Strona główna Fake News Dywersanci zniszczyli tory kolejowe. Dezinformacja podważa ustalenia służb

Dywersanci zniszczyli tory kolejowe. Dezinformacja podważa ustalenia służb

W sieci udostępniono wpisy, których wnioski są zaskakujące: zniszczenie torów kolejowych w miejscowości Mika rzekomo nie było efektem wybuchu. Niektóre z nich wskazują, że akcja jest ukraińską prowokacją. Sprawdzamy, jakie są rzetelne doniesienia na ten temat. 

Fot. Pexels / Facebook / Modyfikacje: Demagog

Dywersanci zniszczyli tory kolejowe. Dezinformacja podważa ustalenia służb

W sieci udostępniono wpisy, których wnioski są zaskakujące: zniszczenie torów kolejowych w miejscowości Mika rzekomo nie było efektem wybuchu. Niektóre z nich wskazują, że akcja jest ukraińską prowokacją. Sprawdzamy, jakie są rzetelne doniesienia na ten temat. 

ANALIZA W PIGUŁCE

  • Kilka wpisów na Facebooku (1, 2, 3) podważa oficjalne ustalenia o niedawnym akcie dywersji w miejscowości Mika. Autorzy postów przekonują, że tory kolejowe nie zostały wysadzone (1, 2, 3), a według jednego z nich to element ukraińskiej prowokacji. 
  • Wszystkie oficjalne doniesienia wskazują na to, że na torach kolejowych w Mice zdetonowano ładunek wybuchowy (1, 2, 3). O eksplozji mówił w Sejmie premier na podstawie informacji prokuratury, służb specjalnych i policji (s. 18–19). Huk eksplozji słyszeli także okoliczni mieszkańcy.
  • Donald Tusk poinformował także, że polskie służby i prokuratura, we współpracy ze służbami sojuszniczymi (s. 19), zidentyfikowały sprawców zdarzenia. Są to dwaj Ukraińcy, którzy zostali zwerbowani przez rosyjski wywiad. 

Kraje europejskie, w tym Polska, od momentu pełnoskalowej inwazji Putina na Ukrainę częściej niż przedtem stają się celem ataków sabotażowych ze strony Rosji. Atakowana jest przede wszystkim infrastruktura krytyczna, m.in.: obiekty wielkopowierzchniowe (np. hale) czy sieci kolejowe. Rosję podejrzewa się także o nielegalne przeloty dronami nad europejskimi lotniskami, np. w Danii czy Norwegii, które miały miejsce od 22 do 28 września 2025 roku. 

Niemal dwa miesiące później, 16 listopada 2025 roku, polskie media obiegła informacja, że na odcinku trasy Warszawa – Lublin zniszczono fragment toru kolejowego. Dzień po odkryciu zdarzenia premier Donald Tusk ogłosił, że doszło do tego wskutek eksplozji ładunku wybuchowego, i przyznał, że dokonano aktu dywersji. Polskie i sojusznicze służby oraz prokuratura ustaliły już sprawców dwóch Ukraińców, którzy zbiegli do Białorusi, a także potwierdziły, że działali oni na zlecenie rosyjskiego wywiadu.

Na Facebooku natychmiast pojawiły się posty negujące akt dywersji oraz wybuch (1, 2, 3). Niektóre z nich wprost stwierdziły, że jest to prowokacja ukraińska lub medialna. W jednym z wpisów czytamy [pisownia oryginalna]: „Nikogo nie dziwi, że te tory są tak rozerwane jakoś »dziwnie«? […] Że rozerwana na strzępy wybuchem jakiejś »ruskiej b0mby« szyna gdzieś WYPAROWAŁA, ale betonowe podkłady pod tą szyną oraz kruszywo stabilizujące jest w idealnym stanie…?! Zero fali uderzeniowej? Zero destrukcji?”. Do wpisu dołączono także grafikę, która miała być dowodem na brak eksplozji na torach kolejowych.

Zrzut ekranu z platformy Facebook, gdzie widzimy porównanie czterech zdjęć rozwalonych szyn kolejowych. Nad grafiką pojawia się prześmiewczy napis „Buhaha - really?”.

Źródło: Facebook.com, 17.11.2025

Jeden z wpisów zyskał spore zasięgi: ponad 1,8 tys. reakcji oraz niemal 500 udostępnień. W sekcji komentarzy pojawiły się głosy zgadzające się z zawartością posta, np. [pisownia oryginalna]: „trzba było przykryć aferę wokół upadliny i klauna i przykryli… a duża część społeczeństwa łyka wszystko co powiedzą w tvn” czy Przecież to jest ucięte palnikiem gazowym bo widać równe przetopy a nie od wybuchu, a po drugie to odwrócenie uwagi Nas od głośnej afery o korupcji na Ukrainie”. 

To eksplozja ładunku wybuchowego doprowadziła do uszkodzenia torów 

Na grafice dołączonej do wpisów (1, 2) porównane są cztery zdjęcia: z lewej strony fotografia uszkodzonych torów z Polski, a po prawej grafiki rzekomo prawdziwych skutków eksplozji na kolei, niezwiązane z tym wydarzeniem. Czy faktycznie tory nie zostały wysadzone, tylko ktoś je uszkodził, by wywołać prowokację?

Po początkowym zbadaniu sprawy Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), we współpracy z innymi organami śledczymi, przedstawiła premierowi Donaldowi Tuskowi wstępne ustalenia. Następnie polityk podał na swoich mediach społecznościowych, że w miejscowości Mika zdetonowano ładunek wybuchowy. Tusk potwierdził tę informację także w Sejmie. 

 

O eksplozji mówią także okoliczni mieszkańcy. W sobotę, 15 listopada, w godzinach nocnych przynajmniej kilka osób słyszało wybuch. Polska Agencja Prasowa przytoczyła wypowiedzi, w których mowa o huku i odczuwalnych drżeniach.

Na zdjęciu z Miki nie widać śladów wybuchu? To nieprawda

W jednym z wpisów powielających informację o rzekomej prowokacji stwierdzono, że na fotografii szyn „nie widać śladów wybuchu” oraz że „żaden z rodzajów ładunków wybuchowych nie zrobiłby czegoś takiego”. Co innego na ten temat mają do powiedzenia eksperci (1, 2).

Redakcja Biełsat zwróciła się o opinię do Wojciecha Wójcińskiego – żołnierza Wojska Polskiego, dowódcy patroli rozminowania podczas misji wojskowych w Libanie, Afganistanie i Iraku. W wywiadzie mężczyzna przyznał, że akcja została przeprowadzona przez amatorów, jednak bez dwóch zdań na torach kolejowych w Mice doszło do wybuchu

„Przyglądając się temu zdjęciu, po lewej stronie na istniejącym kawałku szyny widać charakterystyczne odpryski, jaśniejsze plamy. Takie odpryski powstają zawsze wskutek wybuchu. Czytałem już komentarze internetowych ekspertów, że »co to za wybuch, jak kamieni nie porozrzucało«. Pamiętać trzeba o tym, że szyna to podwójna litera T i jej przecięcie nie wymaga bomby jądrowej. Szynę tnie się nożycowo: zakładając materiał wybuchowy z jednej strony do połowy, a z drugiej od połowy wysokości, by wybuch zadziałał jak nożyczki. Szyna wbrew pozorom jest krucha i uszkodzenie jej nie wymaga dużej ilości materiału”. 

Uważaj na powielane prokremlowskie narracje

W jednym z analizowanych wpisów pojawiają się także tezy, które mają na celu obarczenie winą Ukraińców za działania sabotażowe z ramienia Rosji. Jedna część poświęcona jest zniszczeniu domu w Wyrykach, które rzekomo miało nie być skutkiem rosyjskiego nalotu dronów. Wszystkie wiarygodne informacje wskazują na to, że drony były rosyjskie, a część z nich przyleciała z Białorusi. 

Natomiast o sytuacji na torach kolejowych w Mice napisali także analitycy z amerykańskiego Instytutu Badań nad Wojną (ISW). W raporcie przygotowanym przez instytucję czytamy:

„Oficjalne oświadczenia Polski są zgodne z ciągłą oceną ISW, że Rosja intensyfikuje swoją kampanię »fazy zero« mającą na celu destabilizację Europy, osłabienie spójności NATO oraz stworzenie warunków politycznych, informacyjnych i psychologicznych dla potencjalnej przyszłej wojny Rosji z NATO”.  

Od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie mamy do czynienia z wojną informacyjną. Dlatego zachęcamy, by zachować szczególną ostrożność wobec sensacyjnych treści pojawiających się w sieci, a także weryfikować źródła, z których pochodzi informacja.

Kontroluj polityków!

Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Bądź na bieżąco z faktami!

Zapisz się na nasz newsletter i co tydzień otrzymuj sprawdzone informacje prosto do Twojej skrzynki.





    Patrzymy politykom na ręce

    Pomóż nam rozliczać ich ze słów i obietnic

    WESPRZYJ NAS!