Informujemy o najważniejszych wydarzeniach ze świata fact-checkingu.
Dlaczego musimy uważać na każdy deepfake – nawet pozornie oczywisty i „głupi”?
„Po co to sprawdzać? Przecież to oczywiste, że to fake” – takie uwagi słyszymy niekiedy od naszych czytelników. Odpowiedź może być prosta, ale nie musi. Prześledźmy to na kilku pozornie prostych przykładach.
Fot. Pixabay / Modyfikacje: Demagog
Dlaczego musimy uważać na każdy deepfake – nawet pozornie oczywisty i „głupi”?
„Po co to sprawdzać? Przecież to oczywiste, że to fake” – takie uwagi słyszymy niekiedy od naszych czytelników. Odpowiedź może być prosta, ale nie musi. Prześledźmy to na kilku pozornie prostych przykładach.
Niedawno podobna dyskusja – na temat tego, co trzeba, a czego nie trzeba sprawdzać – rozwinęła się pod jednym z naszych wpisów. Dotyczył on wygenerowanego filmu, który przedstawiał polskiego żołnierza.
W sieci krąży zmanipulowane nagranie, w którym pilot myśliwca F-16 mówi https://t.co/yHkwaicjcN. o jego braku doświadczenia w kontekście zniszczenia domu w Wyrykach-Woli. To ⚠️ #deepfake.
❗ @MON_GOV_PL zdementowało autentyczność nagrania. Wskazano na to, że jest to fałszywa… pic.twitter.com/FwYTa2fhHl
— 🔎 DEMAGOG (@DemagogPL) September 19, 2025
Niektórzy uczestnicy sporu zapomnieli o ważnej kwestii – każdy użytkownik internetu ma inne kompetencje medialne, zależne od jego doświadczeń czy wieku. Ponadto istotne dla nas, fact-checkerów, jest także nagłośnienie nawet oczywistych przypadków – w ramach przestrogi. Także po to, by instruować, jak można samodzielnie sprawdzać wygenerowane materiały.
Ludzka skuteczność w identyfikowaniu i weryfikowaniu takich treści może być zależna od tego kiedy, jak i gdzie widzimy wygenerowane materiały. Z eksperymentu przeprowadzonego w 2021 roku wynika, że ludzie przeceniają swoje umiejętności w identyfikacji deepfake’ów. Z kolei według najnowszego raportu NASK pt. „Nastolatki” z 2025 roku 63 proc. badanej młodzieży nie zna terminu „deepfake”.
Czym zatem jest deepfake? Zgodnie z naszą metodologią definiujemy omawiane zjawisko następująco: „Fałszywe materiały wideo, audio lub graficzne stworzone przy użyciu sztucznej inteligencji. W węższym znaczeniu odnoszą się do przypadków wykorzystania wizerunków istniejących osób do przedstawienia ich w sytuacjach, które nie miały miejsca; z kolei w szerszym – wiążą się ze wszelkimi wygenerowanymi materiałami, które próbują kreować fikcyjne osoby lub zdarzenia jako prawdziwe”.
Być może „głupie”, ale nadal potencjalnie groźne
Niektóre deepfaki, które widzimy na tablicy na Facebooku czy na Instagramie, wydają się niegroźne. Przykładem mogą być chociażby tzw. chałkonie upieczone przez niedoceniane gospodynie czy też liczne materiały przedstawiające inne osoby, którym rzekomo nikt nie pogratulował ich osiągnięć.
Wydaje się to śmieszne, absurdalne? Jednak to właśnie pod takimi postami pojawiają się komentarze, w których ludzie zdają się wczuwać w wymyśloną historię. Sprawy mogą jednak zajść dalej – dobrym przykładem jest historia pewnej chińskiej grupy religijnej, wierzącej w to, że Jezus Chrystus zstąpił na ziemię pod postacią Chinki. Jak opisuje Radio Free Europe/Radio Liberty, przedstawiciele tej grupy udostępniają w mediach społecznościowych wiele wygenerowanych obrazów, by pozyskiwać kolejnych zwolenników.
Na tym jednak nie koniec – w sieci wciąż pojawia się wiele deepfake’ów, które oddziałują na odbiorców szybciej i w sposób bardziej dotkliwy. Wielokrotnie nagłaśnialiśmy przypadki użycia wygenerowanych materiałów przez internetowych oszustów (1, 2, 3).
W dodatku treści przekazywane za pośrednictwem deepfake’ów – nawet jeśli fałsz jest oczywisty w warstwie wizualnej – mogą przemycać nieprawdziwe wyobrażenia i skojarzenia na jakiś temat, kreować w ten sposób propagandę lub wzmacniać polityczną walkę w sposób nieuprawniony.
Powoli, ale jednak przychodzi sprawiedliwość. pic.twitter.com/VkS1GXzYLk
— Roman Giertych (@GiertychRoman) September 29, 2025
„Dezinformacja stała się formą rozrywki, a ludzie udostępniają memy i propagandę wspierającą ich punkt widzenia, aby zasygnalizować solidarność i zirytować drugą stronę” – pisze Nathan Hamiel, ekspert ds. sztucznej inteligencji, na łamach World Economic Forum.
Dezinformatorzy i oszuści dążą do perfekcji w deepfake’ach
Zjawisko deepfake’ów jest wciąż stosunkowo nowe, a podmioty odpowiedzialne za dezinformację czy oszustwa sprawdzają, na jak wiele mogą sobie pozwolić i gdzie leży granica naszych kompetencji. Z tego powodu czasem nawet pozornie niegroźny deepfake może odgrywać ważną rolę – okazuje się „testem”.
Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w momencie rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, gdy w 2023 roku pojawiły się zmanipulowane obrazy Wołodymyra Zełenskiego, rzekomo zachęcającego do kapitulacji.
Dla osoby posiadającej odpowiednie kompetencje i doświadczenie w obcowaniu z nieprawdziwymi przekazami ten deepfake nie był trudny do weryfikacji, jednak nie każdy jest „odporny” na nieprawdziwe przekazy. Wówczas był to jeden z tysięcy fałszywych przekazów, a w natłoku dezinformacji łatwiej jest ulec nawet oczywistej manipulacji. Potencjalne konsekwencje tego przekazu mogły być poważne.
W tym przypadku uniknięto destrukcyjnego oddziaływania deepfake’a, ponieważ ukraińskie służby zaalarmowały społeczeństwo odpowiednio wcześniej przed spodziewanym zagrożeniem. Niemniej podobnych sytuacji było i będzie zapewne znacznie więcej – warto być na nie gotowym i mieć świadomość tego, że deepfaki to nie tylko „niegroźne zabawki”.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter






