Omawiamy ważne fakty dla debaty publicznej, a także przedstawiamy istotne raporty i badania.
Polski youtuber w sidłach Kremla? Pokazuje same walory Rosji
Internetowi twórcy pomagają Rosji w wybielaniu jej wizerunku – robią to świadomie bądź nie, ale w obu przypadkach jest osiągany efekt propagandowy. Widać to na przykładzie vlogera podróżniczego z Polski, znanego jako Kamil in Travel. Odwiedził on niedawno Rosję i opisywał ją w samych superlatywach.
Fot. TikTok / Youtube / Pixabay / Modyfikacje: Demagog
Polski youtuber w sidłach Kremla? Pokazuje same walory Rosji
Internetowi twórcy pomagają Rosji w wybielaniu jej wizerunku – robią to świadomie bądź nie, ale w obu przypadkach jest osiągany efekt propagandowy. Widać to na przykładzie vlogera podróżniczego z Polski, znanego jako Kamil in Travel. Odwiedził on niedawno Rosję i opisywał ją w samych superlatywach.
Kamila na TikToku obserwuje ponad 300 tys. osób, a na YouTube – ponad 500 tys. Do Moskwy dotarł pod koniec września i już w pierwszych dniach pobytu opowiadał: „Jestem zaskoczony tym, jak tu jest pięknie i spokojnie. […] Miałem w głowie cały czas takie przeczucie, że będę tu źle traktowany, że będzie tutaj niebezpiecznie, a kompletnie inna sytuacja, zastana rzeczywistość. Same pozytywy”.
W filmach z podróży do Rosji opublikowanych przez influencera pojawiają się zadbane ulice, luksusowe auta, szklane wieżowce, restauracje, imprezy i muzea.
W pierwszych dniach wizyty towarzyszyła mu Julia, znana pod pseudonimem Polka w Moskwie. Kobieta oprowadzała Kamila po wielu rozpoznawalnych miejscach, ale – jak obydwoje podkreślali – bywali też w całkiem „zwyczajnych” lokalizacjach. Jeszcze w sierpniu tego roku na temat Polki w Moskwie pisała redakcja Biełsat – podkreślano, że tiktokerka powiela propagandę i przedstawia życie w rosyjskiej stolicy wyłącznie pozytywnie.
Po wizycie w Moskwie Kamil wyruszył w dalszą podróż po kraju i poszedł za przykładem Julii – przyjął postawę „obalacza mitów” o Rosji oraz przekonywał, że zderza medialne fakty z rzeczywistością (1, 2, 3). Tłumaczył, „jak jest naprawdę” i podkreślał przyjazne nastawienie Rosjan do Polaków.
Internetowy twórca udzielił także wywiadu Krzysztofowi „Atorowi” Woźniakowi, znanemu z powielania teorii spiskowych. Podczas rozmowy Kamil wyjaśniał, że jego zdaniem w Rosji jest inaczej, niż mówią polskie media. Dodał również, że „nie chce się wdawać w żadne narracje polityczne, opowiadać o polityce”.
Rosja w filtrze TikToka
Nagrania na YouTubie i na TikToku pokazują zaledwie wycinek Rosji. W materiałach wideo pokazywano Moskwę – największe i najbogatsze rosyjskie miasto, z wieloma historycznymi zabytkami. Mężczyzna odwiedził również inne rosyjskie centrum przemysłowe – Kazań, a w wywiadzie dla Atora słyszymy także o wycieczce do Sankt Petersburga. W materiałach z podróży nie znajdziemy żadnych nagrań ani wzmianek dotyczących znacznie uboższych regionów kraju. Bloger nie mówi także o trwającej wojnie w Ukrainie.
Ponadto w obszernej relacji wideo z Moskwy influencerka oprowadzająca Kamila po stolicy Rosji mówi o rzekomym „rebrandingu” znanej fastfoodowej restauracji McDonald’s. Problem w tym, że McDonald’s nie przeszedł rebrandingu – całkowicie zakończył działalność wszystkich swoich restauracji w Rosji po inwazji na Ukrainę.
Sam Kamil zachwala także inne „podróbki” znanych na całym świecie amerykańskich marek gastronomicznych. W jednym z postów na TikToku pisze prześmiewczo: „ciekawie działają te sankcje”. Na TikToku znajdziemy filmiki Polaka o rosyjskich odpowiednikach KFC (Rostics) oraz Starbucksa (Stars Coffee). W żadnym z nich influencer nie wspomina jednak, że te zachodnie firmy wycofały się z Rosji po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie w 2022 roku. Takie informacje stanowią istotny kontekst – pokazują, jak globalna gospodarka reaguje na agresję i łamanie prawa międzynarodowego.
Przedstawianie rosyjskiego reżimu w jasnych barwach
Trudno powiedzieć, czy Kamil do końca zdaje sobie sprawę, w czym może brać udział. Jak relacjonuje sam twórca: „Po prostu podróżuję po świecie i pokazuję, jaki jest, mnie interesuje strona turystyczna, a nie polityczna”. Wyjaśnia, że nikt mu nie zapłacił, a wszystkie jego pomysły są oryginalne. Jedno jest pewne – bez względu na to, czy vloger działa świadomie czy nie, takie nagrania koloryzują Rosję i przedstawiają zmanipulowany obraz rzeczywistości, ponieważ zupełnie pomijają to, co dzieje się poza rosyjskimi granicami.
Poprosiliśmy twórcę o komentarz w tej sprawie. W odpowiedzi na naszą prośbę Kamil Cichocki stwierdził, że w treściach, które tworzy, kieruje się przede wszystkim obiektywnością dziennikarską:
„Cała moja dotychczasowa działalność na kanale Kamil – In Travel skupia się wyłącznie na reportażach turystycznych […]. Ostatni film jest kontynuacją tej linii redakcyjnej i ma charakter czysto turystyczny i reportażowy, a nie polityczny. […] Zdecydowanie odrzucam sugestie, że kieruję się intencją tworzenia »jednoznacznie pozytywnych « nagrań. Kieruję się rzetelnością reporterską – film jest obiektywny, pokazuje zarówno atrakcje, jak i utrudnienia logistyczne wynikające z obecnej sytuacji (m.in. blokadę lotów z UE, konieczność użycia VPN, problemy z kartami płatniczymi i rygorystyczną kontrolę na granicy). W związku z tym odrzucam również insynuację, że moja twórczość wspiera rosyjską propagandę”.
Kłopot w tym, że filmy tworzone przez polskiego vlogera są zgodne z rosyjską propagandą. W podobny sposób działają zagraniczne rosyjskie ośrodki, takie jak Rosyjski Dom w Warszawie czy w Rosyjski Dom w Gdańsku. Z pozoru opowiadają o ciekawych miejscach w Rosji i o jej kulturze czy też podkreślają polsko-rosyjską przyjaźń. Większość treści wydaje się niegroźna, ale od czasu do czasu na profilach ośrodków pojawiają się dezinformujące przekazy. Dzięki tym działaniom tworzy się tzw. soft power, czyli zdolność Rosji do oddziaływania na rzeczywistość i zjednywanie sobie zwolenników.
Influencer nie pomija „wiadomej sytuacji” w Ukrainie
Spytaliśmy twórcę programu Kamil – in Travel, dlaczego nie mówi w swoich materiałach o trwającej wojnie w Ukrainie. W odpowiedzi vloger zapewnia, że nie pomija tego kontekstu. Jednak rosyjską agresję nazywa na przykład „działaniami prowadzonymi nad Ukrainą”.
„Mimo wyboru tematyki turystycznej, nie pomijam kontekstu: w materiale kilkukrotnie odnoszę się do konsekwencji »działań prowadzonych nad Ukrainą« i »wiadomej sytuacji«, co jasno dowodzi mojej świadomości. Dokumentowanie bieżącej sytuacji na froncie zbrojnym wymaga kompetencji dziennikarza wojennego i jest zadaniem dla mediów informacyjnych. Moim zadaniem jako twórcy vloga podróżniczego jest rzetelny reportaż z perspektywy turysty, i tego się trzymałem. Konsekwencje wojny dla podróżującego (dłuższy lot, problemy z wizami, kontrole) zostały w filmie uwzględnione”.
Rosja wykorzystuje wideoblogerów i influencerów
– Nie ma nic złego w poszukiwaniu faktów na temat Rosji. Medialne przekazy warto jednak zestawiać z rzetelnymi danymi. Próba obalania rzekomych mitów na temat tego państwa poprzez pokazywanie jego najbogatszej strony przypomina raczej cherry picking niż rzetelną analizę – komentuje Marcin Kostecki, redaktor naczelny portalu Demagog.
– Nie ma również nic złego w dzieleniu się radością z podróży. Należy przy tym jednak pamiętać o podstawowych faktach: trwa wojna, która rozpoczęła się od napaści Rosji na Ukrainę. Od lutego 2022 roku na terytorium kontrolowanym przez ukraiński rząd zginęło blisko 12 tys. cywilów, 33 tys. zostało rannych, a ponad 2 mln zdecydowało się na ucieczkę z kraju. Ofiary wśród żołnierzy liczy się w setkach tysięcy – dodaje.
Redaktor naczelny portalu Demagog przypomina także, że trwa walka o umysły obywateli państw, które wspierają Ukrainę. – Rosja prowadzi w cyberprzestrzeni walkę, która ma nas doprowadzić do poddania się i przyjęcia pokoju na warunkach Kremla. Podczas tej krwawej wojny agresor może czerpać korzyści z pokazywania swojej „ludzkiej twarzy”. Każdy influencer powinien więc rozstrzygnąć w swoim sumieniu, czy wobec tych faktów jego działalność jest etyczna, oraz pamiętać, komu może ona przynieść pożytek – kończy Kostecki.
Polka w Moskwie również „nie porusza kwestii politycznych”
O komentarz poprosiliśmy także wspomnianą już Polkę w Moskwie. Influencerka, podobnie jak Kamil in Travel, podkreśla, że „nie zajmuje się polityką i nie zamierza tego robić”, bo pozostawia tę tematykę osobom, które zajmują się nią zawodowo.
„Moje materiały nie mają charakteru propagandowego i nie przedstawiają treści niezgodnych z prawdą. Sugestie w tym kierunku są całkowicie bezpodstawne, nieakceptowalne i odbieram je jako próbę podważenia mojej wiarygodności” – pisze influencerka. I dodaje:
„Moje treści w żaden sposób nie szerzą nienawiści, uprzedzeń ani wrogości wobec kogokolwiek. Wręcz przeciwnie – promują szacunek, zrozumienie i otwartość wobec wszystkich narodowości”. Całość oświadczenia dostępna jest tutaj.
Influencerzy a wzmacnianie dezinformacji
O udziale pozornie nieszkodliwych treści we wzmacnianiu dezinformacji czytamy w publikacji Instytutu z Aspen. Jak wskazali autorzy, influencerzy mogą świadomie lub nie wzmacniać kampanie dezinformacyjne. To na nich spoczywa odpowiedzialność za publikowane treści. Jako liderzy opinii publicznej powinni oni wspierać przeciwdziałanie dezinformacji, nie odwrotnie (s. 1–2).
Autorzy sformułowali także szereg rekomendacji dla influencerów, którzy m.in. muszą być świadomi wpływu, jaki mają na ludzi, a także ponosić odpowiedzialność za przypadki nieumyślnego rozpowszechniania dezinformacji. Jeśli mają wątpliwości, powinni wstrzymać się od udostępniania takich treści, które je budzą (s. 5).
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter






