Opisujemy ważne dla debaty publicznej tematy dotyczące polityki, fact-checkingu, dezinformacji i propagandy.
20 postów na sekundę. Jak działa (pro)rosyjska propaganda na Telegramie?
Fot. Obiektyw
20 postów na sekundę. Jak działa (pro)rosyjska propaganda na Telegramie?
Zarzucenie przeciwnikowi powielania przekazu Rosji to w dzisiejszej debacie publicznej prosty sposób na podważenie wszystkiego, co mówi. Pojęciami takimi jak „fake news” i „dezinformacja” politycy posługują się tak chętnie i w tak różnych sytuacjach, że powoli zaciera się ich prawdziwe znaczenie.
W efekcie inicjatywy na rzecz walki z obcą propagandą bywają są deprecjonowane jako element określonej agendy politycznej. Ta walka ma rzekomo prowadzić do cenzury wolnych i niezależnych głosów. Osoby zajmujące się fact-checkingiem są w tej wizji sługusami opłacanymi przez mroczne siły, które próbują narzucić swoją wolę całemu światu.
Dla nas, jako osób na co dzień tropiących fałsz i manipulację, to oczywisty absurd. Dobrze wiemy, że dezinformacja to prawdziwy problem. Widzimy to wyraźnie, gdy przyglądamy się aktywności niektórych kanałów w komunikatorze Telegram.
Wybraliśmy kanały, polskojęzyczne i rosyjskojęzyczne, które regularnie powtarzają przekaz Moskwy. Przeanalizowaliśmy wpisy tych kont z dni, w których Rosja dopuszczała się prowokacji na terytorium Polski: najpierw wysłała swoje drony, a potem, rękami dywersantów, zniszczyła fragment szyny kolejowej.
Nie chcieliśmy od razu przesądzać. Może stoi za nimi Kreml i jego służby, a może to po prostu oddolna inicjatywa ludzi o prorosyjskich czy antysystemowych poglądach. Telegram skutecznie utrudnia ustalenie, kto jest nadawcą tych wszystkich wiadomości. Sprawców mogą zdradzać jedynie schematy działania i pomyłki.
Wynikiem analizy, którą przeprowadziliśmy, jest obraz sieci. Konta rosyjskojęzyczne stanowią w niej centralne punkty, z których materiały – jak nitki – rozchodzą się do polskojęzycznych kont. Powiązania stają się coraz gęstsze, gdy pozornie polskie i niezależne kanały wymieniają się treściami – z mniejszą lub większą intensywnością .
Można by pomyśleć, że po prostu ktoś w Polsce obserwuje rosyjskie źródła i sam z siebie rozpowszechnia publikowane tam treści. Co dziwnego w tym, że interesujące informacje są następnie przekazywane dalej i dalej? Dodajmy więc do tego obrazu jeszcze dwa fakty: niektóre z tych kont potrafią podać całą masę takich treści w ciągu kilku sekund, a przepływ materiałów między kanałami często jest momentalny.
Czy ta sieć to grono ochotników, którzy ze szczerego serca całe dnie poświęcają na pokazywanie Polakom, co mówi do nich Rosja? Czy może jednak mamy tu do czynienia z realną dezinformacją – działaniem wymierzonym w Polskę i mającym wyrządzić krzywdę jej lub – pośrednio – Ukrainie? Wnioski wyciągnijcie sami – po przeczytaniu naszej analizy na Obiektyw.org.pl.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



