Omawiamy ważne fakty dla debaty publicznej, a także przedstawiamy istotne raporty i badania.
Czy fact-checking działa? Badania mówią: ma wady, ale tak
Zasada asymetrii bzdur głosi, że wysiłek potrzeby do skutecznej walki z dezinformacją jest dużo większy niż wysiłek poświęcony na tworzenie fałszywych treści. Niestety – fact-checking nie jest magiczną różdżką, która jednym pociągnięciem wymaże problem dezinformacji, ale dostępne dowody wskazują, że działa i przy pewnym wysiłku może stać się jeszcze bardziej skuteczny.
Fot.: Shutterstock / Modyfikacje: Demagog
Czy fact-checking działa? Badania mówią: ma wady, ale tak
Zasada asymetrii bzdur głosi, że wysiłek potrzeby do skutecznej walki z dezinformacją jest dużo większy niż wysiłek poświęcony na tworzenie fałszywych treści. Niestety – fact-checking nie jest magiczną różdżką, która jednym pociągnięciem wymaże problem dezinformacji, ale dostępne dowody wskazują, że działa i przy pewnym wysiłku może stać się jeszcze bardziej skuteczny.
Podstawową „mocą” – a jednocześnie ograniczeniem – fact-checkingu jest to, że jego fundamentem jest debunking, a więc proces obalania fałszywych informacji. Z zasady jest to działanie dość selektywne, ponieważ ogranicza się do wybranych twierdzeń, przez co nie zawsze może uchwycić wszystkie problemy wynikające z dezinformacji. Jednak okazuje się, że nawet u swoich podstaw fact-checking może być bardzo przydatny. Profesjonalne weryfikacje faktów w pewnej mierze są skuteczne nawet dla tych, którzy nie ufają fact-checkerom – wyjaśnimy więc, co dokładnie mówią badania.
Fałsz zwyciężaj faktem. Czy badania dowodzą, że fact-checking działa?
Dotychczas wiele badań na temat skuteczności fact-checkingu koncentrowało się na tzw. etykietach ostrzegawczych, które mogą pojawiać się pod wpisami w mediach społecznościowych, gdy użytkownik udostępni fałszywą treść. Takie rozwiązanie działa m.in. na Facebooku i Instagramie w krajach europejskich w ramach programu weryfikacji. W Stanach Zjednoczonych Meta Platforms wycofała się z tego rozwiązania, powołując się na rzekomą „nieskuteczność” i „upolitycznienie” – zadziało się to pomimo tego, że gigant technologiczny wcześniej sam zachwalał skuteczność tego rozwiązania w walce z dezinformacją.
Źródło: Facebook.com
Postawmy tu zatem najważniejsze pytanie: czy fact-checking i taka forma jego prezentacji są skuteczne? W badaniu z 2024 wykazano, że etykiety ostrzegawcze mogą zmniejszać wiarę w fałszywe nagłówki o 27,6 proc i szansę na ich udostępnienie o 24,7 proc. Pewien efekt był widoczny również u osób, które pozostawały nieufne wobec organizacji fact-checkingowych – u nich obserwowano spadek o kolejno 12,9 proc. (w przypadku nagłówków) oraz 16,7 proc (w przypadku udostępnienia). Inne prace badawcze potwierdzają t o działanie: jedne mówią tylko o niewielkim efekcie, podczas gdy niektóre mówią nawet o wyższym wpływie na przekonania użytkowników i kluczowym znaczeniu fact-checkingu.
Pewne wyzwania rodzi jednak to, że praca fact-checkerów bywa wykorzystywana wbrew intencjom – politycy mogą wykorzystywać pracę redakcji, aby selektywnie legitymizować swoje tezy, pomimo tego, że niektórzy z nich sami wielokrotnie byli zaangażowani w dezinformowanie. Niekiedy organizacje padają też ofiarą ingerencji z zewnątrz, jak np. wtedy, gdy w ramach rosyjskiej operacji „Matrioszka” próbowano przekierowywać uwagę organizacji na wybrane zjawiska, aby przeciążyć fact-checkerów i odwrócić ich uwagę od innych problemów.
Czy notatki społeczności mogą zastąpić profesjonalny fact-checking?
Po wycofaniu programu weryfikacji przez Meta Platforms w USA firma zapowiedziała wprowadzenie tzw. notatek społeczności (community notes) – rozwiązania funkcjonującego wcześniej w serwisie X. Z badań wynika, że to może być przydatna metoda, ale niesie też ze sobą pewne ryzyko. Przede wszystkim z powodu niepożądanych ingerencji w notatki przez podmioty odpowiedzialne za dezinformację oraz zbyt wolne działanie przy kontrowersyjnych tematach. Z prac opublikowanych w 2024 roku wynika, że badani oceniali działania profesjonalistów jako skuteczniejsze niż etykiety tworzone przez internautów. Niemniej wciąż dostrzega się możliwość wypracowania połączonych rozwiązań, które na zasadzie synergii zwiększą efekt przeciwdziałania dezinformacji.
Źródło: X.com
W jednym z badań z 2023 roku sprawdzano też, czy ludzie są mniej skorzy do udostępniania fałszywych informacji, jeśli mają świadomość o istnieniu fact-checkingu. Jak się okazało – efekt jest obserwowalny, ale minimalny. Niestety dla niektórych sam fakt „bycia poddanym weryfikacji” przynosił odwrotny efekt w postaci częstszego udostępniania nieprawdziwych treści. Jednak co ciekawe, rok wcześniej opublikowano pracę, w której przyglądano się amerykańskim politykom i ich aktywnościom w czasie wyborów w 2012 roku. W tym przypadku okazało się, że ciążące nad nimi widmo weryfikacji powodowało, że politycy byli mniej chętni do dzielenia się fałszywymi informacjami.
Diabeł tkwi w szczegółach – w czym fact-checking może być lepszy?
Badacze zwracają uwagę m.in. na to, że same weryfikacje działają głównie na pojedyncze tezy, a nie na światopogląd powstały pod wpływem fałszywych informacji czy decyzje polityczne. Bez podtrzymywania aktywnych działań wokół określonych narracji efekty weryfikacji są ograniczone (ich ochronne działanie jest raczej krótko niż długoterminowe), zaś zbyt szybka reakcja może prowadzić do wzrostu niepewności.
Teoretycznie dłuższa ekspozycja na skorygowane treści mogłaby naprawić ten problem, jednak jak sugeruje publikacja dostępna na łamach „Nature Human Behaviour”, zbyt częste naświetlanie wyjaśnieć dezinformacji może prowadzić do ogólnego wzrostu sceptycyzmu, tym samym pogarszając zaufanie do wiarygodnych źródeł informacji.
Jednym z uzupełniających rozwiązań jest tzw. prebunking – czyli swego rodzaju przygotowanie przed wystąpieniem dezinformacji i dostarczenie informacji kontekstowych, których można użyć do weryfikacji. Z badań wynika, że to skuteczna forma przeciwdziałania dezinformacji – przykładowo jedna z publikacji wykazała, że uczestnicy testów, którzy obejrzeli materiały szkoleniowe, byli o 21 pkt proc. skuteczniejsi w identyfikacji manipulacji w stosunku do nieprzygotowanej grupy. Efekt ten był w stanie utrzymać się jeszcze przez pięć miesięcy. W teorii metoda ta też ma swoje ograniczenia, jednak ważne jest prowadzenie uzupełniających się działań.
Walka z dezinformacją ma wiele twarzy – fact-checkerzy o tym wiedzą
Fakty są takie: nie ma rozwiązań idealnych, a fact-checkerzy zdają sobie sprawę z wykazywanych tu ograniczeń i słabości. Wszakże jednym mieczem nikt nie wygra wojny – a właśnie z nią mamy do czynienia patrząc na skalę problemu fałszywych informacji. By fact-checking działał skuteczniej ważne jest to, aby uzupełnić go o dodatkowe i odpowiednio skoordynowane działania. Profesjonaliści odpowiedzialni za weryfikację nie są więc bierni – przykładowo w 2014 roku redakcja Demagoga koncentrowała się głównie na wypowiedziach polityków. Już kilka lat później działalność została rozszerzona o element weryfikacji fałszywych informacji w mediach społecznościowych.
Dziś to nie tylko zwykłe weryfikacje oparte na debunkingu, w stowarzyszeniu tworzy się wiele analiz, raportów czy też śledztw poświęconych aktorom dezinformacji – te ostatnie można znaleźć w nowym magazynie „Obiektyw”. W ramach działań organizacji prowadzono kampanie społeczne oraz krajowe i międzynarodowe projekty. W ramach projektu „Prebunking at Scale” rozwijają się też działania skupione na przygotowaniu społeczeństwa na wypadek wystąpienia dezinformacji. Wszystko to uzupełnia komponent edukacyjnych w postaci profesjonalnych szkoleń w ramach Akademii Fact-Checkingu, które podnoszą poziom edukacji medialnej i krytycznego myślenia – czyli kolejnych niezbędnych elementów w walce o wyższy poziom przeciwdziałania fałszywym informacjom w przestrzeni publicznej.
Podsumowując – organizacje fact-checkingowe wiedzą, które obszary wymagają uzupełnienia, czemu starają się aktywnie sprostać. Jednocześnie nie jest tajemnicą, że działania organizacji pozarządowych czy niezależnych redakcji nie są w pełni systemową ochroną przez wielkoskalową dezinformacją. Tu potrzebna jest nam jeszcze większa kooperacja między mediami, fact-checkerami i naukowcami, szybkie działania i odpowiednia prewencja, a także skoordynowana odpowiedź państwa, które dysponuje największymi środkami w zakresie możliwości budowania bezpieczeństwa informacyjnego.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



