Opisujemy ważne dla debaty publicznej tematy dotyczące polityki, fact-checkingu, dezinformacji i propagandy.
Media demonizują leki psychiatryczne. Budzi to sprzeciw lekarzy
„Żeby dobrze funkcjonować, Marcin bierze dwa razy po 150 mg pregabaliny i 120 mg duloksetyny dziennie” – tak Newsweek promował artykuł na temat osób biorących leki psychiatryczne. – Farmakoterapia zaburzeń i chorób psychicznych jest sprowadzana do jakiegoś trendu – komentuje lekarka psychiatra Marlena Janoska-Jaździk.
Fot. Pexels / newsweek.pl / wyborcza.pl / Modyfikacje: Demagog
Media demonizują leki psychiatryczne. Budzi to sprzeciw lekarzy
„Żeby dobrze funkcjonować, Marcin bierze dwa razy po 150 mg pregabaliny i 120 mg duloksetyny dziennie” – tak Newsweek promował artykuł na temat osób biorących leki psychiatryczne. – Farmakoterapia zaburzeń i chorób psychicznych jest sprowadzana do jakiegoś trendu – komentuje lekarka psychiatra Marlena Janoska-Jaździk.
Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia w Polsce na samą depresję choruje około 1,2 mln osób. Ale leki psychiatryczne biorą także osoby, które zmagają się z zaburzeniami lękowymi czy obsesyjno-kompulsywnymi, schizofrenią, chorobą afektywną dwubiegunową i innymi rozpoznaniami, m.in. ADHD. Farmakologia to często zarówno podstawa leczenia, jak i szansa dla pacjenta na możliwość codziennego funkcjonowania. Bywa też łatwiej dostępna niż psychoterapia, która bardzo często odbywa się w prywatnych gabinetach i dla wielu jest zbyt kosztowna.
Pomimo tego, że zdrowie psychiczne, podobnie jak fizyczne, może pogorszyć się każdemu, to właśnie wokół leków psychiatrycznych narosło wiele mitów, które wciąż są żywe. Mówi się o tym, że wszystkie uzależniają, co nie jest prawdą (1, 2, 3), a także że powodują tzw. otumanienie, uniemożliwiające np. pracę, z czym eksperci również się nie zgadzają (1, 2, 3). Jednak opinia publiczna wciąż jest kształtowana na podstawie skrzywionego obrazu tego, jak wygląda leczenie psychiatryczne.
Psychiatrzy nabierają wątpliwości, ale wypowiada się psycholog
W styczniu tego roku na łamach Gazety Wyborczej ukazał się wywiad z psychologiem zatytułowany: „Bezsenność, obniżona empatia, orgazmy bez przyjemności. Psychiatrzy nabierają wątpliwości co do antydepresantów”. Dr Radosław Stupak, psycholog z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, mówi w nim m.in., że antydepresanty dają podobne skutki uboczne, co objawy depresji, które mają leczyć. A także, że po długotrwałym stosowaniu leków antydepresyjnych pacjenci będą mieli prawdopodobnie problemy z pamięcią i logicznym wnioskowaniem.
Zarówno dziennikarka przeprowadzająca wywiad, jak i dr Stupak, wysuwają wniosek, że polscy psychiatrzy nie podchodzą ostrożnie do tematu odstawiania leków psychiatrycznych. Dr Stupak stwierdza jeszcze, że część samobójstw w Polsce może wynikać ze zbyt szybkiego odstawiania leków psychiatrycznych – w tym na polecenie lekarzy.
Polskie Towarzystwo Psychiatryczne reaguje na wywiad z psychologiem
Wywiad, również na łamach Gazety Wyborczej, skomentował dr n. med. Sławomir Murawiec, rzecznik Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
– Podaje celowo wyselekcjonowane uproszczenia na temat leków tak, aby budziły w czytającym negatywne skojarzenia i jest absolutnie wyrwany z kontekstu prawdziwej praktyki klinicznej. W efekcie może być szkodliwy społecznie. Ponadto tekst został napisany w taki sposób, aby sugerować, że rozmówcą jest lekarz psychiatra, a jest nim psycholog. To oburzające, bo na temat leków wypowiada się osoba, która tych leków w praktyce zawodowej nigdy nie stosowała – zaznacza Murawiec.
Stanowisko w sprawie wywiadu z psychologiem Radosławem Stupakiem wydała także Naczelna Izba Lekarska. „Sianie wśród pacjentów psychiatrycznych niepokoju i niepewności co do leków powszechnie stosowanych u pacjentów z depresją jest szkodliwe społecznie i to w stopniu wysokim” – pisze NRL.
Podkreśla także: „Decydując się na publikowanie artykułu dotyczącego tematu nadużywania określonej grupy leków czy negatywnych skutków farmakoterapii, media powinny zawsze akcentować, że leki przeciwdepresyjne są powszechnie stosowane przez lekarzy na całym świecie, środowisko lekarzy psychiatrów ma doświadczenie w ich stosowaniu, a ewentualne odstąpienie od ich stosowania miałoby ogromne negatywne konsekwencje dla osób z depresją”.
Po reakcji środowiska lekarskiego Gazety Wyborczej przypomniała także historie samych pacjentów psychiatrycznych, opublikowane w 2023 roku. Opowiadają oni, jak leki pomogły im w powrocie do zdrowia.
Leki niczym narkotyki. Materiał Newsweeka
Zanim jeszcze zakończyła się dyskusja wokół wywiadu z psychologiem na temat leków psychiatrycznych, materiał na ich temat opublikował Newsweek. 2 lutego ukazał się tekst, który zaczyna się od zdań: „Żeby dobrze funkcjonować, Marcin bierze dwa razy po 150 mg pregabaliny i 120 mg duloksetyny dziennie. Jeśli nie może zasnąć, dorzuca do tego setkę trazodonu albo 10 mg zolpidemu”.
Podobnie artykuł promowano w mediach społecznościowych. Na Facebooku pojawiło się wiele komentarzy osób oburzonych tym, jak przedstawia się leczenie psychiatryczne.
„Dzięki za info Newsweek, dowiedziałam się, że jestem jakimś ćpunem i »widać po mnie«, po moich lekach, które biorę codziennie (w większych dawkach niż te w artykule) i bez nich średnio nadaję się do normalnego funkcjonowania. Faktycznie w Polsce za mało jest stygmatyzacji osób z zaburzeniami psychicznymi, zróbmy więcej” – brzmi jeden z komentarzy, który polubiło ponad 500 osób [pisownia oryginalna].
„Zawsze czytałam was z wielkim zainteresowaniem i broniłam przed hejtem. Teraz jestem po prostu zawiedziona. Mi te leki uratowały życie. Bardzo szkodliwy artykuł i powinien być jak najszybciej zdjęty, chyba że weźmiecie odpowiedzialność prawną za stan ludzi którzy dalej biorą te leki żeby jakkolwiek funkcjonować i nagle przeczytają te bzdury – pisze kolejna osoba [pisownia oryginalna].
Wielu komentujących zwróciło także uwagę, że podane dawki leków nie są w żaden sposób niepokojące. Zwykle stosowana dawka pregabaliny waha się od 150 do 600 mg na dobę, a duloksetyny – od 30 do 120 mg na dobę. Są to leki wykorzystywane w leczeniu zaburzeń lękowych. Zolpidem stosuje się w leczeniu bezsenności, a dawka dobowa wynosi zwykle od 5 do 10 mg. Z kolei trazodon to lek przeciwdepresyjny, a dawka waha się od 75 do 600 mg na dobę.
Osoba wypowiadająca się w tekście nie stosuje więc dawek ponad normę. Na pytanie, czy taki zestaw leków jest dla niej dobry, powinien odpowiedzieć jej lekarz. W Polsce trwa dyskusja na temat nadmiarowego przyjmowania leków psychiatrycznych (np. 1, 2, 3) – przede wszystkim benzodiazepin – które rzeczywiście mogą uzależniać przy niewłaściwym stosowaniu (1, 2, 3).
W artykule nie pada jednak wprost stwierdzenie, że osoby dzielące się swoimi historiami cierpią na zaburzenia lękowe lub depresję. Jako ekspert w tekście występuje socjolog. Nie wypowiada się żaden psychiatra czy psycholog.
Lekarka: to trywializacja problemów psychicznych
Dr n. med. i dr n. o zdr. Marlena Janoska-Jaździk, lekarka psychiatra z Centrum Terapii Dialog, w komentarzu na temat artykuł Newsweeka udzielonym dla Demagoga również zwraca uwagę na określenia użyte w tekście.
– Sformułowanie, że leki to „emocjonalne wakacje” trywializuje problemy psychiczne. Natomiast porównanie leczenia do „zmieniania ludzi w zombie” było zdaniem, którego zupełnie nie spodziewałabym się w rzetelnych mediach. Takie sformułowania są zagrażające i niszczące dla pacjentów – zaznacza. I dodaje:
– Farmakoterapia zaburzeń i chorób psychicznych jest sprowadzana do jakiegoś trendu. Przyjmowanie leków psychiatrycznych jest stygmatyzowane. Nikt nie napisałby, cytując pacjenta: „Jadę na lekach kardiologicznych już trzeci rok” – albo jeszcze dobitniej: „na lekach onkologicznych”. Wywołałoby to ogromne oburzenie, przecież są to leki ratujące życie. Tylko że leki psychiatryczne również są lekami ratującymi życie. Czemu traktuje się je gorzej?
Dr Marlena Janoska-Jaździk zauważa także niebezpieczny przekaz płynący z artykułu – że właściwie każdą trudną myśl czy emocję należy tłumić lekami farmakologicznymi po to, aby funkcjonować bezrefleksyjnie w korporacyjnej machinie świata.
– Jest to ogromne wypaczenie. Nawet strywializowany został bardzo poważny problem, jakim są zaburzenia snu. W artykule pojawia się sugestia, że leki nasenne pomagają „oszczędzać czas”, bo umożliwiają zaśnięcie w ciągu 15 minut. Taki komentarz wymagałaby chociaż sprawdzenia, jaki jest czas zasypiania u zdrowego dorosłego człowieka – zaznacza.
Lekarka komentuje także wypowiedzi pacjentów z tekstu, którzy martwią się, co zrobią, gdy stracą dostęp do leków. – Znów jest to przekaz stygmatyzujący, dający mylne wrażenie, że wszystkie leki psychiatryczne są substancjami uzależniającymi. W momencie konfliktów politycznych mogą być trudności z dostępem do leków. To są obawy wszystkich osób stosujących przewlekle farmakoterapię. Każdą! Jak ktoś poradziłby sobie bez leków internistycznych?
Burza po tekście o rzekomej depresji Hołowni
O tym, że media jeszcze nie dość rozważnie podchodzą do tematu chorób psychicznych i ich leczenia, dobitnie świadczy (już usunięty) tekst z Rzeczpospolitej: „Jacek Nizinkiewicz: Depresja to choroba wszystkich. Politycy nie są wyjątkiem”. Autor napisał w nim, że politycy rzadko mówią o problemach ze zdrowiem psychicznym. Stwierdził, że Szymon Hołownia, były marszałek Sejmu, od miesięcy zmaga się z depresją.
„Wie to jego otoczenie, mówił to swoim bliskim, współpracownikom oraz przyjaciołom. Z kilku niezależnych źródeł wiem, że Hołownia od miesięcy leczy się. Stąd też ograniczona aktywność medialna i śladowa aktywność publiczna. Możliwe też, że stąd niektóre wybory, decyzje, zmienność, reakcje, opinie” – pisał Nizinkiewicz.
Co więcej, tekst ukazał się 23 lutego, czyli w Światowy Dzień Walki z Depresją. Hołownia w reakcji napisał, że tekst powstał bez jego wiedzy i zgody. „Jacku, postąpiłeś podle. Oby wszyscy ci, którzy w Międzynarodowym Dniu Walki z Depresją odważają się wyjść z kręgu cierpienia, szukają swojej nadziei, nigdy dla nikogo nie stali się przedmiotem politycznej gry, towarem, przypadkiem do kazania, tekstu czy ploteczek” – napisał Hołownia.
Jednocześnie polityk zaprzeczył, aby chorował na depresję. „Zmagam się z innymi wyzwaniami. Jestem na dobrej drodze, leki działają, odzyskuję siły. Chcę wierzyć, że zamiast zdzierać ze mnie bandaże i pokazywać je tłumom, będziesz odtąd raczej tymi samymi rękami trzymał za mnie kciuki” – zwrócił się do Jacka Nizinkiewicza.
Gdy ktoś przyczynia się do stygmatyzacji – reagujmy
Materiały medialne, które mogą prowadzić do stygmatyzacji osób chorujących psychicznie, wciąż nie są rzadkością. Pozytywnie można odbierać jednak to, że stanowczo reagują na nie sami odbiorcy, a także środowisko lekarskie. Mimo tego każdy taki materiał może mieć poważne konsekwencje.
– Stygmatyzowanie chorób i zaburzeń psychicznych powoduje, że ogromna część osób nie będzie szukała pomocy w zakresie swoich trudności. Nierzetelność wpływa również znacząco na współpracę z pacjentami w zakresie leczenia. Po doniesieniach medialnych, których celem nie jest poszerzanie adekwatnej wiedzy medycznej, pojawia się ogromne ryzyko jej spadku. Jeśli powszechnie szerzone są informacje nierzetelne, niezgodne z aktualną wiedzą medyczną, przeczące standardom leczenia, trud ze strony lekarza i pacjenta, włożony w prawidłową współpracę, jest niweczony – podsumowuje dr Marlena Janoska-Jaździk.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



