Strona główna Analizy Antyszczepionkowy wykład Piotra Witczaka w domu kultury. Instytucja umywa ręce

Antyszczepionkowy wykład Piotra Witczaka w domu kultury. Instytucja umywa ręce

Znane mity o szczepionkach, negowanie nauki i wizja ogromnego spisku – to usłyszeliśmy podczas wykładu w Mediatece należącej do grodziskiego samorządu. Zarząd obiektu przyznaje, że nie weryfikuje, komu i w jakim celu udostępnia swoją przestrzeń – o ile jej użytkownicy nie łamią prawa.

Fot. Facebook / Modyfikacje: Demagog

Antyszczepionkowy wykład Piotra Witczaka w domu kultury. Instytucja umywa ręce

Znane mity o szczepionkach, negowanie nauki i wizja ogromnego spisku – to usłyszeliśmy podczas wykładu w Mediatece należącej do grodziskiego samorządu. Zarząd obiektu przyznaje, że nie weryfikuje, komu i w jakim celu udostępnia swoją przestrzeń – o ile jej użytkownicy nie łamią prawa.

Mieszkańcy Grodziska Mazowieckiego z pewnością dobrze znają Mediatekę – jest to miejsce, w którym odbywa się wiele ciekawych zajęć, wydarzeń kulturalnych i wykładów. Przykładowo: 6 października w ramach wydarzenia „Uwaga! Ściema!” młodzież mogła wziąć udział w warsztatach pokazujących, jak rozpoznawać fake newsy i dezinformację.

Dwa dni później w Mediatece zagościł Piotr Witczak, który – jak wielokrotnie udowodniliśmy – rozpowszechnia fałszywe informacje na temat zdrowia (1, 2, 3).

Wykład promowano pod nazwą „Podstawy naukowe szczepień dzieci i dorosłych”. Ten tytuł jest jednak mylący, ponieważ wystąpienie nie było neutralnym przeglądem badań i prezentacją obecnej wiedzy naukowej. W naszej opinii bardziej przypominało retoryczny poradnik, w jaki sposób odpierać argumenty osób, które chciałyby nas przekonywać do zaszczepienia siebie lub swoich dzieci. Konspiracyjne wizje rzeczywistości opierają się na prezentacji jasnego i łatwego do zrozumienia wytłumaczenia skomplikowanych wydarzeń i mechanizmów, które wpływają na nasze otoczenie. Taki właśnie światopogląd przedstawiono nam podczas wykładu pełnego półprawd i fałszywych stwierdzeń na temat chorób zakaźnych, szczepień ochronnych i ich rzekomych konsekwencji zdrowotnych.

Dokąd prowadzi piramida dowodów?

W trakcie wystąpienia Witczaka usłyszeliśmy wiele stwierdzeń podważających lub otwarcie kwestionujących bezpieczeństwo szczepionek. Wśród nich pojawiły się fałszywe tezy, które już analizowaliśmy na łamach Demagoga. Przykładowo: rzekome powiązanie tiomersalu (składnika niektórych szczepionek) z rozwojem zaburzeń ze spektrum autyzmu. Choć jest to dawno obalony mit, Piotr Witczak powiedział: „[w filmie upublicznionym przez Donalda Trumpa – przyp. Demagog] naukowcy pokazali, że rtęć powoduje autyzm, że etylortęć w szczepionkach, która nadal jest niestety w preparatach, jest związana z autyzmem”.

Badania naukowe podważające związek między szczepieniami a autyzmem (np. 1, 2, 3) najwidoczniej nie są – dla autora tych słów – przekonujące.  Podchodzi on przecież z dystansem do medycyny opartej na nauce, w której funkcjonuje  pojęcie hierarchii dowodów naukowych, często przedstawianej w formie piramidy. Piotr Witczak tłumaczył jednak mieszkańcom Grodziska, że „piramida dowodów prowadzi donikąd”. Powtórzył również tezę, że szczepienia podawane dzieciom nie przeszły poprawnie przeprowadzonych badań randomizowanych fazy III, w której część pacjentów otrzymuje neutralne placebo.

Poprosiliśmy Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), o rozwianie wątpliwości dotyczących procesu dopuszczania szczepionek do obrotu:

„Wymagania dotyczące badań skuteczności i bezpieczeństwa szczepionek są ostrzejsze niż w odniesieniu do innych produktów leczniczych. Poszczególne fazy badań klinicznych wymagają większej liczby uczestników. Wszystkie badania kliniczne podlegają restrykcyjnym zasadom etycznym i wymaganiom GCP (ang. Good Clinical Practice, Zasady Dobrej Praktyki Klinicznej – przyp. Demagog) […] Jeżeli badana szczepionka zapobiega ciężkiej i/lub zagrażającej życiu infekcji, a już istnieje zarejestrowana w UE szczepionka zapobiegająca tej samej chorobie, w związku z czym nie jest zasadne zastosowanie grupy placebo. Badanie może zostać zaprojektowane w celu oszacowania względnej skuteczności szczepionki badanej w porównaniu ze szczepionką zarejestrowaną (komparatorem)”.

Szczepionki są specyficznymi preparatami, co oznacza, że metodologia przeprowadzanych na nich badań klinicznych jest nieco inna od innych produktów leczniczych. Nie oznacza to jednak, że są testowane gorzej, lub mniej rygorystycznie – wręcz przeciwnie. Szczepionki przechodzą wszystkie wymagane etapy badań, a co więcej, już po ich dopuszczeniu do obrotu każdą z nich monitoruje się przez cały okres jej stosowania (1, 2, 3).

Żeby uwierzyć w tak poważne negatywne konsekwencje zdrowotne szczepionek, rzeczywiście musielibyśmy uznać, że nie są one poprawnie testowane i monitorowane. Oznaczałoby to, że wszystkie instytucje i osoby, które są odpowiedzialne za zdrowie publiczne i regulacje prawne leków, świadomie ukrywają ten fakt. Prawdopodobieństwo skutecznego ukrycia spisku w tak dużej grupie ludzi jest bardzo niskie.

„Nie możemy ufać lekarzom, bo oni ufają nauce”

Jeżeli bezpieczeństwo szczepionek rzekomo nie jest potwierdzone, to dlaczego lekarze nie odmawiają ich podawania? Zdaniem Witczaka lekarze są w najlepszym wypadku nieświadomi, a w najgorszym – obojętni wobec „braku dowodów” potwierdzających bezpieczeństwo szczepień.

Jako dowód na to, że lekarze ślepo podążają za konsensusem, prelegent przywołał fałszywą narrację, zgodnie z którą dawniej zalecano kobietom w ciąży palenie papierosów. To popularny mit oparty na marketingu firm tytoniowych i na anegdotycznych przypadkach – nie znaleźliśmy potwierdzenia, żeby takie zalecenia były kiedykolwiek oficjalnie popierane przez instytucje medyczne.

Witczak porównał siebie i innych sceptyków szczepień do Ignaza Semmelweissa, lekarza znanego jako „ojca antyseptyki”. Usłyszeliśmy, że w przyszłości osoby, które obecnie krytykują przeciwników szczepień, będą traktowane tak samo jak osoby, które wyśmiewały Semmelweissa za naleganie, by lekarze myli ręce po pracy w prosektorium.

Takie porównanie miało na celu podkreślenie niechęci środowiska medycznego do przyznawania się do błędów – różnica jednak leży w tym, że Semmelweis opierał swoje wnioski na obserwacjach empirycznych i dowodach naukowych, które jednoznacznie wskazywały na związek między brakiem higieny a śmiertelnością wśród pacjentek. W przeciwieństwie do niego współcześni sceptycy szczepień odrzucają dowody naukowe oraz wyniki badań potwierdzających bezpieczeństwo i skuteczność szczepionek (1, 2, 3).

„Środowisko naukowe jest skorumpowane przez konflikty interesów”

Kluczem, który pozwala nam zrozumieć rzeczywistość w sposób, w jaki przedstawił ją nam Piotr Witczak, są pieniądze – jego zdaniem to zysk motywuje producentów szczepionek do ukrywania „prawdy” o tych preparatach.

Spisek ponoć jest tak głęboki, że opłacane przez Big Pharmę są rzekomo nawet agencje kontrolne, m.in. Europejska Agencja Leków (EMA), która – jak powiedział Witczak – „w 90 proc. jest finansowana przez przemysł [farmaceutyczny – przyp. Demagog]”. Ten odsetek jest prawdziwy, lecz wyjęty z kontekstu – większość finansowania agencji pochodzi z opłat wnoszonych przez firmy za świadczone usługi, przede wszystkim za ocenianie wniosków o dopuszczenie do obrotu oraz za monitorowanie bezpieczeństwa leków w całym cyklu ich stosowania.

Witczak w czasie wykładu mylnie zrównał medycynę opartą na dowodach z przemysłem farmaceutycznym i wyliczył przypadki nadużyć oraz wycofywania leków z obrotu jako dowód na to, że szczepienia również mogą być niebezpieczne. Nie jest to jednak uczciwe porównanie – szczepionki należą do najdokładniej sprawdzanych preparatów, a ich jakość podlega rygorystycznym badaniom.

Warto tu podkreślić, że firmy farmaceutyczne nie są bezkarne i muszą przestrzegać prawa tak samo jak wszystkie inne podmioty gospodarcze. Przytaczane przez Witczaka przypadki – zarówno kar nałożonych na producentów leków, jak i wycofania preparatów z rynku (1, 2, 3) – dowodem skuteczności mechanizmów regulacji i kontroli prawnej.

„Mit chorób zakaźnych”

Część wykładu była poświęcona bagatelizowaniu i negowaniu zagrożeń wynikających z chorób zakaźnych. Witczak stwierdził m.in., że spadek wskaźników zachorowań, m.in. na krztusiec czy odrę, nie jest efektem wprowadzenia szczepień ochronnych, ale ogólnej poprawy warunków życia. Zwróciliśmy się do przedstawicieli Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS), aby potwierdzić czy to prawdopodobne:

„Tezy przytoczone w wypowiedzi dr. Witczaka nie są zgodne z aktualnym stanem wiedzy naukowej. Poprawa higieny i warunków sanitarnych co prawda przyczyniła się do spadku śmiertelności z powodu niektórych chorób zakaźnych w XIX i na początku XX wieku (np. cholery czy gruźlicy), jednak w przypadku chorób, przeciwko którym wprowadzono szczepienia, spadek zachorowań nastąpił bezpośrednio po rozpoczęciu programów szczepień i był wyraźnie widoczny […]”.

Statystyki jednoznacznie potwierdzają skuteczność szczepień w zapobieganiu tym schorzeniom (1, 2, 3, 4, 5). Witczak poszedł jednak o krok dalej, twierdząc, że potencjalne ryzyko szczepień ochronnych jest równe lub potencjalnie większe od ryzyka ww. chorób zakaźnych. Poprosiliśmy GIS o odniesienie się również do tej tezy:

„[…] Twierdzenie, że ryzyko szczepień jest równe lub większe niż ryzyko chorób jest całkowicie nieprawdziwe. Poważne działania niepożądane po szczepieniach występują bardzo rzadko – zwykle z częstością 1 na 100 000 – 1 000 000 dawek. Tymczasem choroby zakaźne, przed którymi szczepionki chronią, mają dużo większe ryzyko powikłań i zgonu np. ryzyko zapalenia mózgu jako powikłanie odry występuje z częstością 1/1000 przypadków, a zgon w przebiegu odry dotyczy 1–3/1000. Korzyści ze szczepień wielokrotnie przewyższają ryzyko działań niepożądanych”.

„To nie jest porada medyczna”

Sporą część stwierdzeń, które padły w trakcie wykładu, Witczak prezentował w sposób pozornie zachęcający do wyciągania własnych wniosków lub prezentował jako swoje domniemania i opinie. Każdy argument strony przeciwnej – czyli zwolenników szczepień – był przedstawiany jako głos osoby naiwnej, ślepo i bezkrytycznie ufającej autorytetom naukowym i instytucjom publicznym.

Wielu odważniejszym tezom Witczaka towarzyszyło zdanie powtarzane niczym mantra: „To nie jest porada medyczna”. Warto tu podkreślić, że choć Piotr Witczak przedstawia się jako „doktor nauk medycznych” i „konsultant ds. terapii komplementarnych chorób przewlekłych dzieci i dorosłych”, to nie jest lekarzem, lecz doktorem biologii.

Z naszych rozmów z uczestnikami spotkania wynika jednak, że w ich pamięci silniej zapisała się inna fraza: „Im więcej dawek szczepionek, tym większa śmiertelność”. Takie stwierdzenie padło w czasie wykładu, przed przytoczeniem wskaźnika umieralności niemowląt. W rzeczywistości dowody naukowe pokazują, że szczepienia ochronne ratują życie człowieka już od wczesnego dzieciństwa. Na spotkaniu tezy przedstawiano z zastrzeżeniem, że nie stanowią porady medycznej, co nie chroni osób, które w nie uwierzą. Dlatego ostrzegamy: mogą one mieć poważne, destrukcyjne konsekwencje.

Kwestionowanie bezpieczeństwa szczepionek może doprowadzić do spadku wyszczepialności, a w efekcie – do powrotu chorób, które wcześniej zostały niemal całkowicie wyeliminowane. Przykładem są Stany Zjednoczone, gdzie w ostatnich latach odnotowano gwałtowny wzrost zachorowań na odrę. Ta choroba, uznawana jeszcze niedawno za opanowaną, zaczęła ponownie zbierać żniwo, zwłaszcza wśród dzieci. W Polsce z kolei słabe wyszczepienie dorosłych doprowadziło do gwałtownego nawrotu zachorowań na krztusiec.

Wykład Piotra Witczaka był nie tylko prezentacją pseudonaukowych tez o szczepieniach, lecz także przykładem stosowania mechanizmów, które mają zachęcić ludzi do wierzenia w narracje o ukrytej prawdzie i spiskach elit. Nieufność wobec instytucji, potrzeba otrzymania prostych wyjaśnień i lęk przed złożonością świata są naturalne, jednak stają się niebezpieczne, gdy ciekawość i krytyczne myślenie zmieniają się w bezrefleksyjną wiarę w alternatywne autorytety. Tezy o szkodliwości szczepień przestają być niewinną próbą zrozumienia rzeczywistości, gdy zaczynają realnie wpływać na decyzje zdrowotne ich odbiorców.

Dezinformacja medyczna w instytucji samorządowej 

Do najbardziej niepokojących aspektów wydarzenia, w którym uczestniczyliśmy, należy fakt, że odbyło się ono w siedzibie instytucji samorządowej. Część uczestników tego spotkania, z którymi zamieniliśmy kilka słów, znała wcześniej działalność dr. Witczaka i przybyła na wykład właśnie z jego powodu. Spotkaliśmy jednak też i takie osoby, które przyszły do Mediateki, by wypełnić wolny wieczór i nie były świadome, w jakim wydarzeniu wezmą udział.

Zwróciliśmy się do władz Grodziska Mazowieckiego z prośbą o odniesienie się do faktu udostępnienia przestrzeni w siedzibie instytucji samorządowej osobie głoszącej szkodliwe i fałszywe tezy. Urząd Miasta w Grodzisku Mazowieckim nie odpowiedział na naszą prośbę o komentarz. Z kolei z oświadczenia, które otrzymaliśmy od przedstawicieli Mediateki, wynika, że przestrzeń została udostępniona na warunkach komercyjnych, a treści omawiane w wykładzie nie zostały zweryfikowane:

[…] Wydarzenie »Spotkanie z dr. Piotrem Witczakiem « było w pełni inicjatywą i przedsięwzięciem Organizatora, czyli Fundacji Kisiela. Ani Ośrodek Kultury, ani Gmina Grodzisk Mazowiecki nie kierują się przy zawieraniu umów z zewnętrznym kontrahentem poglądami, o ile poglądy te nie są sprzeczne z powszechnie obowiązującym prawem. Nie prowadziliśmy promocji spotkania w naszych kanałach informacyjnych. Nasza rola ograniczyła się wyłącznie do funkcji Wynajmującego przestrzeń, zgodnie z zawartą umową. […] Naszą podstawową zasadą jest neutralność światopoglądowa i udostępnianie przestrzeni na legalne wydarzenia, przy jednoczesnym przeniesieniu pełnej odpowiedzialności za ich merytoryczny kształt na Organizatora. Z uwagi na fakt, że tematyka spotkań organizowanych przez podmioty zewnętrzne jest bardzo zróżnicowana pod względem merytorycznym, nie mamy możliwości weryfikacji rzetelności prezentowanych w trakcie spotkań treści, dlatego też głównym kryterium podejmowanej współpracy jest powszechnie obowiązujące prawo i przepisy, a ewentualna odpowiedzialność za szerzenie jakiejkolwiek dezinformacji spoczywa na podmiocie wynajmującym naszą przestrzeń”.

Nasze obawy budzi fakt, że takie wydarzenia jak wykład Piotra Witczaka mogą być legitymizowane faktem, że odbywają się w przestrzeni należącej do miasta, nawet jeżeli została ona udostępniona na warunkach komercyjnych. Nie zgadzamy się ze stwierdzeniem, że odpowiedzialność za szerzenie dezinformacji spoczywa jedynie na osobie, która ją głosi, a nie – na instytucji, która umożliwia to poprzez wynajmowanie lokalu.

To nie pierwszy raz, kiedy pseudomedyczne treści są głoszone ze scen należących do samorządowych instytucji. W czerwcu nagłaśnialiśmy sprawę festiwalu „Pełnia zdrowia bez leków”, zorganizowanego w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Kontrowersje budzi również konferencja „Czego ci lekarz nie powie”, organizowana w Gliwicach, której Piotr Witczak był prelegentem.

 

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź