Opisujemy ważne dla debaty publicznej tematy dotyczące polityki, fact-checkingu, dezinformacji i propagandy.
Skąd się wzięli migranci na granicy z Niemcami? Fakty kontra mity
Niemcy przerzucają migrantów do Polski, aby pozbyć się ich nadmiaru – alarmują politycy opozycji. Widzą w tym spisek Donalda Tuska i Ursuli von der Leyen. Teoria ta przysłania jednak znacznie bardziej skomplikowaną rzeczywistość.
Fot. Shutterstock / Modyfikacje: Demagog
Skąd się wzięli migranci na granicy z Niemcami? Fakty kontra mity
Niemcy przerzucają migrantów do Polski, aby pozbyć się ich nadmiaru – alarmują politycy opozycji. Widzą w tym spisek Donalda Tuska i Ursuli von der Leyen. Teoria ta przysłania jednak znacznie bardziej skomplikowaną rzeczywistość.
Od poniedziałku, 7 lipca, przywrócono czasowo kontrole na granicy z Niemcami i z Litwą. Już w nocy z niedzieli na poniedziałek doszło do zatrzymania obywatela Estonii, który przewoził migrantów, próbujących nielegalnie przekroczyć granicę. Oficjalnie decyzja o czasowym przywróceniu kontroli granicznych była podyktowana „zmieniającą się sytuacją migracyjną”. Ale co tak właściwie kryje się pod tym pojęciem?
To zależy od perspektywy osób, które na ten temat się wypowiadają. W zalewie faktów i opinii można się pogubić, a przez to stać się podatnym na fałszywe informacje. A tych niestety nie brakuje. Na naszych łamach na bieżąco je wyjaśniamy (np. 1, 2, 3).
Na jakie narracje opisujące sytuację na zachodniej granicy możemy natknąć się w sieci, a jakie są fakty w tej sprawie?
Politycy alarmują. Teorie o „atakach”
„Polska granica zachodnia jest atakowana” – napisał Mateusz Morawiecki na Facebooku i dodał, że nasz kraj atakują „niemieckie służby, zalew nielegalnych imigrantów i rządowa propaganda”. Jednocześnie powiedział, że polsko-niemieckiej granicy muszą chronić sami mieszkańcy, i zasugerował, że patrole policyjne, również polsko-niemieckie, są wrogie wobec polskich obywateli.
– Wspólne patrole polsko-niemieckie po polskiej stronie kończą się często tak, że podchodzą obywatele polscy, żeby zapytać o coś, zapytać o nielegalnych migrantów. W tym momencie niemiecki policjant sięga po broń, na polskiej ziemi – relacjonował Morawiecki w nagraniu udostępnionym w mediach społecznościowych.
W podobnym tonie wypowiadali się też inni politycy opozycji. Poseł PiS Dariusz Matecki napisał w serwisie X, że „zielona granica polsko-niemiecka jest zupełnie niechroniona”, a Niemcy w porozumieniu z rządem Donalda Tuska lub z własnej inicjatywy mogą „podrzucać do Polski nielegalnych migrantów”. Narrację o tym, że Niemcy przywożą do nas migrantów, powielił także Patryk Jaki.
„Histeria” i obywatelskie patrole
Na te i podobne głosy przedstawiciele rządu początkowo reagowali ostrymi komentarzami. „Ta histeria, która towarzyszy teraz politykom Konfederacji i PiS-u jest absolutnie motywowana politycznie, jest próbą wyścigu między Konfederacją a PiS-em” – powiedział minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak.
Premier Donald Tusk z kolei skomentował sytuację tak: „Haniebne i skandaliczne jest ze strony polityków obrażanie i dystansowanie się od służb państwowych, takich jak Straż Graniczna”. Ten komentarz odnosi się do tego, do czego doprowadziła sytuacja nazwana przez Siemoniaka „histerią”. Na granicy – z inicjatywy Roberta Bąkiewicza – zaczęły działać obywatelskie patrole Ruchu Obrony Granic. Polacy „pilnują” granic m.in. w Słubicach, w Kostrzynie i w Gubinie.
