Omawiamy ważne fakty dla debaty publicznej, a także przedstawiamy istotne raporty i badania.
Efekt (dezinformującego) autorytetu, czyli co trzeba wiedzieć o wywiadzie z prof. Cichosz
W popularnym wywiadzie Bogdana Rymanowskiego z prof. Grażyną Cichosz powielono wiele fałszywych tez. W tym tekście nie tylko weryfikujemy wypowiedzi, lecz także pokazujemy, że tego typu rozmowy wpisują się w szerszy schemat. Podpowiadamy również, co robić w obliczu „dezinformującej profesury”.
Fot. YouTube / Modyfikacja: Demagog
Efekt (dezinformującego) autorytetu, czyli co trzeba wiedzieć o wywiadzie z prof. Cichosz
W popularnym wywiadzie Bogdana Rymanowskiego z prof. Grażyną Cichosz powielono wiele fałszywych tez. W tym tekście nie tylko weryfikujemy wypowiedzi, lecz także pokazujemy, że tego typu rozmowy wpisują się w szerszy schemat. Podpowiadamy również, co robić w obliczu „dezinformującej profesury”.
W 1954 roku Linus Pauling otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za swoje badania nad wiązaniami chemicznymi. Jednak już kilkanaście lat później zaczął promować podawanie megadawek witaminy C w leczeniu niemal wszystkich możliwych schorzeń: od nowotworów, przez AIDS aż po schizofrenię. Oczywiście te „rekomendacje” były niezgodne ze stanem wiedzy naukowej (1, 2, 3) i bazowały na błędnych przeświadczeniach naukowca.
Dwa lata po Paulingu Nagrodę Nobla, tym razem w dziedzinie fizyki, otrzymał William Shockley – współtwórca tranzystora. Wkrótce potem zaczął głosić tezy promujące eugenikę – uważał, że osoby niebiałe są mniej inteligentne od białych. Był także zwolennikiem sterylizacji osób o niskim IQ. Czy trzeba dodawać, że jego tezy również były niezgodne ze stanem wiedzy naukowej?
Oto kolejny przykład: James Watson – współodkrywca struktury DNA – wielokrotnie publicznie powtarzał, że osoby czarne są mniej inteligentne od białych, a ludzie z otyłością są mało ambitni (1, 2). To oczywiście nieprawda (1, 2). Brian Josephson otrzymał Nagrodę Nobla z fizyki w 1973 roku, a potem promował homeopatię i twierdził, że to skuteczna metoda leczenia. Uważał również, że telepatia jest istniejącym, prawdziwym sposobem komunikacji.
W 1973 roku Nikolaas Tinbergen dostał Nagrodę Nobla z medycyny, ale także głosił nieprawdziwe tezy o zaburzeniach ze spektrum autyzmu, które miały wynikać z błędów wychowawczych. Kary Mullis opracował łańcuchową reakcję PCR (wykorzystywaną powszechnie po dziś dzień w wielu dyscyplinach nauki), ale również kwestionował zmianę klimatu, negował to, że wirus HIV wywołuje AIDS, a także twierdził, że kiedyś spotkał mówiącego „fluorescencyjnego szopa”, który mógł być istotą pozaziemską.
Inteligencja nie chroni przed dezinformacją
O czym świadczą powyższe przykłady? Pokazują, że inteligencja nie chroni przed irracjonalnością, a wszystkie tezy – nawet te wypowiedziane przez osoby uznawane w jakiejś dziedzinie za autorytety – należy weryfikować.
Sprawdzanie wiarygodności czyjejś wypowiedzi warto przeprowadzać zgodnie z tzw. hierarchią dowodów naukowych (1, 2). Jest to model uporządkowania wiedzy, w którym obszerne metaanalizy, wieloautorskie raporty organizacji naukowych czy konsensusy naukowe mają pierwszeństwo nad pojedynczymi doniesieniami naukowymi lub tezami głoszonymi przez naukowców.
