Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Nadchodzi kolejny lockdown? Brak benzyny nie oznacza przymusowego zamknięcia w domach
Rosnąca cena ropy ponoć spowoduje, że wszyscy zostaniemy zamknięci w domach – tak jak w czasie pandemii. Alarmujące wpisy na temat rzekomego lockdownu energetycznego zawierają jednak nieprawdziwe informacje, np. na temat racjonowania benzyny.
Fot. Pixabay / Facebook / Modyfikacje: Demagog
Nadchodzi kolejny lockdown? Brak benzyny nie oznacza przymusowego zamknięcia w domach
Rosnąca cena ropy ponoć spowoduje, że wszyscy zostaniemy zamknięci w domach – tak jak w czasie pandemii. Alarmujące wpisy na temat rzekomego lockdownu energetycznego zawierają jednak nieprawdziwe informacje, np. na temat racjonowania benzyny.
Analiza w pigułce
- Rosnące ceny ropy i benzyny spowodowały pojawienie się nowej teorii spiskowej, zgodnie z którą zbliża się energetyczny lockdown. Ponoć planowane jest wprowadzenie ograniczeń poruszania się, a na świecie doszło do powszechnego racjonowania paliwa.
- To nieprawda – obecnie wydano tylko rekomendacje, a nie prawne ograniczenia. Światowa Agencja Energii (IEA) w swoim raporcie zaleca m.in. pracę z domu, jeśli to możliwe. Zachęca także np. do wybrania transportu publicznego, by obniżyć koszty podróży.
- Decyzję o racjonowaniu paliwa podjęło kilka krajów i nie jest to praktyka przyjęta globalnie.
Tocząca się wojna na Bliskim Wschodzie nie tylko ma wpływ na mieszkańców regionu, lecz także oddziałuje na życie ludzi na całym świecie. Jednym z najbardziej widocznych przejawów konfliktu są rosnące ceny ropy, które oznaczają droższą benzynę. Obawy o dostępność paliwa powodują niepokój społeczny, a to doskonałe warunki dla twórców teorii spiskowych.
Szczególną popularność zdobyła niedawno pogłoska o zbliżających się kolejnych lockdownach (1, 2, 3). We wpisach opublikowanych na Facebooku alarmowano, że nadchodzą największe ograniczenia od czasów pandemii COVID-19. Ich źródłem ma być wojna tocząca się na Bliskim Wschodzie, która spowodowała wzrost cen ropy. Wydarzenie rzekomo sprawi, że zostaną wprowadzone ograniczenia w poruszaniu się (transporcie).
Jak przeczytamy w jednym z wpisów [pisownia oryginalna]: „Zaczynasz jeździć mniej. Rządy też zaczynają ci mówić, żebyś jeździł mniej […]. W 2026 roku będą to nazywać środkiem ochrony systemu energetycznego, ale rezultat jest ten sam. Nie wyjdzisz z domu bez pozwolenia. I teraz nie nazwą tego nawet lockdownem”.
Nie wyjdziesz z domu bez pozwolenia? IEA nie rekomenduje takich działań
Wraz z rozprzestrzenianiem się wirusa COVID-19 w 2020 roku kolejne państwa decydowały się na wprowadzenie ograniczeń, czyli tzw. lockdownów. Stanowiło to reakcję na nową, globalną sytuację, w której zdrowie i życie milionów osób było potencjalnie zagrożone. W związku z tym zawieszono np. zajęcia w szkołach czy wprowadzono obowiązkową kwarantannę po powrocie z zagranicy (par. 2 ust. 2). Czy obecna sytuacja spowodowana ograniczeniami dostępu do ropy przypomina czas pandemii?
Nie, ponieważ obecne działania polegają na wydawaniu rekomendacji, a nie prawnych ograniczeń. Zalecenia dotyczące tego, jak radzić sobie z kryzysem paliwowym, opublikowała m.in. Światowa Agencja Energii (IEA). Rozwiązania zaproponowane przez nią mają np. obniżyć koszty dla konsumentów. Dlatego jedna z rekomendacji dotyczy wyboru pracy zdalnej, by obniżyć wydatki na benzynę.
