Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Czy Ukraińcy chcieli wysadzić węgierski gazociąg? Dezinformacja wzmacniana przez rosyjską propagandę
W przededniu wyborów na Węgrzech w pobliżu gazociągu kluczowego dla tego kraju odkryto ładunki wybuchowe. Węgierscy politycy oskarżyli stronę ukraińską o próbę sabotażu. Temat podchwyciła rosyjska propaganda, która zaczęła przenikać też do Polski.
Fot. Pexels / Facebook / Modyfikacje: Demagog
Czy Ukraińcy chcieli wysadzić węgierski gazociąg? Dezinformacja wzmacniana przez rosyjską propagandę
W przededniu wyborów na Węgrzech w pobliżu gazociągu kluczowego dla tego kraju odkryto ładunki wybuchowe. Węgierscy politycy oskarżyli stronę ukraińską o próbę sabotażu. Temat podchwyciła rosyjska propaganda, która zaczęła przenikać też do Polski.
Analiza w pigułce
- W Wielkanoc serbskie służby odkryły ładunki wybuchowe w pobliżu gazociągu TurkStream prowadzącego na Węgry. W wypowiedziach węgierskich polityków i w mediach społecznościowych (1, 2, 3) pojawiły się oskarżenia, że za przygotowanie sabotażu odpowiadają ukraińskie służby.
- Serbski kontrwywiad badający sprawę odrzucił teorię, że za podłożenie materiałów wybuchowych odpowiada Ukraina. Węgierscy dziennikarze sugerują, że może być to tzw. operacja pod fałszywą flagą, przeprowadzona, by pomóc Viktorowi Orbánowi wygrać w zbliżających się wyborach.
- Przekaz o rzekomym ukraińskim sabotażu jest promowany w Polsce m.in. przez kanały należące do rosyjskich i białoruskich aparatów propagandowych.
Już w najbliższą niedzielę, 12 kwietnia, na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. Sondaże wskazują na zwycięstwo partii TISZA, co oznacza, że po 16 latach partia Fidesz z Viktorem Orbánem na czele może nie zdobyć większości. Kampania wyborcza urzędującego premiera skupia się na atakowaniu Ukrainy i przedstawianiu lidera opozycji, Pétera Magyara, jako kandydata proukraińskiego. Antyukraińska narracja Fideszu zaostrzyła się po incydencie, do którego doszło w Serbii w Niedzielę Wielkanocną.
Rankiem 5 kwietnia Aleksandar Vučić, prezydent Serbii, opublikował na swoim koncie na Facebooku informacje o udaremnionym akcie sabotażu. Serbskie służby znalazły ładunki wybuchowe zostawione w pobliżu gazociągu TurkStream, który pokrywa 60 proc. węgierskiego zapotrzebowania na gaz ziemny. Niedługo potem zaczęły pojawiać się sugestie, że za udaremnioną próbą sabotażu stali Ukraińcy. Péter Szijjártó, węgierski minister spraw zagranicznych i handlu, opublikował film sugerujący istnienie związku między materiałami wybuchowymi a Ukrainą.
🚨@FM_Szijjarto: We have recently received a report from our Serbian friends that someone tried to blow up the Turkish Stream gas pipeline in Serbia. This is the pipeline that will guarantee Hungary's secure gas supply.
‼️ We reject in the strongest possible terms any attack on… pic.twitter.com/8DRFEjyIc1
— Zoltan Kovacs (@zoltanspox) April 5, 2026
Jak ustaliła grupa dziennikarzy z Vsquare, Frontstory, Delfi Estonia, The Insider i Investigative Center of Jan Kuciak (ICJK), węgierski minister wielokrotnie kontaktował się ze swoim rosyjskim odpowiednikiem.
Narracja o ukraińskiej próbie sabotażu dotarła też do Polski. W kilku wpisach opublikowanych na Facebooku możemy przeczytać, że ładunki wybuchowe wykryte przez Serbów pochodzą z USA. Fakt, że Ukraińcy mają dostęp do takiej broni, ma być dowodem na to, że to oni są odpowiedzialni za nieudany zamach na gazociąg. Jak przeczytamy w poście opublikowanym na profilu Centrum Usług Prawnych [pisownia oryginalna]: „[…] Sabotażu dokonali terroryści z Ukrainy pod dowództwem Zełenskiego”.
Ustalenia serbskiego kontrwywiadu: „To nie Ukraińcy”
Wpis odnosi się do informacji przekazanych w trakcie konferencji prasowej zorganizowanej przez serbską Wojskową Agencję Bezpieczeństwa (VBA). Dyrektor agencji, gen. Đuro Jovanić, przekazał w niej informacje m.in. o amerykańskim pochodzeniu ładunków wybuchowych. Jednocześnie zaznaczył, że nie jest to dowód pozwalający wnioskować, kto stoi za zamachem. Jak stwierdził wojskowy: „Czy ktokolwiek zasugeruje, że Stany Zjednoczone miały jakąkolwiek korzyść z tej sytuacji?”.
Đuro Jovanić, a szerbiai Katonai Biztonsági Ügynökség igazgatójának sajtótájékoztatója a robbanószerkezetről ahol határozottan kijelenti, hogy NEM az ukránok voltak az elkövetők. talán nem is robbantani akartak csak letenni a dolgokat,hogy megtalálják pic.twitter.com/ZgqZrOOGnd
— Barabás Gyula🇪🇺🇭🇺 (@barabas_gyula) April 5, 2026
Jovanić skomentował też sugestię, że za całą operację odpowiedzialni byli Ukraińcy. Stanowczo odrzucił taką możliwość. Zamiast tego jako winnych wskazał „grupę wyszkolonych imigrantów”. Sceptycznie do tych oskarżeń odniósł się dr Srdjan Cvijic, były serbski dyplomata z wieloletnim doświadczeniem, obecnie związany z Belgrad Center for Security Policy:
„Nasze władze nie mają odwagi otwarcie oskarżyć Ukrainy, więc zamiast tego wymyślają rzekomych migrantów, co idealnie wpisuje się w antyimigrancką retorykę Orbána”.
Zdaniem dr. Cvijica wskazanie na imigrantów ma wesprzeć narrację Viktora Orbána, a jednocześnie nie dopuścić do izolowania Serbii przez państwa europejskie po bezpośrednim oskarżeniu Ukrainy.
Węgierscy dziennikarze wskazują – sabotaż mógł być prowokacją
Do oskarżeń ze strony węgierskich dygnitarzy odniósł się Heorhij Tychyj, rzecznik prasowy ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych. We wpisie na portalu X odrzucił zarzuty o przygotowanie sabotażu przez Ukraińców oraz zasugerował, że była to rosyjska operacja pod fałszywą flagą, która miała wpłynąć na wynik niedzielnych wyborów.
We categorically reject attempts to falsely link Ukraine to the incident with explosives found near the Turkstream pipeline in Serbia. Ukraine has nothing to do with this. Most probably, a Russian false-flag operation as part of Moscow’s heavy interference in Hungarian elections.
— Heorhii Tykhyi (@SpoxUkraineMFA) April 5, 2026
Zarzutom ukraińskiego urzędnika wtórują węgierscy dziennikarze i eksperci. Szabolcs Panyi, dziennikarz śledczy, współautor tekstu o powiązaniach Szijjártó z Kremlem, opublikował na portalu X wiadomość przesłaną przez innego reportera śledczego – Balázsa Kaufmana, który pod koniec lutego 2026 roku pisał, że dojdzie do prowokacji wymierzonej w Węgry, co pozwoli Orbánowi wprowadzić stan wyjątkowy. Kilka dni przed udaremnionym zamachem podobny scenariusz opublikował też na swoim blogu dr András Rácz, ekspert ds. Rosji.
💥What we’ve all feared is happening: Hungarian Russia expert András Rácz wrote three days ago about a potential Russia-backed false flag attack in Serbia targeting the gas pipeline to Hungary. The same information had already reached multiple journalists, including myself, weeks… pic.twitter.com/9eR4JmjFdX
— Szabolcs Panyi (@panyiszabolcs) April 5, 2026
Choć dziennikarskie doniesienia i eksperckie domysły sugerują zaplanowane działanie ze strony Węgier lub Rosji, obecnie nie ma definitywnych dowodów na to, że incydent został sfabrykowany, by wpłynąć na wybory.
Jak Rosja wykorzystuje doniesienia o ukraińskim sabotażu?
Temat rzekomego sabotażu zorganizowanego przez Ukrainę nie został przeoczony przez rosyjskie kanały dezinformacji. Już po pierwszych informacjach ze strony serbskich władz na stronie Pravda Polska – będącej elementem międzynarodowej rosyjskiej sieci szerzącej fałszywe wiadomości – pojawił się tekst oparty na wypowiedzi Marii Zacharowej, rzeczniczki rosyjskiego MSZ. Sugerowała ona odpowiedzialność Ukraińców za sabotaż.
6 kwietnia na tej samej stronie pojawił się tekst „Fałszywa flaga czy wyborczy prezent z Kijowa?”, w którym wprost stwierdzono, że to Ukraina chciała wysadzić gazociąg.
Kremlowska narracja na temat incydentu pojawia się także w mediach społecznościowych. Radio Białoruś (będące znaną częścią białoruskiego aparatu propagandowego) w swoim wpisie cytuje opinie Dmitrija Pieskowa, rzecznika Kremla. Z posta dowiemy się [pisownia oryginalna]: „Kreml nie wyklucza, że za atakiem na gazociąg w Serbii stoi Ukraina”.
Podobne zdarzenia są paliwem dla antyukraińskiej dezinformacji nie tylko w krajach, których bezpośrednio dotyczą podobne incydenty. Rosja może wykorzystywać tego typu sytuacje i wprowadzać chaos również w polskiej przestrzeni informacyjnej. Najlepiej świadczą o tym wpisy takie jak ten opublikowany na Facebooku [pisownia oryginalna]: „Jak długo jeszcze będziemy wspomagać skorumpowaną do szpiku kości, jawnie gloryfikującą faszyzm nazistowsko-banderowską Ukrainę, która już nie tylko ordynarnie bezczelnie śmie szantażować nawet kraje, bez których dotychczasowej pomocy już dawno by nie istniała, ale również grozić śmiercią ich przywódcom i ich rodzinom”.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter




