Sprawdzamy wypowiedzi polityków i osób publicznych pojawiające się w przestrzeni medialnej i internetowej. Wybieramy wypowiedzi istotne dla debaty publicznej, weryfikujemy zawarte w nich informacje i przydzielamy jedną z pięciu kategorii ocen.
Inflacja za PiS i obecnie. Szłapka manipuluje danymi
Inflacja za PiS i obecnie. Szłapka manipuluje danymi
![]()
Inflacja w grudniu 2025? 2,4 proc. Inflacja w grudniu 2022? 16,6 proc. Da się? Da się. Tylko trzeba rządzić, a nie gadać.
- To prawda, że zgodnie z szybkim szacunkiem wskaźnika inflacji w grudniu 2025 roku wyniosła ona 2,4 proc. W grudniu 2022 roku było to 16,6 proc.
- Wskaźnik wzrostu cen w grudniu 2022 roku był jednym z najwyższych w okresie rządów PiS. Gdy obecny rząd został zaprzysiężony, inflacja była już znacznie niższa. W grudniu 2023 roku wyniosła 6,2 proc.
- Inflacja w Polsce w ostatnim okresie rządów PiS rosła i spadała wraz z unijną średnią. Obecny rząd doszedł do władzy w momencie, gdy przyczyny wzrostu cen, takie jak odmrożenie gospodarki po pandemii czy problemy na rynku energii, traciły na znaczeniu.
- Adam Szłapka wybiórczo porównał obecny poziom wzrostu cen do jednego z najwyższych w okresie rządów poprzedników. W ten sposób wyolbrzymił dokonania własnego, obecnego rządu. Z tego powodu jego wpis oceniamy jako manipulację.
GUS określił, ile wyniosła inflacja w grudniu
W ostatni dzień grudnia 2025 roku Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. W grudniu, w porównaniu do analogicznego miesiąca poprzedniego roku, ceny wzrosły o 2,4 proc.
Na informację z GUS zareagował Adam Szłapka, rzecznik rządu. Polityk we wpisie w serwisie X porównał ten wynik do grudnia 2022 roku, gdy inflacja wyniosła 16,6 proc. Skomentował to słowami: „Da się? Da się. Tylko trzeba rządzić, a nie gadać”. Przypisał więc aktualnemu rządowi zasługę za obecny, stosunkowo niski poziom wzrostu cen, a jednocześnie zarzucił nieudolność poprzedniej ekipie rządzącej.
Inflacja w grudniu 2025? 2,4%. Inflacja w grudniu 2022? 16,6%
Da się? Da się. Tylko trzeba rządzić, a nie gadać.#RobimyNieGadamy
— Adam Szłapka (@adamSzlapka) December 31, 2025
Co najmniej dwa razy podobne porównanie przedstawił premier Donald Tusk. W maju ubiegłego roku na antenie TVP stwierdził, że jego rząd „zjechał” z 18-procentowej inflacji do poziomu ok. 4 proc. Niecały miesiąc później w Sejmie porównał poziom inflacji z lutego 2023 roku (18,4 proc.) do wstępnie obliczonego jej poziomu z maja 2025 roku (4,1 proc.).
W obu przypadkach tłumaczyliśmy, że to manipulacja (1, 2). Ponownie wyjaśniamy, na czym ona polega.
Inflacja spadła pod koniec rządów PiS
Dniem zaprzysiężenia rządu Donalda Tuska był 13 grudnia 2023 roku. Równo dwa miesiące wcześniej pracę rozpoczął Sejm X kadencji, który wybrał obecnego premiera. Wybory, w których wygrała obecna koalicja rządząca, odbyły się 15 października.
Dlatego, jeżeli chcemy ustalić, w jaki sposób obecny rząd mógł wpłynąć na poziom inflacji w Polsce, należy sprawdzić zmianę jej poziomu nie od grudnia 2022 roku, jak zrobił to Adam Szłapka, lecz od ostatnich miesięcy 2023 roku.
Po zapoznaniu się z miesięcznymi wskaźnikami cen towarów i usług konsumpcyjnych, które publikuje GUS, można stwierdzić, że pod koniec 2023 roku poziom inflacji był znacznie niższy niż w grudniu 2022 roku i że stopniowo spadał. We wrześniu 2023 roku było to 8,2 proc., a trzy miesiące później już 6,2 proc. Przed nowym rządem nie stało więc wyzwanie ograniczenia tempa wzrostu cen z poziomu ponad 15 proc., lecz z poziomu ponad 5 proc.
Inflacja w Polsce rosła i spadała prawie tak samo jak w całej Unii
Dodatkowo warto spojrzeć na poziom wzrostu cen obliczony według unijnej metodologii, by porównać inflację w Polsce ze średnią w Unii Europejskiej. To zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych (HICP).
Z unijnych danych wynika, że do kwietnia 2019 roku poziom wzrostu cen w UE był podobny do tego w Polsce lub nawet niższy. Do marca 2020 roku, gdy w Polsce ogłoszono stan epidemii w związku z zakażeniami wirusem SARS-CoV-2, różnica wzrosła do poziomu ok. 2,5 punktu proc.
Znaczący wzrost inflacji w Polsce i UE rozpoczął się w 2021 roku – średnia różnica we wskaźniku cen wynosiła wtedy średnio nieco ponad 2 punkty proc. Duży wzrost tej różnicy widać dopiero od lutego 2022 roku, gdy Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę – w lutym 2023 roku było to ponad 7 punktów proc.
Następnie, zarówno w Polsce, jak i w całej UE, poziom inflacji zaczął spadać. Na początku 2024 roku wskaźnik HICP w Polsce i w całej UE był znów porównywalny. Różnicę sięgającą ok. 2 punktów proc. ponownie mogliśmy zauważyć w połowie 2024 roku. Od marca 2025 jest ona znów coraz mniejsza.
Pandemia i wojna miały wpływ na inflację
Z tej analizy można wyciągnąć trzy ważne wnioski. Po pierwsze, na poziom inflacji w Polsce i całej UE w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy miały wpływ pandemia COVID-19 i wojna Rosji z Ukrainą. Jak wyjaśniał Europejski Bank Centralny (EBC), było to spowodowane kilkoma czynnikami.
Jednym z nich było szybkie odmrażanie gospodarki po pandemii. Gdy gospodarka znów zaczęła się rozwijać, firmy mogły podnosić ceny bez obawy przed utratą klientów. Jednocześnie firmy, ze względu na problemy logistyczne, nie mogły zaspokoić szybko rosnącego popytu.
Innym czynnikiem był wzrost cen energii. Brak wiatru, susze i mroźna zima już w 2021 roku wpłynęły zarówno na poziom energii uzyskiwanej z elektrowni wiatrowych i wodnych, jak i wydobycie ropy i gazu. Jak jednak wskazuje Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW), to napaść na Ukrainę i manipulowanie przez Rosję cenami gazu wywołały kryzys energetyczny –największy od dekad.
Drugi ważny wniosek wypływa z faktu, że obecny premier rozpoczął swoje rządy w sytuacji, gdy poziom inflacji w Polsce i w całej Unii Europejskiej znacząco spadł. Z analizy przeprowadzonej przez Narodowy Bank Polski (NBP) w listopadzie 2023 roku wynika, że miało to związek z cenami surowców, które były niższe niż rok wcześniej, oraz z „ustąpieniem napięć w globalnych łańcuchach podaży” (s. 11). Problemy, o których pisał EBC, zaczęły więc powoli znikać.
Na inflację w Polsce miały wpływ działania szefa NBP
Trzeci wniosek dotyczy roli, jaką odegrała znacząca różnica w poziomie inflacji między Polską a UE, szczególnie w okresie od lutego 2022 roku do połowy 2023 roku. Mogło być to efektem oddziaływania kilku czynników. W ocenie niektórych specjalistów, np. ekonomistów Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR), decyzje o podwyższeniu stóp procentowych, które mogły powstrzymać wzrost inflacji, były spóźnione. Stopy zaczęły rosnąć w październiku 2021 roku, podczas gdy wskaźniki wzrostu cen w Polsce i w UE wyraźnie wzrastały we wcześniejszych miesiącach.
Sam Adam Glapiński, prezes NBP, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych, gdy przedstawiał swoją kandydaturę na kolejną kadencję w roli szefa banku, tłumaczył, że w świetle ówczesnej wiedzy podnoszenie stóp procentowych nie nastąpiło zbyt późno.
Takie samo przekonanie wyraził podczas wywiadu dla OKO.press dr Wojciech Paczos, ekonomista z Polskiej Akademii Nauk. Stwierdził jednak, że zawiodło coś innego – komunikacja. Słowa Adama Glapińskiego wygłaszane podczas konferencji prasowych nie uspokajały skutecznie nastrojów rynku. Przedsiębiorcy, którzy oczekiwali przez to ciągłego wzrostu cen, z większą łatwością rzeczywiście podnosili ceny.
Szłapka wybrał najgorszy okres do porównania
Manipulacja Adama Szłapki polega więc przede wszystkim na tym, że z całego okresu rządów Zjednoczonej Prawicy wybrał on jeden z tych miesięcy, w których inflacja była najwyższa. Pominął przy tym fakt, że gdy swoje rządy rozpoczynała obecna koalicja, poziom wzrostu cen był już znacznie niższy.
Dodatkowo rzecznik nie uwzględnił, że na poziom inflacji w Polsce wpływ miały zjawiska niezależne od poprzedniego rządu: pandemia i wojna. Choć winą za wyjątkowo wysoki wzrost cen w Polsce obarcza się także prezesa NBP, to niewątpliwie ceny w naszym kraju w ostatnim okresie rządów Zjednoczonej Prawicy rosły i spadały wraz ze średnią w UE.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