We wpisie przeczytamy o wprowadzeniu ograniczeń, które sprawią, że „nie wyjdziesz z domu bez pozwolenia”. My jednak podkreślamy: w raporcie IEA nie ma sugestii związanych z tak drastycznymi ograniczeniami. Pracę z domu zarekomendowano osobom, które mogą sobie na to pozwolić. Zalecenia dotyczą także wyboru komunikacji publicznej czy dzielenia się samochodem, aby obniżyć koszty. Nie są to zatem te same ograniczenia, które wprowadzano w czasie lockdownu pandemicznego.
Ograniczenia wprowadzili przedsiębiorcy, a nie rządy
Tym, co różni obecną sytuację od tej związanej z lockdownem w czasie pandemii, jest źródło wprowadzanych ograniczeń. W 2020 roku za decyzją stały państwa, a nawet Unia Europejska, która przykładowo zawiesiła na pewien czas możliwość podróżowania do UE z krajów spoza wspólnoty. We wpisie wspomina się o ograniczeniach podejmowanych przez linie lotnicze, jednak nie jest to decyzja polityczna, a biznesowa.
Od czasu rozpoczęcia wojny na Bliskim Wschodzie cena paliwa lotniczego wzrosła o kilkadziesiąt procent. Dlatego też europejskie linie lotnicze, takie jak KLM czy SAS, ostrzegają, że będą musiały podnieść ceny biletów. Dodatkowo niektóre z nich decydują się na zmniejszenie liczby lotów. Z uwagi na koszty benzyny SAS anulował ok. tysiąca lotów w kwietniu. Redukcję zapowiada też amerykański przewoźnik – United Airlines.
Nawet kiedy linie lotnicze wprowadzają podobne ograniczenia, to nie są one podyktowane odgórnym nakazem. SAS rzeczywiście zredukował liczbę lotów, ale głównie są to połączenia krajowe, np. w Norwegii. Dla tego typu krótkich połączeń istnieją alternatywne sposoby transportu, do których zachęca także IEA. Z kolei Scott Kirby, prezes United Airlines, mówi o zmniejszeniu liczby lotów w mniej obłożonym terminie, tak aby przywrócić pełną ofertę na jesień tego roku. Jego zdaniem, to czysta biznesowa kalkulacja:
„Nasze długoterminowe plany dotyczące dostępności samolotów oraz całkowitej zdolności przewozowej na rok 2027 i kolejne lata pozostają bez zmian, ale nie ma sensu w najbliższym czasie tracić pieniędzy na loty, które po prostu nie są w stanie pokryć tych kosztów paliwa”.
Powszechne racjonowanie paliwa? Tylko kilka krajów wprowadziło takie rozwiązanie
Kolejnym dowodem na nadchodzący lockdown miały być decyzje o tym, aby wydzielić ilość paliwa dostępną do kupienia dla obywateli. Reglamentację, zgodnie z treścią wpisu, miały wprowadzić: Japonia, Korea Południowa, Bangladesz i Filipiny. Tego typu kroki podjęło jednak znacznie mniej państw, niż te, o których mogliśmy przeczytać.
Ani Japonia, ani Korea Południowa nie wprowadziły w momencie pisania analizy racjonowania benzyny. Rząd w Japonii podjął natomiast decyzję o dopłatach do paliw, tak aby ograniczyć wzrost ich ceny. Korea rozważa natomiast wiele możliwych scenariuszy, w tym odgórne decydowanie o ilości paliwa do zakupu, ale obecnie takie rozwiązanie nie obowiązuje. Wśród innych sposobów na poradzenie sobie z kryzysem rozważane są także subsydia na benzynę.
Filipiny również nie zamierzają wprowadzać racjonowania paliwa, o czym zapewniała Sharon Garin, sekretarz ds. energii. W radiowym wywiadzie stwierdziła, że dopóki konsumenci i przedsiębiorcy nie będą sztucznie zawyżać popytu poprzez robienie zapasów, benzyny nie zabraknie.
Zwracamy jednak uwagę, że część krajów rzeczywiście zdecydowała się na racjonowanie paliwa. To wspomniany we wpisie Bangladesz, ale też Sri Lanka czy Myanmar. Podobne ograniczenia wprowadziła także Słowenia. Czasowe limity dotyczą zakupu benzyny na własny użytek (do 50 litrów dziennie) oraz wykorzystania przez firmy czy np. rolników (200 litrów dziennie). Aktualnie racjonowanie benzyny wprowadza jednak tylko kilka państw. Nie ma zatem mowy o „powszechnych ograniczeniach” wspominanych we wpisie.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



