prąd rocznie ok. 1700 zł zamiast 2500 zł, jak jest obecnie (s. 3). W efekcie zaoszczędzi każdego roku ok. 800 zł, w tym:
- 220 zł dzięki likwidacji opłat: OZE, mocowej, kogeneracyjnej i przejściowej (s. 10),
- 80 zł dzięki reformie systemu certyfikatów (s. 11),
- 150 zł dzięki ograniczeniu zysków operatorów sieci dystrybucyjnych (s. 12),
- 350 zł z powodu obniżenia stawki VAT za prąd do 5 proc. (s. 13).
Z czego zostanie pokryta obniżka rachunków? Bilans ma wyjść na zero
Według Karola Nawrockiego budżet państwa nie straci na wprowadzeniu tych rozwiązań. Jednocześnie w uzasadnieniu projektu zapisano, że: „Precyzyjne oszacowanie skutków finansowych dla sektora finansów publicznych nie jest możliwe ze względu na konstrukcję poszczególnych mechanizmów wsparcia” (s. 19).
Projekt zakłada, że koszty funkcjonowania mechanizmów wsparcia dla źródeł wytwórczych energii (w tym opłat: OZE, kogeneracyjnej, mocowej i przejściowej) zostaną sfinansowane z rosnących przychodów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO₂, czyli z podatku ETS (s. 19).
Warto zauważyć, że jest to pewien zwrot w polityce Karola Nawrockiego, który podczas swojej konwencji programowej wzywał do odrzucenia podatku ETS, co miało według niego pozwolić na obniżkę cen energii.
W przypadku obniżki stawki VAT projekt wskazuje, że dochody państwa zmniejszą się o 3,5–4 mld zł, jednak te straty mają zostać zrekompensowane poprzez zwiększoną konsumpcję, która przełoży się na wyższe wpływy z podatku VAT od innych towarów i usług (s. 20).
Ograniczenie zysków operatorów systemów dystrybucyjnych – zdaniem autorów projektu – nie wpłynie na budżet państwa (s. 20).
Opinie ekspertów. Jakub Wiech: „Kierunek działań – bardzo dobry”
Projekt prezydenta pochwalił Andrzej Guła z Polskiego Alarmu Smogowego: „To bardzo dobre rozwiązanie, które ulży milionom gospodarstw domowych i przyspieszy walkę ze smogiem w Polsce”.
„Nie ma lepszego sposobu na przygotowanie ludzi i firm do transformacji niż tani prąd dla ludzi i przemysłu” – wskazywał Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat.
Zdaniem Ireneusza Sudaka z „Gazety Wyborczej” prezydent podszedł do problemu wysokich cen „wyrywkowo”. Dziennikarz wskazuje, że pilniejszej reformy niż energetyka wymaga ciepłownictwo. „Również dlatego, że to rachunki za ogrzewanie najbardziej obciążają domowy budżet” – tłumaczył w „Gazecie Wyborczej”.
Propozycja prezydenta podoba się Jakubowi Wiechowi, redaktorowi naczelnemu serwisu Energetyka24. „Bardzo się cieszę, że dostrzeżono, iż system ETS to nie tylko kij na emisję, ale też finansowa marchewka” – napisał na portalu X.
Wiech zauważa jednak, że konsekwencją projektu byłoby przeznaczenie ok. 70 proc. środków z ETS na obniżkę cen energii. A to doprowadziłoby do sytuacji, w której środki z zielonych podatków nie będą się przyczyniać w zdecydowany sposób do transformacji energetycznej.
W podobnym duchu, czyli krytycznie o projekcie napisał Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energii Odnawialnej w Warszawie: „Rozdanie ich [tj. przychodów z ETS – przyp. Demagog] na dopłaty do taryf dystrybucyjnych »jak leci«, bez wymogów takich jak dystrybucyjne taryfy dynamiczne, oznacza, że przychody z ETS zostaną »wyprzedzająco « skierowane na kompensowanie odbiorcom skutków zaniechania transformacji oraz na dopłaty do paliw kopalnych, a nie prowadzenie transformacji”.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter