Czas czytania: około min.

Czy wzrost wynagrodzeń sprawia, że inflacja jest mniej odczuwalna?

09.11.2021 godz. 14:43

Wypowiedź

Manipulacja

Analiza w pigułce

  • Według danych GUS pod koniec października inflacja wyniosła 6,8 proc., a nie 6 proc., jak stwierdził Henryk Kowalczyk.
  • W zależności od przyjętej metodologii wzrost przeciętnych wynagrodzeń Polaków w ostatnich miesiącach wyniósł od 7,9 do 9,5 proc. Oznacza to, że przy inflacji na poziomie 6,8 proc. średnie wynagrodzenie pozwala na kupno większej ilości towarów i usług jedynie o ok. 1,1-2,7 proc.
  • Henryk Kowalczyk mógł mieć na myśli wzrost wynagrodzeń w sektorze ochrony zdrowia, gdzie w pierwszym półroczu br. pensje rzeczywiście wzrosły o ponad 20 proc. Sekcja ta jest jednak wyjątkiem – w żadnej innej wynagrodzenia nie wzrosły więcej niż 10 proc.
  • Wypowiedź ministra miała zapewne stanowić teoretyczny przykład zależności między wzrostem inflacji a poziomem przeciętnego wynagrodzenia. Ponieważ jednak przytoczone przez niego dane mogą wprowadzać w błąd odnośnie do faktycznej ilości towarów i usług, na które dziś średnio można sobie pozwolić, zarabiając uśrednioną pensję, wypowiedź oceniamy jako manipulację.

Kontekst wypowiedzi

W nadawanej 4 listopada 2021 roku audycji pt. „Gość Radia Zet” Beata Lubecka rozmawiała z wicepremierem, ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, Henrykiem Kowalczykiem. Dyskusja dotyczyła wielu wydarzeń ze sceny krajowej ostatniego tygodnia, w tym podwyżki stóp procentowych ogłoszonych przez prezesa Narodowego Banku Polskiego, Adama Glapińskiego. Tym samym poruszono kwestię inflacji i problematycznego tematu wzrostu cen towarów w ostatnim czasie w Polsce.

Kowalczyk zaprzeczył negatywnemu działaniu inflacji, przekonując, że na zjawisko to trzeba patrzeć z perspektywy wzrostu wynagrodzeń. Wicepremier stwierdził, że „Jeśli ktoś zarabia o 20 proc. więcej, a inflacja wynosi 6 proc., to mu 14 proc. zostaje w kieszeni”.

Przedmiotem analizy będą dwa istotne aspekty tej wypowiedzi, czyli wzrost wynagrodzeń i wartość inflacji oraz sposób przedstawienia zależności między nimi.

Wynagrodzenia i inflacja

Według Kowalczyka wzrost zarobków wyniósł 20 proc., a wartość inflacji jest na poziomie 6 proc. Jeśli chodzi o inflację, czyli wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, w październiku osiągnęła poziom 6,8 proc. Według Adama Glapińskiego, prezesa NBP, najwyższe wartości inflacja w Polsce osiągnie w styczniu 2022 roku, kiedy to stopa inflacji ma wynosić 7 proc., by następnie regularnie się obniżać.

„Szczególnie wysoka inflacja zapowiada się – jakby jej szczyt – w styczniu 2022. Ta inflacja jest w tej chwili podniesiona i spodziewamy się, że w styczniu 2022 r. do tego pułapu 7 proc., może trochę powyżej, może dojść. Od tego momentu będzie maleć (…) wszystko wskazuje na to, że po tej górce w styczniu ceny będą spadać”.

Jeśli chodzi o wynagrodzenia, ich wzrost w Polsce liczony jest dwiema metodami: 

  • przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw (dotyczy podmiotów gospodarczych, w których liczba pracujących przekracza 9 osób, oraz jednostek sfery budżetowej niezależnie od liczby pracujących),
  • przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej (obejmuje wszystkie podmioty gospodarki narodowej, w tym jednostki o liczbie pracujących do 9 osób).

19 października Główny Urząd Statystyczny poinformował, że w trzecim kwartale 2021 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 5 885,75 zł. W trzecim kwartale 2020 roku wynosiło 5 371,81 zł. Oznacza to wzrost przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw o 9,5 proc. rok do roku, a nie jak stwierdził Kowalczyk – o 20 proc.

Najnowsze dostępne dane dotyczące przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej dotyczą pierwszego półrocza br. – jego wartość wyniosła wówczas 5 593,53 zł. W analogicznym okresie rok wcześniej przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej było równe 5 181,07 zł. Odnotowany wzrost wyniósł w tym przypadku 7,9 proc. w stosunku do roku ubiegłego.

Błąd w obliczeniach

Minister Henryk Kowalczyk przedstawił prosty schemat zależności między zwiększonymi zarobkami i inflacją, w którym obywatel wychodzi z 14-procentowymi oszczędnościami.

Przede wszystkim, jak już pisaliśmy, dane, na które powołuje się minister, są błędne. Jeśli weźmiemy wartości wzrostu wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw na poziomie 9,5 proc. i inflacji 6,8 proc., to średnie wynagrodzenie miesięczne pozwala na kupno większej ilości towarów i usług, ale tylko o ok. 2,7 proc. większej

Jeśli weźmiemy pod uwagę wynagrodzenia w gospodarce narodowej, średnie zarobki pozwolą na zakup jeszcze mniejszej ilości towarów i usług – w tym przypadku różnica między średnim wynagrodzeniem a inflacją wynosi zaledwie 1,1 proc.

Co więcej, statystyki podawane przez GUS to dane uśrednione – nie każdy dostaje podwyżki tej wysokości. Sam urząd podaje, że w pierwszym półroczu br. wzrosty wynagrodzeń rok do roku wahały się w zależności od sektora: „Największy w sekcji opieka zdrowotna i pomoc społeczna (o 21,6%). Natomiast najmniejszy wzrost analizowanego wynagrodzenia wystąpił w sekcji działalność finansowa i ubezpieczeniowa (o 1,8%)”. Dane te dotyczą wzrostu przeciętnych wynagrodzeń w gospodarce narodowej.

Minister miał być może na myśli wynagrodzenia w służbie zdrowia, które rzeczywiście wzrosły o ponad 20 proc. Jednak w żadnym innym sektorze gospodarki wzrost wynagrodzeń nie zbliżył się do tego poziomu. Drugi najwyższy wzrost dotyczył sektora przetwórstwa przemysłowego – ok. 9 proc.

 

Działanie w ramach projektu „Fakty w debacie publicznej” realizowanego z dotacji programu „Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy”, finansowanego z Funduszy EOG.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub