Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Czy zagrażają nam trujące mgły? Przyglądamy się teorii spiskowej
Rozpylane codziennie, pełne mikrodrobinek widocznych pod światło, rzekomo skrycie zabijające ludzi. Przyglądamy się teorii, według której ludzkości zagrażają mgły.
Fot. Pexels / Facebook / Modyfikacje: Demagog
Czy zagrażają nam trujące mgły? Przyglądamy się teorii spiskowej
Rozpylane codziennie, pełne mikrodrobinek widocznych pod światło, rzekomo skrycie zabijające ludzi. Przyglądamy się teorii, według której ludzkości zagrażają mgły.
Analiza w pigułce
- Na Facebooku udostępnia się wpisy (1, 2, 3, 4), z których wynika, że w różnych częściach świata, w tym w Polsce, jest rozpylana [pisownia oryginalna] „trująca mgła z setkami tysięcy mikro drobinek widocznych pod światło”. Skutkiem takich działań mają być postępujące procesy depopulacyjne.
- W materiałach opracowanych przez instytucje meteorologiczne, takie jak Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO), Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) czy National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA), nie znajdziemy informacji o tym, że mgły mogą być trujące. Wskazuje się jedynie, że bywają zjawiskiem niebezpiecznym ze względu na to, że czasem znacząco ograniczają widoczność.
- Wiarygodność teorii o mgłach podważa również fakt, że na świecie nie notuje się depopulacji. Wręcz przeciwnie, prognozuje się, że do 2100 roku ludzi będzie stale przybywać.
„Zawiesina bardzo małych, zwykle mikroskopijnych kropelek wody w powietrzu, ograniczająca widoczność na powierzchni Ziemi” – taką definicję mgły znajdziemy w Międzynarodowym Atlasie Chmur tworzonym przez Światową Organizację Meteorologiczną (WMO). Chociaż WMO nie wspomina o występowaniu trujących mgieł, niektórzy uważają, że takie zjawisko istnieje i może być szkodliwe dla naszego zdrowia.
Istnieje wiele teorii spiskowych dotyczących różnych opadów, osadów czy zjawisk atmosferycznych. Tym razem do sieci powróciły narracje związane z mgłami. Według informacji powielanych przez internautów (1, 2, 3, 4) codziennie jest rozpylana [pisownia oryginalna] „trująca mgła z setkami tysięcy mikro drobinek widocznych pod światło”. Z udostępnianych wpisów (1, 2, 3, 4) wynika, że zawiesina w powietrzu to narzędzie służące do depopulacji.
Historia o trujących mgłach dotarła do niejednego użytkownika. Najpopularniejszy z omawianych wpisów (1, 2, 3, 4) uzyskał ponad 450 reakcji i przeszło 160 komentarzy. Pod postem pisano np. [pisownia oryginalna]: „Prawda niestety obszar Polski jest testowany aby zapobiec zbyt nadmiernemu ogrzewaniu ziemi przez słońce pomysłodawcą są Anglicy”. W innych komentarzach wskazywano, że nawet jeśli mgła faktycznie jest trująca, to i tak nikt w to nie uwierzy [pisownia oryginalna]: „Mikroskopijna garstka wie co jest grane, może dzięki takim jak Ty, człowiek próbował coś komuś naświetlić to się patrzą jak na debila”.
Czy trująca mgła faktycznie istnieje?
Na stronach takich instytucji, jak Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO), Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) czy National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA), nie znajdziemy informacji o tym, że mgły mogą być trujące. Znajdziemy jedynie wzmianki o tym, że bywają niebezpieczne. Jednak nie w taki sposób, jak przedstawiono to w omawianych wpisach (1, 2, 3, 4).
Jako zawiesina cząsteczek wody w powietrzu mgły potrafią niekiedy znacząco ograniczyć widoczność. Taka sytuacja jest szczególnie niebezpieczna m.in. dla uczestników ruchu drogowego – kierowców, pieszych czy rowerzystów.
Występowanie mgieł to także czynnik sprzyjający formowaniu się smogu, zjawiska niebezpiecznego dla zdrowia. Jak czytamy w materiale stworzonym przez Krakowski Alarm Smogowy, stowarzyszenie działające na rzecz poprawy jakości powietrza w stolicy Małopolski:
„Smog wpływa bardzo niekorzystnie na nasze zdrowie. (…) Tlenki azotu i siarki (NO2, SO2) utrudniają oddychanie, mogą powodować astmę. Amoniak (NH3) podrażnia oczy i trwałe uszkadza płuca. Drobny aerozol węglowy powoduje pylicę i choroby układu krążenia. Z kolei lotne związki organiczne (VOC) są nieszkodliwe w umiarkowanych koncentracjach, ale reagują z NO2 oraz UV, tworząc ozon, który jest najbardziej niebezpiecznym produktem reakcji zachodzących w smogu fotochemicznym”.
Niedociągnięcia teorii o trującej mgle
O fałszywości teorii o trującej mgle świadczy nie tylko fakt, że w wiarygodnych źródłach (1, 2, 3) nie znajdziemy dowodów na jej istnienie. Argumenty za tym, aby podchodzić do niej z rezerwą, znajdziemy w samych jej założeniach.
Przede wszystkim z omawianych wpisów wynika, że rozpylanie mgły ma służyć depopulacji. To znaczyłoby, że ludzi ubywa i w przyszłości będzie ich coraz mniej. Tymczasem według danych i prognoz Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ) ludzi na świecie stale przybywa i do 2100 roku nie zapowiada się, żeby miało się to zmienić. Nawet jeśli w krajach odnotowuje się spadek populacji, to przyczyną nie są trujące mgły. Wśród powodów takiej sytuacji wymienia się m.in.: spadek dzietności, zagraniczne migracje czy starzenie się społeczeństw.
Kolejną kwestią, która budzi wątpliwości, jest metoda obrony przed działaniem takiej mgły. Skoro ktoś ją celowo rozpyla, to musi wiedzieć również, jak uchronić się przed jej zabójczym działaniem. Inaczej sam stałby się ofiarą własnego spisku. Niedociągnięciem teorii o trującej mgle jest również założenie, że unoszące się w powietrzu szkodliwe cząsteczki uwieczniono na nagraniach. Dlaczego? Takie same materiały wideo będziemy w stanie stworzyć z zapaloną latarką w deszczową noc lub kiedy pada śnieg albo kiedy po prostu otacza nas zwyczajna mgła. Widok wirujących jasnych elementów nie może być traktowany jako dowód, że w powietrzu znajduje się coś szkodliwego dla ludzkiego zdrowia.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