Z przytoczonych wyżej opinii i postaw jasno wynika, że według grupy „broniącej granic”, to Niemcy przywożą do Polski migrantów o nieuregulowanym statusie. Z kolei polskie służby rzekomo na to nie reagują lub po prostu o tym nie wiedzą. Zgodnie z tą narracją polskie służby są paraliżowane przez rząd Donalda Tuska, który dogadał się albo z Niemcami, albo z samą przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen.
Decyzja spodziewana od dawna
Jak tę sprawę widzą Niemcy? Instytut Zachodni zauważył, że decyzję rządu Donalda Tuska o przywróceniu kontroli granicznych niemiecka prasa odczytuje jako reakcję na niemiecką politykę migracyjną. Ta decyzja nie zaskoczyła opinii publicznej, a kanclerz przyjął ją ze zrozumieniem.
Wirtualna Polska, na podstawie informacji z nieoficjalnego źródła, już w lutym pisała o tym, że Donald Tusk w rozmowie z przyszłym kanclerzem Friedrichem Merzem zapowiedział przywrócenie kontroli w razie zaostrzenia sytuacji na granicy.
Friedrich Merz jest kanclerzem Niemiec od 6 maja. Alexander Dobrindt, nowy szef niemieckiego MSW, zaledwie kilka godzin po objęciu urzędu zapowiedział zaostrzone kontrole na granicach. Poinformował, że osoby, które zamierzają składać wnioski o uzyskanie ochrony międzynarodowej, będą zawracane. Wyjątkiem, podobnie jak w Polsce na granicy z Białorusią, mają być jedynie „grupy wrażliwe” (np. kobiety i dzieci).
Jak opisuje Kamil Frymarek, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), w ciągu trzech pierwszych tygodni zaostrzonych przepisów dotyczących ruchu granicznego udaremniono 3 387 prób nielegalnego wjazdu do Niemiec i zawrócono 2 161 osób. Ponadto ze 160 ubiegających się o azyl odesłano 125 osób.
Niemcy działają niezgodnie z prawem
Z tej perspektywy może się wydawać, że Niemcy i Polska prowadzą spójną politykę migracyjną. Tylko że to właśnie działania Niemiec, polegające na odsyłaniu migrantów do Polski, wywołały potrzebę czasowego przywrócenia kontroli na granicy polsko-niemieckiej. Co istotne, niekiedy te działania są sprzeczne z prawem.
Wskazuje na to wyrok sądu administracyjnego w Berlinie. 2 czerwca uznał on, że zawrócenie do Polski trzech Somalijczyków, którzy zgłosili chęć ubiegania się o azyl w Niemczech, było niezgodne z prawem.
W ocenie sądu takich osób nie można po prostu odstawiać na granicę z państwem, z którego bezpośrednio przyszli. Należy dokładnie sprawdzić – zgodnie z unijnym rozporządzeniem Dublin III – które państwo powinno rozpatrzyć ich wniosek, a następnie oficjalnie przekazać te osoby służbom tego państwa. Niemieckich sędziów nie przekonał argument rządu, że wobec zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego stosowanie się do unijnych procedur nie jest konieczne.
Kłopoty z readmisjami
Dla niemieckiego rządu problemem w realizacji ostrzejszej polityki wobec migrantów są nie tylko sędziowie pilnujący przepisów. Niemcy od dłuższego czasu napotykają trudności w odsyłaniu migrantów (czyli w tzw. readmisji) zgodnie z procedurami.
Jak czytamy w analizie OSW, w 2024 roku – w ramach procedury opisanej w rozporządzeniu Dublin III – Niemcy złożyły do różnych państw 74 583 wnioski o przyjęcie migrantów. Zaakceptowano 60 proc. z nich, ale zrealizowano tylko 13 proc.
Włochy – mimo że wyraziły zgodę na przyjęcie 10 402 osób – m.in. ze względu na przeciążenie systemu przyjęły tylko 3 osoby. Grecja miała przyjąć 219 osób, ale odesłano do niej jedynie 22, ponieważ niemieckie sądy uznały, że w greckich obozach dla osób starających się o azyl panują złe warunki. Poza tym wielu migrantów zwyczajnie znika przed odesłaniem. Zdarza się też, że linie lotnicze odmawiają ich przewożenia.
Znacznie prostsze okazuje się zawrócenie cudzoziemca do kraju, z którego przybył na podstawie odmowy wjazdu. W ten sposób w 2024 roku niemieckie służby potraktowały ponad połowę osób, które próbowały nielegalnie dostać się do Niemiec.
Wzrasta liczba odmów wjazdu
Polski rząd się chwali, że w 2023 roku (gdy Niemcy prowadziły kontrole na granicy z Polską od niecałych trzech miesięcy) liczba osób odesłanych do Polski w ramach procedury dublińskiej oraz umowy o readmisji była wyższa niż obecnie. W 2023 roku było to prawie 1 000 osób, a w 2024 roku – prawie 700.
Według rzecznika MSWiA jest to rzekomo efekt „bardzo dokładnego sprawdzenia, czy wniosek władz niemieckich jest zasadny i czy Polska powinna zgodzić się na przyjęcie danego cudzoziemca”.

Co ważne, weryfikację przekazywanej osoby umożliwia polskim służbom tylko odesłanie cudzoziemca według przepisów unijnych i umowy z Niemcami. W przypadku zawrócenia na podstawie odmowy wjazdu, jak wynika z komentarzy niemieckiej policji i polskiej Straży Granicznej, nie jest konieczne proszenie o zgodę ani nawet o przekazanie cudzoziemca bezpośrednio w ręce polskich służb.
Nie tylko do Polski zawraca się migrantów
Zgodnie z informacjami niemieckiego MSW, z 16 tys. imigrantów o nieuregulowanym statusie, którzy w 2024 roku dostali się do Niemiec od strony Polski, zawrócono ponad 9 tys. Wśród zawróconych najczęściej spotyka się Ukraińców (50 proc.). Zdarzają się też obywatele Afganistanu (6 proc.), Syrii (5 proc.), Gruzji (5 proc.) czy Indii (2 proc.)
W 2023 roku zawróceń do Polski było znacznie mniej: 1,7 tys. To dopiero w październiku 2023 roku Niemcy zaczęły prowadzić kontrole na granicy z Polską.
Skąd w Polsce migranci o nieustalonym statusie? Rząd chwali się przecież coraz większą skutecznością zapory na granicy z Białorusią. Tymczasem w 2024 roku niemiecka policja federalna zarejestrowała blisko 5 tys. osób, które próbowały dostać się do Niemiec szlakiem prowadzącym m.in. przez Białoruś i Polskę. Według danych Frontexu blisko trzykrotnie zwiększyła się liczba migrantów o nieuregulowanym statusie, którzy próbowali przekroczyć zewnętrzne granice UE przez Białoruś, Mołdawię, Ukrainę i Rosję. W 2024 roku było to 17 tys. osób.
Co ważne, zawracanie cudzoziemców nie dotyczy tylko Polski. Od września 2024 roku Niemcy prowadzą kontrole na całej długości swojej granicy. Na granicy z Austrią w zeszłym roku wykryto ponad 13 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy i zawrócono 7 tys. osób. Podobną liczbę cudzoziemców zatrzymano na granicy ze Szwajcarią, przy czym tam zawrócono ich aż 11 tys. Jak komentuje Kamil Frymark: „Niemcy postrzegają współpracę graniczną ze Szwajcarią jako wzorową”.
Kontrowersje wokół zawróceń
Z powodu braku konieczności informowania strony polskiej o zawróceniu migranta zdarzają się sytuacje, że niemiecka policja po prostu zostawia cudzoziemca przy granicy z Polską i każe mu wracać albo wręcz zawozi go na nasze terytorium. Tak stało się w czerwcu 2024 roku w Osinowie Dolnym i w lipcu 2025 roku w Gubinie.
W obydwu przypadkach, po nagłośnieniu ich przez media, polskie służby oświadczyły, że działania Niemiec są niedopuszczalne. Obydwie strony zapewniały jednak, że były to pojedyncze incydenty, które nie mają prawa się powtórzyć.
Franziska Gorski (z wydziału prasowego Kwatery Głównej Policji Federalnej) wyjaśniła nam w ubiegłym roku, że z „przyczyn taktycznych” osoby zawracane na granicy powinny być przekazywane polskim służbom. W przypadku incydentu z Osinowa Dolnego służby rzekomo nie odpowiadały jednak przez kilka godzin na informację od strony niemieckiej. W takiej sytuacji pozostawienie cudzoziemca przy granicy, bez obecności polskich służb, według strony niemieckiej jest legalne.
Szeroka definicja granicy
W przypadku migrantów zawracanych do Polski zdziwienie może budzić także fakt, że nie mówimy tu o osobach zatrzymywanych wyłącznie na pasie granicznym. Pięcioosobową rodzinę z Afganistanu, którą niemiecka policja odwiozła do Osinowa Dolnego, zatrzymano wcześniej w miejscowości Altmädewitz. To miejsce oddalone od polskiej granicy o ok. 10 km.
Marek Rabij, w artykule na łamach „Tygodnika Powszechnego”, pisze – na podstawie rozmów z polskimi strażnikami – o pasie „około 30-50 kilometrów od granicy z Polską”, na którym zatrzymywani migranci są zawracani do Polski. Za dowód, że cudzoziemcy przekroczyli dopiero co granicę z Polską, służą w takiej sytuacji paragony z polskich sklepów, bilety kolejowe czy relacje okolicznych mieszkańców.
Aby wobec cudzoziemca zastosowano zasady odsyłania wynikające z rozporządzenia Dublin III, które wymagają formalnego przekazania migranta stronie polskiej, wystarczy, że złoży on wniosek o azyl. Jak tłumaczy Kamil Frymark z OSW, policjanci stosują jednak sprytną metodę, która umożliwia natychmiastowe zawrócenie. Zadają cudzoziemcowi pytanie, czy chce podjąć pracę w Niemczech. Jeśli odpowie twierdząco, to nie jest uznawany za osobę szukającą ochrony międzynarodowej.
Gra w ping-ponga
Andreas Roßkopf, przewodniczący Związku Zawodowego Policji (GdP), w rozmowie z „Rheinische Post” wyraził obawę, że wskutek wprowadzenia przez Polskę kontroli granicznych rozpocznie się „coś w rodzaju gry w ping-ponga”. Rolę piłeczki będą w niej odgrywać migranci, a rolę paletek – polscy i niemieccy funkcjonariusze zawracający osoby tam, skąd przyszły.
Przed przywróceniem kontroli po polskiej stronie granicy osoby zawracane funkcjonowały w zawieszeniu lub zupełnie poza systemem. Paweł Jędral, w artykule dla OKO.press, zauważył, że od ponad pół roku wśród aktywistów wspierających uchodźców pojawia się coraz więcej informacji o potrzebach na zachodniej granicy: o poszukiwaniu pomocy medycznej, o gromadzeniu zapasów, o zbiórkach pieniędzy.
Jak tłumaczyła strażniczka graniczna z przejścia w Słubicach, zapytana o komentarz przez Ruch Obrony Granic i ekipę telewizji Republika podczas próby wylegitymowania migrantów, nie każdy cudzoziemiec, którego przekazano polskim służbom, trafia do zamkniętego ośrodka. Jeśli okaże się, że może on legalnie przebywać w Polsce, jest puszczany wolno. Jeśli nie – prawdopodobnie zostanie zobowiązany do powrotu do swojego kraju.
Zawieszenie w oczekiwaniu na deportację
Radca prawny Filip Rakoczy podkreśla jednak, że w okresie oczekiwania na decyzję o deportacji Straż Graniczna nie musi trzymać cudzoziemców pod ścisłą kontrolą. Tak długo, jak nie stanowią oni zagrożenia, mogą przebywać na wolności. Zobowiązuje się ich jedynie do regularnego meldowania się w placówce Straży Granicznej. Wcześniej zapisuje się ich dane osobowe, zdjęcia i odciski palców.
Tak było w przypadku grupy migrantów w Szczecinie, których zdjęcia w mediach społecznościowych opublikowali m.in. Dariusz Matecki i Mateusz Morawiecki. Obywatele Somalii i Erytrei, w czasie trwającej procedury wydalenia ich z Polski, przesiadywali w parku i na przystanku. Nie łamali prawa, ale wzbudzali niepokój u polityków i u niektórych mieszkańców.
Wiceminister MSWiA ds. migracji Maciej Duszczyk skomentował, że migranci, wobec których stosuje się „środki wolnościowe”, najczęściej ponownie próbują przedostać się do Niemiec. Według mieszkanki Słubic, która rozmawiała z OKO.press, zawracani cudzoziemcy czekają do nocy pod szpitalem, a potem znów próbują przekroczyć granicę z Niemcami.
Wzrost wniosków o azyl w Polsce
Filip Rakoczy zwraca uwagę, że prawo ratuje cudzoziemców przed deportacją, gdy zgłoszą oni chęć ubiegania się o azyl. Według radcy migranci w Polsce zwykle tego jednak nie robią, ponieważ tak im doradzają przemytnicy. Migranci nie mają też zaufania do polskich służb.
Według danych Eurostatu liczba składanych wniosków o azyl w Polsce w 2024 roku znacząco wzrosła. Po raz pierwszy wnioski złożyło ponad 14 tys. osób, czyli 87 proc. więcej niż przed rokiem. Blisko 68 proc. tych osób to obywatele Ukrainy i Białorusi. Samych wniosków składanych przez Ukraińców przybyło ponad 4,5 tys.
To jednak nic w porównaniu do sytuacji w Niemczech. Co prawda, tam w 2024 roku po raz pierwszy wniosek o azyl złożyło 30 proc. osób mniej niż rok wcześniej. Wynik za 2024 rok jest jednak 16-krotnie wyższy od polskiego i wynosi blisko 230 tys. wniosków. Zaledwie niecały 1 proc. z nich to wnioski złożone przez Ukraińców i Białorusinów.
Co robić?
Niemieccy politycy i policjanci, zapytani przez „Die Welt”, postrzegają spadek liczby wniosków o azyl składanych w Niemczech jako efekt własnych działań. Zwracają uwagę np. na obowiązujące od września 2024 roku kontrole na całej granicy Niemiec.
Na podstawie danych Frontexu widzimy jednak szersze zjawisko – w 2024 roku liczba osób, które próbowały nielegalnie dostać się do Unii Europejskiej, spadła o 38 proc. Największy spadek widać na głównym szlaku – przez Morze Śródziemne (-59 proc.) i Bałkany (-78 proc.). W tym drugim przypadku Frontex docenia wysiłki państw regionu, które przyczyniły się do tego efektu.
Kamil Frymark z OSW wskazuje na jeszcze inne przyczyny coraz mniejszej presji migracyjnej. W swojej analizie zwrócił uwagę na upadek reżimu Baszara al-Asada w Syrii i na postępującą stabilizację w Libii i w Tunezji.
Do ograniczenia skali migracji do Polski czy do Niemiec mogła się więc przyczynić nie tylko mocna obrona granic i ograniczanie praw cudzoziemców, lecz także współpraca z innymi państwami czy starania o pokój i poprawę warunków ekonomicznych na świecie. Warto o tym pamiętać, gdy myślimy o działaniach koniecznych do podjęcia w obecnej sytuacji.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



