Informujemy o ważnych wydarzeniach związanych z działalnością Stowarzyszenia Demagog.
„To pasożyt sobie wędruje”, czyli odrobaczanie dla każdego
Fot. Pexels / Modyfikacje: Obiektyw
„To pasożyt sobie wędruje”, czyli odrobaczanie dla każdego
Lubię dbać o swoje zdrowie. Chcę wiedzieć, jak komponować odpowiednią dietę, jak zapewniać sobie właściwy poziom aktywności, jak dobrze żyć. Dlatego obserwuję prozdrowotne profile w mediach społecznościowych, czytam książki popularnonaukowe, zapoznaję się z ustaleniami ze śledztw dotyczących dezinformacji zdrowotnej.
Właśnie natrafiłam na kanał charyzmatycznego, ale też pogodnego lekarza, który mówi nie tylko, jak się leczyć, lecz także – jak postępować, by być szczęśliwym, witalnym, pełnym energii. Postanawiam śledzić jego media społecznościowe, czytam jego poradniki.
Na pewnym etapie docieram do treści, w których ten medyk przestrzega, że tylko pozornie jestem zdrowa. Tak naprawdę mogę cierpieć na wiele dolegliwości. Wymienia ich objawy.
Mgła mózgowa – no faktycznie, zdarzają mi się czasem problemy ze skupieniem albo z utrzymaniem uwagi. Zmęczenie – rzeczywiście, czułam się w ostatnim czasie przemęczona. Upośledzona drożność nosa – no tak, ostatnio miałam katar. Wzdęcia brzucha, bladość, swędzenie skóry – ten lekarz chyba po prostu pisze o mnie. W takim razie – co mi jest?!
Lekarz uspokaja – przyczyna moich dolegliwości jest znana i można to leczyć. To zapewne pasożyty, które pełzają po wnętrzu mojego ciała, zżerają wartości odżywcze, wywołują alergie, stany zapalne i objawy psychiczne.
Moja pierwsza myśl – zbadać to, sprawdzić, czy faktycznie mam dolegliwości pasożytnicze. Niestety, medyk w swoich materiałach podaje, że często nawet najlepsze laboratoria na świecie nie są w stanie wykryć robaków, które we mnie siedzą. Co zatem robić?
Najlepiej – prowadzi mnie dalej medyk – odrobaczać się regularnie. Co 3–4 miesiące, w czasie pełni księżyca.
Brzmi to nieco dziwnie, ale ufam lekarskiemu fartuchowi, ufam kompetencjom, na które powołuje się ten człowiek, ufam opisywanemu doświadczeniu w leczeniu innych pacjentek.
Czytam dokładne schematy dawkowania kilku silnych leków przeciwpasożytniczych, które podaje w publicznych źródłach. Jestem skłonna podjąć „leczenie”, nawet wtedy, gdy standardowe testy parazytologiczne wykazały, że jestem zdrowa.
Stop.
Sprawdzam te informacje w wytycznych Polskiego Towarzystwa Diagnostyki Laboratoryjnej i Polskiego Towarzystwa Parazytologicznego. Czytam karty charakterystyki preparatów, które lekarz wymienia w swoich publikacjach. Przeglądam analizy sieci dezinformacyjnych. W końcu proszę o opinię parazytologa, gastroenterologa, a nawet psychiatrę i pediatrę.
Specjaliści są przerażeni tym, co opowiadam, i mówią, że takie postępowanie naraża mnie na poważne negatywne konsekwencje zdrowotne, a nie wiąże się z korzyściami klinicznymi. Ale jak to możliwe? Przecież popularny, bywający w mediach, udzielający eksperckich wywiadów lekarz napisał w postach na swoich profilach i w swoich książkach co innego.
Zmieniam taktykę. Teraz to ja biorę pod lupę tego lekarza. I znajduję naprawdę interesujące rzeczy… Jakie? Przeczytaj cały tekst na Obiektyw.org.pl.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



