Czas czytania: około min.

Miesiąc wojny za nami. Omawiamy najważniejsze trendy w dezinformacji

24.03.2022 godz. 13:53

Od domniemanej agresji NATO, przez teorie spiskowe o „wyimaginowanej wojnie”, po oskarżanie uchodźców o agresję i odbieranie Polakom przywilejów. Analizujemy, z jakimi typami dezinformujących przekazów mieliśmy do czynienia przez pierwszy miesiąc wojny.

Oprócz działań zbrojnych, w sieci toczy się wojna informacyjna, która dotyka również polskiej infosfery. Od miesiąca codziennie demaskujemy fake newsy i wyjaśniamy wątpliwości, narastające wokół różnych wydarzeń związanych z wojną.

Jeden miesiąc wystarczył, aby dostrzec pewne trendy w dezinformacji docierającej do polskich internautów. Co więcej, z perspektywy czasu wiemy, że wskazówki dotyczące planów inwazji Rosji na Ukrainę pojawiały się w przekazach medialnych nawet przed samym atakiem.

W skrócie – najważniejsze trendy z pierwszego miesiąca wojny

Trend nr 1: fake newsy dotyczą też treści proukraińskich

W prorosyjskich narracjach dezinformacyjnych dominuje przekaz, że Rosja ma pokojowe cele i dąży do „denazyfikacji” oraz „demilitaryzacji” Ukrainy. Jest też ofiarą Zachodu, który próbuje ograniczać jej wpływy. Nie prowadzi żadnej wojny, a zdjęcia i nagrania ofiar oraz zniszczeń są stare lub przedstawiają „inscenizacje”.

Proukraińskie fake newsy cechują się tym, że nierzadko są przekoloryzowane i bazują na nieświadomym i pospiesznym rozpowszechnianiu niesprawdzonych informacji nawet przez profesjonalne media. Częstą techniką jest tutaj wykorzystywanie starych zdjęć i nagrań rzekomo obrazujących obecne straty Rosjan, cierpienie ofiar lub obecność na froncie Wołodymyra Zełenskiego i Witalija Kłyczki.

Trend nr 2: dezinformacja jest dynamiczna i reaguje na bieżące wydarzenia

Jeszcze przed wybuchem wojny fałszywe informacje przygotowywały grunt pod atak. Propaganda przekonywała, że Rosja jest zagrożona przez NATO, i donosiła o domniemanych próbach destabilizacji sytuacji w Donbasie i Mariupolu przez polskich żołnierzy bądź najemników. 

Pierwsze kilka dni wojny zdominował przekaz proukraiński, pokazujący Rosję jako agresora. W sieci krążyły przykładowo zdjęcia i nagrania – które były albo stare, albo pochodziły z symulatorów – zestrzelonych samolotów.

Równolegle ze strony Rosji zaczęły pojawiać się oszukańcze doniesienia, że niektóre zdjęcia z Ukrainy są nieprawdziwe lub nieaktualne. Z czasem dołączyły do tego oskarżenia o to, że zniszczenia są inscenizowane.

Na początku marca, wraz z wybuchem kryzysu uchodźczego, sieć zawrzała od kłamliwych informacji o nieukraińskim pochodzeniu większości uchodźców, a także o ich agresywnym zachowaniu.

Ostatnie dwa tygodnie to dalszy ciąg dezinformacji dotyczących uchodźców, jednak tym razem w kontekście ich pobytu w Polsce. Według licznych fałszywych przekazów Ukraińcy otrzymują przywileje, którymi nie mogą się cieszyć nawet Polacy.

Trend nr 3: w czasie wojny pojawiły się nowe techniki dezinformacyjne

Najlepszym przykładem są zdjęcia. Do tej pory jedną z głównych technik dezinformacyjnych było wykorzystywanie nieaktualnych fotografii do obrazowania bieżących wydarzeń. Od miesiąca obserwujemy sytuacje odwrotne – internautom próbuje się wmawiać, że fotografie z aktualnych wydarzeń są… stare.

W ostatnim czasie narzędziem wykorzystywanym przez rosyjskich propagandystów stał się również fałszywy fact-checking. Posty w rosyjskich mediach społecznościowych i publikacje obalające rzekomą ukraińską dezinformację same w sobie bywają fałszywe. 

Trend nr 4: wojna generuje nowe teorie spiskowe i wzmacnia stare

Najpopularniejsza z nich głosi, że wojna jest „wyimaginowana”, a ofiary „fałszywe”. Inwazja na Ukrainę ma też rzekomo na celu odwrócenie uwagi ludzi od spisków światowych elit, a Żydzi, wykorzystując konflikt zbrojny, zamierzają przenieść Izrael na tereny południowo-wschodniej Ukrainy. 

Narracje o rzekomo fałszywym obrazie wydarzeń w Ukrainie, ukazywanym przez media, są kalką trendów, które pojawiły się już przy okazji pandemii COVID-19.

Pełne omówienie każdego z tych trendów, wraz z przykładami, prezentujemy niżej.

 

Rosyjska dezinformacja niedługo przed inwazją

Rosyjska inwazja na Ukrainę od początku nie była jedynie działaniami zbrojnymi. Strona rosyjska jeszcze przed atakiem na Ukrainę, rozpoczętym 24 lutego 2022 roku, uprawiała swoją propagandę i siała dezinformację. Narracje te miały charakter antyukraiński i antynatowski.

Najpopularniejsze fake newsy, na które można było się natknąć w tym czasie w polskiej sieci, mówiły m.in. że wojna z Ukrainą jest wymysłem mediów oraz że to NATO chce wojny z Rosją i jest odpowiedzialne za napięcia na granicy rosyjsko-ukraińskiej.

Wojna z Ukrainą wymysłem mediów

Jeszcze na tydzień przed rozpoczęciem wojny na polskim Facebooku popularna była grafika sugerująca, że media są rozczarowane rzekomym wycofaniem się rosyjskich wojsk. 

Źródło: facebook.com

Była ona szeroko udostępniana m.in. na takich fanpage’ach, jak: Historia, o której się nie mówi, Beka z totalnej opozycji, Zaorane, Poland PL, Centrum Informacji Niewygodnych, Globalne Oślepienie, Niezlomni.com, Wolne media – bez cenzury. Wymieniliśmy tylko te profile, na których obrazek uzyskał najwyższe wskaźniki interakcji.

Celem grafiki było przekonanie internautów, że to zachodnie media nakręcają napięcie wokół relacji rosyjsko-ukraińskich, a doniesienia o wycofaniu się rosyjskich wojsk wywołało rozczarowanie wśród dziennikarzy. Przekaz ten był zgodny z rosyjskimi interesami.

Popularne również były narracje określające możliwą eskalację konfliktu jako „pseudowojnę” lub temat zastępczy dla złej sytuacji na rynkach finansowych. Ten przekaz sugerował, że za możliwą wojną z Rosją stoją bliżej niesprecyzowane jednostki czy też elity, które chcą odwrócić uwagę od swoich działań. Według profili szerzących takie informacje wystarczy „wyłączyć TV i włączyć myślenie”, a okaże się, że zagrożenia nie ma (czemu ciężko dać wiarę po miesiącu od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji).

NATO jako agresor

Rosyjskie władze równie często twierdziły, że to NATO jest agresorem winnym napięć pomiędzy Rosją i Ukrainą. Największy wpływ na tę sytuację – według Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej – miały wywierać Stany Zjednoczone oraz państwa NATO, które zwiększały obecność wojskową w krajach wschodniej flanki Sojuszu.

Zwiększeniu presji na Moskwę miałyby służyć również kampanie informacyjne zachodnich mediów dążących do siłowej konfrontacji, która z kolei miała być uzasadniana rzekomo fałszywymi przekazami na temat rosyjskiej polityki.

Podobne treści były kreowane w polskiej sieci. W przekazach tych często nazywano NATO organizacją terrorystyczną i twierdzono, że to Sojusz dąży do konfrontacji z Rosją.

Źródło: facebook.com

Zapewnienia NATO bez pokrycia

Władimir Putin niejednokrotnie wyrażał zaniepokojenie dążeniem Ukrainy do integracji z Unią Europejską i NATO. Dotychczasowe poszerzanie granic Sojuszu w kierunku wschodnim miało być, wg prezydenta Rosji, złamaniem obietnicy. Podczas konferencji prasowej z premierem Węgier Wiktorem Orbanem, 1 lutego 2022 roku, Putin mówił:

„Jak wiadomo, obiecano nam (Rosji – przyp. Demagog) nie przesuwać infrastruktury NATO ani o cal na wschód. Wszyscy to dobrze wiedzą. Dzisiaj widzimy, gdzie znajduje się NATO – Polska, Rumunia, kraje bałtyckie. Co innego obiecali – co innego zrobili. (…)

Dzisiaj mówią, że następny krok to Ukraina, że trzeba ją przyjąć do NATO. (…) W ukraińskich dokumentach doktrynalnych jest mowa o tym, że chcą odzyskać Krym, także na drodze militarnej. (…) Załóżmy, że Ukraina jest członkiem NATO: naszpikowana bronią, w Polsce i Rumunii znajdują się nowoczesne systemy uderzeniowe i rozpoczyna się operacja na Krymie, nawet nie mówię już o Donbasie.

To suwerenne rosyjskie terytorium (Krym – przyp. Demagog). Kwestia ta jest dla nas zamknięta. Wyobraźmy sobie, że Ukraina jest członkiem NATO i rozpoczyna operacje militarne. Czy my mamy walczyć z całym NATO? Czy ktokolwiek w ogóle o tym pomyślał? Chyba nie”.

Głównym „zagrożeniem” dla Rosji, wynikającym z prozachodnich aspiracji Kijowa, miała być chęć odzyskania przez Ukrainę Krymu na drodze militarnej i „wciągnięcie” w konflikt zbrojny z Rosją NATO. A to wszystko w myśl art. 5 Traktatu północnoatlantyckiego, zgodnie z którym zbrojna napaść na jednego z członków sojuszu jest uważana za napaść przeciwko nim wszystkim.

Uwadze też nie może umknąć fakt, że – wbrew twierdzeniom Kremla – NATO nigdy nie zadeklarowało, że nie będzie się rozszerzać o kraje należące dawniej do bloku wschodniego. Sojusz już w 2014 roku wyjaśniał, że:

„Żadne takie zobowiązanie nie zostało złożone i nigdy nie przedstawiono żadnych dowodów, które stanowiłyby podstawę zarzutów Rosji. Gdyby takie zobowiązanie zostało złożone przez NATO, musiałaby to być formalna decyzja na piśmie podjęta przez wszystkie państwa członkowskie. Ponadto, kwestia rozszerzenia NATO była po raz pierwszy rozważana kilka lat po zjednoczeniu Niemiec. Wspomniana kwestia nie była jeszcze przedmiotem planów i działań w czasie, gdy – jak twierdzi Rosja – zostały złożone te zobowiązania”.

Udział polskich żołnierzy w Donbasie

Jedną z powracających narracji używanych w rosyjskich działaniach propagandowych i dezinformacyjnych jest rzekomy udział polskich żołnierzy i (lub) polskich najemników w wojnie w Donbasie.

Przykładów takich fake newsów można się doszukiwać jeszcze w styczniu 2016 roku. Informację o rozmieszczeniu polskich najemników w Donbasie oraz 150 żołnierzy w Mariupolu rozpowszechniła jedna z największych rosyjskich agencji informacyjnych RIA Nowosti.

Podobne doniesienia pojawiały się regularnie, nawet w lutym 2022 roku, kiedy to rozpoczęła się inwazja na Ukrainę. Tzw. Doniecka Republika Ludowa poinformowała wtedy o przybyciu do Donbasu grupy polskich najemników, brytyjskich instruktorów i ukraińskich nacjonalistów z Prawego Sektora. Rzekomi polscy najemnicy mieli zaplanowane działania o charakterze dywersyjno-terrorystycznym. Informacje te zostały ponownie podane przez RIA Nowosti, ale także przez Sputnika oraz inne rosyjskie media.

Przekazy te dotąd były zauważalne głównie w rosyjskim internecie, ale w świetle napięcia na granicy rosyjsko-ukraińskiej zaczęły pojawiać się również w polskiej infosferze. 

Źródło: facebook.com

O braku spójności tej narracji świadczy chociażby komentarz udzielony portalowi Konkret24 przez Ministerstwo Obrony Narodowej, w którym zdementowano informacje o udziale polskich żołnierzy i (lub) najemników. Strona ukraińska natomiast ogłosiła, że w wojsku ukraińskim walczą jedynie Ukraińcy.

Warto też przyjrzeć się sondażowi, z którego wynika, że Ukraińcy chcą bronić swojej ojczyzny przed rosyjską napaścią. Z badania wynika, że jedynie 3,1 proc. Ukraińców rozważało wyjazd z Ukrainy w razie agresji Rosji.

Dominujące linie narracyjne w dezinformacji wokół Ukrainy

W połowie marca 2022 roku organizacja pozarządowa EU DisinfoLab dokonała analizy trendów oraz narracji związanych z rosyjską inwazją na Ukrainę. Jako główne trendy dezinformacyjne wyróżniła ona propagandę rządową, teorie spiskowe, manipulację kontekstem oraz grę na emocjach.

Narracje propagandowe

Narracja prowadzona przez stronę ukraińską ma głównie charakter pozytywny, proukraiński, mający na celu podniesienie morale wśród Ukraińców. Przykładami tego są np. wiadomości o Duchu Kijowa oraz informacje mówiące, że prezydent Ukrainy bierze bezpośredni udział w walce zbrojnej.

 Z kolei narracja rosyjska charakteryzuje się przesłaniem negatywnym, często kreującym Ukraińców jako nazistów (czego dobrym przykładem jest udostępniona w Internecie przerobiona grafika przedstawiająca prezydenta Zełenskiego).

W sieci obecne były też głosy, jakoby Ukraina nie istniała, ponieważ rzekomo od 1991 roku nie zarejestrowała swoich granic jako suwerenne państwo. Jest to oczywiście fake news, którego szczegółową analizę znajdziesz tutaj.

Źródło: facebook.com

Popularne teorie spiskowe

Teoria spiskowa to próba wytłumaczenia złożonego problemu na podstawie przekonania, że spisek jest bezpośrednią przyczyną danego zjawiska (np. pandemii lub kryzysu ekonomicznego). Często spisek przedstawia się jako zmowę elit lub wrogich i potężnych sił działających przeciw społeczeństwu.

Pod koniec lutego w sieci opublikowano grafikę, która głosiła, że media wykorzystują stare zdjęcie artylerii (z 2014 roku) do kreowania „wyimaginowanej wojny” w Ukrainie. Działania te mają być prowadzone w ramach spisku, którego celem jest przestraszenie ludzi i pozbawienie ich wolności. Przyjrzeliśmy się temu tematowi i, jak się okazało, zdjęcie artylerii powstało 4 lutego 2022 roku.

Na potwierdzenie teorii o „wyimaginowanej wojnie” w sieci zamieszczono też film ukazujący „fałszywe ofiary”. Na nagraniu był widoczny plac wypełniony ludzkimi ciałami, które przykryto workami. W pewnym momencie jedna z osób porusza się i poprawia nakrycie. Jak zweryfikował Konkret24, sceny te pochodzą jednak ze strajku klimatycznego, który odbył się w 2022 roku w Wiedniu.

Podobny wydźwięk miał krótki film, w którym przekonywano, że rosyjska inwazja na Ukrainę ma na celu odwrócenie uwagi ludzi od spisków światowych elit. Te – poprzez traktat pandemiczny – rzekomo próbują przejąć władzę nad światem i odebrać wolności obywatelskie. Sęk w tym, że o planie utworzenia tego traktatu było już wiadomo w 2020 roku. Celem projektu było opracowanie mechanizmów, które w przyszłości mogą zapobiec i przeciwdziałać kolejnym pandemiom.

Inną popularną teorią spiskową była teza o tym, że Żydzi chcą przenieść państwo Izrael na tereny południowo-wschodniej Ukrainy, na obszar dawnego państwa Chazarów. Jest to antysemicka teoria spiskowa, która jest popularna w sieci już od kilku lat i została zbudowana na fałszywych podstawach, a konkretnie na niewiarygodnym cytacie Henry’ego Kissingera. Pisaliśmy o tym szerzej na naszym portalu.

Źródło: facebook.com

Manipulacja kontekstem

Jednymi z częściej powielanych fake newsów były te wyrwane z kontekstu. Dotyczy to zdjęć lub filmów przedstawiających faktyczne wydarzenia, ale nie były one związane z wojną w Ukrainie. Przykładowo fotografie przedstawiające eksplozję na terytorium Ukrainy tak naprawdę pochodziły ze Strefy Gazy.

Innym przykładem jest zdjęcie, które miało przedstawiać zestrzelony rosyjski samolot. Fotografia została jednak wykonana w 1993 roku. W ramach pokazu w Wielkiej Brytanii zniszczono wtedy rosyjskie myśliwce MiG-29. Szerzej ten przypadek opisaliśmy tutaj.

Źródło: facebook.com

Gra na emocjach

Wojna w Ukrainie stwarza bardzo dobre warunki do siania fake newsów bazujących na ludzkich emocjach. Szczególną popularnością cieszyły się emocjonalne historie poszkodowanych ukraińskich cywilów.

Szeroko opisywanym przykładem dezinformacji bazującej na emocjach był chłopiec, który miał samotnie przekroczyć przejście graniczne w Medyce. Do zdobywającego na popularności przekazu odniosła się Straż Graniczna, która zapewniła, że 4-letni Walerij nie przekroczył granicy sam i był ze swoją rodziną.

Internet obiegło również zdjęcie rannej kobiety. Niektóre z kont sugerowały jednak, że to zdjęcie pochodzi z 2018 roku. Taka narracja mogła mieć na celu podważenie cierpienia Ukraińców i zanegowanie skali wojny. Więcej na temat tej dezinformacji przeczytasz tutaj.

Źródło: facebook.com

Dezinformacja przejawiała się również we względnie pozytywnych kontekstach. Przykładem tego jest krążące zdjęcie mężczyzny i kobiety owiniętych odpowiednio we flagi Ukrainy i Rosji. Zdjęcie to sugeruje pojednanie między narodami, jednak zostało one wykonane podczas koncertu w 2019 roku. 

Fake newsy dotyczące sytuacji na granicy

Napływ uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy stał się od samego początku tematem licznych fake newsów. Znaczna część z nich nosi znamiona dezinformacji, mającej na celu dzielenie polskiego społeczeństwa, szerzenia nienawiści o podłożu rasowym, wzbudzanie niepokoju oraz osłabienie chęci pomocy osobom przybywającym zza wschodniej granicy.

Narracja o nieukraińskim pochodzeniu większości uchodźców

Jednym z dominujących przekazów związanych z kryzysem na granicy polsko-ukraińskiej było to, że rzekomo wśród uchodźców przybywających do Polski sami Ukraińcy stanowią mniejszość, a dominującą grupą są młodzi mężczyźni z Afryki i Bliskiego Wschodu.

„Tylko 20 proc. to matki z dziećmi” – pisał portal Tysol.pl, powołując się na ratownika medycznego, który udzielił wywiadu kilku mediom w Korczowej.

„50, może być 60 proc. to jest Hindusi” – słyszymy z kolei od mężczyzny w innym filmie z granicy polsko-ukraińskiej, krążącym po mediach społecznościowych.

Według jednego z viralowych postów na przejściu w Korczowej w pewnym momencie sytuacja rzekomo wyglądała następująco: „95 % ludzi to zdrowi faceci z Afganistanu, Nigerii, Libanu, cyganie. Od razu mówię nie jestem żadną rasistką, tylko dziwi mnie fakt dlaczego nie ma tam Ukraińców”.

To tylko kilka przykładów, jednak w sieci można było znaleźć wiele relacji „naocznych świadków”, którzy przedstawiali różne, często skrajne liczby. Żadna z tych informacji nie znajduje odzwierciedlenia w oficjalnych danych.

Uzyskaliśmy potwierdzenie: wśród uchodźców dominują Ukraińcy

Wydział prasowy MSWiA poinformował nas 1 marca, że:

Dominującą grupą uchodźców w Polsce są obywatele Ukrainy, ale wśród osób odprawianych przez Straż Graniczną znajdują się też obywatele USA, Nigerii, Indii, Gruzji i innych państw. Wszystkie osoby wpuszczane do Polski są weryfikowane przez Straż Graniczną. Wobec tych, w stosunku do których są wątpliwości, np. nie posiadają dokumentów, funkcjonariusze Straży Granicznej stosują odpowiednie procedury sprawdzające. Żadna osoba, która otrzymała schronienie w Polsce nie zostanie odesłana do państwa ogarniętego wojną”.

Rzeczniczka prasowa Straży Granicznej, por. SG Anna Michalska, 2 marca przekazała nam natomiast, że: „Od 24.02 do Polski z Ukrainy wjechało ok. 480 tys. osób. Ok. 90% z nich to obywatele Ukrainy. Pozostałe osoby, to obywatele państw UE i strefy Schengen, oraz innych krajów – państw całego świata”.

Przedstawiciele Straży Granicznej na dzień 9 marca 2022 roku podawali, że 93 proc. osób przybywających do Polski (łącznie 1,33 mln) to Ukraińcy, którzy szukają pomocy w naszym kraju lub kierują się dalej na zachód, 1 proc. to Polacy, a 6 proc. to obywatele ponad 100 różnych państw. 

W Ukrainie przebywało 400 tys. obcokrajowców, z czego prawie 80 tys. studentów

Według ukraińskich służb migracyjnych w tym kraju mieszkało ok. 400 tys. obcokrajowców. Ukraina była również atrakcyjnym miejscem dla studentów z Afryki, głównie ze względu na niższe koszty utrzymania w porównaniu do krajów zachodnich.

W Ukrainie studiują młodzi ludzie z wielu zakątków świata (w sumie: 155 krajów) – najwięcej z Indii (ponad 18 tys. osób), Maroka (prawie 9 tys.) i Turkmenistanu (prawie 5,5 tys.). Jeśli chodzi o kraje afrykańskie, dalej na liście są m.in. Nigeria (ponad 4 tys.) i Egipt (ponad 3 tys.). W sumie to ponad 76,5 tys. osób.

MSWiA uspokaja

Wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Paweł Szefernaker w rozmowie na antenie radia RMF FM 2 marca oznajmił, że obywatelki Ukrainy z dziećmi są kierowane innym szlakiem niż mężczyźni z pozostałych krajów. Poinformował ponadto, że Polska współpracuje z konsulami m.in. Uzbekistanu i Indii, którzy dbają, by obywatele tych państw wrócili do swoich krajów. Wiceminister wskazał, że tylko 1 marca wyleciało z Polski ponad 400 studentów z Indii.

Przedstawiciel rządu zapewnił, że w pierwszej kolejności do Polski wpuszczani są obywatele Ukrainy, przede wszystkim kobiety i dzieci. Natomiast osoby z krajów trzecich są poddawane odpowiednim procedurom i muszą mieć wymagane dokumenty. Jeśli nie mają ze sobą dokumentów, trafiają do zamkniętych ośrodków straży granicznej.

Marokańczyk na dworcu w Charkowie

W sieci pojawiło się dużo filmów i zdjęć dotyczących uchodźców, także tych niepochodzących z Ukrainy. Zdarzało się, że dopisywano im fałszywy kontekst.

Ciekawym przykładem jest nagranie opublikowane 27 lutego, przedstawiające mężczyznę z nożem stojącego w drzwiach pociągu mającego stacjonować we Lwowie. Jak możemy przeczytać we wpisie: „Muzułmanin blokuje wejście z nożem tylko dla swoich … lokalizacja LWÓW. Takich uchodźców aktualnie przyjmują na przejsciach granicznych PL z Ukrainą … ponoć są to oficjalnie studenci medycyny itd… wtf”.

Nagranie przedstawiające mężczyznę stojącego w drzwiach pociągu stojącego na stacji kolejowej.

Źródło: facebook.com

Przeprowadzona przez nas analiza wykazała, że wideo zostało nakręcone nie we Lwowie, a kilkaset kilometrów dalej, w Charkowie. Dotarliśmy też do nagrania, w którym mężczyzna przedstawia swoją wersję wydarzeń. Wyjaśnił, że próbował odstraszyć ludzi i umożliwić kobietom z Maroka wejście do pociągu.

Czy czarnoskórzy uchodźcy są traktowani gorzej? 

Obok przekazów wyolbrzymiających odsetek uchodźców nieposiadających ukraińskiego obywatelstwa pojawiła się także narracja mówiąca o dyskryminacji tych ludzi. Relacje użytkowników mediów społecznościowych oraz przekazy medialne (m.in. szeroko komentowany materiał w BBC) donosiły o tym, że czarnoskórzy uchodźcy nie są wpuszczani do pociągów odjeżdżających z ukraińskich miast do Polski, nie są przepuszczani przez granicę albo że po przekroczeniu granicy odmówiono im noclegu ze względu na to, że nie byli Ukraińcami.


Takie przypadki oczywiście nie muszą być przykładem celowej dezinformacji. Relacje kilku, kilkunastu osób mogą być sygnałem, że coś jest nie tak, ale nie są jeszcze dowodem na to, że był to akt dyskryminacji ani że jest to zjawisko nagminne. Czasami przyczyną takich wydarzeń są np. problemy z logistyką czy chaos informacyjny.

Kancelaria premiera dementuje

Pod jednym z postów, oskarżających Polskę o dyskryminację części uchodźców, pojawiła się odpowiedź Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w której zaapelowano o zaprzestanie szerzenia dezinformacji.


Straż Graniczna zapewnia, że nie ma mowy o dyskryminacji

O to, jak wygląda sytuacja po stronie polskiej, zapytaliśmy Straż Graniczną. Naczelnik Wydziału Kontroli BiOSG w Przemyślu, ppłk SG Dariusz Kochanowicz odpisał, że: 

„(…) pragnę poinformować, iż w służbowej odpowiedzialności Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej nie wystąpiły przypadki odmowy wjazdu osobom uciekającym przed wojną na Ukrainie, bez względu na obywatelstwo czy kolor skóry. Natomiast zdarza się, że odprawa graniczna pewnych kategorii cudzoziemców z uwagi na konieczność dopełnienia wymogów formalnych związanych z wjazdem może być wydłużona – np. uzyskaniem zgody na wjazd, koniecznością odebrania wniosku o ochronę międzynarodową, czy odebrania deklaracji o chęci ubiegania się o ochronę po wjeździe do kraju. Z uwagi na niespotykaną jak dotąd skalę napływu osób do Polski, może zdarzyć się, że zezwolenie na wjazd nie następuje tak szybko, jakby cudzoziemcy tego oczekiwali, mimo tego, że Straż Graniczna do odprawy granicznej kieruje maksymalną ilość sił i środków. Staramy się jednak by czas przerwania podróży był jak najkrótszy, a warunki w jakich cudzoziemcy oczekują na zgodę na wjazd były godne, w tym, by zapewnione było im wyżywienie. Nie istnieje jednak zagrożenie odesłania tych osób na Ukrainę – tym samym odpowiadając na drugie pytanie stwierdzam, że decyzje o odmowie wjazdu nie są wydawane. Proszę zatem uznać informacje o odmawianiu wjazdu obywatelom innych państw niż Ukrainy za nieprawdziwe i ich nie powielać”. 

Uchodźcy nie przyczyniają się do wzrostu przestępczości

Na początku marca Facebook, Twitter i inne media społecznościowe zostały zalane informacjami o napadach, kradzieżach czy gwałtach ze strony migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy dostali się do Polski z Ukrainy. Wiele z nich pojawiło się w kontekście Przemyśla. O domniemanym chaosie wywoływanym przez migrantów z Afryki donosiły też m.in. Media Narodowe

Facebookowy profil Podkarpaccy Kibice pisał np. o „pocięciu nożem młodej kobiety” w dzielnicy Zasanie w Przemyślu. Pojawiły się również rozpowszechniane pocztą pantoflową informacje, że kobieta była hospitalizowana.

Zrzut ekranu z filmu o rzekomej napaści na kobiety w Przemyślu

Źródło: facebook.com

Podinsp. Marta Tabasz-Rygiel, rzeczniczka prasowa KWP w Rzeszowie, poinformowała nas, że przemyska policja nie odnotowała incydentu zaatakowania kobiety nożem. Informacji tej nie potwierdził także rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu przy Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej. Ratownicy tej placówki nie przyjęli zgłoszenia od kobiety „pociętej nożem”.

Incydenty nie świadczą o powszechności zjawiska

W przygranicznych miejscowościach rzeczywiście jednak doszło do pojedynczych incydentów z udziałem uchodźców. W Medyce miał miejsce atak nożownika na sprzedawcę w sklepie spożywczym. Nagranie z wydarzenia krążyło w mediach społecznościowych, o sprawie pisały również media, m.in. Super ExpressTVP Info.

Podinsp. Marta Tabasz-Rygiel poinformowała nas, że – oprócz napadu na sklep – na terenie Przemyśla i okolic nie odnotowano wyższego wskaźnika przestępczości.

„Nie odnotowaliśmy żadnego zgwałcenia, napaści seksualnej, nie dochodziło do kradzieży, włamań czy zniszczeń. Jedno zdarzenie w sklepie w Medyce (cudzoziemiec zaatakował sprzedawcę, sięgnął po nóż. Mężczyzna błyskawicznie go obezwładnił i przekazał Policji. Mężczyzna, ob. Maroka usłyszał zarzut rozboju) nie może budować przekazu, że jest niebezpiecznie. Nie odnotowywaliśmy nawet drobnych kradzieży, których sprawcami byliby cudzoziemcy”.

Media obiegła też informacja, że obywatel Turkmenistanu odgryzł fragment palca ratownikowi medycznemu. O wydarzeniu poinformowała na Facebooku Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu. Post nie jest już jednak dostępny, ponieważ – jak wyjaśniła stacja – wywołał on falę mowy nienawiści i został „instrumentalnie wykorzystywany w celu stwarzania atmosfery zagrożenia”.

To, że pojawiają się pojedyncze sygnały o takich wydarzeniach nie oznacza jeszcze, że możemy mówić o powszechnym zjawisku. Ataki czy agresja są pochodną chaosu związanego z wojną oraz koniecznością ucieczki i nie dotyczą ogółu uchodźców. Ponieważ jednak doniesienia o brutalnym i agresywnych zachowaniu są nośne w mediach (zwłaszcza jeśli dotyczą osób z innych kultur), można odnieść mylne wrażenie, że skala zjawiska jest znacznie większa, niż ma to miejsce w rzeczywistości. 

Ruskie trolle udające miejskie serwisy informacyjne

Na początku marca na Instagramie uaktywniły się konta o tematyce miejskiej. W ciągu kilkunastu godzin opublikowały one kilka dezinformujących postów, m.in. o wzroście przestępczości czy bójkach spowodowanych przez uchodźców z Ukrainy.

Doniesienia o kradzieżach i pobiciach zostały zdementowane przez Komendę Główną Policji, a także Polską Izbę Handlu. Jak się okazało, instagramowe profile szerzące dezinformację były prowadzone przez konta założone na skrzynkach mailowych w rosyjskiej domenie. Więcej na ten temat w naszej analizie.

Post na Instagramie zawierający zdjęcie witryny sklepowej w Polsce informującej o kontrolowaniu osób narodowości Ukraińskiej po odejściu od kasy. Komunikat napisany jest po polsku i ukraińskie. Zdjęciu towarzyszy informacja o przestępstwach popełnianych przez uchodźców

Źródło: instagram.com

Atak nożownika na dworcu w Krakowie

Na nagraniu zamieszczonym przez profil „dziejesiewprzemyslu” widać długą plamę krwi w przejściu z Galerii Krakowskiej do Dworca Głównego w Krakowie. Film został opatrzony następującym opisem: „Do czego to wszystko zmierza”. W rzeczywistości nie doszło do żadnego ataku, a krew na nagraniu to efekt pękniętego żylaka. Filmik wpisuje się w narrację, zgodnie z którą obecność uchodźców z Ukrainy w Polsce ma zagrażać Polakom. Więcej w analizie.

Uchodźcy demolują sklep

Na Facebooku popularność zdobyły nagrania przedstawiające rzekome nietaktowne i hałaśliwe zachowania ukraińskich uchodźców w jednym ze sklepów. Materiały te nie przedstawiają aktualnych wydarzeń i zostały udostępnione w czerwcu 2021 roku. Dezinformacyjny charakter nagrań miał wzbudzić w odbiorcach niechęć do przyjmowania uchodźców z Ukrainy.

Spiskowe teorie Teresy Garland 

Potencjalne zagrożenie ze strony uchodźców jest również elementem teorii głoszonych przez samozwańczą prezydent Teresę Garland. W jednym z niedawnych wystąpień stwierdziła ona, że – jak to określiła – nielegalny polski rząd „podobno podpisał zgodę na przyjęcie 5 mln imigrantów z krajów arabskich, azjatyckich i afrykańskich. Ta niekontrolowana imigracja do Polski odbywa się pod przykrywką uchodźców z Ukrainy, którzy uciekają przed wojną”.

Jak twierdzi Garland, doprowadzi to do tego, że: „w związku z brakiem żywności imigranci zmasakrują, zgrabią i wymordują naród polski w poszukiwaniu jedzenia. Tak skończy się era istnienia państwa polskiego, tak zginie naród polski za okazanie swojej dobroci”. Oczywiście na poparcie powyższych tez nie ma żadnych dowodów. Więcej przeczytasz w naszej analizie.

Obecne przekazy dezinformujące dotyczące uchodźców i pomocy dla nich

W ostatnim czasie coraz więcej dezinformacji podkreśla rzekome przywileje, jakimi mogą się w Polsce cieszyć uchodźcy. W mediach społecznościowych popularność zdobywają treści, które starają się przekonać czytelników, że przybywający do naszego kraju Ukraińcy są lepiej traktowani od Polaków. Pomoc i ułatwienia, jakie mogą oni uzyskać w Polsce, mają według tej narracji wzbudzać poczucie, że „Polak jest obywatelem drugiej kategorii we własnym kraju”.

Polskie dzieci nie są wyrzucane ze szpitali onkologicznych

W poście na Facebooku opublikowano zrzut ekranu tweeta informującego o rzekomym wyrzucaniu polskich dzieci z oddziałów onkologicznych, aby zrobić miejsce dla dzieci z Ukrainy. Informacje te zdementował kierownik jednej z klinik onkologicznych, a także Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Bardziej szczegółowo ten temat opisaliśmy w naszej analizie

Ukraińscy uchodźcy nie są przesiedleńcami

Post na Facebooku sugeruje, że Ukraińcy przybywający do naszego kraju to nie uchodźcy, lecz przesiedleńcy. Wbrew sugestiom zawartym w omawianym wpisie Ukraińcy docierający do naszego kraju nie zostali tutaj przeniesieni wskutek odgórnego nakazu.

Post na Facebooku zawierający treści antyuchodźcze. Na fotografii widzimy stojącego bokiem funkcjonariusza straży granicznej, prowadzącego matkę trzymającą dziecko na rękach. Obok niej stoi młoda dziewczyna w kurtce, obwieszona torbami. W tle widać więcej uchodźców i funkcjonariuszy

Źródło: facebook.com

Była to ich dobrowolna decyzja o szukaniu schronienia w innym państwie. Zgodnie z Konwencją genewską o ochronie osób cywilnych podczas wojny przymusowe przesiedlanie masowe lub indywidualne jest zabronione bez względu na powody. Więcej w analizie.

Uchodźcy nie dostają darmowych mieszkań

W jednej z facebookowych grup udostępniono post, a w nim grafikę, według której uchodźcom rzekomo ma zostać przekazane za darmo 650 mieszkań czy też, że mają oni dostawać dziennie po 40 zł na osobę. We wpisie wymienia się też szereg innych rodzajów pomocy, z których część faktycznie została wprowadzona. W tekście pominięto jednak informację, że są to rozwiązania czasowe albo że pieniądze nie trafiają do Ukraińców, a do Polaków, którzy ich goszczą u siebie.

Źródło: facebook.com

Jak wskazał Państwowy Instytut Badawczy NASK na swoim profilu na Twitterze, post zawiera fałszywe i zmanipulowane informacje dotyczące pakietu wsparcia dla uchodźców z Ukrainy, co ma prowadzić do generowania podziałów i nastawiać negatywnie do osób uciekających przed wojną. Więcej w analizie.


PESEL to nie obywatelstwo

Wiceszef MSWiA Maciej Wąsik poinformował 4 marca, że projekt ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy zakłada nadanie im numeru PESEL. W sieci natychmiast pojawiły się dezinformujące przekazy, że celem tych działań jest przyznanie uchodźcom praw wyborczych. Nie jest to jednak prawda.

Mimo że Wąsik wyraźnie wskazał, że nie chodzi o nadawanie uchodźcom polskiego obywatelstwa, wielu internautów rozpowszechniało nieprawdziwe twierdzenia. 

Pod jednym z postów na Facebooku pojawiły się komentarze, że nadanie numeru PESEL upoważni Ukraińców do głosowania w wyborach. Więcej w analizie.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Podobał Ci się artykuł? Pomóż nam dzielić się prawdą!

Możesz śmiało rozpowszechniać ten artykuł na swojej stronie internetowej. Pamiętaj o podaniu źródła. Sprawdź jak możesz udostępniać.

Wpłać darowiznę i działaj z nami!

lub