Czas czytania: około min.

Czy emisje CO2 w Europie nie mają wpływu na zmiany klimatu?

10.11.2021 godz. 11:00

Wypowiedź

Manipulacja

Analiza w pigułce

  • Według raportu Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej światowa emisja CO2 pochodzącego ze spalania paliw kopalnych wyniosła w 2020 roku 35 963 Mt (megaton). Państwa Unii Europejskiej wyemitowały w ubiegłym roku 2 622 Mt CO2, co stanowi 7,3 proc. globalnej emisji, a w 2019 roku udział UE wyniósł 7,8 proc.
  • Należy mieć na uwadze, że współczesna koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze jest wynikiem nie tylko aktualnych emisji, lecz również emisji skumulowanych, będących rezultatem wcześniejszych działań człowieka. Szacuje się, że od połowy XVIII wieku, czyli od początków rewolucji przemysłowej, udział państw UE w emisjach skumulowanych wynosi ok. 22 proc.
  • Najnowszy raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu ONZ (IPCC) opublikowany został w sierpniu 2021 roku. To najbardziej całościowe podsumowanie wiedzy naukowej dotyczącej stanu klimatu, konsekwencji jego zmian oraz możliwych scenariuszy. Kilkuset autorów przeanalizowało na jego potrzeby 14 tys. publikacji naukowych. Możemy w nim przeczytać, że nie ma najmniejszych wątpliwości, że to działalność człowieka doprowadziła do ogrzania atmosfery, oceanów i lądów, a tempo obecnej antropogenicznej zmiany klimatu nie ma precedensu w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat.
  • W październiku br. na łamach pisma „Environmental Research Letters” ukazało się badanie potwierdzające, że wpływ człowieka na klimat jest główną przyczyną globalnego ocieplenia. Po analizie ponad 3 tys. publikacji wykazano, że – w literaturze naukowej podlegającej procesowi recenzowania (peer review) – konsensus naukowy w sprawie wpływu człowieka na współczesne zmiany klimatu przekracza 99 proc. publikacji.  Autorzy w podsumowaniu stwierdzili, że obecnie w środowisku naukowym nie istnieje żadna poważna debata na temat tego, czy człowiek ma wpływ na zachodzące zmiany klimatyczne, kwestia ta została bowiem kompleksowo rozstrzygnięta.
  • Jarosław Kaczyński dość precyzyjnie wskazał, jaki jest udział państw UE w globalnej emisji gazów cieplarnianych. Natomiast we fragmencie wypowiedzi, w którym stwierdził brak dowodów stojących za unijną polityką klimatyczną, rozminął się on z aktualnym stanem wiedzy naukowej. Dlatego uznajemy wypowiedź prezesa PiS za manipulację.

Kontekst wypowiedzi

20 października na łamach Gazety Polskiej ukazał się wywiad z Jarosławem Kaczyńskim. Przewodniczącego PiS spytano m.in. o kwestie bezpieczeństwa energetycznego, a szczególnie o opinię na temat unijnego pakietu klimatycznego, znanego pod nazwą „Fit for 55”. Przypomnijmy, że ten ogłoszony 14 lipca 2021 roku przez Komisję Europejską pakiet legislacyjny zakłada ograniczenie emisji gazów cieplarnianych w UE w 2030 roku do poziomu 55 proc. względem roku 1990. Do 2050 roku Unia Europejska ma zamiar osiągnąć zerową emisję netto.

Przewodniczący PiS stwierdził, że wywindowanie ostatnio przez Rosję cen gazu powinno otrzeźwić nieco przywódców niektórych państw UE i skłonić do racjonalności. Polityk nazwał część tzw. zielonej polityki unijnej szaleństwem, a podstawy, na których się ona opiera, teoriami bez dowodów. Nie da się, zdaniem Kaczyńskiego, udowodnić, że emitująca zaledwie 8 proc. gazów Europa przyczynia się do zmian klimatu.

Jaki jest udział Unii Europejskiej w globalnej emisji CO2?

Wspólne Centrum Badawcze (WCB, ang. Joint Research Centre), będące wewnętrznym działem naukowym Komisji Europejskiej, publikuje corocznie raport na temat emisji CO2. Bazuje on na danych emisji dla światowych badań atmosferycznych (EDGAR). Najbardziej aktualny raport pochodzi z października br. i dotyczy roku 2020.

Dowiadujemy się z niego, że od początku XXI wieku za zwiększenie globalnych emisji gazów cieplarnianych – w porównaniu do trzech poprzednich dekad – odpowiadają głównie wzrosty emisji CO2 w Chinach, Indiach i innych tzw. gospodarkach wschodzących. Według szacunków EDGAR globalne antropogeniczne emisje kopalnego CO2 w 2020 roku wyniosły 36 Gt (gigaton) CO2. Stanowi to spadek o 5,1 proc. w stosunku do roku 2019 i jest zapewne wynikiem pandemii koronawirusa, w poprzednich latach mieliśmy bowiem do czynienia z trendem rosnącym. Przykładowo, w 2019 roku globalne emisje wzrosły o 0,9 proc. w stosunku do roku 2018.

W 2020 roku Chiny, Stany Zjednoczone, 27 państw UE, Indie, Rosja i Japonia pozostały największymi światowymi emitentami CO2. Łącznie odpowiadają one za 49,5 proc. ludności, 61,8 proc. światowego PKB, 65,2 proc. całkowitego światowego zużycia paliw kopalnych i 66,7 proc. całkowitego CO2 emitowanego na świecie.

Wśród tych sześciu największych światowych emitentów tylko Chiny wykazały wzrost emisji w 2020 roku (o dodatkowe 1,5 proc.), podczas gdy wszystkie pozostałe kraje zmniejszyły swoje emisje o różne wartości: państwa Unii Europejskiej o 10,6 proc., Stany Zjednoczone o 9,9 proc, Japonia o 6,8 proc, Indie o 5,9 proc. i Rosja o 5,8 proc. Na poniższym wykresie można zapoznać się ze zmianami w emisjach poszczególnych regionów świata od roku 1990 do obecnych czasów.

Źródło: EDGAR

Całkowite emisje CO2 z paliw kopalnych w UE-27 maleją regularnie od ostatnich dwóch dekad, a emisje w 2019 roku były o 23,2 proc. niższe niż w 1990 roku i o 20,7 proc. niższe niż w 2005 roku. Pandemia COVID-19 spowodowała spadek emisji CO2 w UE-27 o 31,3 proc. w porównaniu z rokiem 1990 i o 29,1 proc. w porównaniu z rokiem 2005.

Udział 27 państw Unii Europejskiej w całkowitej globalnej emisji zmniejszył się z 8,5 proc. do 7,8 proc. w latach 2015–2019, by spaść do 7,3 proc. w 2020 roku. W 2020 roku UE-27 wyemitowała 2,6 Gt CO2, co odpowiada 5,9 t CO2 na osobę. Najwięksi emitenci spośród państw UE to: Niemcy (637 Mt), Włochy (297 Mt), Polska (293 Mt), Francja (280 Mt), Hiszpania (215 Mt). W 2015 roku UE odpowiadała za 15 proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych.

Światowym liderem emisji są Chiny emitujące 11 680 Mt, co stanowiło 32,5 proc. całej globalnej emisji CO2 w 2020 roku. Stany Zjednoczone wyemitowały 4 535 Mt (12,6 proc.), Indie – 2 411 Mt (6,7 proc.), Rosja – 1 674 (4,7 proc.), a Japonia – 1 062 Mt (3,0 proc.). Udział międzynarodowej żeglugi i międzynarodowego lotnictwa w globalnej emisji wyniósł odpowiednio: 2,1 i 0,9 proc. W porównaniu z rokiem 2019 spadek emisji spowodowanej lotnictwem wyniósł aż 45 proc. Na temat udziału Europy w globalnej emisji CO2 pisaliśmy już przy okazji wypowiedzi Michała WosiaMarcina Horały.

Skumulowane emisje

Patrząc na dane z wyżej przedstawionego raportu, należy wziąć pod uwagę, że na wkład poszczególnych krajów w spowodowaną przez człowieka zmianę klimatu składają się nie tylko aktualne emisje dwutlenku węgla, ale także te z przeszłości. Na stronie portalu Nauka o klimacie możemy przeczytać, że w związku z faktem, że CO2 pozostaje w atmosferze bardzo długo, współczesna jego koncentracja jest wynikiem wszystkich działań człowieka, przynajmniej od czasów rewolucji przemysłowej. O skali globalnego ocieplenia decydują zatem nie emisje chwilowe, lecz emisje skumulowane, a w tej kwestii państwa europejskie mają swój duży udział.

Można spotkać wiele opracowań starających się oszacować, jak rozkłada się odpowiedzialność za emisję w perspektywie historycznej (np. na stronach World Resources Institute, Carbon Brief, The Guardian, The Carbon Map). Zasadniczo pokrywają się one z danymi, jakie możemy spotkać w wyliczeniach portalu Our World in Data. Zgodnie z nimi, biorąc pod uwagę okres od roku 1751 do roku 2017, państwa UE (liczone razem z Wielką Brytanią) odpowiadały za 22 proc. skumulowanych emisji światowych. Na pierwszym miejscu są Stany Zjednoczone (25 proc.), które w ujęciu historycznym dwukrotnie przewyższają emisję aktualnego globalnego lidera – Chin (12,7 proc.). Europa (jako kontynent) odpowiada za 33 proc. skumulowanych emisji, a w przypadku Ameryki Północnej i Azji udział ten wynosi po 29 proc.

Czy brak jest dowodów naukowych na poparcie tzw. zielonej polityki?

Dzień przed publikacją wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim w piśmie „Environmental Research Letters” ukazało się badanie potwierdzające, że wpływ człowieka na klimat jest główną przyczyną globalnego ocieplenia. W ramach tego badania naukowcy związani z Cornell University przeanalizowali 3 tys. zrecenzowanych artykułów naukowych (wybranych losowo z puli ponad 88 tys. publikacji) związanych z klimatem, które ukazały się w latach od 2012 do listopada ub.r. Z przeanalizowanej puli artykułów jedynie 28 prezentowało sceptycznych stanowisko wobec udziału człowieka w procesie globalnego ocieplenia, przy czym wszystkie z nich były opublikowane w mało popularnych czasopismach.

Z dużą pewnością statystyczną stwierdzono, że – w literaturze naukowej podlegającej procesowi recenzowania (peer review) – konsensus naukowy w sprawie wpływu człowieka na współczesne zmiany klimatu jest większy niż 99 proc. Odniesiono się również do podobnego badania z 2013 roku, które wykazało, że 97 proc. analiz związanych z klimatem w latach 1991–2012 potwierdzało wpływ człowieka na globalne ocieplenie.

W konkluzjach naukowcy podsumowali, że ich wyniki potwierdziły, że obecnie w środowisku naukowym nie istnieje żadna poważna debata na temat tego, czy człowiek ma wpływ na zachodzące zmiany klimatyczne, ponieważ kwestia ta została już kompleksowo rozstrzygnięta. Niewielka liczba prac, które kwestionują ten przytłaczający naukowy konsensus, nie dostarcza żadnych przekonujących kontrargumentów.

Raport IFCC

W sierpniu 2021 roku działający przy ONZ Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) wydał raport „Zmiany klimatu 2021: podstawy fizyczne”. Dokument stanowi obszerną analizę przeszło 14 tys. publikacji naukowych z ostatnich lat, w którym 234 badaczek i badaczy z 66 krajów oraz 195 reprezentantów rządów całego świata podsumowało wiedzę na temat dotychczasowej zmiany klimatu i prognoz dotyczących dalszego przebiegu tych zmian. Jest to już szósty raport IPCC; poprzedni ukazał się w latach 2013–2014. W międzyczasie ukazał się jeszcze „Raport Specjalny nt. ocieplenia o 1,5°C”. W tegorocznej publikacji autorzy jeszcze bardziej zdecydowanie niż wcześniej piszą o związku globalnego ocieplenia z działalnością człowieka. Na samym wstępie możemy przeczytać, że „nie ma żadnych wątpliwości (ang. It is unequivocal), że to działalność człowieka doprowadziła do ogrzania atmosfery, oceanów i lądów”. Główne wnioski raportu brzmią następująco:

  • Każda z ostatnich czterech dekad była cieplejsza od swoich poprzedniczek.
  • W latach 2011–2020 średnia temperatura Ziemi była o 1,09 stopni Celsjusza wyższa od tej z lat 1850–1900 (uważanej za równą temperaturze z czasów przedprzemysłowych), przy czym temperatura lądów wzrosła o 1,59 stopnia, a oceanu o 0,88 stopnia, co spowodowane jest większą pojemnością cieplną wody w stosunku do powietrza.
  • W latach 1901–2018 w wyniku globalnego ocieplenia poziom oceanów wzrósł o 20 cm. Przez pierwsze siedem dekad średni poziom morza podnosił się w tempie 1,3 mm na rok. W latach 2006–2018 rósł już w tempie 3,7 mm rocznie.
  • Od lat 70. ubiegłego wieku zauważalne jest przesuwanie się stref klimatycznych na obu półkulach.
  • Tempo obecnej antropogenicznej zmiany klimatu nie ma precedensu w ostatnich dwóch tysiącach lat.
  • Stężenia głównych gazów cieplarnianych w atmosferze (dwutlenku węgla, metanu i podtlenku azotu) znacznie przekraczają te z ostatnich 800 tys. lat. Od 1750 roku (symbolicznej daty rozpoczęcia rewolucji przemysłowej) koncentracja CO2 w powietrzu wzrosła o 47 proc., CH4 o 156 proc., a N2O – o 23 proc. W przeszłości tak wielkie zmiany stężeń atmosferycznych tych gazów zachodziły przez tysiące lat.
  • Poprzedni tak gorący czas w historii Ziemi miał miejsce ok. 125 tys. lat temu. Średnia temperatura planety była wówczas przez stulecia o 0,5-1,5 stopnia wyższa od tej z lat 1850–1900, czyli była zbliżona do obecnej.
  • Dramatycznie kurczy się letnia pokrywa lodowa na Oceanie Arktycznym. Topnieją lodowce górskie i lądolody grenlandzki oraz antarktyczny.
  • Woda morska robi się coraz bardziej kwaśna (absorbuje blisko połowę dwutlenku węgla, który pompujemy w powietrze).
  • Zmiana klimatu jest już widoczna w postaci ekstremalnych zjawiskach pogodowych – częstszych i dłuższych fal upałów, susz, ulewnych opadów, rosnącej mocy cyklonów tropikalnych – w każdym zakątku świata.

Prognozy zawarte w raporcie nie są optymistyczne. Autorzy piszą, że:

We wszystkich rozważanych scenariuszach emisji globalna średnia temperatura powierzchni Ziemi będzie nadal rosła przynajmniej do połowy stulecia. O ile nie nastąpią drastyczne redukcje emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych, ocieplenie przekroczy w XXI wieku progi 1,5°C oraz 2°C (względem czasów przedprzemysłowych – przyp. Demagog)”.

W latach 2081–2100 wzrost średniej temperatury Ziemi (w odniesieniu do lat 1850–1900), w zależności od wielkości cięć emisji, sięgnie od 1 do 5,7 st. Celsjusza. Lądy będą ocieplać się 1,4-1,7 razy mocniej niż ocean, a Arktyka (obecnie wciąż „klimatyzator” półkuli północnej) nadal będzie grzać się ponad dwa razy silniej niż cała Ziemia. Mocniejsze od średniej będzie także ocieplenie w miastach, które będą tworzyć tzw. wyspy ciepła. W wydanym w 2018 roku specjalnym raporcie IPCC dotyczącym skutków ocieplenia klimatu o 1,5 st. Celsjusza autorzy jednoznacznie wskazali, że przekroczenie globalnej temperatury powietrza o tę właśnie wartość będzie miało katastrofalne następstwa. Kluczowe w tej sytuacji jest jak najszybsze ograniczenie emisji. Żeby powstrzymać globalne ocieplenie do 2030 roku, musi nastąpić ich zmniejszenie o połowę (40-60 proc.), a do 2050 roku ich liczba powinna być zredukowana do zera.

Problem „outsourcingu emisji”

Faktycznie, emisje netto COw państwach europejskich maleją rok do roku, jednak po części może to być związane z przenoszeniem się europejskich biznesów (które nie chcą stosować się do restrykcyjnych norm obowiązujących w Unii) do innych regionów i państw. Tym samym część emisji produkowanych przez Europejczyków może być „outsourcingowana” do innych państw, czyli CO2 emitowane jest w innych państwach, pomimo że zaspokaja produkcję na potrzeby mieszkańców Europy.

Taką tezę stawiają badacze z Norwegian Institute for Air Research w opublikowanym w 2020 roku raporcie „Emission outsourcing in the EU: A review of potential effects on industrial pollution”. Autorzy przeanalizowali sektor przemysłowy od 1995 do 2011 roku i zauważyli, że wraz ze spadającymi w Europie emisjami pochodzącymi z fabryk wciąż można zaobserwować wzrost produkcji europejskich przedsiębiorstw i import towarów, chociażby z sektora chemicznego czy kopalnianego. Pozwala to podejrzewać, że zaczęto przenosić produkcję z Europy do innych państw i regionów, a taka relokacja pozwala na formalne „przeniesienie” emisji z dala od Europy.

Norwescy badawcze stwierdzają, że relokacja przemysłu jest motywowana czynnikami ekonomicznymi, m.in. niższymi kosztami funkcjonowania, łatwym dostępem do taniej siły roboczej oraz dostępem do zasobów wykorzystywanych przy produkcji. Parlament Europejski również jest świadomy zjawiska przenoszenia przedsiębiorstw, czy to poprzez zamykanie, czy też ograniczanie aktywności na rynkach europejskich i przenoszenie produkcji lub części produkcji poza granice UE.

Autorzy raportu nie dysponują jeszcze rozstrzygającymi danymi pozwalającymi stwierdzić, do jakiego stopnia relokacja przedsiębiorstw wpływa na „outsourcing emisji” CO2 poza Europę. Starają się zasygnalizować problem, który jest wart dalszej analizy, ponieważ obecnie brakuje konsensusu dotyczącego tego, czy przedsiębiorstwa przenoszą się poza granice Europy z powodów wyłącznie ekonomicznych, czy również w celu uniknięcia regulacji środowiskowych obowiązujących w Unii Europejskiej.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub