Strona główna Analizy Rosnące emocje wokół zamknięcia schroniska w Sobolewie. Komu służą? Na pewno nie faktom

Rosnące emocje wokół zamknięcia schroniska w Sobolewie. Komu służą? Na pewno nie faktom

Przytłaczająca skala nieprawidłowości, psie mięso sprzedawane za granicę, wstrząsające relacje o stanie psów – to wątki, na które można się natknąć, gdy śledzi się dyskusję na temat sytuacji w polskich schroniskach. Zamknięcie jednego z nich wywołało potrzebną debatę o sytuacji zwierząt. Brakuje w niej jednak ważnych faktów, pojawiają się za to fałszywe informacje.

Fot. Pexels / Modyfikacje: Demagog

Rosnące emocje wokół zamknięcia schroniska w Sobolewie. Komu służą? Na pewno nie faktom

Przytłaczająca skala nieprawidłowości, psie mięso sprzedawane za granicę, wstrząsające relacje o stanie psów – to wątki, na które można się natknąć, gdy śledzi się dyskusję na temat sytuacji w polskich schroniskach. Zamknięcie jednego z nich wywołało potrzebną debatę o sytuacji zwierząt. Brakuje w niej jednak ważnych faktów, pojawiają się za to fałszywe informacje.

Po tym, jak Krzysztof Stanowski i Dorota „Doda” Rabczewska pojawili się w schronisku w Sobolewie, sprawa nie przestaje zajmować polskich mediów i opinii publicznej. Chociaż kontrole tego miejsca wcześniej miały nie wykazywać nieprawidłowości, to dwa dni po interwencji prezesa Kanału Zero i znanej piosenkarki schronisko zostało zamknięte decyzją powiatowego lekarza weterynarii. Politycy robili wiele, aby wyglądało to na interwencję rządu, ale faktem jest, że największe znaczenie mogła mieć w tym przypadku presja społeczna, ponieważ wcześniejsze kontrole nie wykazywały nieprawidłowości w Sobolewie.

Dopiero po zamknięciu schroniska ujawniono, że bezpośrednim powodem tej decyzji był brak elektronicznej ewidencji zwierząt. A więc nie np. złe warunki bytowe, w których sprawie alarmowali już wiele lat temu aktywiści na rzecz zwierząt. „Żyjemy w czasach, gdy królem świata jest internetowy zasięg. Przez ostatnie 8 lat wiele osób robiło wiele, by nagłośnić ten obóz koncentracyjny – dzięki Dodzie udało się to zrobić w dwa tygodnie” – czytamy w poście fundacji Mondo Cane.

Poseł Litewka i teoria o sprzedaży psiego mięsa

Łukasz Litewka, poseł Nowej Lewicy, już na etapie swojej kampanii wyborczej podejmował temat adopcji zwierząt. Na plakatach zachęcających do głosowania na niego w wyborach parlamentarnych w 2023 roku polityk jednocześnie promował adopcję zwierząt. Litewka na bieżąco komentuje także sytuację związaną ze schroniskiem w Sobolewie. W jednym z postów stwierdził, że dochodzą do niego informacje o sprzedaży psiego mięsa.

„Jeśli to prawda, że niektóre schroniska w Polsce sprzedają (poprzez pośredników) mięso psów do Azji, robiąc biznes na masowej eutanazji, to przepraszam, ja nie chcę na takim świecie żyć” – napisał poseł, czym wywołał spore poruszenie. Pod postem pojawiło się już blisko 4 tys. komentarzy

Chociaż Litewka pisał, że taki proceder może istnieć, to wiele z osób komentujących jego post potraktowało informacje polityka tak, jakby była pewność, że tak się dzieje. „Matko, na jakim my świecie żyjemy. Wyłapywać i karać morderców”, „Ludzie boją się piekła, tylko nie widzą, że piekło jest tutaj”, „Aż mi wstyd, że należę do gatunku ludzkiego” – to tylko niektóre z komentarzy

Pod postem pojawiły się także wypowiedzi osób, które dopytują, skąd polityk ma takie informacje. My także spytaliśmy o to biuro poselskie Łukasza Litewki i bezpośrednio samego posła. Czekamy na odpowiedź. Nie znaleźliśmy żadnych źródeł na potwierdzenie tych doniesień. 

W mediach znajdziemy kolejne informacje o rzekomym wstrząsającym procederze. Pojawiły się informacje, że na terenie schroniska w Sobolewie znaleziono maszynkę do mięsa. „Maszynka do mięsa i pałki z krwią na terenie schroniska? Wstrząsające relacje z Sobolewa” – tak promował swój materiał Super Express. To także fragment wpisu Łukasza Litewki, który był w schronisku w Sobolewie w momencie jego zamykania.

Sprzedaż psiego mięsa? Brak wiarygodnych informacji

Michał Gromada, prezes Fundacji Psa Karmela, również był w Sobolewie 24 stycznia. Przyznaje, że maszynkę do mięsa widział tylko na zdjęciach, ale nie wiąże tego z informacjami o rzekomej sprzedaży psiego mięsa. – Nie słyszałem nic o tym, że psy ze schronisk są sprzedawane na mięso do Azji. Osoby z innych fundacji również mi nigdy o tym nie wspominały. Nie wiem, skąd wzięły się takie informacje – mówi w rozmowie z Demagogiem.

A jak ocenia debatę na temat polskich schronisk? – Z jednej strony widzę dużo plusów, chociażby to, że ktoś w ogóle ruszył temat patoschronisk. My, aktywiści, mówiliśmy o tym od lat, ale nikt nas wówczas nie słuchał, a przynajmniej nie na taką skalę. Teraz, gdy jest głośno, sporo osób próbuje się pod to podpiąć, chociażby politycy, którzy mówią o Sobolewie. Tylko jakoś wcześniej nie słyszeli naszych głosów, apeli, że jest tam źle – zaznacza nasz rozmówca. 

Teraz najważniejsze jest działanie, i to realne. – A z tą realnością bywa różnie. W naszej ocenie prowadzone kontrole często nie wykazują tego, co dzieje się naprawdę, bo wtedy trzeba by takie miejsce zamknąć. Natomiast co potem ze zwierzętami? Liczy się na organizacje pozarządowe, ale my też mamy swoje ograniczenia. Dlatego udaje się, że nieprawidłowości nie ma, bo państwo polskie nie ma zaplecza na zamykanie tych mordowni – uważa Michał Gromada.

Zauważa, że psami z Sobolewa również zajmują się organizacje pozarządowe, w tym kilkoma jego fundacja. Większość psów trafiła do schroniska w Wojtyszkach, które również prowadzi organizacja pozarządowa – Inspektorat Ochrony Zwierząt. To właśnie społecznicy zajmują się teraz psami, które są w złym stanie psychicznym i fizycznym (np. 1, 2, 3).

Koszt ich utrzymania spada z kolei na nas, czyli de facto na darczyńców. My z tymi psami z Sobolewa zostaniemy na długo. Tak naprawdę, żeby takich miejsc, jak to schronisko nie było, trzeba by wyeliminować bezdomność zwierząt. A do tego daleka droga – zauważa rozmówca Demagoga.

Spór o to, jak pomagać zwierzętom 

W Sejmie działa komisja nadzwyczajna ds. ochrony praw zwierząt, która zajmuje się różnymi pomysłami zmian w ustawie o ochronie zwierząt. W grudniu prezydent Karol Nawrocki zawetował tzw. ustawę łańcuchową, która zabraniała trzymania psów na uwięzi. Jednocześnie prezydent zaproponował własny projekt w tej sprawie. Nawrocki uważał, że określone w propozycji normy dotyczące kojców dla psów są nierealne. Kojce wielkości miejskich kawalerekto absurd, który uderzałyby w rolników, hodowców i zwykłe wiejskie gospodarstwa – uzasadniał

Obecna ustawa nie określa żadnych norm dotyczących kojców, a jedynie wyznacza długość łańcucha, na którym ma być trzymany pies – minimum trzy metry. Pies nie może być ponadto trzymany na łańcuchu dłużej niż 12 godzin w ciągu doby (art. 9 ust. 2). Nie brakuje relacji działaczy na rzecz zwierząt, którzy podkreślają, że psy trzymane są na łańcuchach cały czas (np. 1, 2, 3).

Trwa walka, aby tych łańcuchów nie było wcale i żeby psy miały dobre warunki do życia. Karol Nawrocki przedstawił swój własny projekt zmian, w którym nie określono, jaka powinna być wielkość kojca lub budy dla psa, ale wprowadzono zakaz trzymania zwierząt domowych na uwięzi. 

To tylko jedna z kwestii, którą zajmuje się komisja nadzwyczajna ds. ochrony praw zwierząt, której pracami teraz szczególnie interesują się opinia publiczna i media. W piątek na obradach pojawiła się między innymi Doda i Małgorzata Rozenek-Majdan. Ta pierwsza wygłosiła emocjonujące wystąpienie, które cytowały media (1, 2, 3). Oprócz tego w trakcie obrad pojawiły się kolejne spory, dotyczące m.in. tego, co zmienić i w jaki sposób (1, 2). 

Na razie nie doszło do żadnej realnej zmiany wpływającej na sytuację zwierząt i osób walczących o ich prawa. A problem z polskimi schroniskami jest realny. Styczniowe kontrole powiatowych lekarzy weterynarii wykazały nieprawidłowości w 40 placówkach. 

NIK o polskich schroniskach: gminy nie wywiązują się z obowiązków

Pod koniec 2024 roku Najwyższa Izba Kontroli opublikowała wyniki kontroli w dokumencie „Zapobieganie bezdomności zwierząt domowych”. Kontrola objęła w sumie 14 gmin, z których wszystkie nieprawidłowo lub nierzetelnie zorganizowały opiekę nad zwierzętami bezdomnymi (s. 19). Skontrolowano także 14 schronisk, z których w 11 nie zapewniono zwierzętom odpowiednich warunków.

Liczba zastrzeżeń wobec gmin jest długa. Trzy z nich nie uchwaliły obowiązkowych programów związanych z ochroną zwierząt, a w tych, gdzie to zrobiono, treść programów nie spełniała wymogów prawa lub nie zapewniała rzetelnej realizacji zadań (s. 21). Ponadto ponad połowa gmin nie zapewniała w schroniskach miejsc dla kotów (s. 25).

NIK wskazuje również, że odsetek gmin, które działają na rzecz zapobiegania bezdomności zwierząt, m.in. poprzez ich sterylizację, jest wciąż niski (s. 28). 

Kontrolowane gminy realizowały swoje zadania głównie poprzez zapewnienie finansowania opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Nie przeciwdziałały skutecznie zjawisku bezdomności. Tylko połowa z nich skorzystała z uprawnienia i wprowadziła na swym terenie najskuteczniejszy instrument zapobiegania bezdomności poprzez finansowanie znakowania, sterylizacji lub kastracji zwierząt właścicielskich, przy czym zadanie to było realizowane w ograniczonym zakresie lub czasie”.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!

    Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

    Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

    Sprawdź