Strona główna Analizy Edukacja zdrowotna: czy jest się czego bać? Oto najważniejsze fakty

Edukacja zdrowotna: czy jest się czego bać? Oto najważniejsze fakty

Przed nowym przedmiotem szkolnym ostrzegają Kościół katolicki, prawicowi politycy i media. Obawia się go prawie co piąty Polak. Z uwagi na kontrowersje, jakie budzi edukacja zdrowotna, w sieci roi się od fake newsów na jej temat. My zebraliśmy fakty.

w tle nauczyciel przy tablicy w sali lekcyjnej i uczniowie siedzący w ławkach szkolnych

Fot. Pexels / Modyfikacje: Demagog

Edukacja zdrowotna: czy jest się czego bać? Oto najważniejsze fakty

Przed nowym przedmiotem szkolnym ostrzegają Kościół katolicki, prawicowi politycy i media. Obawia się go prawie co piąty Polak. Z uwagi na kontrowersje, jakie budzi edukacja zdrowotna, w sieci roi się od fake newsów na jej temat. My zebraliśmy fakty.

Uczniowie klas IV–VIII szkół podstawowych i klas I–III szkół średnich będą mieli możliwość uczęszczania na edukację zdrowotną. Ostateczną decyzję podejmą ich rodzice, ponieważ przedmiot ten nie jest obowiązkowy

Do 25 września można składać deklarację o rezygnacji z nowych zajęć, do czego namawiają różne środowiska i osoby, ostrzegając dorosłych przed „deprawacją” czy „seksualizacją” ich dzieci (np. 1, 2, 3).

Czy słusznie? Warto samemu wyrobić sobie opinię – na podstawie faktów dotyczących tego przedmiotu i rzeczywistych definicji takich pojęć jak już wspomniana seksualizacja.

Fakt 1. Edukacja seksualna to niewielka część programu nowego przedmiotu

Patrząc na dyskusję (np. 1, 2, 3) wokół edukacji zdrowotnej, można odnieść wrażenie, że będzie ona de facto edukacją seksualną. Zagadnienia związane z seksualnością stanowią jednak tylko część większego programu, który obejmuje łącznie 11 obszarów, m.in.: zdrowie i aktywność fizyczną, zdrowie psychiczne, postawy i wartości, dojrzewanie, zdrowie środowiskowe.

W programie przedmiotu dla klas IV–VI wyszczególniono 10 działów (s. 4–10) zawierających wymagania z różnych obszarów, a zdrowie seksualne to tylko jeden z nich i do tego jeden z najmniej obszernych, bo tylko z 5 podpunktami. Tymczasem zdrowie psychiczne ma aż 10 podpunktów, aktywność fizyczna: 7, a odżywianie: 6. Podobnie jest w programie dla starszych klas szkół podstawowych. 

Więcej wymagań z zakresu edukacji seksualnej, a co za tym idzie – konieczność poświęcenia temu obszarowi więcej czasu na lekcjach, przewidziano (s. 19–29) dla uczniów szkół średnich. Zdrowie seksualne wciąż jest jednym z 10 działów, ale rozpisano w nim aż 11 podpunktów, najwięcej ze wszystkich działów. Warto jednak pamiętać, że w programie powtarza się wiele zagadnień ze szkoły podstawowej, począwszy od budowy i funkcji narządów płciowych. 

Minister edukacji Barbara Nowacka powiedziała, że edukacja seksualna stanowi jedną dziesiątą nowego przedmiotu, zarówno w szkołach podstawowych, jak i średnich, i ta wypowiedź jest zgodna z prawdą. Z tą różnicą, że starsi uczniowie będą mieli do opanowania obszerniejszy materiał.

Fakt 2. Zdrowie seksualne w podstawówkach to przede wszystkim biologia

Istnieje mit, że edukacja seksualna, a także przedmiot edukacji zdrowotnej, zakłada „naukę masturbacji” już najmłodszych dzieci (1, 2, 3). W rzeczywistości uczniowie na zajęciach z nowego przedmiotu mają poznać swoje ciało, ale nie w ten sposób, o jakim myśli część przeciwników edukacji seksualnej.

Dzieci z klas IV–VI w ramach obszaru „Zdrowie seksualne” mają się nauczyć m.in. budowy i podstawowych funkcji narządów płciowych, a także dowiedzieć się, na czym polega proces zapłodnienia i czym charakteryzuje się ciąża (s. 9). To są więc elementy biologii

Jedyne tematy idące „dalej” to m.in. podpunkt o autonomii cielesnej. Tutaj dzieci mają się przede wszystkim nauczyć, jak rozpoznać, że są przekraczane ich granice, i jak siebie przed tym chronić. Poza tym dzieci będą się uczyły o stereotypach płciowych (s. 9).

Starsi uczniowie, z klas VII i VIII, również nie będą się uczyli masturbacji. Po zajęciach z edukacji zdrowotnej mają natomiast umieć wyjaśnić pozytywne znaczenie ludzkiej seksualności, ale także wymienić konsekwencje związane z podjęciem aktywności seksualnej (s. 15).

W starszych klasach podstawówki wprowadzone zostaną także pojęcia takie jak tożsamość płciowa, orientacja psychoseksualna i świadoma zgoda. Uczniowie poznają także metody antykoncepcji i nauczą się rozróżniać formy przemocy seksualnej (s. 15).

Fakt 3. Zdrowie seksualne w szkołach średnich bez „nauki masturbacji”

W szkołach średnich, jak już wspominaliśmy, kwestii zdrowia seksualnego poświęcono więcej miejsca. Ale nie dla rozwinięcia „nauki masturbacji” i „seksualizacji” młodzieży, lecz przede wszystkim w celu poznania szeroko pojętych zagrożeń związanych z aktywnością seksualną.

Na lekcjach edukacji zdrowotnej w szkołach średnich – poza powtórką materiału z wcześniejszego etapu edukacji – pojawią się takie tematy jak profilaktyka chorób przenoszonych drogą płciową, płodność człowieka (i co na nią wpływa), poronienie i aborcja, a także konsekwencje przerwania ciąży (s. 26).

Uczniowie mają poznać również formy przemocy seksualnej i zagrożenia związane z różnymi aspektami seksualności, jak np. grooming (s. 26).

Dopiero w zagadnieniach fakultatywnych, o których decyduje indywidualnie nauczyciel, pojawiają się tematy związane ze społecznościami LGBTQ+, z „odpowiedzialnym i satysfakcjonującym” życiem seksualnym, a także ze stereotypami płciowymi (s. 26).

Fakt 4. Podstawy przedmiotu przygotowywali eksperci z różnych środowisk – także ksiądz

Nad założeniami edukacji zdrowotnej pracował międzyresortowy zespół, w skład którego weszły takie osoby jak prof. Zbigniew Izdebski pedagog i seksuolog, ks. dr Arkadiusz Nowak – prezes Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej i dr n. med. Aleksandra Lewandowska konsultantka krajowa w dziedzinie zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Z pełną listą ekspertów zapoznasz się tutaj.

Tak jeden z ekspertów tłumaczy sens wdrożenia edukacji zdrowotnej do szkół:

 Od lat zajmuję się zagadnieniami związanymi z HIV i AIDS, a także uzależnieniami, więc dużą wagę przykładam do tego, żeby młodzi mieli pełną wiedzę o zagrożeniach z tym związanych. Tu potrzebna jest duża odpowiedzialność, bazująca na rzetelnej wiedzy, a taką wiedzę powinna przekazywać szkoła, niezależnie od tego, że jest to przede wszystkim obowiązek rodziców”.

Ksiądz Nowak dodał, że o edukację zdrowotną eksperci walczyli od lat: W systemie ochrony zdrowia funkcjonuję od 35 lat, znam niemal wszystkich ludzi zajmujących się zdrowiem publicznym i byliśmy zawsze zgodni, że w szkołach powinna być edukacja zdrowotna jako odrębny przedmiot […]. O to zabiegaliśmy, apelowaliśmy do poszczególnych władz, by przedmiot edukacja zdrowotna był traktowany jako systemowy i nauczany obowiązkowo”. 

Fakt 5. Mylnie rozumie się, czym jest seksualizacja

Rodziców uczniów straszy się „seksualizacją” ich dzieci (np. 1, 2, 3), przedstawiając to pojęcie w zafałszowany sposób. Jak już wyjaśnialiśmy na łamach Demagoga, seksualizacja oznacza postrzeganie drugiego człowieka przez pryzmat jego seksualności. Przykładem seksualizacji może być zachęcanie uczennic do odgrywania ról dorosłych, „seksownych” kobiet. 

Seksualność jest częścią człowieka i przejawia się już od najmłodszych lat. Prof. Maria Beisert, autorka prac naukowych na temat seksualności dzieci, podkreśla, że rozwój seksualny jest procesem, który biegnie swoim nurtem, niezależnie od czynników zewnętrznych. 

Fakt 6. Program edukacji zdrowotnej był poprawiany

Pod koniec października 2024 roku projekt dotyczący edukacji zdrowotnej trafił do konsultacji publicznych, opiniowania i uzgodnień międzyresortowych. Uwagi zgłosiło szereg organizacji, w tym Episkopat czy inne instytucje związane z religią katolicką i środowiskami konserwatywnymi, które są przeciwne edukacji seksualnej (np. fundacja Grupa Proelio czy Bractwo Świętego Józefa).

Ostatecznie projekt rozporządzenia wprowadzającego edukację zdrowotną uległ zmianie. Przykładowo: z początkowego projektu wykreślono nazwy innych orientacji seksualnych niż heteroseksualna. W klasach VII–VIII uczniowie mieli poznać różne orientacje psychoseksualne: heteroseksualną, homoseksualną, biseksualną i aseksualną, a także pojęcia: transpłciowość i cispłciowość. 

Co ciekawe, w przyjętym rozporządzeniu nadal są „kierunki rozwoju orientacji psychoseksualnej” czy pojęcia związane z tożsamością płciową (s. 15). W domyśle więc uczniowie i tak powinni poznać wykreślone pojęcia. I jak widać, osoby przeciwne m.in. wprowadzania zagadnień związanych z LGBT+, mimo że zdają sobie z tego sprawę, to wciąż protestują przeciwko edukacji zdrowotnej (1, 2, 3).

Fakt 7. Edukacja seksualna zdaniem naukowców jest potrzebna

Edukacja seksualna dostarcza uczniom niezbędnej wiedzy, a także uczy postaw i wartości, dzięki którym m.in. rozumieją i chronią swoje prawa, a także dbają o zdrowie. Różne badania są zgodne co do tych wniosków (np. 1, 2). Jednocześnie naukowcy podkreślają, że należy poświęcić wiele uwagi temu, co i w jaki sposób przekazuje się młodym ludziom na tego typu zajęciach.

raporcie z 2020 roku Komisja Europejska zwróciła uwagę, że w polskich szkołach, ze względu na opór społeczny, rzadko kiedy pojawia się edukacja seksualna (s. 10). Czy mimo to Polacy mają wystarczającą wiedzę z tego zakresu?

W tym kontekście szeroko jest komentowany (1, 2, 3) fragment programu „Poranek polityczny” TVP Info, w którym prowadząca spytała polityków, jaka jest różnica między okresem a owulacją.

Poseł PiS Andrzej Kosztowniak odpowiedział, że nie wie. Marcin Karpiński z Nowej Lewicy z kolei stwierdził, że „nie będzie wchodził w te tematy”. A poseł Trzeciej Drogi Ireneusz Raś nie chciał „polemizować z kolegami”.

W 2024 roku „narodową kartkówkę z WDŻ” przeprowadziła – na 2 141 badanych w wieku od 15 do 65 lat – fundacja SEXEDPL. 42 proc. ankietowanych zapytanych o to, czy owulacja to pierwszy dzień cyklu miesięcznego, błędnie zaznaczyło odpowiedź „prawda”.

– Nasza społeczna wiedza o zdrowiu jest znikoma. Powtarzam – znikoma. To obszar całkowicie zaniedbany. Przez lata nie poświęcano mu należytej uwagi. A mówimy, w tym przypadku, o ludziach wykształconych, którzy nie mają pojęcia o podstawach zdrowia. Nie muszą znać mechanizmu owulacji, ale powinni znać przynajmniej to podstawowe pojęcie – komentował dla MedOnetu dr n. med. Michał Sutkowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź