Strona główna Analizy Dezinformacja o ataku dronów. Co naprawdę pokazują dane kolektywu Res Futura?

Dezinformacja o ataku dronów. Co naprawdę pokazują dane kolektywu Res Futura?

Po ataku rosyjskich dronów kolektyw Res Futura ogłosił, że 38 proc. komentarzy na platformach społecznościowych przypisuje odpowiedzialność za atak Ukrainie. Problem w tym, że z samego raportu Res Futury wynika, że to nieprawda. Mimo to nieprawdziwą informację szybko rozpowszechniły polskie i zagraniczne media. Wykorzystano ją także w celach propagandowych.

w tle badanie, flaga Rosji, flaga Ukrainy

Fot. Pexels / Pixabay / Modyfikacje: Demagog

Dezinformacja o ataku dronów. Co naprawdę pokazują dane kolektywu Res Futura?

Po ataku rosyjskich dronów kolektyw Res Futura ogłosił, że 38 proc. komentarzy na platformach społecznościowych przypisuje odpowiedzialność za atak Ukrainie. Problem w tym, że z samego raportu Res Futury wynika, że to nieprawda. Mimo to nieprawdziwą informację szybko rozpowszechniły polskie i zagraniczne media. Wykorzystano ją także w celach propagandowych.

Aktualizacja 06.10.2025. Uzupełniliśmy tekst o komentarz ze strony Instytutu Monitorowania Mediów, który otrzymaliśmy po publikacji.

W nocy z 9 na 10 września pierwsze oficjalne informacje o ataku rosyjskich dronów pojawiły się o 3:48 – ze strony Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ). O 4:40 o trwającej operacji neutralizacji obiektów, które naruszyły polską granicę, napisał w serwisie X minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. A o 5:50 o zestrzelonych obcych dronach poinformował premier Donald Tusk.

Jednak internet wiedział o zdarzeniu niemal od razu. Najszybszy, według danych Instytutu Monitorowania Mediów (IMM), był anonimowy użytkownik portalu X. Już o 0:04 powołał się on na ukraińską grupę na Telegramie i choć oznaczył prezydenta Karola Nawrockiego, jego wpis wyświetlono tylko kilkanaście razy. Większy zasięg osiągnął dopiero post niezależnego analityka Artura Micka, opublikowany 25 minut później.

Rano o incydencie mówiły już wszystkie media w Polsce, a temat rozlał się po platformach społecznościowych. W artykułach i komentarzach podkreślano skalę dezinformacji towarzyszącej rosyjskiemu atakowi i powoływano się na raport kolektywu Res Futura.

Res Futura o zorganizowanej kampanii dezinformacyjnej w polskich mediach

Przed godziną 11 Europejski Kolektyw Analityczny Res Futura – wcześniej znany jako Polityka w Sieci – zamieścił w serwisie X wpis z podsumowaniem „Wojny narracyjnej po incydencie z dronami nad Polską”. Kolektyw zaprezentował wyniki analizy 179 tys. komentarzy zebranych z platform społecznościowych do 9:50. Wieczorem Res Futura opublikowała kolejny raport, tym razem analizujący stosunek komentarzy wspierających Rosję, do tych, które wskazują ją jako agresora.

„Atak dronów był wykorzystany nie tylko jako incydent militarny, ale przede wszystkim jako narzędzie wojny psychologicznej” – podkreślali autorzy raportu. Do pierwszego wpisu dołączono grafikę, z której wynikało, że 38 proc. komentarzy obarczało Ukrainę winą za atak dronów.

W radiu Tok FM Michał Fedorowicz, szef kolektywu Res Futura, podkreślał, że operacja „skutecznie podzieliła polskie media społecznościowe”. „W efekcie najwięcej (38 proc.) spośród 200 tys. analizowanych przez nas komentarzy wskazywało, że drony mogły być ukraińską prowokacją” tłumaczył na łamach „Polityki”.

Res Futura zaprezentowała jednak dane w sposób nieprecyzyjny, a wiele mediów, je powieliło. Z informacji które znajdziemy na stronie kolektywu, wynika, że spośród 179 tys. przeanalizowanych wpisów jedynie 32 tys. odnosiło się do kwestii odpowiedzialności za atak dronów. Oznacza to, że z całej puli zaledwie 6,79 proc.mogło wskazywać Ukrainę jako stronę odpowiedzialną za to zdarzenie.

Konsekwencje raportu Res Futury

Badania Res Futury o reakcji na atak rosyjskich dronów odbiły się szerokim echem w Polsce i za granicą. Według danych Instytutu Monitorowania Mediów, w polskich mediach ukazało się 350 publikacji (m.in. 1, 2, 3, 4), które łącznie wygenerowały 19,7 mln zasięgu, z czego 9,4 mln dotyczyło materiałów przywołujących omawianą powyżej grafikę z wykresem. 

O analizie kolektywu pisały również portale zagraniczne (np. 1, 2, 3, 4, 5). IMM odnotował 208 artykułów, które przywoływały badanie Res Futury. Największe zasięgi osiągnęły one w Ukrainie (1,8 mln), w Rosji (1,7 mln), w Chinach (0,6 mln) oraz w RumuniiCzechach (po 0,4 mln). Łączny zasięg zagranicznych materiałów wyniósł niemal 5,6 mln.

Na platformach społecznościowych wpisy dotyczące badania kolektywu wygenerowały blisko 1,6 mln zasięgu, przy czym ponad połowa pochodziła z profili zagranicznych. 

Wiele przekazów – również w zasięgowych polskich mediach (np. „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, Onet) – informowała o raporcie Res Futury i błędnie przekazywała, że liczba komentarzy, które wskazują na Ukrainę jako odpowiedzialną za atak, to 38 proc. ze 179 tys. komentarzy. 

Warto odnotować, że dane – w poprawny sposób, czyli, że było to 38 proc. z niecałej 1/5 analizowanych wzmianek – podano w niektórych serwisach zagranicznych, np. rfi.fr (Francja) czy delfi.ee (Estonia).

Czy badanie mediów społecznościowych to dobre odzwierciedlenie nastrojów społecznych?

Co istotne, część popularnych zagranicznych postów nie sprecyzowało, że w danych kolektywu Res Futura chodzi o analizę komentarzy w sieci (1, 2, 3, 4), co mogło odbiorcom błędnie sugerować, że są to wyniki sondażu opinii publicznej, a nie – badania treści w mediach społecznościowych.

O wnioskach Res Futury – jako o wynikach sondażu – pisały także zagraniczne media. Ukraińskojęzyczne BBC tak tłumaczyło niechęć polskich polityków do Ukraińców:

„W milionach postów i komentarzy na portalach społecznościowych Ukraińcy są oskarżani o wszelkie możliwe grzechy – i to odbija się na nastroju »przeciętnego Kowalskiego«. Najnowszym przejawem tego jest na przykład fakt, że według badania ośrodka Res Futura aż 38 proc. Polaków obwiniło Rosję [chodzi o Ukrainę, to błąd artykułu BBC – przyp. Demagog], za incydent z masowym wlotem rosyjskich dronów w polską przestrzeń powietrzną […]”.

Doktor Filip Bryjka, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, w komentarzu dla Demagoga podkreśla, że wyniki analizy Res Futury obejmują wpisy z mediów społecznościowych – w tym również te publikowane przez trolle i boty. „Nie można ich traktować jako odzwierciedlenia rzeczywistej opinii polskiego społeczeństwa na temat incydentu” – wyjaśnia.

Rosyjska dezinformacja powołuje się na raport Res Futury

Tydzień po ataku rosyjskich dronów opublikowano sondaż Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), w którym 67 proc. respondentów wskazało, że drony były pierwszym krokiem nowej fazy agresywnych działań Rosji

Jednocześnie nie przeszkodziło to rosyjskojęzycznym mediom w wykorzystaniu analizy Res Futury do siania wątpliwości co do tego, kto stoi za atakiem dronów (np. 1, 2, 3). 

Białoruska propagandystka Ludmila Gladkaya, dziennikarka gazety „Bielaruś siehodnia” oraz telewizji Belarus 1, powołała się na dane Res Futury, aby pokazać, że opinie w polskich mediach społecznościowych – mimo „polskich oskarżeń” – są podzielone

Z kolei portal Komsomolskaja Prawda odwołał się do danych Res Futury i przekonywał, że gdyby Polacy mieli pełne informacje o tym, co wydarzyło się w nocy z 9 na 10 września, jeszcze większy odsetek Polaków mógłby stwierdzić, kto rzeczywiście odpowiada za naruszenie ich przestrzeni powietrznej. 

„Wielu [Polaków – przyp. Demagog] ma zdrowy rozsądek. Nie widzą oni żadnego powodu, dla którego Rosja miałaby wystrzelić drony przeciwko Polsce i sprowokować III wojnę światową i konflikt zbrojny z NATO”.

Res Futura wykorzystała do badań sztuczną inteligencję. W jaki sposób?

Kolektyw Res Futura nie pisze szeroko o metodologii swoich badań – wspomina jedynie, że w zebraniu danych wspiera ich firma SentiOne, oraz informuje, że raport powstał już godzinę po zebraniu danych. 

Z krótkiej notki pod opublikowanym wykresem możemy się dowiedzieć, że analizę przeprowadzono z wykorzystaniem metody uczenia maszynowego oraz kodowania ręcznego, a wyniki przedstawiają udział komentarzy nacechowanych emocjonalnie w ogólnej liczbie wypowiedzi.

Pełna wersja notki metodologicznej:

„Analiza została przeprowadzona z wykorzystaniem autorskiego narzędzia do klasyfikacji sentymentu, łączącego metody uczenia maszynowego i kodowania ręcznego. Dane pochodziły z publicznych komentarzy opublikowanych w mediach społecznościowych w wybranym okresie czasowym. Treści te zostały zebrane z głównych platform, takich jak Facebook, X (Twitter), YouTube, Instagram i TikTok. Proces wstępny obejmował filtrowanie komentarzy pod kątem spamu, duplikatów oraz treści neutralnych. Wybrana próbka została ręcznie zakodowana przez zespół analityków w celu stworzenia zbioru uczącego. Na tej podstawie wytrenowano klasyfikator SVM z użyciem embeddingów językowych. Model oceniał komentarze jako pozytywne lub negatywne, uwzględniając składnię wypowiedzi. Zastosowano dodatkowe reguły do identyfikacji ironii, metafor i aluzji. Wyniki przedstawiono jako procentowy udział emocjonalnie nacechowanych komentarzy w ogólnej liczbie wypowiedzi”.

 

Nie wiemy także, w jaki sposób użyto modelu sztucznej inteligencji oraz w jaki sposób – o czym informują autorzy analizy – odfiltrowano treści neutralne. Brakuje również wskazania, na jakiej podstawie wpisy klasyfikowano jako te, które przypisywały Ukrainie odpowiedzialność za atak. Czy użytkownik musiał napisać „to Ukraina wysłała drony”, czy wystarczyło wspomnieć o „ukraińskich dronach” lub w inny sposób zasugerować odpowiedzialność za atak?

Profesor dr hab. Aleksandra Przegalińska, prorektorka ds. innowacji i AI w Akademii Leona Koźmińskiego, w komentarzu dla Demagoga zwraca uwagę na zalety łączenia uczenia maszynowego z ręcznym kodowaniem w badaniach nad dezinformacją. Jej zdaniem takie podejście może pozwolić działać szybko, a jednocześnie nie pomijać niuansów, których same algorytmy mogłyby nie zauważyć. Badaczka zaznacza jednak, że kluczowa pozostaje przejrzystość metodologii.

„Brak informacji o tym, jak został zbudowany model, na jakich danych trenował i jak wyglądała procedura kodowania ręcznego, może rodzić pytania o wiarygodność i powtarzalność wyników”.

IMM: Za mało czasu na weryfikację danych

Na konieczność ostrożnego wyciągania wniosków z raportów generowanych przez sztuczną inteligencję w komentarzu dla Demagoga zwrócił uwagę także Instytut Monitorowania Mediów. Analitycy IMM podkreślają, że treści generowane przez sztuczną inteligencję często zawierają halucynacje, czyli nieprawdziwe lub błędne wnioski. Dlatego tak ważne jest poświęcenie czasu na ich weryfikację.

Warto zauważyć, że wpis przedstawiający, jak to określił kolektyw Res Futura „stan operacyjny polskich social mediów na godz. 9:50”, ukazał się już o godz. 10:58. Oznacza to, że na stworzenie raportu i zweryfikowanie przedstawionych w nim wniosków autorzy mieli nieco ponad godzinę

W ocenie IMM „nie ma technicznej możliwości wykonania w godzinę rzetelnej weryfikacji 179 tys. przekazów pod względem ich poprawności tematycznej, zanieczyszczeń (boty, trolle, materiały nie na temat) oraz sentymentu przed ich implementacją do modelu AI. To jest niewykonalne w tym czasie nawet dla dużego zespołu wykwalifikowanych analityków” – komentuje Instytut. Eksperci z IMM dodają, że również „sam raport wygenerowany przez sztuczną inteligencję na wybranej próbce 32 tys. ze 179 tys., kodowanej tylko mechanicznie, powinien być porównany z prawdziwym kontekstem komentarzy, na podstawie których stworzono treść analizy oraz wykresy”.

Rosyjska dezinformacja istnieje. Pytanie o skalę

Raport Res Futury zwrócił uwagę na ważną kwestię zagrożenia rosyjską dezinformacją, jednak sposób prezentacji tych danych wprowadził opinię publiczną  w błąd

Wiadomo, że po zdarzeniu w nocy z 9 na 10 września odnotowano wzmożoną aktywność dezinformacyjną prowadzoną przez rosyjskie i białoruskie służby. Ośrodek Analizy Dezinformacji NASK wskazał, że wśród rozpowszechnianych fałszywych narracji pojawiła się także ta, według której atak dronów przeprowadziły ukraińskie siły zbrojne w odpowiedzi na odmowę wysłania polskich żołnierzy na Ukrainę. 

Nie znamy jednak pełnej skali tej dezinformacji. Z opracowania Res Futury wiemy jedynie, że na platformach społecznościowych zidentyfikowano, przy pomocy algorytmu uczenia maszynowego, 32 tys. komentarzy odnoszących się do odpowiedzialności za atak i że wśród nich, według zastosowanego modelu sztucznej inteligencji, 38 proc. wskazywało na winę Ukrainy. 

Co istotne, raport kolektywu Res Futura zostały wykorzystany – przez polskie i zagraniczne media, jak też kremlowską propagandę – do budowania przekonania, że prawie 40 proc. polskiego społeczeństwa obwinia Ukrainę za atak dronów w nocy z 9 na 10 września.

Tym samym publikacja, której celem miało być zwrócenie uwagi na skalę rosyjskiej propagandy, sama ją de facto wzmocniła. A na mocy społecznego dowodu słuszności badanie mogło się stać argumentem dla tych osób, które nie wiedziały, kto ponosi odpowiedzialność za naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej.

Można było tego uniknąć – poprzez zaprezentowanie danych w sposób precyzyjny, z uwzględnieniem metodologicznych wątpliwości

Czekamy na odpowiedzi kolektywu Res Futura

To nie pierwszy raz, gdy zwracamy uwagę na niewłaściwe wykorzystanie danych kolektywu Res Futura. W maju 2024 roku, gdy działał on jeszcze pod nazwą Polityka w Sieci, pisaliśmy o ich publikacji wykorzystanej jako fałszywy dowód na to, że duża część wpisów wspierających budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego (z hashtagiem #TakDlaCPK) pochodziła z Rosji.

Zapytaliśmy kolektyw Res Futura, jak oceniają sposób relacjonowania ustaleń ich raportu. Poprosiliśmy również o wyjaśnienie, w jaki sposób wykorzystano model sztucznej inteligencji oraz według jakich kryteriów sklasyfikowano wpisy przypisujące odpowiedzialność Ukrainie, jak też jaka część zebranych komentarzy mogła pochodzić od botów lub trolli. Zaktualizujemy nasz artykuł o uzyskane odpowiedzi.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź