Wpływy z reklam Google źródłem zarobku dezinformujących stron

Fot. PhotoMIX Company / Pexels / Modyfikacje: Demagog

Czas czytania: około min.

Wpływy z reklam Google źródłem zarobku dezinformujących stron

21.11.2022 godz. 13:53

Strony szerzące dezinformację czerpią zyski z reklam dostarczanych przez usługę Google – wynika ze śledztwa ProPublica. Środki trafiają do dezinformujących aktorów w Europie, Ameryce Łacińskiej i Afryce. Problem okazuje się szczególnie palący na Bałkanach i w Turcji, gdzie blisko 90 proc. stron publikujących nieprawdziwe informacje zarabia na reklamach Google.

Giganci technologiczni wspierają dezinformację

Google zobowiązuje się walczyć z dezinformacją na świecie. Firma faktycznie podejmuje działania w tym kierunku: zmienia zasady pozycjonowania treści w wyszukiwarce, prowadzi szkolenia z zakresu edukacji medialnej oraz rozpoczyna kampanie edukacyjne w myśl idei prebunkingu. 

Ponadto Google deklaruje, że treści wprowadzające błąd są niezgodne z jego polityką. Niestety – podobnie jak w przypadku pozostałych gigantów technologicznych – demonetyzacja dezinformacji pozostaje wciąż nierozwiązaną sprawą.

Wyzwaniem dla Google pozostaje szczególnie nieanglojęzyczna sfera sieci, która nie jest tak efektywnie moderowana. Śledztwo przeprowadzone przez ProPublica ukazuje, że reklamy megakorporacji z Doliny Krzemowej wyświetlały się na francusko-, niemiecko- i hiszpańskojęzycznych stronach szerzących fałszywe informacje na temat szczepionek przeciwko COVID-19 i o zmianie klimatu. 

Szczepionki i zmiana klimatu pożywką dla dezinformatorów

ProPublica objęła dochodzeniem ponad 13 tys. stron internetowych w różnych językach. Celem śledztwa było ustalenie, czy podmioty znane z szerzenia dezinformacji zarabiają na reklamach Google.

Okazuje się, że 41 proc. publikacji spośród ok. 800 artykułów, uznanych przez członków Międzynarodowej Sieci Factcheckingowej (IFCN) za wprowadzające w błąd w sprawie szczepień przeciw COVID-19, zawierało reklamy Google. Z kolei w przypadku stron szerzących nieprawdziwe informacji o zmianie klimatu reklamy znalazły się na co piątej witrynie (20 proc.).

Trudno jest określić, ile dezinformujący aktorzy mogli zarobić na reklamach. Można jedynie przypuszczać, że były to niemałe kwoty. Jak wykazało badanie w ramach Global Disinformation Index w 2019 roku, dezinformujące portale zarobiły łącznie 235 mln dolarów, z czego 36 proc. (86 mln dolarów) pochodziło od Google.

Bałkany i Turcja kopalnią złota

Według danych przekazanych przez lokalne organizacje factcheckingowe w Serbii, Chorwacji i Bośni aż 87 proc. największych dezinformujących aktorów (26 z 30) zarabia pieniądze na współpracy z firmą Google. Jeszcze gorsza sytuacja jest w Turcji, gdzie aż 90 proc. stron monetyzuje artykuły przy pomocy reklam Google.

Relatywnie lepiej jest w Afryce, co nie oznacza, że problem nie istnieje. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez portal Africa Check 57 proc. anglojęzycznych stron słynących z fake newsów zawiera reklamy Google. Natomiast wśród stron publikujących fałszywe materiały w języku francuskim ⅔ wyświetla reklamy tego technologicznego giganta.

Z kolei w Brazylii – największym państwie Ameryki Łacińskiej – na wpływy z reklam Google może liczyć 19 z 49 stron wprowadzających w błąd (39 proc.) – informuje tamtejsza koalicja organizacji factcheckingowych. Natomiast, jak podaje grupa badaczy z NetLab, w „kraju kawy” 46 proc. z ponad 250 nierzetelnych stron, których artykuły są szerzone w mediach społecznościowych, pozyskuje środki z reklam Google. Gdyby ograniczyć jednak pole do 30 najczęściej udostępnianych witryn, do 80 proc. nich płyną środki od amerykańskiego giganta.

Państwa UE mniej przychylne dezinformacji

W krajach Unii Europejskiej odsetek dezinformujących stron zarabiających na reklamach Google jest niższy. W Hiszpanii profity z monetyzacji czerpie 44 proc. portali. Z kolei w Niemczech, Austrii i Szwajcarii – ⅓ witryn.

Lepszy wynik w UE (z wyjątkiem Szwajcarii) może być efektem wprowadzonego w 2018 roku, a zaktualizowanego w 2022 roku Kodeksu postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji. Pod dokumentem podpisało się Google. Jednym z zobowiązań kodeksu jest ograniczenie możliwości umieszczania reklam dla podmiotów szerzących dezinformację.

raportu Komisji Europejskiej wynika, że już w pierwszym roku obowiązywania dokumentu – między wrześniem 2018 roku a sierpniem 2019 roku – Google zgłosiło 314 tys. wszczętych akcji w związku z naruszeniem na terenie UE zasad Google Ads, dotyczących wprowadzania w błąd (s. 4). 

Google zdecydowanie wzmocniło działalność w związku z dezinformacją pandemiczną. Od stycznia 2020 roku do kwietnia 2022 roku zablokowało aż 30 mln reklam dotyczących COVID-19 w ramach Google Ads (s. 31). Odwiecznym problemem pozostaje transparentność – nie wiemy, na ilu i jakich stronach te reklamy zostały zablokowane.

Array ( [0] => 34750 )

Starszy analityk, w Demagogu od lipca 2019 roku. Zainteresowany technikami OSINT oraz problematyką dezinformacji w wymiarze międzynarodowym. Współautor raportów „100 obietnic Zjednoczonej Prawicy” oraz „Obietnice samorządowe Rafała Trzaskowskiego”. W ramach Akademii Fact-checkingu regularnie prowadzi warsztaty z zakresu edukacji medialnej, skierowane do uczniów, seniorów oraz organizacji pozarządowych.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

20 zł
Imię*
Nazwisko*
Adres e-mail*
Ulica dom/lokal
Kod pocztowy
Miasto

lub