Czas czytania: około min.

Boty i rosyjska dezinformacja w przededniu inwazji

31.05.2022 godz. 11:54

Mimo że liczba botów siejących prorosyjską dezinformację systematycznie rośnie, ich aktywność w miesiącach poprzedzających wojnę była zbyt niska, aby dać jakikolwiek wiarygodny sygnał o zbliżającej się inwazji. Wygląda na to, że najniższe szczeble rosyjskiej machiny propagandowej albo nie otrzymywały żadnych wskazówek, albo celowo kazano im milczeć o planowanej operacji.

Centrum Eksperckie Komunikacji Strategicznej NATO (NATO Strategic Communications Centre of Excellence; NATO StratCom COE) opublikowało właśnie raport „Robotrolling”, w którym przeanalizowano aktywność botów i trolli w mediach społecznościowych w okresie od 1 sierpnia 2021 roku do 20 lutego 2022 roku – czyli w ciągu sześciu miesięcy poprzedzających rosyjską inwazję na Ukrainę.

Badanie dotyczyło treści związanych z obecnością NATO w Europie Wschodniej. To właśnie ta tematyka jest jednym z głównych motywów rosyjskiej propagandy, dlatego przez jej pryzmat jak w soczewce widoczne są mechanizmy rządzące rosyjską dezinformacją.

Eksperci porównali otrzymane wyniki z danymi z poprzedniego raportu, obejmującego okres od lutego do czerwca 2021 roku. Wniosek? W ciągu pół roku przed wybuchem wojny ilość treści kolportowanych przez sztuczną inteligencję wyraźnie wzrosła, zwłaszcza w anglojęzycznym internecie.

Liczba botów nie przestaje rosnąć

Liczba tweetów w języku angielskim na temat obecności NATO zwiększyła się czterokrotnie: z 11 300 do 45 000. Tymczasem liczba tweetów w języku rosyjskim prawie się podwoiła z 7 200 do 12 700. W serwisie VKontakte całkowita liczba wiadomości wzrosła o 50 proc., z 58 000 w poprzednim okresie do 86 000.

Już w pierwszych miesiącach 2014 roku, kiedy Rosja prowadziła hybrydową kampanię, której kulminacją była aneksja Krymu, kanały mediów społecznościowych zostały zalane automatycznie generowanymi treściami. Służyły one za zasłonę dymną utrudniającą obywatelom znalezienie wiarygodnych informacji w internecie.

Wydaje się, że prokremlowskie działania w mediach społecznościowych dotyczące NATO podążały za wzorcami obserwowanymi w ciągu ostatnich pięciu lat. Rzeczywiście obecność botów wciąż jest znacząca, a liczba anglojęzycznych botów niemal się potroiła, do ponad 2 000. W ujęciu procentowym okazała się jednak mniejsza niż zwykle.

Boty publikują więcej, ale coraz trudniej im się przebić

Ponieważ czterokrotnie wzrosła całkowita liczba użytkowników, udział botów zmniejszył się z 11 proc. do 9 proc. Zmalał również udział botów wśród kont tweetujących głównie w języku rosyjskim.

W Polsce i państwach bałtyckich liczba kont-botów wysyłających informacje o NATO wzrosła o 5 proc., odsetek użytkowników botów zmniejszył się jednak z 24 proc. do 21 proc.

Wzrost ogólnego ruchu na Twitterze przyczynił się również do spadku odsetka wiadomości wysyłanych przez sztuczną inteligencję – z 13 proc. do 12 proc. w przypadku treści w języku angielskim i z 36 proc. do 30 proc. w przypadku treści w języku rosyjskim.

Nienawiść do NATO? Stały punkt rosyjskiej dezinformacji

W treściach tworzonych przez prorosyjskie konta „zagrożenie” ekspansją NATO jest regularnie pojawiającym się motywem. Od końca grudnia ub.r. nastąpił jednak wzrost zainteresowania Sojuszem, co w dużej mierze zbiegło się z wypowiedziami rosyjskich elit.

Sam Putin często w dramatyczny sposób mówił o zagrożeniu ze strony agresywnego i ekspansjonistycznego NATO. Największe skoki aktywności botów na temat NATO i Ukrainy w styczniu 2022 roku dotyczyły wypowiedzi zachodnich przywódców sygnalizujących, że NATO nie zamierza walczyć w Ukrainie.

Inne komunikaty zwracały uwagę na rozbudowę wojskową NATO w państwach bałtyckich i w Polsce, która została uznana przez Rosję za bezprawną i naruszającą jej interesy oraz bezpieczeństwo. Wątek ten przejawiał się zarówno w rosyjskiej, jak i anglojęzycznej aktywności botów.

Boty promowały narrację, że to Zachód, a nie Rosja, eskaluje napięcia w Europie. Przykładem są tweety wskazujące, że Rosja ostrzegała Zachód, że przyjęcie Polski i krajów bałtyckich do NATO będzie błędem.

Fiasko kampanii nienawiści wobec NATO

Statystyki retweetów pokazują, że wzrost liczby tweetów rosyjskojęzycznych na temat NATO nie był jednak spowodowany informacjami prokremlowskimi. Wręcz przeciwnie – napędzały go negatywne reakcje na wypowiedzi rosyjskich elit.

Komunikaty o agresji NATO nie zyskały rozgłosu. Zamiast tego zdecydowana większość najpopularniejszych tweetów została opublikowana przez Ukraińców i rosyjskojęzycznych użytkowników sprzeciwiających się interwencji w Ukrainie. Tak więc treści, które miały znaczenie, były w przeważającej mierze antykremlowskieproukraińskie.

Od sierpnia 2021 roku do 20 lutego 2022 roku 80 proc. najpopularniejszych tweetów zawierało treści krytyczne wobec Kremla.

Według autorów raportu brak prokremlowskiej aktywności na Twitterze jest spowodowany trzema czynnikami:

  • przesłanie Kremla nie było prawdziwe, generowało raczej kpiny i żarty niż mobilizację,
  • Twitter skutecznie ograniczył zasięg kont prokremlowskich,
  • kremlowscy propagandyści woleli docierać do krajowych odbiorców za pośrednictwem telewizji i VKontakte, a nie przez bardziej międzynarodowego Twittera.

Wypowiedzi przywódców i ruchy wojsk nie pobudziły aktywności botów

Zaskakująco niewielka skala działalności botów stoi w sprzeczności z rosnącą od sierpnia 2021 roku liczbą wypowiedzi rosyjskich przywódców dotyczących Ukrainy i wzmożonej aktywności rosyjskiego wojska. Według autorów raportu może to odzwierciedlać odgórną hierarchię systemu propagandowego Rosji, w którym niższe szczeble albo otrzymywały niewiele wskazówek dotyczących planów Kremla, albo nakazywano im milczeć.

Aktywność botów była zatem zbyt niska, aby dać jakikolwiek wiarygodny sygnał o zbliżającej się inwazji.

Polska, Litwa, Łotwa i Estonia w obliczu inwazji botów

Każde z tych czterech państw od lat jest wystawione na wzmożoną prorosyjską propagandę. Nie inaczej było w miesiącach poprzedzających wybuch wojny.

Na Twitterze aktywność botów w Polsce i państwach bałtyckich szczególnie wzmagała się już od listopada 2021 roku, kiedy kraje te rozważały uruchomienie art. 4 NATO w odpowiedzi na masowe przeprawy migrantów z Białorusi.

W połowie stycznia fałszywe treści dotyczyły wezwań ze strony państw bałtyckich do zwiększenia obecności NATO w ich regionie.

Wysyp anglojęzycznych nieprawdziwych treści w styczniu został wywołany zakazaniem przez Niemcy eksportu broni niemieckiego pochodzenia na Ukrainę, a w lutym – rozmieszczeniem dodatkowych wojsk amerykańskich w Europie.

Jeśli chodzi o VKontakte, najwięcej wiadomości od botów odnotowano 2 lutego. Treści te dotyczyły kwestionowania szans Ukrainy na przystąpienie do UE i NATO.

Boty w polskim internecie. Kryzys migracyjny i Ukraina w NATO

W każdym z państw działania dezinformacyjne wyglądały nieco inaczej. U nas aktywność rosyjskojęzycznych botów osiągnęła szczyt 14 listopada ub.r., kiedy na VKontakte oskarżano „europejskich faszystów” i „zakłamaną Polskę” o chaos na białoruskiej granicy.

5 lutego br. aż 40 proc. rosyjskojęzycznych i 50 proc. anglojęzycznych tweetów pochodziło od botów. W pierwszej grupie komentarze dotyczyły przede wszystkim przybycia brytyjskiego wojska do Polski. Natomiast anglojęzyczne boty rozpowszechniały głównie nagłówek artykułu portalu Politico „Ukraina zacieśnia współpracę militarną z Turcją, Polską i Wielką Brytanią, ponieważ członkostwo w NATO pozostaje odległe”.

Wybuch wojny zaskoczył prorosyjskie konta

O wzmożonej aktywności prokremlowskich kont możemy mówić tak naprawdę dopiero na 10 dni przed inwazją. W okresie bezpośrednio poprzedzającym wybuch wojny wzrosła np. liczba wzmianek o domniemanym ludobójstwie w Donbasie, które miało uzasadniać konieczność rosyjskiej interwencji w Ukrainie.

Oficjalne rosyjskie komunikaty o wojnie odznaczały się panikąimprowizacją, a nie starannym przygotowaniem.

Przykład? W pierwszych dniach wojny zaczęły pojawiać się komunikaty o czołgach oznaczonych symbolem Z. W ciągu dwóch dni stał się on głównym symbolem mobilizacji rosyjskich wojsk. Niektóre anegdotyczne doniesienia twierdzą jednak, że propagandyści Kremla byli zrozpaczeni tym wyborem, ponieważ symbol nie miał do tej pory żadnego znaczenia ani spuścizny.

Koordynacja komunikatów propagandowych odbywała się za pośrednictwem Telegramu. Już kilka godzin po inwazji pojawił się na nim osławiony kanał War On Fakes, który uprawiał „fałszywy fact-checking”.

Dopiero 11 marca powstała grupa koordynująca działalność nowej petersburskiej farmy trolli Cyber ​​Front Z, a nerwowa kampania cenzury rosyjskiego internetu rozpoczęła się w drugim tygodniu wojny po tym, jak doniesienia o rosyjskich niepowodzeniach już się pojawiły i były szeroko udostępniane.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub