Strona główna Fake News Andrew Wakefield, szczepionki i autyzm. Sprawdzamy twierdzenia Piotra Witczaka

Andrew Wakefield, szczepionki i autyzm. Sprawdzamy twierdzenia Piotra Witczaka

Piotr Witczak opublikował wpis o Andrew Wakefieldzie – jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci ruchów antyszczepionkowych. Witczak twierdzi, że Wakefieldowi nigdy nie udowodniono fałszerstwa. Wyjaśniamy, dlaczego to niepełny obraz sprawy.

Fot. Pexels / Facebook / Modyfikacje: Demagog

Andrew Wakefield, szczepionki i autyzm. Sprawdzamy twierdzenia Piotra Witczaka

Piotr Witczak opublikował wpis o Andrew Wakefieldzie – jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci ruchów antyszczepionkowych. Witczak twierdzi, że Wakefieldowi nigdy nie udowodniono fałszerstwa. Wyjaśniamy, dlaczego to niepełny obraz sprawy.

ANALIZA W PIGUŁCE

  • Andrew Wakefield to były lekarz, którego publikacja z 1998 roku wywołała debatę o związku szczepionek MMR z rozwojem autyzmu u dzieci. Piotr Witczak twierdzi m.in., że „nie istnieje wyrok sądowy jednoznacznie stwierdzający, że Andrew Wakefield sfałszował badanie w sensie karnym lub cywilnym”. Witczak napisał też, że pozew Wakefielda o zniesławienie przeciwko mediom, które ujawniły nieprawidłowości w jego badaniach, został odrzucony „z powodów czysto proceduralnych”.
  • Autor wpisu nie wspomina, że Wakefield zainicjował trzy inne postępowania o zniesławienie, ale następnie je wycofał (1, 2). Sędzia rozpatrujący jedną z tych spraw  skrytykował taktykę procesową Wakefielda, wskazując, że celem pozwu mogło być zniechęcenie potencjalnych krytyków, a nie rozstrzygnięcie sporu i odniesienie się do stawianych zarzutów (pkt 31 i 37).
  • General Medical Council (GMC), organ nadzorujący lekarzy w Wielkiej Brytanii, pozbawiła Wakefielda prawa do wykonywania zawodu i uznała, że dopuścił się on poważnych naruszeń zawodowych – m.in. nie ujawnił konfliktu interesów i poddawał dzieci nieuzasadnionym procedurom medycznym. Wakefield nie skorzystał z możliwości odwołania do sądu. Ponadto śledztwo dziennikarskie wykazało, że między dokumentacją medyczną badanych dzieci a informacjami przedstawionymi w publikacji Wakefielda istnieje wiele rozbieżności, które podważają jej rzetelność.

Piotr Witczak to doktor biologii medycznej, który –  jak wielokrotnie wskazywaliśmy – rozpowszechnia fałszywe informacje na temat szczepień (1, 2, 3). Tym razem na swoim koncie na Facebooku opublikował wpis o Andrew Wakefieldzie – byłym lekarzu, który był głównym autorem pracy badawczej z 1998 roku sugerującej związek między szczepionką MMR a rozwojem spektrum autyzmu u dzieci. Badanie zostało później wycofane z powodu poważnych błędów metodologicznych i konfliktu interesów, a Wakefield stracił prawo do wykonywania zawodu.

Witczak wskazuje m.in., że „nie istnieje wyrok sądowy jednoznacznie stwierdzający, że Andrew Wakefield sfałszował badanie w sensie karnym lub cywilnym”. Twierdzi też, że pozew Wakefielda przeciwko British Medical Journal oraz Brianowi Deerowi  – dziennikarzowi, który ujawnił nieprawidłowości w badaniach Wakefielda – został odrzucony „z powodów czysto proceduralnych”.

Odnosząc się do decyzji General Medical Council (Generalnej Rady Lekarskiej), organu nadzorującego lekarzy w Wielkiej Brytanii, Witczak pisze, że „to nie jest wyrok sądu powszechnego lecz decyzja organu regulacyjnego o charakterze quasi-sądowym” [pisownia oryginalna]. Następnie stwierdza, że „w pracy [Wakefielda – przyp. Demagog] nie było żadnych danych na temat szczepionek i autyzmu do sfałszowania”.

Zrzut ekranu wpisu Piotra Witczaka na Facebooku na temat Andrew Wakefielda.

Źródło: Facebook.com, 07.06.2026

Na wpis Witczaka zareagowało 1,7 tys. użytkowników Facebooka, a 669 osób udostępniło go dalej.

Wakefielda nigdy nie skazano, ale to nie koniec kontrowersji

To prawda, że w sprawie Wakefielda nigdy nie zapadł wyrok sądu karnego ani cywilnego. Były lekarz nie usłyszał zarzutów w związku z artykułem dotyczącym rzekomego związku szczepionki MMR z autyzmem. Wspomniany przez Witczaka pozew przeciwko British Medical Journal i Brianowi Deerowi został oddalony przez sąd w Teksasie, gdzie Wakefield przeprowadził się z Wielkiej Brytanii. Sąd stwierdził, że nie może zająć się sprawą z powodu braku jurysdykcji – postępowanie dotyczyło działań Wakefielda, które miały miejsce w Wielkiej Brytanii, a nie w Teksasie.

