Czas czytania: około min.

Katarzyna Ratkowska w Polsat News. Gdzie minęła się z prawdą?

02.07.2021 godz. 15:02

Wokół półprawd i nieprawdziwych informacji w programie „Gość Wydarzeń”.

Za sprawą przedstawienia wielu nieprawdziwych informacji wtorkowe wystąpienie psychiatry Katarzyny Ratkowskiej w programie „Gość Wydarzeń” w Polsat News, który prowadził red. Bogdan Rymanowski, wywołało kontrowersje w sieci. Mimo że wypowiedzi lekarki kontrował zaproszony do programu prof. Andrzej Fal z Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, nie trzeba było długo czekać aż fałszywe treści zaczną rozprzestrzeniać się w sieci. Niedługo po emisji programu wycięte fragmenty z wypowiedziami lekarki zaczęły pojawiać się w mediach społecznościowych na profilach poruszających tematykę antyszczepionkowych treści (np. 1, 2, 3). 

Zrzut ekranu wpisu na Facebooku na profilu Wiadomości Płock. Napisano w nim:

Źródło: www.facebook.com

Sprawa była komentowana w mediach, w tym na łamach Wirtualne Media, Gazeta Prawna, Polska Times, CyberDefence24, naTemat.pl, Medonet i wielu innych. Niedługo po programie w mediach społecznościowych również odnieśliśmy się do treści, które wygłosiła Katarzyna Ratkowska.

Kim jest Katarzyna Ratkowska? Od jakiegoś czasu krytykowała szczepionki przeciw COVID-19

Katarzyna Ratkowska to lekarz medycyny, która – jak możemy dowiedzieć się z Centralnego Rejestru Lekarzy RP – specjalizuje się w psychiatrii. Nie znajdziemy tam wzmianki o tym, by lekarka miała specjalizację związaną z leczeniem chorób zakaźnych. W wielu przekazach Katarzynę Ratkowską przedstawia się jako doktor, ale, co warto zaznaczyć, wynika to jedynie z pospolitego stosowania tej nazwy jako określenia lekarza. W bazie POLon, gdzie znajduje się ogólnopolski wykaz osób, którym nadano stopień doktora lub doktora habilitowanego, nie znajdziemy informacji, by uzyskała taki stopień naukowy

Jakiś czas temu jej nazwisko pojawiło się pod listem Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich do władz RP ws. obrony życia, które wystosowano po publikacji orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Niedawno przygotowała ona list otwarty do prezydenta w sprawie szczepień dzieci przeciw COVID-19, w którym opisywała szczepionki jako rzekomy „eksperyment medyczny”. Ostatnimi czasy Katarzyna Ratkowska pojawiała się także w charakterze eksperta na portalach, które między innymi rozprzestrzeniają dezinformujące treści na temat pandemii i szczepień, w tym m.in. na pl1.tv. Dopiero po zaproszeniu do programu „Gość Wydarzeń” w Polsat News zyskała szeroki rozgłos w sieci.

Fałszywe informacje wygłoszone przez Katarzynę Ratkowską w czasie programu „Gość Wydarzeń”

Program „Gość Wydarzeń” z udziałem Katarzyny Ratkowskiej i prof. Andrzeja Fala trwał ok. 20 minut. W tym czasie lekarka wyspecjalizowana w psychiatrii wygłosiła kilka stwierdzeń, które nie są zgodne ze stanem naukowej wiedzy, w tym na temat amantadyny i szczepień przeciw COVID-19. Wskazany lek zachwalała przez cały program, natomiast o szczepieniach wypowiadała się nieprzychylnie. Na przestrzeni całego programu próbowała wykazać, że stosowanie amantadyny ma większy sens niż stosowanie „eksperymentalnych szczepionek”. Gdzie zatem minęła się z prawdą? 

Zamiast szczepień leczenie amantadyną? Takie rozwiązanie nie ma naukowych podstaw

Program „Gość Wydarzeń” zaczął się od rozważań Katarzyny Ratkowskiej na temat tego, że można zmienić strategię walki z pandemią. Proponowanym przez nią rozwiązaniem miałaby być amantadyna, która mogłaby w całości zastąpić szczepionki przeciw COVID-19. Opisywała swoje wcześniejsze doświadczenia z lekiem i uznawała, że jest skuteczny także i w leczeniu COVID-19.

Wypowiedź podlegająca weryfikacji:

„Mamy w Polsce bardzo skuteczny lek, jakim jest amantadyna. Wynika to z doświadczeń klinicznych lekarzy, którzy ten lek stosują. Ja go także stosuję. Ze specjalizacji jestem lekarzem psychiatrą i nam psychiatrom ten lek też jest znany […]. My psychiatrzy stosujemy w zespołach parkinsonowskich, polekowych. A jest to lek od kilkudziesięciu lat obecny w medycynie, o właściwościach przeciwwirusowych”. 

Katarzyna Ratkowska w „Gość Wydarzeń” Polsat News (29.06.2021)

Czas nagrania: 00:50

Dalej tłumaczyła również, że w Polsce wyleczono amantadyną co najmniej kilka tysięcy osób chorych na COVID-19. Lekarka zaznaczała, że w szczycie trzeciej fali ⅓ jej pacjentów miała koronawirusa (a nie jest przecież lekarzem zajmującym się chorobami zakaźnymi) i – jak twierdziła – udało jej się praktycznie wszystkich wyleczyć.

Wypowiedź podlegająca weryfikacji:

„W Polsce zostało już wyleczonych tym lekiem co najmniej kilka tysięcy, myślę, że może być nawet kilkanaście tysięcy ludzi. Wielu Polaków dobrze ten lek zna. Jeżeli chodzi o moich pacjentów w szczycie trzeciej fali, jedna trzecia moich pacjentów około miała koronawirusa i udało mi się praktycznie wszystkich wyleczyć, amantadyną”. 

Katarzyna Ratkowska w „Gość Wydarzeń” Polsat News (29.06.2021)

Czas nagrania: 01:55

Do tych stwierdzeń bardzo sceptycznie odniósł się prof. Andrzej Fal, który zaznaczał, że – aby ferować o skuteczności leków w kontekście COVID-19 – niezbędne jest przeprowadzenie badań klinicznych (03:40). Katarzyna Ratkowska nie zwracała na to uwagi i już do końca programu przekonywała, że amantadyna to skuteczny lek przeciw COVID-19. 

Czy stwierdzenia Katarzyny Ratkowskiej o amantadynie mają naukowe podstawy? Skuteczność leków wymaga potwierdzenia ich działania w testach klinicznych. W przypadku amantadyny jak dotąd nie wykazano leczniczego związku w kontekście leczenia COVID-19, a to, że taki związek istniał w leczeniu choroby Parkinsona, nie oznacza jeszcze, że ma to przełożenie na inne choroby. Więcej na temat amantadyny pisaliśmy już w analizie wypowiedzi „Czy amantadyna jest skuteczna w leczeniu COVID-19?”, która wciąż pozostaje aktualna.

W celu uargumentowania swojego przekonania Katarzyna Ratkowska powoływała się na leczenie Włodzimierza Bodnara, który zaczął stosować ten lek na swoich pacjentach, chwaląc się, że robił to z sukcesem, a i ona go powiela. Nie ma jednak żadnych twardych dowodów na poparcie słuszności swojego leczenia i nie przeprowadziła badań klinicznych w tym kierunku. Wszystko, co mówiła, popierała więc dowodami anegdotycznymi.

Lekarz Włodzimierz Bodnar twierdził, że wyleczył 3 tys. chorych na COVID-19. Problem tkwił w tym, że z rejestrów Narodowego Funduszu Zdrowia wynikało, że recept na ten lek wystawił nieco ponad 1,5 tys., a nie – jak podawał – ponad 3 tys. Większość z tych leczonych przez niego osób nie miała wykonanego testu na koronawirusa, a 17 osób leczonych w ten sposób zmarło – pisała o tym redakcja TOK.FM. Trudno zatem mówić o wiarygodności omawianej metody leczenia. 

Pod koniec czerwca Rzecznik Praw Pacjenta stwierdził, że leczenie tym sposobem jest zbiorowym naruszeniem praw pacjenta, w związku z czym przeciwko lekarzowi Włodzimierzowi Bodnarowi wszczęto postępowanie

Z tego, że podamy amantadynę pacjentowi choremu na COVID-19 nie wynika jeszcze nic. Bardziej obrazowo: można podać choremu szklankę wody i oczekiwać, że po paru dniach wyzdrowieje. Takim podejściem można narazić życie pacjenta, gdyż będzie on mniej skory do szukania pomocy w innej formie. Z tego właśnie względu trwają badania kliniczne, w których tworzy się grupy osób przyjmujących lek oraz placebo, co ma na celu sprawdzenie, czy amantadyna w ogóle wpływa na leczenie COVID-19 i w jakim stopniu ma wpływ na proces leczenia. Obecnie nie ma jeszcze wystarczających dowodów na to, by uznać, że amantadyna jest skuteczna w leczeniu COVID-19, a wstępne wyniki nie napawają optymizmem. Nie można zatem na tej podstawie uznać, że można zmienić strategię walki z pandemią i przerzucić się wyłącznie na stosowanie omawianego leku. Warto pamiętać, że szczepionki, jak i leki, mają nieco inne cele: te pierwsze mają zapobiegać zachorowaniom, a te drugie – leczyć. Tylko połączenie tych dwóch środków (jeżeli znane są właściwe) może dać najlepsze efekty, zwłaszcza w dobie walki z pandemią. 

Zgodnie z informacjami prezentowanymi przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) trwają badania nad lekami, które mogą pomoc w walce z COVID-19. Na terenie Unii Europejskiej jak dotąd jedynym dopuszczonym do użytku lekiem – jak wskazuje EMA – jest Veklury. Nie oznacza to jeszcze, że jeden lek będzie rozwiązaniem na całą pandemię. Różne leki działają w różny sposób; niektóre mają skracać czas leczenia, inne zapobiegać hospitalizacji lub pomagać w najcięższych stanach, stąd też cały czas szuka się jak najlepszych rozwiązań.

Szczepionki przeciw COVID-19 jako „nieznane” i „toksyczne preparaty”? 

W dalszej części programu Katarzyna Ratkowska próbowała wskazać, że szczepionki przeciw COVID-19 nie do końca są szczepionkami w ich klasycznym rozumieniu, w czym próbowała podeprzeć się opisem działania wcześniej istniejących szczepionek.

Wypowiedź podlegająca weryfikacji:

„Te preparaty genetyczne, które są stosowane jako szczepionki w zapobieganiu COVID-19, to są preparaty, które dużo głębiej ingerują w nasz organizm. To nie są szczepionki w sensie klasycznym, gdzie wprowadzono osłabiony/zmutowany patogen do mięśnia i on mógł się przedostawać co najwyżej do krwi i tam go natychmiast komórki odpornościowe naszego układu – limfocyty T i B – robiły z nim porządek i przy okazji powstawała odporność”. 

Katarzyna Ratkowska w „Gość Wydarzeń” Polsat News (29.06.2021)

Czas nagrania: 05:05

Szczepionki przeciw COVID-19 są skuteczne i bezpieczne, co wykazano na drodze badań klinicznych, a klasyczna definicja szczepionek nie mówi nic na temat tego, jakiego rodzaju antygen (substancja, która powoduje wytworzenie przeciwciał) musi zawierać preparat, bo te od zawsze były różne. Faktem jest, że w powszechnym rozumieniu szczepionka zawiera inaktywowany lub atenuowany wirus, ale równie dobrze może zawierać też produkty metabolizmu bakterii (toksyny), oczyszczone polisacharydy i oczyszczone białka, a także mRNA. Szczepionki mRNA są w rozumieniu ich powszechnego stosowania nowe, ale wpisują się w definicję szczepionki, gdyż ta głosi, że „szczepionka to preparat biologiczny zawierający antygen lub antygeny stymulujące układ odpornościowy organizmu do rozpoznania go jako obcy, niszczenia i utworzenia pamięci immunologicznej. Dzięki temu wzmocniony zostaje naturalny system obronny organizmu przed chorobami” – jak wskazuje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego

Inicjatywa Nauka Przeciw Pandemii wyjaśnia, że szczepionki przeciw COVID-19 oparte o mRNA działają w ten sposób, że po wprowadzeniu do organizmu mRNA komórki są w stanie wytworzyć odpowiednio zmodyfikowane białko koronawirusa, przeciwko któremu budowana jest odpowiedź immunologiczna.

Schemat działania szczepionek mRNA.

Źródło: www.naukaprzeciwpandemii.pl

W przypadku szczepionek wektorowych, które znajdowały wykorzystanie już wcześniej (np. w przypadku szczepionek przeciw Eboli), do organizmu wprowadzany jest zmodyfikowany i niezakaźny adenowirus, który przekazuje komórkom informację – analogicznie jak w przypadku mRNA – o tym, jak wytworzyć zmodyfikowane białko, przeciwko któremu będzie budowana odpowiedź immunologiczna.

Schemat działania szczepionek wektorowych.

Źródło: www.naukaprzeciwpandemii.pl

Katarzyna Ratkowska sugerowała jednak, że białko wytwarzane przy użyciu szczepionek przeciw COVID-19 jest w jakiś sposób „toksyczne”. Na antenie Polast News lekarka mówiła o „wielu niezależnych ośrodkach, które wykazały toksyczność białka kolca” (06:03). Wbrew przekonaniu Katarzyny Ratkowskiej to nie jest tak, że „niezależne ośrodki wykazały toksyczność białka”. Osobą odpowiedzialną za rozpowszechnianie tych doniesień był Byram Bridle, którego sprawą zajmowaliśmy się w analizie „Szczepionki produkują toksyczne białko kolca? Fake news!”, gdzie wykazaliśmy, że poglądy badacza – który zresztą sam pracuje nad wektorową szczepionką przeciw COVID-19, ale do tej pory nie zdołał jej opracować – bazują na niepoprawnej interpretacji danych, jak i działania szczepionek przeciw COVID-19 funkcjonujących na rynku. 

Wypowiedź podlegająca weryfikacji:

„Już z wielu niezależnych ośrodków naukowych, niezależnych od koncernów szczepionkowych, są badania, które pokazują, że to białko jest niestety toksyczne i powoduje mnóstwo powikłań […]”. 

Katarzyna Ratkowska w „Gość Wydarzeń” Polsat News (29.06.2021)

Czas nagrania: 06:03

Szczepionki przeciw COVID-19 nie wytwarzają dokładnie tego samego białka, co białko kolca koronawirusa SARS-CoV-2, ponieważ mRNA zostało zmodyfikowane w odpowiedni sposób, by wytwarzane białko było nieszkodliwe. Z biologicznego punktu widzenia narażenie się na chorobę zakaźną jest o wiele bardziej niebezpieczne niż przyjęcie jakiejkolwiek szczepionki. Zwłaszcza takiej, która w swoim składzie nie zawiera żadnego wirusa, a jedynie pobudza organizm do tymczasowego wytworzenia określonego białka, przeciwko któremu zbudowana będzie odpowiedź immunologiczna, a tym samym uniemożliwi przeniknięcie koronawirusa SARS-CoV-2 na wypadek zakażenia. 

Efekty uboczne szczepień są znane, co omawiamy w naszym raporcie „Cała prawda o szczepieniach na COVID-19”, a w celu wykrycia tych, które występują najrzadziej, cały czas prowadzi się monitoring bezpieczeństwa, jak w przypadku każdej innej szczepionki dopuszczonej do użytku.

Czy szczepionki to „eksperyment medyczny”? Katarzyna Ratkowska manipuluje prawnymi pojęciami

Katarzyna Ratkowska w swojej wypowiedzi posiłkowała się nomenklaturą przyjętą w Unii Europejskiej na potrzeby wprowadzania leków i szczepionek, jednak pomyliła kilka różnych pojęć. W dalszej części wystąpienia na podstawie przyjętej przez siebie konstrukcji myślowej przekonywała również do tego, by dzieci nie brały udziału w eksperymencie. Jednakże zarówno warunkowe i awaryjne dopuszczenie, jak i eksperyment medyczny nie są terminami, które można dowolnie interpretować.

Wypowiedź podlegająca weryfikacji:

„To jest dopuszczenie warunkowe (szczepionek do użytku – przyp. Demagog), czyli awaryjne pod warunkiem, że rzekomo nie ma skutecznych leków oraz pod warunkiem, że będą na bieżąco bardzo starannie analizowane wszelkie powikłania. I oba te warunki niestety nie są spełnione. Te szczepionki są w trakcie badań klinicznych, czyli jest to eksperyment medyczny […]. Dopuszcza się do masowego stosowania preparaty genetyczne, które są w fazie eksperymentu medycznego, w fazie badań klinicznych”. 

Katarzyna Ratkowska w „Gość Wydarzeń” Polsat News (29.06.2021)

Czas nagrania: 06:40

W świetle przepisów przyjętych w Unii Europejskiej warunkowe dopuszczenie do obrotu nie jest awaryjnym stosowaniem. W praktyce są to dwa różne pojęcia. 

Warunkowe pozwolenie (CMA) gwarantuje, że lek/szczepionka podlega rygorystycznym ramom oceny, w tym właśnie analizom bezpieczeństwa (także po ich wprowadzeniu), i może być wdrożona do powszechnego użytku tak, jak preparaty przyjęte w ramach normalnej procedury, ale w krótszym czasie. 

Z kolei awaryjne stosowanie (EUA) pozwala na tymczasowe stosowanie leku/szczepionki w warunkach szczególnych na wniosek jednego z państw członkowskich, przy czym lek/szczepionka w dalszym ciągu pozostają nielicencjonowane i nie mogą być wprowadzone do powszechnego użytku, w przeciwieństwie do warunkowego pozwolenia (CMA). 

Wprowadzenie szczepionek przeciw COVID-19 nie ma odniesienia do „eksperymentu medycznego”, gdyż jest to – podobnie, jak CMA i EUA – także prawnie regulowany termin, co szczegółowo wyjaśnia Rzecznik Praw Pacjenta w serwisie gov.pl:

„Dopuszczenie do obrotu, także to warunkowe, oznacza pełną możliwość stosowania produktu leczniczego w zarejestrowanych wskazaniach. Użycie dopuszczonych na rynek produktów w leczeniu lub zapobieganiu chorób w ramach standardowych świadczeń zdrowotnych nie skutkuje udziałem w eksperymencie medycznym. Być może błędne łączenie obu kwestii wiąże się z tym, że już po zarejestrowaniu szczepionek przeciwko Covid-19 firmy farmaceutyczne kontynuują badanie kliniczne III fazy, w których bada się jak długo utrzymuje się poziom przeciwciał zapewniający skuteczność (immunogenność) szczepionek oraz kontynuuje badania w zakresie bezpieczeństwa ich stosowania. To jednak ma również miejsce także w odniesieniu do standardowego dopuszczenia leku na rynek (tzw. badania IV fazy). Narodowy Program Szczepień, podobnie jak szczepienia populacyjne w innych państwach, nie jest elementem badań klinicznych. Wszystkie dopuszczone w UE szczepionki przeciwko Covid-19 zostały zarejestrowane na podstawie szczegółowych wyników badań klinicznych I, II i III fazy. Stosownie przy tym do polskich przepisów, pacjent sam decyduje o zaszczepieniu przeciwko Covid-19.

Natomiast eksperyment medyczny to procedura szczegółowo opisana w art. 21-29a ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, dotycząca całkowicie nowych albo tylko częściowo wypróbowanych metod diagnostycznych, leczniczych lub profilaktycznych. Eksperymentem medycznym jest również, zgodnie z przepisami Prawa farmaceutycznego (art. 37a ust. 2), badanie kliniczne produktu leczniczego które odbywa się przed fazą rejestracji leku. Jak jednak już zostało to wyjaśnione, nie chodzi tutaj o standardowe stosowanie produktu leczniczego zgodnie z jego wskazaniami rejestracyjnymi”.

Rzecznik Praw Pacjenta

„Gościu Wydarzeń” prof. Andrzej Fal zwrócił uwagę, że stosowanie warunkowego dopuszczenia do obrotu ma miejsce każdego roku w odniesieniu do różnych leków: „Rocznie dopuszcza się warunkowo około 10 nowych preparatów. Co to znaczy? To znaczy, że uznaje się je na tyle istotne dla życia i zdrowia publicznego, że szkodą dla tegoż zdrowia publicznego było dalsze wstrzymywanie go, ale oznacza to, że są to najbardziej obserwowane i najbardziej pilnowane leki na rynku europejskim” – tłumaczył (09:25). Nikt nie nazywa tych leków eksperymentalnymi, ponieważ przeszły wymagane badania, które świadczą o tym, że są skuteczne i bezpieczne. Szczepionki przeciw COVID-19 zakończyły trzecią fazę badań klinicznych, w których wykazano ich skuteczność i bezpieczeństwo, ale będą dalej monitorowane pod tym kątem w kontekście długości trwania odporności oraz efektów ubocznych, które występują w czasie ich stosowania, co nie jest niczym nadzwyczajnym i czymś, co świadczyłoby o tym, że „szczepionki są niebezpieczne”. 

Aby skrócić czas oczekiwania na szczepionkę, przy jednoczesnym zachowaniu standardów bezpieczeństwa, instytucje odpowiedzialne za nadzór nad szczepionkami wprowadziły nadzwyczajne procedury. W przypadku Europejskiej Agencji Leków (EMA) był to tzw. rolling review – o którym także mówił prof. Andrzej Fal – czyli specjalna procedura etapowego przeglądu wyników badań, polegająca na ocenie napływającej dokumentacji na bieżąco. W zwykłych warunkach (pozaepidemicznych) na wszystkie wyniki trzeba by czekać aż do momentu przesłania wszystkich raportów.

W przypadku rolling review dokonano więc przeglądu wyników, które były niezbędne do wprowadzenia szczepionek przeciw COVID-19 z punktu widzenia skuteczności i bezpieczeństwa, i na tej podstawie podjęto decyzję o wprowadzeniu ich do powszechnego użytku.

Czy dane z Wielkiej Brytanii dowodzą, że szczepionki są niebezpieczne? Nie, to niepoprawne metodologicznie wyliczenia

Jedną z najbardziej kontrowersyjnych wypowiedzi Katarzyny Ratkowskiej była ta, w której zasugerowała, że szczepionki przeciw COVID-19 są niebezpieczne, o czym miałyby świadczyć dane z Wielkiej Brytanii. Informacje, których udzieliła nie były zgodne z prawdą na dwóch poziomach: źródłem nie był organ, który wskazała, a dane, na których opierały się wyliczenia były błędne metodologicznie. 

Wypowiedź podlegająca weryfikacji:

„Wydział zdrowia publicznego w Wielkiej Brytanii podał dwie ważne informacje. Jedna taka, że jest sześć razy więcej zgonów wśród osób zaszczepionych jeżeli chodzi o obecne zakażenia (wariantem Delta – przyp. Demagog), a druga jest taka, że 50 proc. zakażeń to są osoby zaszczepione po dwóch dawkach szczepionki (w kontekście wariantu Delta – przyp. Demagog)”. 

Katarzyna Ratkowska w „Gość Wydarzeń” Polsat News (29.06.2021)

Czas nagrania: 13:20

Początkowo odnieśliśmy się do sprawy w mediach społecznościowych, gdyż wskazana wyżej wypowiedź była jedną z najgłośniejszych w sieci, a informację tę weryfikowaliśmy już przy okazji analizy „Wariant Delta groźniejszy dla zaszczepionych? Fake news!”

W powyższej wypowiedzi Katarzyna Ratkowska posłużyła się fałszywą informacją powstałą na bazie doniesień z serwisu lifesitenews.com, a które później powieliła redakcja „DoRzeczy”. W rzeczywistości Public Health England (czyli instytucja, którą przedstawiono jako wydział zdrowia publicznego) nie podawała takich informacji; ani o tym, że sześć razy więcej osób umiera na wariant Delta, ani o tym, że 50 proc. zakażeń to osoby zaszczepione – to konfabulacja, która miała uwiarygodnić wskazywane dane. Doniesienia o sześciokrotnie większej liczbie zgonów wśród zaszczepionych oparto na błędnych wyliczeniach, które opierały się na danych z tabeli z raportu pt. „SARS-CoV-2 variants of concern and variants under investigation in England. Technical briefing 16”. W raporcie nie znajdziemy jednak nic, co sugerowałoby, że w Wielkiej Brytanii 50 proc. zakażeń to osoby zaszczepione. 

raportu będącego przedmiotem sprawy dowiadujemy się, że: „obecne dowody sugerują, że skuteczność szczepionki w zapobieganiu hospitalizacji jest utrzymywana dla wariantu Delta”. Opublikowane w podobnym czasie ustalenia Public Health England wskazują, że szczepionka od Pfizer/BioNTech jest skuteczna w 96 proc. w zapobieganiu hospitalizacji przeciw wariantowi Delta po dwóch dawkach, a z kolei szczepionka od Oxford-AstraZeneca jest skuteczna w 92 proc. w zapobieganiu hospitalizacji przeciw wariantowi Delta po dwóch dawkach. W stanowiskach, raportach czy badaniach Public Health England nie znajdziemy zdań, które choćby wskazywały na to, o czym mówiła Katarzyna Ratkowska. 

Należy mieć na względzie, że szczepionki mają ograniczoną skuteczność, a z tym wiąże się tzw. paradoks wyszczepienia, o którym pisała niedawno Fundacja Szczepienia – Rozwiewamy Wątpliwości. Gdyby założyć, że udałoby się zaszczepić 100 proc. populacji, a szczepionka miałaby 80 proc. skuteczność, to gdyby na 100 osób zachorowało np. 5, które nie rozwinęły odporności, to można byłoby przyjąć, że chorują tylko zaszczepieni, ale byłaby to manipulacja oparta na błędnych metodologicznie wyliczeniach, rzutująca na postrzeganiu szczepionek (po prostu w takim przypadku nie byłoby osób niezaszczepionych). Bardzo podobny scenariusz ma odniesienie do Wielkiej Brytanii, gdzie w grupie 50+ zaszczepiono 19 415 557 osób (92.3%) na dzień 20.06.2021. Zaszczepionych jest więc zdecydowanie więcej niż niezaszczepionych, a mimo to starsi są bardziej narażeni na śmiertelny przebieg choroby, stąd też naturalnym jest, że jeżeli w tej grupie śmiertelnie zachorują osoby, którym w wyniku szczepienia nie udało się wykształcić odporności, to w przeliczeniu na procenty w kontekście śmiertelności otrzymamy z pozoru „zaskakujące wyniki”, gdyż tych niezaszczepionych będzie nieporównywalnie mniej.

Prawidłowe zrozumienie efektu szczepień wymaga przyjrzenia się temu, jak często chorują osoby w grupie zaszczepionych i niezaszczepionych. Z wyliczeń redakcji OKO.press wynikało, że w grupie 50+ po przeliczeniu danych na tysiąc okazuje się, że w Wielkiej Brytanii wśród zaszczepionych zmarła 1 na 70 osób po zakażeniu wariantem Delta, a wśród niezaszczepionych 1 na 25 osób po zakażeniu wariantem Delta. Natomiast w grupie wiekowej poniżej 50. roku życia z ponad 3,6 tys. osób zaszczepionych nie zmarł nikt, a spośród ponad 52 tys. niezaszczepionych zmarło sześć osób. Ryzyko zgonu w przypadku zakażonych wariantem Delta jest więc zdecydowanie niższe u osób zaszczepionych. Aby zminimalizować ryzyko krążenia koronawirusa SARS-CoV-2 w populacji niezbędne jest zaszczepienie jak największej jej części (z różnych grup wiekowych) w taki sposób, by patogen miał trudność – za sprawą odporności zbiorowiskowejw przenoszeniu się na inne osoby. W ten sposób chronione będą również osoby, które nie rozwinęły odporności w wyniku szczepienia. 

Trzeba mieć na uwadze również to, że wariant Delta koronawirusa SARS-CoV-2 podnosi próg odporności populacyjnej z tego względu, że szybko się rozprzestrzenia (szef WHO określił ten wariant jako „najbardziej przenośny”), a szczepionki przeciw COVID-19 mają przeciwko niemu niższą skuteczność w kontekście zapobiegania objawowej chorobie (nie mylić skuteczności w zapobieganiu hospitalizacji, co zostało wcześniej wspomniane w tekście). Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – PZH wskazuje, że w przypadku szczepionek od Pfizer/BioNTech skuteczność ta wynosi 87,9 proc., a z kolei w przypadku tych od AstraZeneca – 59,8 proc

Podsumowanie

Katarzyna Ratkowska wprowadziła w błąd mówiąc, że amantadyna to skuteczny lek przeciw COVID-19, ponieważ w rzeczywistości nie ma na to obecnie wiarygodnych dowodów. Na przestrzeni całego programu „Gość Wydarzeń” wielokrotnie zniechęcała do stosowania szczepionek przeciw COVID-19 przedstawiając je jako „nieznane” i „niebezpieczne”, przy czym posługiwała się argumentami opartymi na nieprawdziwych informacjach. Wielokrotnie powoływała się na badania, które albo cytowała błędnie, albo w ogóle takich nie przeprowadzono. 

Przeglądu wiarygodności treści zaprezentowanych przez Katarzynę Ratkowską dokonała również redakcja OKO.press. Z wiarygodnymi informacjami na temat szczepionek przeciw COVID-19 można zapoznać się na stronach Światowej Organizacji Zdrowia, Amerykańskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, Europejskiej Agencji Leków, a także w białej księdze pt. „Szczepienia przeciw COVID-19. Innowacyjne technologie i efektywność”, opracowanej przez inicjatywę Nauka Przeciw Pandemii. 

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub