Omawiamy ważne fakty dla debaty publicznej, a także przedstawiamy istotne raporty i badania.
Widmo wiecznego włodarza. Kto zyskuje, a kto traci na dwukadencyjności?
W 2029 roku ze stanowiskiem pożegna się 61 proc. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Nie wszystkim się to podoba. „Demokracja to jest wybór, a nie limit” – przekonuje Władysław Kosiniak-Kamysz i wzywa do zniesienia dwukadencyjności.
Fot. Pexels / Shutterstock / Modyfikacje: Demagog
Widmo wiecznego włodarza. Kto zyskuje, a kto traci na dwukadencyjności?
W 2029 roku ze stanowiskiem pożegna się 61 proc. wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Nie wszystkim się to podoba. „Demokracja to jest wybór, a nie limit” – przekonuje Władysław Kosiniak-Kamysz i wzywa do zniesienia dwukadencyjności.
„Nie jest tak, że wszyscy kochają burmistrza” – mówił Józef Kurek, gdy po raz kolejny objął władzę w ratuszu w Mszczonowie, ponad dziesięciotysięcznej gminie na zachodnim skraju Mazowsza.
Choć jak wskazywał, wyborcy bywają kapryśni, to w jego przypadku przez lata pozostawali konsekwentni – sześciokrotnie wybrali go już w pierwszej turze (1, 2, 3, 4, 5, 6). Wcześniej trzykrotnie urząd powierzyli mu radni, a jeszcze przed 1989 rokiem kierował gminą jako jej naczelnik.
Józef Kurek zmarł w styczniu 2025 roku. I mimo że nie doczekał końca kadencji, pozostał najdłużej urzędującym włodarzem w Polsce.
Wydawało się, że ustanowiony przez niego rekord nie zostanie już nigdy pobity, szczególnie że w 2018 roku Prawo i Sprawiedliwość zmieniło prawo wyborcze. Od tamtego momentu kadencja burmistrza, wójta i prezydenta została wydłużona, co prawda, do 5 lat, ale wprowadzono ograniczenie – można sprawować już tylko dwie kadencje.
Burmistrz Mszczonowa nie był entuzjastą nowych przepisów. „Kto normalny się teraz porwie, żeby się wiązać z gminą czy miastem na 10 lat?” – zastanawiał się w rozmowie z portalem natemat.pl.
Kosiniak-Kamysz: „To wspólnoty lokalne mają decydować”
W 2024 roku, spośród wybranych włodarzy, aż 39 proc. to byli śmiałkowie, którzy – mimo obowiązującego ograniczenia liczby kadencji – zdecydowali się po raz pierwszy ubiegać o urząd i uzyskali poparcie mieszkańców.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami wszyscy pozostali będą musieli w 2029 roku poszukać sobie nowego zajęcia. Nie wszystkim się to podoba. Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) złożyło w Sejmie projekt ustawy, która ma doprowadzić do zniesienia dwukadencyjności w samorządach.
Ludowcy przekonują, że przez nowelizację Kodeksu wyborczego wyborców pozbawiono prawa do ponownego wyboru osób, którym ufają. Ich zdaniem przepis o kadencyjności nie spełnia też swojego głównego celu – nie gwarantuje rotacji władzy. Ustępujący włodarze, jak twierdzą posłowie, i tak mogą pośrednio wpływać na decyzje swoich następców (s. 2 uzasadnienia projektu ustawy).
Parlamentarzyści PSL argumentują ponadto (s. 4), że ograniczenie liczby kadencji nie obowiązuje w wielu zachodnich demokracjach, a sam przepis – według nich – jest niezgodny z Konstytucją.
„To wspólnoty lokalne mają decydować. Dużo częściej wymieniają wójtów i burmistrzów niż parlamentarzystów, więc to nie w tej dziedzinie powinny być ograniczenia. Bo demokracja to jest wybór, a nie limit” – podkreślał Władysław Kosiniak-Kamysz, lider ludowców.
Polska 2050 i Razem przeciwko projektowi PSL
„Jak ktoś będzie wam mówił, że chodzi o demokrację i będzie mówił o wielkich wartościach, zastanówcie się trzy razy, czy ktoś po prostu nie próbuje wciskać wam kitu” – alarmowała Marcelina Zawisza, której argumenty PSL nie przekonują.
Politycy Razem złożyli wniosek, aby odrzucić ustawę w pierwszym czytaniu.
„Dwukadencyjność jest absolutnie minimalnym narzędziem zabezpieczającym przed tym, żeby ta patologia już do szczętu nie zniszczyła w Polsce samorządności” – przekonywał Adrian Zandberg w Sejmie.
Sojusznikiem Władysława Kosiniaka-Kamysza w tej sprawie nie wydaje się również jego dawny koalicyjny partner. Partia Szymona Hołowni zadeklarowała, że jest za utrzymaniem dwukadencyjności, i przypomina, że postulatu jej zniesienia nie ma w umowie koalicyjnej.
„Liczymy na refleksję ze strony polityków Polski 2050” – skomentował stanowisko partii Hołowni Kosiniak-Kamysz, według którego jest ono „nierozsądne, nieroztropne, niekonstytucyjne i nielojalne wobec wyborców”.
Lewica w rozkroku. Premier nawołuje do poparcia
Lider PSL twierdzi, że przed wyborami parlamentarnymi Szymon Hołownia podpisał porozumienie z samorządowcami, które miało zakładać zniesienie dwukadencyjności.
Niestałość w poglądach na temat dwukadencyjności nie dotyczy jednak wyłącznie Marszałka Sejmu.
Zwrot w tej sprawie zanotowała również Lewica. Po deklaracji Włodzimierza Czarzastego, że jego ugrupowanie poprze projekt powrotu do starych przepisów, przypomniano wypowiedź Anny Marii Żukowskiej, szefowej klubu Lewicy, która wprowadzenie limitu dwóch kadencji w samorządach uznała za „jeden z nielicznych dobrych pomysłów PiS”.
W pierwszym czytaniu trzy posłanki Lewicy głosowały za odrzuceniem projektu PSL. Reszta klubu zgodziła się na skierowanie projektu do prac w komisji. Łukasz Michnik, rzecznik klubu, ogłosił, że finalna decyzja o poparciu projektu PSL nie została jeszcze podjęta.
Orędownikiem projektu PSL został natomiast premier Donald Tusk. „Odwołajcie tę niemądrą decyzję PiS-u” – wzywał podczas kongresu swojej partii. Premier może jednak nie znaleźć poparcia wśród wszystkich członków Koalicji Obywatelskiej, która w tej sprawie ma być podzielona „mniej więcej pół na pół”.
Obywatelom dwukadencyjność się podoba
Pozostaje pytanie, czy w tej sprawie Koalicja Obywatelska nie traci słuchu społecznego, podobnie jak się to stało w sporze o nocną prohibicję w Warszawie.
Z najnowszego sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że Polacy raczej krytycznie oceniają pomysł zniesienia dwukadencyjności: 46,6 proc. badanych jest za jej pozostawieniem, a 38,1 proc. opowiada się za powrotem do starych zasad.
Konsultacje, które przeprowadził Sejm, również były sygnałem, że obywatelom projekt PSL się nie podoba. Wzięło w nich udział 2,7 tys. obywateli, spośród których 79 proc. opowiedziało się przeciwko.
„Nie istnieją żadne ruchy społeczne ani obywatelskie, które broniłyby wielokadencyjności. Robią to wyłącznie związki władz lokalnych” – zwracał uwagę Andrzej Andrysiak, prezes Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, podczas wysłuchania publicznego w Sejmie.
Zdaniem Andrysiaka dwukadencyjność, o ile nie jest remedium na wszystkie bolączki polskiego samorządu, o tyle jest obecnie „jedynym realnym narzędziem, jakie lokalne wspólnoty mają, by ograniczać nadużycia władzy.
Zabetonowany samorząd – fakt czy mit?
Część samorządowców tego problemu nie dostrzega. „Istnieją już skuteczne mechanizmy kontroli, a najprostszym z nich jest codzienny kontakt samorządowców z mieszkańcami” – przekonuje Aleksandra Dulkiewicz, prezydentka Gdańska i członkini rady Unii Metropolii Polskich (UMP), organizacji zrzeszającej prezydentów dużych polskich miast, która przekonuje do zniesienia dwukadencyjności.
Według UMP teza o „zabetonowaniu” władzy w samorządach to mit. Zgodnie z raportem opracowanym przez organizację, w ciągu ostatnich 18 lat władza zmieniła się w 87 proc. gmin (s. 5). Oznacza to jednak, że w 322 z 2479 miejscowości rządzi nieprzerwanie od 2006 roku ten sam wójt, burmistrz lub prezydent.
Autorzy raportu wskazują, że średnio w latach 2010–2024 w każdych wyborach włodarza zmieniano w jednej trzeciej gmin. Najrzadziej zmiany zachodzą w gminach wiejskich. Rekordowe były ostatnie wybory, w których ze stanowisk odeszło aż 39 proc. włodarzy (s. 5).
Jeśli przepisy o dwukadencyjności zostaną utrzymane, w kolejnych wyborach zmiana władzy obejmie co najmniej 61 proc. gmin. Byłby to wynik bez precedensu.
Dla zwolenników dwukadencyjności oznacza to szansę na „przewietrzenie” ratuszy i wprowadzenie do lokalnej polityki nowych osób, niezwiązanych z lokalnym układem. Przeciwnicy ostrzegają przed chaosem. „Czy tak duża wymiana kadr będzie bezpieczna dla państwa i stabilności samorządów?” – pyta Aleksandra Dulkiewicz.
Czy dwukadencyjność obejmie Sejm i Senat?
Według Marceliny Zawiszy parlamentarzyści, którzy apelują o zniesienie limitu kadencji, chcą jedynie „bronić stołków” swoich kolegów w samorządach i uniknąć konkurencji z ich strony w wyborach do parlamentu. Popularny w regionie włodarz często ma większe szanse na zdobycie mandatu poselskiego niż mało znany lokalnie parlamentarzysta.
W 2015 roku wspomniany na początku rekordzista z Mszczonowa został wybrany na posła, jednak z mandatu zrezygnował. Józef Kurek uznał, że musi dokończyć rozpoczęte lokalne inwestycje, a prace legislacyjne na poziomie centralnym zostawi tym, którzy mają do tego „większe predyspozycje”. „Każdy powinien robić to, co potrafi najlepiej” – tłumaczył swoją decyzję.
Władysław Kosiniak-Kamysz ostrzega, że parlamentarzyści mogą podzielić los samorządowców, jeśli nie dojdą do porozumienia w sprawie zniesienia dwukadencyjności. Lider PSL zapowiada, że będzie wnioskował o konstytucyjne ograniczenie liczby kadencji dla posłów i senatorów.
„Nie może być tak, że jednych z wyboru traktuje się gorzej, a drugim daje się zupełną wolność, a czasem nawet „wolną amerykankę” – tłumaczył wicepremier.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



