Obalamy fałszywe informacje pojawiające się w mediach społecznościowych oraz na portalach internetowych. Odwołując się do wiarygodnych źródeł, weryfikujemy najbardziej szkodliwe przykłady dezinformacji.
Wybory na Węgrzech. Ukraina nie wysłała 4 tys. specjalistów, by przeprowadzić zamach stanu
Podobno ogarnięta wojną Ukraina miała podjąć działania w przypadku zwycięstwa Viktora Orbána. Czy Ukraińcy rzeczywiście ingerowali w węgierskie wybory? Sprawdzamy, jakie są fakty.
Fot. Pixabay / Facebook / Modyfikacje: Demagog
Wybory na Węgrzech. Ukraina nie wysłała 4 tys. specjalistów, by przeprowadzić zamach stanu
Podobno ogarnięta wojną Ukraina miała podjąć działania w przypadku zwycięstwa Viktora Orbána. Czy Ukraińcy rzeczywiście ingerowali w węgierskie wybory? Sprawdzamy, jakie są fakty.
ANALIZA W PIGUŁCE
- Na platformach społecznościowych pojawiły się treści (1, 2, 3), według których 4 tys. ukraińskich „specjalistów od zamachów stanu” miało zostać wysłanych do Węgier przed wyborami, by udaremnić zwycięstwo Viktora Orbána.
- Pierwotnie informację podała bułgarska strona pogled.info, która jest znana z rozpowszechniania prorosyjskich treści. W tekście nie powołano się jednak na żadne źródło. Zarówno w polskich, jak i w węgierskich agencjach prasowych nie znajdziemy informacji na ten temat.
W analizach Demagoga często opisujemy, jak funkcjonuje rosyjska propaganda w Polsce – od skoordynowanych działań w postaci operacji wpływu po tworzenie treści, które mają na celu zniechęcenie Zachodu do pomagania Ukrainie.
Nie tylko Polska jest atakowana w sieci przez Rosję – Kreml stara się także wpływać na demokratyczne procesy wyborcze w innych krajach, co stało się w tym roku na Węgrzech.
12 kwietnia 2026 roku ogłoszono, że wybory parlamentarne na Węgrzech wygrała partia TISZA, która zdobyła większość konstytucyjną. Tuż przed tymi wyborami w polskich serwisach społecznościowych (1, 2, 3) znaleźliśmy treść, według której tysiące Ukraińców miało zostać wysłanych do Węgier, aby udaremnić możliwe zwycięstwo Viktora Orbána, przewodniczącego partii Fidesz.
W jednym z postów czytamy [pisownia oryginalna]: „Ukr źródła potwierdzają: 4000 ukr specjalistów od zamachów stanu zostało już przeniesionych na Węgry. Planują przejęcie budynków w Budapeszcie, zorganizowanie zamieszek i odmowę uznania zwycięstwa premiera Viktora Orbána. Ukr ingeruje w wybory na Węgrzech…”.
Jeden z wpisów został udostępniony ponad 330 razy, a komentarze wskazywały na to, że większość ich autorów uwierzyła w opublikowaną informację [pisownia oryginalna]: „Ukraina to będzie/już jest największym »wrzodem « ( takim ciągle ropiejącym- bolącym) w Europie” czy „Oni wszędzie się wpieprzają. Gonić to dziadostwo. Życzę Panu Orbanowi wygranej, jrden mądry kraj w Europie”.
Ingerencja Ukrainy w węgierskie wybory? Uważaj na fałszywą narrację
Według tych doniesień (1, 2, 3) Ukraina miałaby ingerować w wybory na Węgrzech, co rzekomo potwierdziły „ukraińskie źródła”.
Znaleźliśmy zagraniczne źródło tej narracji. To bułgarska strona pogled.info, która jest znana z rozpowszechniania prorosyjskich treści. Doniesienia o planowanej ukraińskiej ingerencji pojawiły się w artykule pt. „Soros i Zełenski przygotowują zamach stanu po zwycięstwie Orbána”, który opublikowano 28 marca 2026 roku. W tekście opublikowanym na pogled.info nie znalazły się żadne wiarygodne źródła na potwierdzenie takich doniesień.
Warto też podkreślić, że zarówno w polskich, jak i w węgierskich agencjach prasowych nie znajdziemy informacji na ten temat. O takim problemie nie wspominał ani na swojej oficjalnej stronie, ani na kontach na platformach społecznościowych (1, 2) także były premier Węgier Viktor Orbán, o którym wspomniano w poście.
Informacje pochodzą z prorosyjskiego portalu
Niejednokrotnie badacze z niezależnych instytucji opisywali prokremlowski charakter serwisu pogled.info (1, 2). Wykazano, że bułgarski portal jest używany jako tuba propagandowa dla narracji z rosyjskich mediów (s. 13).
„Pogled.Info to serwis otwarcie popierający Kreml, który rozpowszechnia treści pochodzące z objętych sankcjami rosyjskich mediów, naruszając tym samym sankcje UE, jednocześnie czerpie zyski ze swojej strony internetowej i kanału na YouTube” – wskazują analitycy DFRLab.
Kolejny przykład rosyjskiej dezinformacji na Węgrzech
To nie pierwszy raz, gdy działania Kremla wprowadzają chaos informacyjny w sieci i przestrzeni medialnej.
Tuż przed wyborami węgierska redakcja factcheckingowa Lakmusz opisywała rosyjską kampanię dezinformacyjną wymierzoną w przedstawiciela partii Tisza, Pétera Magyara. Węgierscy analitycy zidentyfikowali także treści o rzekomo planowanym powszechnym poborze do wojska.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



