Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Zmarł pacjent we Wrocławiu. Czy lekarze nie znali polskiego?
Wielkie zamieszanie w czasie badania i zgon pacjenta w jednym z wrocławskich szpitali – to przypadek z 2023 roku. Podobno wszystko przez to, że lekarze nie znali języka polskiego. Teraz sprawa zaczęła nabierać medialnego rozgłosu. Czy to faktycznie nieznajomość języka była główną przyczyną śmierci?
Fot. Facebook / Pixabay / Modyfikacje: Demagog
Zmarł pacjent we Wrocławiu. Czy lekarze nie znali polskiego?
Wielkie zamieszanie w czasie badania i zgon pacjenta w jednym z wrocławskich szpitali – to przypadek z 2023 roku. Podobno wszystko przez to, że lekarze nie znali języka polskiego. Teraz sprawa zaczęła nabierać medialnego rozgłosu. Czy to faktycznie nieznajomość języka była główną przyczyną śmierci?
Analiza w pigułce
- W mediach społecznościowych pojawiły się informacje o pacjencie zmarłym we Wrocławiu. Rzekomo zgon był konsekwencją braku znajomości języka polskiego przez personel placówki diagnostycznej. Nie rozpoznali przez to uczulenia u pacjenta, a także nie byli w stanie wezwać pomocy pogotowia.
- Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu oświadczyła, że informacje nie znajdują potwierdzenia w prowadzonym śledztwie. Nieprawdą jest, że personel nie znał polskiego i to spowodowało zaniedbania skutkujące zgonem pacjenta.
- Skontaktowaliśmy się z mec. Iloną Kwiecień, reprezentującą poszkodowaną rodzinę. W jej ocenie kluczowe w sprawie były „brak identyfikacji w ankiecie do badania czynnika wysokiego ryzyka w postaci astmy i chaotyczna akcja ratująca”. W tej sprawie nie odnotowano problemów z komunikacją w języku polskim.
- Biuro Rzecznika Praw Pacjenta w przesłanym do nas komentarzu stwierdziło, że na żadnym etapie badania tej sprawy „nie pojawiła się informacja, że wśród personelu medycznego udzielającego zmarłemu pacjentowi świadczenia były osoby pochodzące spoza Polski”. W 2024 i 2025 roku nie wpłynęła ani jedna skarga na problem z komunikacją z lekarzem spoza Polski.
W kwietniu 2025 roku Naczelna Izba Lekarska informowała, że przyznając uprawnienia do wykonywania zawodu lekarza, Ministerstwo Zdrowia nie wymagało od lekarzy z zagranicy potwierdzonej żadnym egzaminem czy zaświadczeniem znajomości języka polskiego. Zmieniło się to dopiero w październiku 2024 roku.
Niedawno temat znajomości języka znów stał się głośny ze względu na wypowiedź prezesa Dolnośląskiej Izby Lekarskiej dr. Pawła Wróblewskiego. W podcaście Arkadiusza Franasa, redaktora portalu Tuwroclaw.pl, wspominał o sytuacji z prywatnej pracowni diagnostycznej we Wrocławiu. Jak mogliśmy usłyszeć, zmarł w niej pacjent, ponieważ „była w niej białorusko-ukraińska ekipa i nie potrafili się dogadać, że on miał kiedyś wstrząs anafilaktyczny. No to pacjent dostał kontrast, doznał wstrząsu, to potem nie wiedzieli, co z nim zrobić, nie wiedzieli, jak zadzwonić na pogotowie, i pacjent zmarł” [czas nagrania 27:19].
Relacja z tych wydarzeń zyskała duże zainteresowanie w mediach społecznościowych (1, 2, 3). Jak przeczytamy w jednym z postów zamieszczonych na Facebooku [pisownia oryginalna]: „Pracowali w szpitalu w Polsce, przyjmowali polskich pacjentów, a nie potrafili porozumieć się w języku polskim?”.
Wiadomość podchwycili także politycy – m.in. Konrad Berkowicz z Konfederacji na swoim profilu na portalu X napisał: „Wrocław: pacjent zmarł, bo… lekarz Ukrainiec nie rozumiał po polsku. Brak języka – brak życia”. Sprawę opisał również Włodzimierz Skalik z Konfederacji Korony Polskiej: „We Wrocławiu zmarł pacjent, bo ukraiński lekarz nie znał polskiego. Państwo polskie zawiodło”.
Wrocław: pacjent zmarł, bo… lekarz Ukrainiec nie rozumiał po polsku. Brak języka – brak życia. Tak wygląda efekt importu kadr bez weryfikacji. Państwo, które wpuszcza tutaj „doktorów” ze Wschodu bez żadnych wymagań, bierze na siebie odpowiedzialność za każdą taką śmierć.
— Konrad Berkowicz (@KonradBerkowicz) November 12, 2025
Temat pojawił się również w mediach. Fakt.pl napisał: „Pracownicy wrocławskiej przychodni nie znali dobrze polskiego. Pacjent nie żyje”. Z kolei Wirtualna Polska opublikowała tekst, w którym przeczytamy, że: „W przychodni nie znali dobrze polskiego. Pacjent zmarł”.
Tragiczna historia z 2023 roku. Jaki miała przebieg?
Zdarzenie miało miejsce na początku 2023 roku. Wówczas 49-letni pan Dominik postanowił skorzystać z usług prywatnej kliniki diagnostycznej, aby zrobić rezonans magnetyczny. Podkreślmy, że nie był to publiczny szpital, lecz prywatna jednostka.
Jak opisywała w rozmowie z Radiem Wrocław żona zmarłego, wypełnił on krótką ankietę, po czym udał się na badanie. Niedługo potem mężczyzna zasłabł z powodu uczulenia na substancję podaną przed badaniem. Z relacji żony wynika, że po ok. 10 minutach wezwano na pomoc pogotowie. Poszkodowanego nie udało się uratować.
Prokuratura zaczęła badać sprawę. Ilona Kwiecień, adwokatka reprezentująca poszkodowaną rodzinę, w rozmowie z Radiem Wrocław wskazała na uchybienia ze strony placówki wykonującej badanie:
„W postępowaniu karnym ze swojej strony zwracamy uwagę przede wszystkim na zaniechania wywiadu przy udzielaniu świadczenia medycznego ze strony personelu oraz na nieprawidłowości w toku akcji ratowniczej […]. W przypadku przebiegu akcji ratunkowej mamy mnóstwo zastrzeżeń co do tego, jak długo to trwało, jak ogromny chaos panował w placówce. I to jest też element, który bardzo istotny będzie do wyjaśnienia w postępowaniu karnym, w ramach zeznań personelu medycznego, czy rzeczywiście potrafili oni przeprowadzić akcję ratunkową”.
Nieznajomość języka przyczyną zgonu? Wrocławska prokuratura dementuje
W związku z ponownym zainteresowaniem sprawą głos zabrała Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu. W swoim komunikacie stwierdziła, że informacje z wywiadu z dr. Wróblewskim, a także z innych materiałów prasowych „nie znajdują żadnego potwierdzenia w ustaleniach faktycznych dokonanych w toku śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową dla Wrocławia – Fabryczna”.
Zgodnie z oświadczeniem prokuratury personel pracowni diagnostycznej po zgłoszeniu przez pacjenta problemów zdrowotnych od razu przystąpił do akcji ratunkowej. Jednocześnie skontaktowano się z zespołem ratownictwa medycznego. Nie przeszkodziła w tym zarzucana przez Berkowicza czy Skalika nieznajomość polskiego:
„Nieprawdziwe i mogące wprowadzać w błąd odbiorców publikacji, są informacje o tym, że personel medyczny wskazanej przychodni nie potrafił posługiwać się językiem polskim i że z tego powodu doszło do zaniedbań skutkujących w konsekwencji zgonem pacjenta”.
Co mogło przyczynić się do zgonu? Komentuje adwokatka poszkodowanej rodziny
By poznać szczegóły sprawy, skontaktowaliśmy się z mec. Iloną Kwiecień. Zapytaliśmy o to, jaki wpływ na śmierć pacjenta mogła mieć nieznajomość języka polskiego. Czy bariera językowa, jak sugerowali politycy we wpisach, doprowadziła do braków w wywiadzie, a potem do problemów w kontakcie z pogotowiem?
Jak się dowiedzieliśmy, kluczowe były dwie kwestie: „brak identyfikacji w ankiecie do badania czynnika wysokiego ryzyka w postaci astmy i chaotyczna akcja ratująca”. Bariera językowa nie była jedną z nich.
W rozmowie z adwokatką dowiedzieliśmy się, że środek zastosowany przy badaniu może wywołać reakcję alergiczną u osób z astmą oskrzelową. Na tę przypadłość od dziecka chorował zmarły pacjent, dlatego na sali powinny być dostępne właściwe leki oraz sprzęt do przeprowadzenia resuscytacji. We wstępnej ankiecie zabrakło jednak pytania na temat tej przypadłości:
„Pacjentowi została przedstawiona ankieta pisemna – dużo krótsza niż w innych placówkach – w której zawarto pytania o np. ciąże, metalowe elementy w ciele oraz ogólnikowe pytanie: »Czy masz alergię na jakikolwiek składnik środka kontrastowego?«. Brak pytania o astmę, brak informacji o składnikach i nazwie środka kontrastowego. Informacji takich brak także w informacji na stronie internetowej przy opisie przygotowania do badania MR”.
„Bariera językowa nie była powodem” dementuje adwokatka
Po wystąpieniu wstrząsu anafilaktycznego nastąpiła chaotyczna akcja ratunkowa. Mec. Kwiecień przekazała nam, że personel placówki „biegał z pokoju do pokoju”, szukał leków i ciśnieniomierza, a także telefonował na pogotowie ratunkowe. Jednocześnie podkreśla, że to nie problem z komunikacją był główną przyczyną zgonu pacjenta:
„W tej sprawie, żona nie odnotowała problemów z komunikacją, rozmowy – w tym przekazywanie informacji żonie czy rozmowa telefoniczna z dyspozytorem – toczyły się w języku polskim. Problem leży w rzetelności, staranności zawodowej, kompetencjach i organizacji. Podkreślę – placówki medycznej, personelu medycznego – a nie zaskoczonej wstrząsem anafilaktycznym np. po ugryzieniu pszczoły np. sąsiadki czy nauczycielki”.
Na co zwrócił uwagę Rzecznik Praw Pacjenta? Ani słowa o barierze językowej
W 2024 roku do sprawy odnosił się również Rzecznik Praw Pacjenta (RPP). Zgodnie z jego opinią wywiad przeprowadzony przed badaniem był niewystarczający. Z informacji, którą przekazała nam mec. Ilona Kwiecień, dowiedzieliśmy się, że RPP wyraźnie wskazał, że: „błędny sposób postępowania ma swoją przyczynę w niewyczerpującym sformułowaniu pytań w ankiecie na temat stanu zdrowia, którą pacjenci otrzymują do wypełnienia przed wykonaniem badania”.
RPP ustalił również, że choć podjęto czynności ratunkowe bez żadnej zwłoki, to ich zakres nie był adekwatny do wymagań. Według RPP oprócz podania adrenaliny, resuscytacji krążeniowo-oddechowej i wezwania pogotowia na miejscu powinny być dostępne także „określone środki farmakologiczne”.
W zaleceniach dla placówki wnioskowano m.in. o przeprowadzenie wewnętrznej kontroli oraz szkoleń. Zwrócono również uwagę na konieczność poprawy ankiety, którą otrzymuje pacjent, a także na potrzebę lepszego wyposażenia sali, w której przeprowadzane było badanie.
W żadnym miejscu w komunikacie RPP nie wspominano o tym, że personel pochodzący z Ukrainy lub Białorusi miał problem, by porozumieć się z pacjentem albo wezwać na pomoc pogotowie.
RPP: Nie było żadnych zgłoszonych problemów z komunikacją z personelem spoza Polski
Po ostatnich publikacjach w mediach społecznościowych skontaktowaliśmy się z Rzecznikiem Praw Pacjenta, by ustalić, czy nieznajomość języka polskiego mogła przyczynić się do zgonu. W odpowiedzi otrzymaliśmy statystyki dotyczące liczby zgłoszonych w ostatnich latach skarg do RPP:
- 2024 – ponad 96 tys. zgłoszeń,
- 2025 – ponad 85 tys.
Wśród tych dziesiątek tysięcy zgłoszeń nie ma ani jednego dotyczącego „problemów z komunikacją z personelem medycznym pochodzenia spoza Polski”.
W przesłanym komentarzu znajdujemy potwierdzenie, że wywiad przeprowadzony przed badaniem był niewystarczający, a udzielona pomoc „nieadekwatna do wymagań”. Jednocześnie w toczonym postępowaniu nie zauważono problemów z językiem polskim wśród personelu:
„W toku prowadzonej przez Rzecznika sprawy na żadnym jej etapie nie pojawiła się informacja, że wśród personelu medycznego udzielającego zmarłemu pacjentowi świadczenia, były osoby pochodzące spoza Polski. Informacji tych nie przekazał również na żadnym etapie pełnomocnik zmarłego pacjenta”.
Biuro RPP poinformowało nas również o liczbie skarg składanych na lekarzy spoza Unii Europejskiej. Spośród 192 spraw zgłoszonych do Okręgowych Rzeczników Odpowiedzialności Zawodowej (OROZ) tylko 6 z nich dotyczyło lekarzy obcokrajowców. Jak się dowiedzieliśmy: „Sprawy dotyczyły zastrzeżeń do jakości udzielanych świadczeń zdrowotnych oraz braku wypełnienia zasad etyki lekarskiej (niezbadanie pacjenta, odmowa przyjęcia, nieetyczne komentarze pod adresem pacjenta)”.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter


