Strona główna Analizy „Kłamstwo nie przejdzie”. Nowy program TVP Info rozczarowuje

„Kłamstwo nie przejdzie”. Nowy program TVP Info rozczarowuje

Fact-checking to weryfikacja stwierdzeń odnoszących się do faktów na podstawie wiarygodnych źródeł i przy zachowaniu neutralności. Tych podstawowych zasad nie trzyma się jednak TVP Info, które po raz kolejny zabrało się za walkę z „kłamstwami”. 

Fot. TVP info / Modyfikacje: Demagog

„Kłamstwo nie przejdzie”. Nowy program TVP Info rozczarowuje

Fact-checking to weryfikacja stwierdzeń odnoszących się do faktów na podstawie wiarygodnych źródeł i przy zachowaniu neutralności. Tych podstawowych zasad nie trzyma się jednak TVP Info, które po raz kolejny zabrało się za walkę z „kłamstwami”. 

Nowy program publicystyczny TVP Info miał być „unikalną przestrzenią, w której fakty biorą górę nad emocjami, a manipulacja nie znajduje miejsca”. W założeniu dwaj politycy dyskutują o jednym temacie, co „gwarantuje wysoką jakość dyskusji”, podczas której rolę „strażników prawdy” pełnią eksperci zaproszeni do studia.

Postanowiliśmy przyjrzeć się pierwszym odcinkom programu „Kłamstwo nie przejdzie”, by zobaczyć, czy fact-checking w TVP spełnia standardy neutralności i wykorzystania wiarygodnych źródeł informacji. Chcieliśmy zobaczyć, czy przyjęta formuła i jej realizacja faktycznie przybliżają nas do spełnienia marzeń o rzeczowej dyskusji pozbawionej fałszu.

Po dwóch odcinkach oceniamy krótko – jest sporo do poprawy.

Spór o definicję fact-checkingu

Gdy TVP Info zapowiadało „nowy program factcheckingowy”, tłumaczyło, że będzie to formuła, w której eksperci „na gorąco weryfikują zgodność z prawdą ich opinii”. W Akademii Fact-checkingu od lat tłumaczymy, że fact-checking polega na weryfikacji stwierdzeń odnoszących się do faktów, a nie opinii. Opinia może co najwyżej opierać się na fałszywych przesłankach, ale sama w sobie nie może być fałszywa.

Spór o definicję fact-checkingu pojawił się już w drugim odcinku programu [czas nagrania: 10:12]. Zwrócił na to uwagę Kanał Zero przy publikacji fragmentu, w którym politolożka dr hab. Renata Mieńkowska-Norkiene skomentowała słowa Wojciecha Machulskiego, rzecznika Konfederacji: – Przede wszystkim musimy stawiać na interes Polski, a nie żadnego innego państwa, czy wyimaginowanego państwa o nazwie Unia Europejska, bo takiego państwa nie ma jeszcze, na szczęście.

Kanał Zero uciął nagranie po słowach ekspertki: – Ja mam problem z pana ostatnim słowem, a właściwie ostatnią frazą, czyli „na szczęście jeszcze nie ma takiego państwa jak Unia Europejska”. Dr hab. Mieńkowska-Norkiene wyjaśnia potem, że w słowach o „wyimaginowanym państwie” dostrzegła nawiązanie do słów Andrzeja Dudy o UE jako „wyimaginowanej wspólnocie”. Podczas gdy, jak tłumaczyła, opiera się ona na ratyfikowanych umowach międzynarodowych.

– Podobno eksperci tutaj mieli być po to, żeby factcheckingować, a pani wyraziła opinię na temat mojej opiniiskomentował Machulski i dodał, że mówił o „wyimaginowanym państwie”, a nie o wspólnocie. Polityk zastrzegł, że chciał wyrazić jedynie przekonanie o prymacie interesów państwa polskiego nad interesem UE, która państwem nie jest.

Zamiast przyjąć te wyjaśnienia, ekspertka i polityk dyskutowali jeszcze kolejne dwie minuty.

Rząd ma argumenty, a krytycy mają „wrzutki”

Eksperci nie ograniczali się do podawania faktów i wchodzili w długie polemiki z politykami także w pierwszym wydaniu programu „Kłamstwo nie przejdzie”. Dotyczyło ono sporu o program SAFE. Michał Nieznański, rzecznik prasowy Konfederacji w okręgu podwarszawskim, przedstawił wtedy swoją obawę o ewentualne blokowanie wypłaty pożyczki przez Komisję Europejską [czas nagrania: 17:24]. 

Polityk stwierdził, że Słowacja może mieć problemy z dostępem do unijnych środków ze względu na poprawkę do konstytucji uznającą, że istnieją tylko dwie płcie.

Zaproszony do studia ekspert, politolog dr hab. Kamil Zajączkowski, przekonywał, że KE nie uzależnia wypłaty środków z SAFE od kwestii zmian w konstytucji Słowacji. Widzowie nie dowiedzieli się, że Komisja wszczęła postępowanie wobec Słowacji związku ze zmianą konstytucji, bo podejrzewano, że nowelizacja może naruszać prawa podstawowe UE. Państwa UE muszą przestrzegać tych praw, jeśli chcą mieć dostęp do unijnych środków. 

Zamiast tego ekspert krytykował argument polityka jako „wrzutkę”. Dr hab. Zajączkowski generalizował, że politycy Konfederacji mają „umiejętność wrzucania pewnych tematów: a to gender, a to coś, a coś” [czas nagrania: 18:01].

Na mocniejsze słowa pozwolił sobie drugi z ekspertów, płk Krzysztof Przepiórka, były żołnierz GROM. W komentarzu do zasłyszanych wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości stwierdził: – Jak słucham panów Błaszczaków, Suskich, panią Kurowską […]. To taka moja osobista refleksja. Naprawdę te plemniki były najlepsze? Nie wierzę w to [czas nagrania: 32:14]. 

Nie wywołało to sprzeciwu ze strony prowadzącego.

Prowadzący wyraźnie stoi po jednej ze stron

Nierówne traktowanie stron widać także ze strony prowadzącego program Mateusza Dolatowskiego. Na samym początku drugiego odcinka dziennikarz, gdy mówił o sprzeciwie prezydenta wobec pożyczki SAFE, zaproponował slogan – „To nie orędzie, tu kłamstwo nie przejdzie”. Daje to wyobrażenie o opinii gospodarza na temat argumentów Karola Nawrockiego, z których w programie przytoczono zresztą jedynie jeden – że obawia się on utraty suwerenności. 

W odpowiedzi przedstawiono z kolei wiele konkretnych argumentów: ze strony premiera Donalda Tuska, gen. Wiesława Kukuły, Leszka Balcerowicza i Marka Belki. Poza tym zaprezentowano serię grafik kancelarii premiera przedstawiających możliwe skutki weta prezydenta.

Na samym wstępie do pierwszego odcinka od razu było jasne, jaki jest pogląd Mateusza Dolatowskiego. Prowadzący rozpoczął program słowami: – To chyba pierwszy raz w historii Polski, kiedy prezes Narodowego Banku Polskiego może posłużyć jako alibi prezydenta. Tak, tak, dobrze Państwo słyszą, alibi.

Następnie w programie przytoczono fragment wystąpienia Karola Nawrockiego, w którym mówił, że „Polski SAFE 0 proc. jest lepszy dla polskich Sił Zbrojnych”. Była to opinia, a mimo to autorzy programu dodali do niej dźwięk błędnej odpowiedzi. Następnie w ramach fact-checku nie przytoczono neutralnego źródła, lecz słowa innego polityka – Donalda Tuska – o stracie, jaką od kilku lat odnotowuje NBP.

Eksperci nie rozstrzygnęli wszystkich wątpliwości

Warto również podkreślić – choć jest to najmniej poważny ze wszystkich zarzut pod adresem programu „Kłamstwo nie przejdzie” – że kilka wypowiedzi, które padły w pierwszych dwóch wydaniach, nie doczekało się fact-checkingu ze strony ekspertów. 

Nic dziwnego – nie można oczekiwać, że eksperci będą wszystko wiedzieli i o wszystkim pamiętali. W Demagogu, gdy przeprowadzamy fact-checking na żywo, zanim ocenimy jakąś wypowiedź, szukamy wiarygodnych informacji. Eksperci tego nie robili i opierali się wyłącznie na własnej wiedzy, dlatego nie zawsze, gdy w studiu pojawiał się spór o fakty, mogli go rozstrzygnąć

W drugim odcinku Wojciech Machulski komentował wypowiedź Donalda Tuska, który w kontekście programu SAFE przypominał „słynne te trochę przesadzone literacko i filmowo sceny z końmi na czołgi” pochodzące z kampanii wrześniowej 1939 roku. Zdaniem Machulskiego premier „powtarzał propagandę Goebbelsa i bolszewików” [czas nagrania: 14:15]. Prowadzący skomentował te słowa jako „bardzo gruby zarzut” i oddał głos Witoldowi Zembaczyńskiemu. Następnie dodał: – Niech pan nie rozpędza się w tych oskarżeniach.

Tymczasem rzeczywiście, jak możemy przeczytać np. na stronie Muzeum II Wojny Światowej, obraz polskich żołnierzy atakujących konno niemieckie czołgi był wykorzystywany w hitlerowskiej propagandzie. Nie uwzględniał on faktu, że kawaleria była wyposażona w broń przeciwpancerną. Po wojnie tego argumentu używali także polscy komuniści w celu krytykowania sanacyjnych rządów.

Kilka rzeczy do poprawy

Podsumowując, należy stwierdzić, że program „Kłamstwo nie przejdzie” nie spełnił swojej obietnicy stworzenia przestrzeni dla rzeczowej dyskusji, w której fakty biorą górę nad emocjami, a „manipulacja nie znajduje miejsca”. Prowadzący nie jest neutralnym moderatorem, eksperci mieszają fakty z opiniami, a tezy warte zweryfikowania pozostają bez odpowiedzi.

Jak wobec tego powinien wyglądać program factcheckingowy? Przede wszystkim powinien rozpoczynać się od uczciwego i neutralnego przedstawienia argumentów stron sporu. Każdej z nich powinno się poświęcić na wstępie tyle samo czasu i uwagi, by przedstawić argumenty w możliwie najbardziej spójnej i logicznej wersji.

Wykazywanie braku logiki i słabości argumentów to zadanie dla polityków dyskutujących ze sobą. Pytania kierowane do nich muszą w jak największym stopniu naprowadzać na dyskusję o argumentach. Nie mogą być to pytania sugerujące odpowiedź i dalsze wnioski (np. „Kto jest sojusznikiem, a kto wrogiem Polski?” zadane Wojciechowi Machulskiemu około 10. minuty drugiego odcinka).

Poza tym prawdziwy fact-checking opiera się na fact-checkerach – osobach neutralnych, które ograniczają się do znalezienia wiarygodnych informacji i zestawienia ich z wypowiedziami polityków. Fact-checkerzy nie powinni wchodzić w dyskusje z politykami i wygłaszać własnych opinii.

Liczymy na wzięcie tych uwag pod rozwagę przy kolejnych wydaniach programu. Może wtedy kłamstwo rzeczywiście „nie przejdzie”.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź