Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Groźba aresztu za obejrzenie posta na Facebooku? Powód był inny
„W Wielkiej Brytanii dziewczyna obejrzała post na FB i przyszli zabrać jej za to telefon, pod groźbą aresztowania” – czytamy w mediach społecznościowych. Tymczasem powód interwencji policji był inny.
Fot. Pexels / Facebook / Modyfikacje: Demagog
Groźba aresztu za obejrzenie posta na Facebooku? Powód był inny
„W Wielkiej Brytanii dziewczyna obejrzała post na FB i przyszli zabrać jej za to telefon, pod groźbą aresztowania” – czytamy w mediach społecznościowych. Tymczasem powód interwencji policji był inny.
Analiza w pigułce
- W mediach społecznościowych opublikowano rolkę (1, 2) z interwencji policji w Wielkiej Brytanii. Powodem miało być obejrzenie posta na Facebooku o bliżej nieokreślonej treści.
- Policja zdementowała informację o powodach aresztowania. Jak napisano w oficjalnym komunikacie, dochodzenie dotyczyło podejrzenia wysyłania nieprzyzwoitych wiadomości z fałszywego konta utworzonego pod nazwiskiem prawdziwej osoby.
Sporo wprowadzających w błąd postów publikowanych w mediach społecznościowych odnosi się do obaw przed nadmierną inwigilacją i nadużywaniem władzy przez służby państwowe. Opisywaliśmy już informacje, według których ma zostać wprowadzony zakaz używania gotówki czy budowania domów.
Do ograniczeń w dostępie do treści w internecie odnosi się post, który jeden z użytkowników udostępnił na Facebooku. W dołączonym filmie widzimy dwie policjantki w czasie interwencji w prywatnym domu. Jak możemy przeczytać w opisie [pisownia oryginalna]: „w Wielkiej Brytanii dziewczyna obejrzała post na FB i przyszli zabrać jej za to telefon, pod groźbą aresztowania. Brytyjskie Stasi kontroluje wsystko, co oglądacie”.
W innym poście napisano [pisownia oryginalna]: „Reżim w Wielkiej Brytanii dotychczas zaaresztował 16.000 osób. W Rosji aresztowano tylko 300 osób z powodów politycznych. W Polsce to 3000. W jakim kraju jest zamordyzm?”. O sytuacji wspomniał też poseł Bartłomiej Pejo, określając ją „orwellowską rzeczywistością w Wielkiej Brytanii”.
Film zyskał spore zasięgi. Udostępniono go ponad 950 razy i zamieszczono pod nim przeszło 3,6 tys. reakcji. Wśród ponad 1 tys. komentarzy możemy przeczytać m.in. [pisownia oryginalna]: „Przecież to jest całkowity upadek demokracji”, „To się nazywa wolność słowa w rozumieniu lewaków. Dziwne że jeszcze mają internet. No ale ktoś głosował na tych co dzisiaj łamią podstawowe prawa”.
Nagranie zostało skrócone
W filmie słyszymy, że służby przyszły po telefon dziewczyny, a jeśli spotkają się z odmową udostępnienia go – właścicielka zostanie aresztowana. Osoba nagrywająca materiał wykrzykuje: „Za co? Wyświetlenie posta w mediach społecznościowych?” [czas nagrania 00:52]. Można odnieść wrażenie, że groźba była niewspółmierna do popełnionego czynu, a służby nadużywają swojej władzy.
Należy jednak zwrócić uwagę na to, że w momencie, w którym policjantka wyjaśnia sytuację, następuje seria cięć materiału [czas nagrania 00:18–00:52]. Brak pełnego zapisu zdarzenia może stanowić podstawę do błędnej interpretacji tego, co się wydarzyło.
Policja zdementowała informacje dotyczące powodu interwencji
W sytuacji, w której nie mamy pewności co do okoliczności zdarzenia, należy poszukać relacji w oficjalnych źródłach. Okazuje się, że w Wielkiej Brytanii informacja rozniosła się na tyle, że zareagowała policja, wydając oficjalne oświadczenie.
Jak możemy w nim przeczytać, śledztwo dotyczy podejrzenia komunikacji złośliwej, czyli rozpowszechniania nieprzyzwoitych lub obraźliwych treści w celu wywołania negatywnych emocji:
„Jesteśmy świadomi doniesień, że prowadzone przez nas dochodzenie dotyczy dziecka, które wyświetliło post w mediach społecznościowych. To całkowita nieprawda. Prowadzimy dochodzenie w odpowiedzi na skargę złożoną przez osobę prywatną, która twierdzi, że na jej nazwisko utworzono fałszywe konto w mediach społecznościowych, służące do wysyłania nieprzyzwoitych wiadomości”.
W dalszej części komunikatu czytamy, że funkcjonariusze wcześniej podjęli wiele prób skontaktowania się z podejrzaną. W końcu, 13 września 2025 roku odwiedzili dom nastolatki i rozmawiali z jej matką. Wyjaśnili, że w celu prowadzenia dalszego śledztwa potrzebują jej telefonu komórkowego. Następnego dnia podejrzana dobrowolnie zgłosiła się na komisariat i została przesłuchana.
Policja zaznaczyła też, że film, który jest rozpowszechniany w mediach społecznościowych, to pocięty materiał z 10-minutowego nagrania i wprowadza w błąd.
Jakie treści mogą być karane w Wielkiej Brytanii?
Kwestia komunikacji złośliwej jest ustalona w brytyjskim prawie już od dawna: dotyczące jej zapisy znajdują się w Malicious Communications Act 1988. Uzupełnia ją Communications Act 2003.
Na tej podstawie za przestępstwo można uznać wysyłanie wiadomości nieprzyzwoitych lub rażąco obraźliwych, podżegających do przemocy. Publikowanie fałszywych treści, których celem jest wywołanie negatywnych emocji, również może być ukarane pozbawieniem wolności do sześciu miesięcy lub karą grzywny.
Według analizy redakcji serwisu factcheckingowego Myth Detector liczba aresztowanych w Wielkiej Brytanii za podejrzenie publikowania podobnych wiadomości wzrosła w ostatnich latach. Za to liczba wyroków skazujących – maleje.
W Wielkiej Brytanii trwa dyskusja na temat ograniczenia treści oraz wyciągania konsekwencji wobec osób komunikujących się w sieci. Ostatnio weszła w życie Ustawa o bezpieczeństwie w Internecie, której celem jest ochrona dzieci przed nieodpowiednimi treściami, takimi jak pornografia, samookaleczenie czy samobójstwo. Prawny obowiązek i ewentualne konsekwencje nałożone są na platformy udostępniające treści, nie na użytkowników.
Dane o aresztowaniach porównujące Rosję i Wielką Brytanię: co o tym wiemy?
W jednym z postów napisano, że [pisownia oryginalna] „Reżim w Wielkiej Brytanii dotychczas zaaresztował 16.000 osób. W Rosji aresztowano tylko 300 osób z powodów politycznych. W Polsce to 3000”. Informację tę przeanalizowała wcześniej (1, 2) redakcja serwisu factcheckingowego Myth Detector.
Jak napisano w artykule, podobne informacje o kilkuset osobach aresztowanych w Rosji i kilku tysiącach w Wielkiej Brytanii pojawiają się w sieci już od lat. Redakcja wskazuje na pierwotne źródło tych doniesień: to Konstantin Kisin, brytyjski podcaster, satyryk, komentator, urodzony w Rosji. Podobne porównanie przedstawił w wywiadzie z 2019 roku [czas nagrania 26:26].
Dokładne liczby trudno zweryfikować oraz porównać ze względu na różne prawodawstwo w obu krajach, dostęp do informacji na temat zatrzymań czy ich okoliczności. Jedno jest pewne: nie dotyczą one osób aresztowanych za „wyświetlanie postów”, ale za publikowanie wiadomości, wobec których istnieje podejrzenie, że są sprzeczne z prawem o niepublikowaniu treści obraźliwych czy podżegających.
Nie jest jasne, skąd pochodzą dane o tym, że w Polsce aresztowano 3 tys. osób „z powodów politycznych” czy za „wyświetlenie posta”. Nie znaleźliśmy takich danych w publicznym dostępie: ani na stronach służb, ani na stronach organizacji związanych z obroną praw człowieka.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