Witczak pomija jednak postępowania o zniesławienie, które toczyły się w Wielkiej Brytanii z inicjatywy samego Wakefielda przeciwko Times Newspapers, Channel 4 oraz Brianowi Deerowi (pkt 8). Niedługo po tym, jak sędzia prowadzący sprawę przeciwko Channel 4 nakazał ujawnienie dokumentów przekazanych GMC w ramach postępowania prowadzonego przeciw Wakefieldowi, ten wycofał pozwy (1, 2). Dokumenty obejmowały m.in. materiały dotyczące finansowania jego badań.

Wcześniej Wakefield bezskutecznie próbował zawiesić postępowanie przeciwko Channel 4 do czasu zakończenia sprawy przed GMC. Sędzia, który odmówił zawieszenia, stwierdził (pkt 31 i 37 uzasadnienia orzeczenia), że pozew miał służyć zniechęceniu innych krytyków, a jednocześnie Wakefield nie zamierzał udowodnić prawdziwości swoich zarzutów przeciwko dziennikarzowi i nadawcy telewizyjnemu.

Dlaczego Wakefield stracił prawo do wykonywania zawodu?

W 2010 r. GMC stwierdziła, że Wakefield dopuścił się poważnego naruszenia zasad wykonywania zawodu i wykreśliła go z rejestru lekarzy. Wśród zarzutów znalazły się m.in.:

  • nieujawniony konflikt interesów – Wakefield nie poinformował Komisji Etycznej ani redaktorów czasopisma „The Lancet” o tym, że przed opublikowaniem badania otrzymał znaczne wynagrodzenie od prawników przygotowujących pozew przeciwko producentom szczepionek MMR, ani o tym, że prowadzi prace nad patentem dotyczącym nowej szczepionki przeciwko odrze i leku na autyzm;
  • narażenie dzieci na niepotrzebne procedury medyczne – GMC wskazywała , że część z nich została poddana inwazyjnym badaniom, np. punkcji lędźwiowej, które nie były uzasadnione klinicznie i miały służyć wyłącznie celom badawczym.

GMC nie jest sądem, lecz organem regulacyjnym nadzorującym wykonywanie zawodu lekarza. Od decyzji GMC przysługiwało jednak odwołanie do sądu, a Wakefield z tej możliwości nie skorzystał, co zresztą przyznaje sam Witczak.

Od decyzji GMC odwołał się John Walker-Smith, współautor artykułu o rzekomym związku szczepionki MMR z autyzmem. W 2012 r. High Court of Justice uchylił decyzję GMC w jego sprawie, wskazując na błędy proceduralne. Nie oznaczało to jednak zakwestionowania ustaleń GMC w sprawie Wakefielda ani potwierdzenia jego hipotezy. Przeciwnie – sędzia w swojej decyzji wspomniał, że nie istnieje uznane stanowisko eksperckie potwierdzające związek przyczynowy między szczepionką MMR a autyzmem.

Po decyzji GMC czasopismo „The Lancet”, które w 1998 roku opublikowało pracę Wakefielda, całkowicie wycofało publikację.

Śledztwo dziennikarskie wykazało błędne dane w badaniu Wakefielda

Witczak wskazuje, że w pracy Wakefielda nie było danych, które można byłoby fałszować. Śledztwo dziennikarza Briana Deera wykazało jednak liczne rozbieżności między informacjami przedstawionymi w publikacji Wakefielda a dokumentacją medyczną badanych dzieci.

Według ustaleń Deera część dzieci, u których według artykułu Wakefielda miał wystąpić regres autystyczny, w ogóle nie miała udokumentowanej diagnozy autyzmu. U części badanych problemy rozwojowe występowały już przed szczepieniem, mimo że zgodnie z artykułem przed podaniem szczepionki dzieci miały się prawidłowo rozwijać. Ponadto daty pojawienia się objawów opisane w pracy Wakefielda nie zgadzały się z dokumentacją medyczną.

Nie ma dowodów na związek szczepień z autyzmem

Na końcu swojego wpisu Witczak przytacza kilka publikacji naukowych, które jego zdaniem wskazują na związek szczepionki MMR z autyzmem. Żadna z tych prac nie dostarcza jednak jednoznacznych dowodów potwierdzających taką zależność.

Jednocześnie Witczak pomija liczne badania, w tym przeglądy systematyczne i metaanalizy (np. 1, 2, 3), które nie wykazały związku między szczepieniami a rozwojem zaburzeń ze spektrum autyzmu. W grudniu 2025 r. Światowa Organizacja Zdrowia, po analizie najnowszych przeglądów badań, ponownie potwierdziła, że nie ma wiarygodnych dowodów na istnienie związku przyczynowo-skutkowego między szczepieniami a autyzmem.

 

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!