Strona główna Analizy „Myrotworeć” nie jest ukraińską „listą śmierci”. Co wiemy o tej organizacji?

„Myrotworeć” nie jest ukraińską „listą śmierci”. Co wiemy o tej organizacji?

Spis wrogów Ukrainy od lat budzi kontrowersje. Gdy kolejny polski polityk trafia do ukraińskiego spisu, pojawiają się komentarze, że „zapadł na niego wyrok”. Znalezienie się na liście nie oznacza jednak stania się celem dla ukraińskich służb.

Fot. Pexels / European Union / Kapitel / Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 / Shutterstock / Modyfikacje: Demagog

„Myrotworeć” nie jest ukraińską „listą śmierci”. Co wiemy o tej organizacji?

Spis wrogów Ukrainy od lat budzi kontrowersje. Gdy kolejny polski polityk trafia do ukraińskiego spisu, pojawiają się komentarze, że „zapadł na niego wyrok”. Znalezienie się na liście nie oznacza jednak stania się celem dla ukraińskich służb.

Analiza w pigułce

  • Centrum „Myrotworeć to ukraińska organizacja pozarządowa działająca od 2014 roku, znana przede wszystkim z publikowania listy osób uznanych za wrogów Ukrainy. W spisie znaleźli się m.in. politycy z Polski, tacy jak Sławomir Mentzen czy Ewa Zajączkowska-Hernik, a także Zbigniew Bogucki, szef kancelarii prezydenta RP.
  • Strona nie podlega ukraińskim władzom. Nie ma żadnych dowodów na to, że istnieje związek między publikowaniem nazwisk na stronie internetowej a zabójstwami.
  • Określanie spisu tworzonego przez „Myrotworeć” mianem „listy śmierci” jest rozpowszechniane przez kremlowskich propagandystów, takich jak Maria Zacharowa czy rosyjskie media państwowe.
  • Ukraiński rząd prowadzi oficjalny spis osób objętych sankcjami. Nie figurują w nim nazwiska polskich polityków.

Podważanie integralności kraju, udział w aktach „agresji humanitarnej” wobec Ukrainy, a także „wykorzystywanie informacji o znaczeniu publicznym w celu podżegania Polaków do nienawiści wobec Ukraińców”. Za te rzekome czyny Zbigniew Bogucki, szef kancelarii prezydenta RP, trafił na listę wrogów Ukrainy prowadzoną przez Centrum „Myrotworeć” (ukr. „Rozjemca”). W uzasadnieniu zamieszczonym na stronie internetowej organizacji przeczytamy m.in. o wypowiedziach Boguckiego dotyczących kultu Bandery, które nie pasują do świata zachodniego i europejskiej cywilizacji.

odpowiedzi Bogucki na portalu X odpisał, że nie jest wrogiem Ukrainy, a „wrogiem banderyzmu, kłamstw historycznych i próby przemilczenia leżących w zbiorowych mogiłach Ofiar ukraińskiego szowinizmu”.

To nie pierwszy raz, kiedy o ukraińskiej liście zrobiło się głośno w kontekście polskich polityków. W poprzednich latach wpisano na nią m.in. Sławomira Mentzena, Ewę Zajączkowską-Hernik, a także lokalnych polityków Konfederacji. Przy tej okazji kilkukrotnie pisano, że jest to „lista do odstrzału” czy też „lista ludzi do zamordowania”.

Tego typu informacje potrafią wzbudzać wiele emocji, ale czy faktycznie trafienie na listę „wrogów Ukrainy” wiąże się z wydaniem wyroku śmierci? Okazuje się, że choć Myrotworeć od lat wzbudza kontrowersje, to nie jest to spis osób „przeznaczonych do likwidacji”. Jaki był zatem cel jej powstania?

„Wyjątkowa publiczna inicjatywa”, która atakuje np. dziennikarzy

„Od teraz wszystkie zainteresowane strony będą mieć możliwość wyszukiwania »bojowników « […] Jesteśmy przekonani, że istnienie takiego zasobu będzie znacząco ułatwiać pracę w identyfikacji przestępców!”. Tymi słowami w 2014 roku Heorhij Tuka ogłosił utworzenie Centrum „Myrotworeć”. Początkowo było to miejsce, w którym wolontariusze dzielili się informacjami na temat osób zagrażających Ukrainie po Rewolucji Godnościobaleniu Wiktora Janukowycza, prorosyjskiego prezydenta. 

Obecnie na stronie Centrum „Myrotworeć” możemy przeczytać, że jest to „pozarządowa organizacja”, której celem jest „przechowywanie informacji dotyczących osób, których działania wskazują na popełnienie przestępstw przeciwko bezpieczeństwu narodowemu Ukrainy”. Osoby zaangażowane w działalność organizacji korzystają z otwartych źródeł, a także zachęcają ukraińskie służby oraz przedstawicieli zagranicznych agencji do korzystania z ich zasobów w rozpoznawaniu m.in. „zdrajców ojczyzny, bojowników, najemników i terrorystów”.

Opis ze strony Myrotworeć dotyczący celu działalności organizacji

Źródło: myrotvorets.center

Organizacja już w pierwszych latach działalności wzbudzała kontrowersje. Największy skandal wydarzył się w 2016 roku, kiedy to na stronie upubliczniono prywatne informacje, m.in. numery telefonów czy adresy ok. 4 tys. dziennikarzy. Wśród nich znaleźli się zagraniczni korespondenci „New York Timesa”, „Politico” czy Radia Wolna Europa, a także dziennikarze z Polski. Pracownicy mediów znaleźli się tam ze względu na to, że otrzymali akredytacje uprawniające do przygotowania materiałów prasowych z terenów DonieckiejŁugańskiej Republiki Ludowej. Oba te terytoria oddzielono od Ukrainy w wyniku sfałszowanych referendów.

Działania Centrum „Myrotworeć” skrytykowały organizacje skupiające dziennikarzy, a także fundacje walczące o prawa człowieka, np. Human Rights Watch. Do ograniczenia dostępu do jego zbiorów apelowali m.in. ukraińscy politycy. Centrum po tym incydencie zdecydowało się zawiesić działalność, jednak wkrótce potem ponownie się uaktywniło. W 2017 roku Wysoki Komisarz ONZ ds. praw człowieka rekomendował, by policja zbadała działalność organizacji (par. 182 h). W odpowiedzi na te działania pojawiły się głosy broniące Centrum „Myrotworeć”, takie jak wypowiedzi Konstantina Matwijenki, eksperta ds. bezpieczeństwa z organizacji „Gardarika”, który nazwał Centrum „wyjątkową publiczną inicjatywą”.

Dlaczego spis Centrum „Myrotworeć” ma być „listą śmierci”?

Po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku Centrum nie przestało działać. W gronie osób, które uznano za wrogów Ukrainy, coraz częściej zaczęli pojawiać się zagraniczni politycy. W 2024 roku polscy posłowie wysłali interpelację dotyczącą zamieszczania na liście nazwisk polskich lokalnych polityków. W odpowiedzi dr Maciej Duszczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, odpisał, że Polska kontaktuje się z Ukraińcami w sprawie zamieszczania tam obywateli naszego kraju, co uznaje za „absolutnie nieakceptowalne”.

Nie tylko politycy z Polski trafiali do spisu. Na liście prowadzonej przez Centrum „Myrotworeć” znaleźli się także m.in. europarlamentarzyści oraz dziennikarze z Bułgarii. Niedługo potem w bułgarskim parlamencie można było usłyszeć, że jest to „lista osób do wyeliminowania”.

Przy nazwiskach, które znajdują się na stronie Centrum, nie znajdziemy jednak wezwania do przemocy ani tym bardziej prośby o „wyeliminowanie” danej osoby. Zamiast tego pojawia się komunikat skierowany do służb „o potraktowanie niniejszej publikacji na stronie internetowej jako oświadczenia o popełnieniu przez tego obywatela świadomych czynów skierowanych przeciwko bezpieczeństwu narodowemu Ukrainy”.

Dlaczego zatem uznano spis prowadzony przez Centrum „Myrotworeć” za „listę śmierci”? Powodem mogą być zbiegi okoliczności, np. kiedy osoby, których nazwiska znalazły się na liście, niedługo potem ginęły w różnych okolicznościach. Bułgarska organizacja factcheckingowa w swojej analizie opisywała przypadki śmierci Ołeha Kałasznikowa, zastrzelonego w 2015 roku, czy śmierć Darii Dugin, która zginęła po wybuchu bomby pułapki zamontowanej w jej samochodzie. Jednocześnie analitycy z Bułgarii podkreślili, że „nie ma żadnych dowodów na to, że istnieje związek między publikowaniem nazwisk na stronie internetowej a zabójstwami”.

„Lista śmierci” promowana przez rosyjską propagandę

Przekonanie o tym, że za Centrum „Myrotworeć” stoją ukraińskie służby, podsyca rosyjska propaganda. W przeszłości robiła to Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, która w wywiadach mówiła m.in., że jest to lista osób do zniszczenia przez „ukraińskich nacjonalistów” oraz że gdy osoba figurująca w tym spisie umiera, „obok jej nazwiska umieszcza się symbol, aby zaznaczyć, że dana osoba została wyeliminowana”. 

Podobne teorie publikują także rosyjskie media, o czym informowała organizacja Disinfowatch:

„Określając listę »Myrotworeć « mianem »listy śmierci«, rosyjskie media państwowe dążą do podważenia wiarygodności tej organizacji w świecie zachodnim. Taka charakterystyka ma na celu zaszokowanie i rozgniewanie zachodnich organizacji praw człowieka oraz rządów, tak aby fałszywie uwierzyły, że rząd ukraiński zachęca do przemocy wobec osób i grup znajdujących się na tej liście. Tak jednak nie jest”.

Czy Centrum „Myrotworeć” kieruje ukraiński rząd?

Na listę trafiali nie tylko politycy i dziennikarze, lecz także rozpoznawalne osoby. Jedną z nich jest Roger Waters, były członek zespołu Pink Floyd, który powiedział, że Ukraina sprowokowała rosyjską inwazję. Muzyk w wywiadzie dla magazynu „The Rolling Stone” dodał również, że znalazł się na „liście śmierci wspieranej przez ukraiński rząd”.

Podobne zarzuty pojawiają się w różnych kontekstach, jednak nie mają potwierdzenia w faktach. Centrum pozostaje niezależną organizacją pozarządową. W odpowiedzi na zamieszczenie na liście nazwisk bułgarskich polityków ambasada Ukrainy w Sofii wystosowała oświadczenie, w którym odcięła się od tych działań: „[…] działalność organizacji społecznej »Myrotworeć « nie ma żadnego związku z pracą instytucji państwowych Ukrainy i nie odzwierciedla oficjalnej polityki państwa ukraińskiego”.

Choć z Centrum „Myrotworeć” ukraiński rząd nie ma nic wspólnego, to warto dodać, że ukraińska agencja wywiadowcza publikuje informacje na temat osób objętych sankcjami. Należą do nich „rzecznicy Kremla”, czyli osoby odpowiedzialne za rozpowszechnianie kremlowskiej propagandy. Nie ma jednak wśród nich polskich polityków. 

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź