Opisujemy ważne dla debaty publicznej tematy dotyczące polityki, fact-checkingu, dezinformacji i propagandy.
Protesty w Iranie pod lupą. Co warto o nich wiedzieć?
Pod koniec ubiegłego roku w wielu miastach Iranu wybuchły protesty o charakterze ekonomicznym. W krótkim czasie przerodziły się w ogólnokrajową falę niepokojów społecznych skierowanych przeciwko władzom Islamskiej Republiki Iranu. Demonstracje w tym kraju wybuchają często i stają się elementem debat politycznych, nie tylko w samym Iranie. Oto, co warto wiedzieć o ostatnich wydarzeniach.
Fot. ShutterStock / Modyfikacje: Demagog
Protesty w Iranie pod lupą. Co warto o nich wiedzieć?
Pod koniec ubiegłego roku w wielu miastach Iranu wybuchły protesty o charakterze ekonomicznym. W krótkim czasie przerodziły się w ogólnokrajową falę niepokojów społecznych skierowanych przeciwko władzom Islamskiej Republiki Iranu. Demonstracje w tym kraju wybuchają często i stają się elementem debat politycznych, nie tylko w samym Iranie. Oto, co warto wiedzieć o ostatnich wydarzeniach.
Ostatnie protesty w Iranie są kolejnym wyrazem społecznego sprzeciwu wobec obowiązującego porządku i symbolem żądania zasadniczej zmiany, w tym obalenia obecnego reżimu. Bezpośrednim impulsem, który wywołał falę społecznego niezadowolenia, był gwałtowny spadek wartości riala (miejscowej waluty). Na początku 2025 roku 1 dolar kosztował niecały milion riali, natomiast już w grudniu trzeba było za niego zapłacić prawie 1,5 mln riali.
Kryzys nałożył się na narastającą destabilizację sytuacji gospodarczej, przejawiającą się w silnej zmienności kursów walut obcych oraz w dalszym wzroście cen dóbr konsumpcyjnych. Szczególnie dotkliwe skutki tych zjawisk odczuwali drobni przedsiębiorcy i kupcy, zwłaszcza w sektorach importowych (np. elektronika).
Przy codziennych zmianach kursu utrzymywanie cen i odtwarzanie zapasów stawało się trudne lub wręcz niemożliwe. Część sprzedawców nie była w stanie uzupełniać towarów, inni zawieszali sprzedaż z obawy przed stratą wynikającą z błędnej wyceny.
Wysoka inflacja i nieskuteczne działania rządu
Jednym z efektów kryzysu walutowego była wysoka inflacja, która od kilku lat utrzymuje się na poziomie ok. 40 proc. rocznie. Szczególnie szybko rosną ceny żywności. Realne dochody spadają, bo płace nie nadążają za cenami. Władze próbowały łagodzić skutki inflacji transferami i subsydiami (np. miesięcznymi dopłatami do wybranych produktów żywnościowych lub energii), jednak efektywność tych działań pozostawała ograniczona.
W tle obecnych protestów leży kontekst strukturalny: sankcje międzynarodowe powodujące m.in. ograniczony dostęp do walut oraz specyfika irańskiej gospodarki, w której znaczącą rolę odgrywają podmioty państwowe i parapaństwowe (również te powiązane z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej). Sprzyja to nierównowadze i poczuciu niesprawiedliwości ekonomicznej.
Dodatkowym czynnikiem destabilizującym była również 12-dniowa wojna z Izraelem (czerwiec 2025 roku), która zwiększyła w kraju popyt na waluty obce i złoto oraz nasiliła społeczną „ucieczkę od riala”. Skutkiem tego kryzys z poziomu makroekonomicznego szybciej przeniósł się na poziom mikro, czyli zaczął wpływać na codzienną działalność małych firm.
Równocześnie ujawnił się jego wymiar polityczny: kryzys wzmocnił aparat bezpieczeństwa i przekierował debatę publiczną w stronę narracji o zagrożeniu i konieczności ochrony państwa. Władze mogły wykorzystywać wątek zagrożenia zewnętrznego jako uzasadnianie represji i delegitymizowania protestów jako działań inspirowanych spoza granic kraju.
Najpierw sklepikarze, później kolejne grupy
Protesty rozpoczęły się 28 grudnia, gdy sklepikarze w teherańskich centrach handlowych Alaeddin i Charsou Mall rozpoczęli strajk i masowo zamykali sklepy. Mobilizację zainicjowali sprzedawcy elektroniki i telefonów, najbardziej narażeni na skutki gwałtownego wzrostu kursu dolara. Wokół obiektów szybko zaczęły tworzyć się zgromadzenia, a w sieci pojawiały się nagrania dokumentujące zamykanie sklepów.
W kolejnych dniach protesty rozszerzyły się na kolejne dzielnice Teheranu. Demonstracje zaczęto odnotowywać również poza stolicą (m.in. na wyspie Keszm, w Zandżanie, Hamadanie, Kermanszahu, Szirazie, Jazdzie). Istotny punkt zwrotny stanowiło włączenie się środowisk akademickich do protestów, które sprzyjało radykalizacji przekazu oraz przesunięciu akcentów z postulatów stricte ekonomicznych na sformułowania o jednoznacznie politycznym charakterze. W działaniach demonstrantów nastąpiło przejście od krytyki władz państwowych po otwarte wezwania do zmiany przywództwa i transformacji systemu politycznego.
Na początku stycznia do protestów dołączały kolejne grupy zawodowe, m.in. pracownicy centralnego targu owocowo-warzywnego w Teheranie, co było zapowiedzią możliwości zakłócania łańcuchów dystrybucji. Równolegle narastały doniesienia o przemocy stosowanej przez siły bezpieczeństwa, pojawiały się też sprzeczne informacje o liczbie ofiar tłumienia protestów. Organizacje stojące na straży praw człowieka informowały o użyciu gazu łzawiącego, zatrzymaniach oraz o poważnym zranieniu studenta podczas pacyfikacji zgromadzenia na Uniwersytecie Amirkabir.
Ważnym czynnikiem sprzyjającym ogólnospołecznej mobilizacji stawały się pogrzeby osób zabitych, które przeradzały się w kolejne demonstracje. Napływały doniesienia o aktach destrukcji (np. niszczeniu budynków rządowych i banków) oraz o działaniach symbolicznych – m.in. w Hamadanie miał zostać podpalony baner upamiętniający Ghasema Solejmaniego – dowódcę elitarnej, upolitycznionej jednostki wojskowej Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, zabitego kilka lat temu w wyniku ataku amerykańskiego drona.
Kobieta, papieros i najwyższy przywódca
W kolejnych dniach wzrosło natężenie starć. Siły bezpieczeństwa zwiększyły obecność w newralgicznych punktach (w tym na Wielkim Bazarze), a jednocześnie pojawiały się akty przemocy ze strony części protestujących. Pojawiały się coraz liczniejsze deklaracje wsparcia ze strony wybranych środowisk (m.in. artystów i nauczycieli). 6 stycznia także kurdyjskie ugrupowania opublikowały wspólne oświadczenie wzywające do strajków.
Jednym z rozpoznawalnych trendów protestu były działania o silnym wymiarze symbolicznym. Należały do nich m.in. publikowanie w mediach społecznościowych (takich jak X, Reddit, Instagram i Telegram) filmów, w których kobiety demonstracyjnie profanowały wizerunek najwyższego przywódcy poprzez odpalanie papierosów od płonących obrazów przedstawiających ajatollaha. Jedno z najpopularniejszych nagrań tego typu powstało jednak nie w Iranie, lecz w Kanadzie.
9 stycznia władze wprowadziły całkowitą blokadę internetu. Tego samego dnia i w nocy z 9 na 10 stycznia odnotowano zgromadzenia tysięcy osób, w czasie których wznoszono hasła o charakterze jednoznacznie antyreżimowym (m.in. „Śmierć Chameneiemu”, „Niech żyje szach”). Donoszono też o incydentach symbolicznych (np. o obaleniu pomnika Solejmaniego w Qaemiyeh) oraz o rosnącej przemocy po obu stronach konfliktu, w tym o ofiarach wśród sił bezpieczeństwa. Pojawiały się również relacje o podpaleniach obiektów i o innych aktach destrukcji w Teheranie. Media miały donosić również o potwierdzeniu przez przedstawiciela irańskiego MSZ, że siły bezpieczeństwa strzelały do protestujących.
Od 11 stycznia kryzys uzyskał silny wymiar polityczno-międzynarodowy. Władze deklarowały gotowość do rozmów na temat gospodarki, a jednocześnie oskarżały USA i Izrael o inspirowanie protestów. We wpisie na platformie X opublikowanym 19 stycznia prezydent Masoud Pezeshkian powiązał pogarszające się warunki życia Irańczyków z „długotrwałą wrogością” i sankcjami USA oraz ich sojuszników i ostrzegał, że ataki na najwyższego przywódcę należy traktować jako akt wrogości równoznaczny z „pełnoskalową wojną”.
W drugiej połowie stycznia dynamika protestów uległa zmianie: spadała liczba masowych zgromadzeń ulicznych w głównych ośrodkach. 15 stycznia nie rejestrowano demonstracji ulicznych, co wiązano z nasileniem represji, w tym z wprowadzeniem godziny policyjnej i silnej militaryzacji przestrzeni publicznej. 19 stycznia relacje medialne wskazywały, że protesty zostały najprawdopodobniej skutecznie stłumione przez siły bezpieczeństwa.
Masowe zatrzymania, przemoc, blokada sieci
Reakcja władz irańskich była stopniowo dostosowywana do skali protestów. W pierwszej fazie państwo próbowało utrzymać narrację, że społeczna mobilizacja wynika głównie z problemów socjoekonomicznych, a nastroje można uspokoić poprzez dialog ze społeczeństwem. Pojawiały się sygnały gotowości do rozmów ze strony prezydenta Masouda Pezeshkiana. Równolegle wykonano gesty o wymiarze symbolicznym, takie jak zmiana prezesa Banku Centralnego Iranu.
Jednocześnie od początku stosowano środki przymusu, a wraz z eskalacją protestów rosła intensywność represji: rozpraszanie zgromadzeń (również z użyciem gazu łzawiącego), masowe zatrzymania (mowa o nich w raportach dziennych irańskiej organizacji społecznej HRANA, czyli Human Rights Activists News Agency), donoszono również o użyciu broni palnej w niektórych lokalizacjach. Władze podejmowały też działania uderzające w „zaplecze” protestów. W relacjach pojawiały się informacje o presji wobec sektora ochrony zdrowia (np. interwencje w szpitalach, próby zatrzymywania rannych).
Kluczową rolę odegrały także blokady internetu i łączności: utrudniały koordynację, ograniczały obieg nagrań i monitoring represji. Stosowano tak drastyczne środki, mimo że ich skutkiem ubocznym bywał paraliż części usług społeczno-gospodarczych (np. płatności cyfrowych). Czasowo zamykano także instytucje publiczne i ograniczano aktywność w prowincjach – oficjalnie uzasadniano takie decyzje warunkami pogodowymi lub niedostatkiem energii.
Równolegle intensyfikowano również kontrolę narracji przez państwo. W miarę gdy protesty stawały się coraz bardziej polityczne, władze zdecydowały się także na delegitymizację demonstrantów poprzez traktowanie ich jako „uczestników zamieszek” inspirowanych z zewnątrz (przez USA, Izrael). W fazie eskalacji rosło również znaczenie narzędzi odstraszania. Pojawiały się zapowiedzi kwalifikowania działań protestujących jako moharebeh (z perskiego: „wrogość wobec Boga”) oraz sygnały o przyspieszonych postępowaniach sądowych i surowych karach, co miało pełnić funkcję psychologicznej presji i prowadzić do demobilizacji. W mediach państwowych pojawiały się także wymuszone zeznania zatrzymanych.
Stany Zjednoczone po stronie protestujących
Donald Trump kilkukrotnie publicznie deklarował poparcie dla protestujących i traktował protesty jako element rywalizacji geopolitycznej. W mediach społecznościowych wzywał do kontynuowania demonstracji i przejmowania instytucji państwowych, jednocześnie zapowiadał bliżej nieokreśloną „pomoc” USA. Równolegle w przekazie medialnym pojawiały się doniesienia o rozważaniu przez administrację amerykańską wariantów użycia sił zbrojnych wobec Iranu.
Takie wsparcie mogło jednak wzmacniać argumentację władz Iranu, które przedstawiały protesty jako projekt inspirowany z zewnątrz. W ten schemat wpisywała się również aktywizacja części środowisk emigracyjnych – w tym publiczne wystąpienia syna ostatniego szacha. Reza Pahlawi apelował do USA o podjęcie działań przeciwko reżimowi irańskiemu.
Istotnym punktem było także posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ z 15 stycznia, poświęcone represjom i sytuacji w Iranie. W trakcie debaty ścierały się konkurencyjne narracje: część państw podnosiła kwestię praw człowieka, natomiast USA podkreślały konieczność politycznego wsparcia dla protestujących oraz zachęcały do przyjęcia formuły „all options on the table”. Delegacja Iranu odpowiadała oskarżeniami o ingerencję zewnętrzną i próby wykorzystania instytucji międzynarodowych do działań noszących znamiona presji politycznej.
Warto zauważyć, że państwa Zachodu zastosowały także politykę sankcyjną. USA ogłosiły restrykcje wobec osób i podmiotów odpowiedzialnych za represje, a w UE oraz Wielkiej Brytanii rozwijała się debata o przygotowaniu kolejnych pakietów sankcji jako odpowiedzi na przemoc i masowe zatrzymania.
Rozwój sytuacji w Iranie wywołał także reakcje w Europie, gdzie pojawiły się wyraźne głosy sprzeciwu. Demonstracje wspierające społeczeństwo irańskie odbywały się m.in. w Paryżu oraz Londynie i stanowiły narzędzie nagłaśniania kryzysu, wzmacniania presji politycznej oraz utrzymywania protestów w obiegu medialnym mimo ograniczeń informacyjnych w Iranie.
Chaos informacyjny – dlaczego liczby są tak niepewne?
Ustalenie rzeczywistej liczby ofiar śmiertelnych w Iranie jest obarczone dużą niepewnością. Wynika to zarówno z braku danych, jak i z faktu, że dostęp do informacji jest w czasie protestów przedmiotem kontroli politycznej, a statystyki mogą pełnić funkcję narzędzia narracyjnego.
Ograniczanie łączności podczas protestów działa nie tylko jako narzędzie kontroli mobilizacji społecznej, lecz także jako mechanizm destabilizacji środowiska informacyjnego. Wraz z blokadami internetu i sieci komórkowych rośnie liczba sprzecznych doniesień o skali protestów, liczbie zatrzymań oraz ofiarach śmiertelnych, a jakość dostępnych danych wyraźnie spada.
W praktyce blackout zmniejsza liczbę materiałów pierwotnych (nagrania, relacje świadków), utrudnia geolokalizację i weryfikację czasu zdarzeń, a przekaz staje się bardziej podatny na manipulacje. W efekcie trudniej jest potwierdzać informacje – zarówno zewnętrznym obserwatorom, jaki i samym uczestnikom protestów. Przy ograniczonym przepływie danych rośnie znaczenie źródeł pośrednich i anonimowych, co zwiększa podatność na dezinformację oraz narracje propagandowe.
W tym kontekście jednym z najczęściej cytowanych źródeł jest HRANA, powiązana z organizacją Human Rights Activists in Iran. Dane przedstawione przez HRANA są regularnie wykorzystywane przez media międzynarodowe jako punkt odniesienia w sytuacji braku przejrzystego raportowania państwowego i ograniczonego monitoringu w terenie. To źródło ma jednak istotne ograniczenia: HRANA działa w modelu sieci informatorów, publikuje raporty z terytorium USA, a metodologia zbierania i weryfikacji danych nie jest w pełni transparentna. W praktyce oznacza to, że dane HRANA mogą być ważnym wskaźnikiem skali represji, ale wymagają ostrożnej interpretacji i konfrontowania z innymi źródłami.
Dlaczego dane ekonomiczne się różnią?
W Iranie funkcjonuje wielokursowy system walutowy (ang. multiple exchange rate system). Oznacza to, że kraj stosuje jednocześnie zarówno stały, jak i zmienny kurs walutowy, a oba mogą być stosowane przy wymianie walut. W takiej sytuacji rynek jest podzielony na dowolną liczbę segmentów, z których każdy ma swój własny kurs walutowy.
Wobec tego w artykule zastosowano kurs wolnorynkowy (ang. open market rate), oznaczający nieformalny kurs wymiany walut kształtowany przez popyt i podaż na rynku pozabankowym. Stanowi on w Iranie najbardziej reprezentatywny wskaźnik realnej dostępności walut. Dane o kursie rynkowym zaczerpnięto z publicznego trackera rynku walutowego (Bonbast), a ich kluczowe wartości weryfikowano poprzez zestawienie z raportami międzynarodowych agencji prasowych (m.in. Reuters).
W analizie kursu walutowego w Iranie konieczna jest także każdorazowa weryfikacja, czy dane podawane są w rialach (IRR) czy w tomanach. W praktyce obiegowej Irańczycy bardzo często posługują się tą drugą jednostką, mimo że formalną walutą pozostaje rial. Prowadzi to do częstych niejednoznaczności w źródłach i ryzyka błędnej interpretacji danych. Wartości zapisane w tomanach są dziesięciokrotnie niższe niż odpowiadające im wartości w rialach.
Dlaczego irańscy protestujący używają przedrewolucyjnej flagi?
Na części zdjęć i nagrań z protestów widoczna jest flaga w barwach zielonej, białej i czerwonej, z umieszczonym pośrodku godłem przedstawiającym lwa i słońce. Ten motyw ma w Iranie długą tradycję historyczną i występował w ikonografii państwowej już od XV wieku. W okresie rządów dynastii Pahlawich (lata 1925–1979) flaga z godłem lwa i słońca była silnie utożsamiana z monarchią. Po rewolucji islamskiej monarchię zniesiono, a w nowej fladze Islamskiej Republiki Iranu dawne godło zastąpiono nowym symbolem państwowym.
Współcześnie różne wersje flagi lwa i słońca są używane przez środowiska opozycyjne i diasporę irańską, jednak znaczenie godła nie jest jednoznaczne. Dla części osób stanowi ono znak poparcia dla restauracji monarchii, natomiast inni traktują je szerzej – jako symbol sprzeciwu wobec obecnego systemu politycznego.
Czy protesty obalą reżim? Prawdopodobny scenariusz
Analiza protestów w Iranie w latach 2025–2026 wskazuje, że choć stanowiły one poważne wyzwanie dla stabilności politycznej Islamskiej Republiki Iranu, to jednak nie doprowadziły do bezpośredniego załamania systemu władzy. Reżim najprawdopodobniej przetrwa falę protestów, gdyż zachował kluczowe zasoby przetrwania: lojalność aparatu bezpieczeństwa, brak widocznych dezercji oraz jawnego rozłamu w elitach rządzących.
Warto jednak zaznaczyć, że demonstracje były nie tyle incydentalnym kryzysem, ile symptomem strukturalnej erozji porządku politycznego. Reżim pozostaje zdolny do przetrwania dzięki sile represyjnej, lecz jego zdolność do długofalowego zarządzania kryzysami ulega osłabieniu. Z drugiej strony fragmentacja opozycji oraz brak trwałej koordynacji ruchów protestu uniemożliwiają przekształcenie społecznego niezadowolenia w alternatywny projekt polityczny.
W tym kontekście istotny jest także czynnik psychologiczny. Obawy przed chaosem, rozpadem państwa lub wojną domową (analogicznie do sytuacji, które miały miejsce w Libii i Syrii) mogą działać demobilizująco oraz osłabiać gotowość części środowisk opozycyjnych do eskalacji działań.
Przy utrzymującej się polaryzacji społecznej oraz ograniczonych możliwościach poprawy sytuacji gospodarczej protesty zwiększają ryzyko dalszej eskalacji problemu, która może doprowadzić do użycia przez aparat państwowy narzędzi masowych represji. Jednocześnie ryzyko bezpośrednich ataków militarnych USA i Izraela na Iran oraz możliwych działań odwetowych ze strony Teheranu pozostaje wysokie. Protesty z lat 2025–2026 ukazały ograniczenia systemu i potwierdziły trwałość społecznego konfliktu, którego rozwiązanie bez realnych reform ekonomicznych i instytucjonalnych wydaje się mało prawdopodobne.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