Poruszamy ten temat w nawiązaniu do wywiadu z prof. Grażyną Cichosz, który kilka dni temu pojawił się na kanale Rymanowski Live. Rozmowę przeprowadził Bogdan Rymanowski, dziennikarz kojarzony m.in. z TVN24, Polsat NEWS czy RMF FM. Na łamach Demagoga odnieśliśmy się już do niektórych treści przytoczonych w tym wywiadzie (np. 1, 2, 3). W tym tekście chcielibyśmy omówić temat z nieco szerszej perspektywy.
Kiedy mamy do czynienia z materiałem, w którym ktoś wypowiada się z pozycji autorytetu, weryfikację tez przedstawianych przez tę osobę warto przeprowadzić w następujący sposób. Najpierw należy oszacować, z jak dużą skrupulatnością i ostrożnością naukową dana osoba podchodzi do swojej wypowiedzi. To pozwala ustalić, czy sam prowadzący rozmowę weryfikował padające w wywiadzie stwierdzenia, czy sprawdził je przed publikacją, a także czy był merytorycznie przygotowany do podjęcia danego tematu. Aby to zrobić, warto wybrać kilka krótkich, prostych tez, które wypowiada rozmówca. Tak wybrane zdania warto następnie poddać analizie (a najlepiej zgłosić organizacji factcheckingowej), by wstępnie zorientować się, jaki jest poziom staranności i rzetelności wywiadu. Wykonajmy więc ten pierwszy krok.
Jak wstępnie ocenić poziom staranności i merytoryki wypowiedzi?
Wybraliśmy cztery przykłady: krótkie i proste wzmianki zawarte w wypowiedzi prof. Cichosz. Poddamy je kompaktowej analizie, by pokazać skalę problemu występującego w tej rozmowie.
- Krótka wzmianka numer 1: „30 lat temu nie było nieswoistych stanów zapalnych jelita, choroby Leśniowskiego–Crohna” [czas nagrania 6:45].
Krótka odpowiedź: Rok 2025 minus 30 lat równa się rok 1995. Czyli z tej wypowiedzi wynika, że przed 1995 rokiem nie było zachorowań np. na chorobę Leśniowskiego–Crohna. Tylko że Antoni Leśniowski, który był jednym z pionierów diagnozowania i leczenia tej choroby, urodził się w 1867 roku. Po raz pierwszy publicznie omawiał tę jednostkę chorobową na posiedzeniu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego w 1903 roku. Burrill Bernard Crohn natomiast urodził się w 1884 roku, a publikacja, w której omówił tę chorobę, została wydana w 1932 roku. Napiszmy to jeszcze prościej: nawet nazwa tej choroby nawiązuje do nazwisk lekarzy, którzy żyli znacznie ponad 30 lat temu. - Krótka wzmianka numer 2: „Francuzi w 2015 roku wycofali aspartam” [czas nagrania 59:08].
Krótka odpowiedź: To nieprawda (1, 2, 3). - Krótka wzmianka numer 3: „Amerykanie […] wycofali karagen” [czas nagrania 59:56].
Krótka odpowiedź: To nieprawda (1, 2, 3). - Krótka wzmianka numer 4: „Mimo że Japończycy […] palą najwięcej papierosów, to mają najdłuższą długość życia” [czas nagrania 1:05:25].
Krótka odpowiedź: To nieprawda. W Japonii papierosy pali ok. 19,2 proc. populacji. Dla porównania: w Polsce jest to ok. 23,6 proc., w Hiszpanii: 28,4 proc., w Turcji: 30,5 proc., a we Francji: 34,6 proc.
Skoro w tak prostych kwestiach, jak te wymienione powyżej, nie można zaufać rzetelności wypowiedzi prof. Cichosz, to jak traktować poważnie bardziej złożone tezy wypowiedziane przez tę osobę?
Odgrzewane GMO – nadal nie szkodzi zdrowiu
Teraz przyjrzyjmy się trzem przykładowym wątkom poruszonym przez prof. Cichosz podczas omawianej rozmowy. Charakterystyczne dla wszystkich trzech kwestii jest fakt, że nie przedstawiają one nieco zmienionego obrazu rzeczywistości, lecz podają dane, które są zaprzeczeniem faktów.
Pierwszy wątek dotyczy rzekomej szkodliwości soi, zwłaszcza tej modyfikowanej genetycznie [czas nagrania 6:20].
Jak już nieraz (np. 1, 2, 3) pisaliśmy na łamach Demagoga, GMO to tylko jedna z form oddziaływania na rośliny uprawne, która nie wpływa negatywnie na zdrowie konsumentów. Uprawy są modyfikowane przez człowieka od tysięcy lat – w przeszłości ten proces był po prostu wolniejszy i mniej przewidywalny.
Obecnie można go prowadzić w precyzyjny i bezpieczny sposób. Zanim wprowadzono do powszechnego użycia techniki GMO, stosowano np. znacznie bardziej chaotyczną metodę modyfikowania roślin – tzw. mutagenezę (s. 2). Polegała ona na poddawaniu nasion działaniu promieniowania lub związków chemicznych, które wywoływały w roślinach losowe mutacje DNA (s. 2, 6). Tak uzyskane odmiany miały czasem cechy lepsze, a czasem – gorsze. GMO pozwala nadać plonom więcej wartości odżywczych, zwiększyć wydajność upraw lub ich odporność. Oznacza to, że np. daje szansę na nakarmienie większej liczby ludzi.
Bitwa o soję – jedną z wielu zdrowych roślin strączkowych
Prof. Cichosz poddała krytyce nie tylko to, że soja może pochodzić z upraw GMO. Antybohaterem jej wypowiedzi stała się sama roślina. Rozmówczyni wskazała, że zawiera ona białka, które nie są trawione przez człowieka, a także – że jej spożycie prowadzi do stanów zapalnych [czas nagrania 6:20].
W rzeczywistości jest odwrotnie. Soja należy do roślin strączkowych, które stanowią bardzo wartościowy składnik dobrze skomponowanej diety (1, 2, 3, 4). Ta roślina ma korzystny skład – zawiera wiele aminokwasów egzogennych (s. 5). Są to składniki diety, których organizm nie potrafi syntetyzować samodzielnie i musi je pozyskać „z zewnątrz”. Przyswajalność białka z tego produktu jest wysoka i wynosi ok. 91 proc. (s. 5). Dla porównania: przyswajalność białka z białego sera wynosi 48 proc. (s. 5).
Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej (NCEZ), prowadzone przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy (NIZP PZH – PIB) podaje:
„Nasiona soi wyróżniają się spośród innych strączków dużą zawartością białka (34 g/100 g suchych nasion) oraz tłuszczu (19,6 g/ 100 g suchych nasion). Białko sojowe ma skład aminokwasów najbardziej zbliżony do białka pełnowartościowego – mniejsza jest jedynie zawartość metioniny […]. Soja jest źródłem witamin z grupy B (w tym B1, B2, niacyny i kwasu foliowego) oraz składników mineralnych tj. potas, fosfor, wapń, żelazo, cynk. […] Nasiona roślin strączkowych odznaczają się wysoką wartością odżywczą, a także zawartością wielu składników o właściwościach prozdrowotnych. Regularne spożywanie nasion roślin strączkowych korzystnie wpływa na zdrowie, zarówno w kontekście profilaktyki, jak i leczenia chorób dietozależnych”.
Soja wchodzi w skład diet przeciwzapalnych
Warto również dodać, że wbrew temu, co mówi prof. Cichosz, soja jest jednym z produktów spożywczych działających przeciwzapalnie. NCEZ podaje: „Nasiona roślin strączkowych są […] bardzo dobrym źródłem polifenoli – substancji wykazujących działanie przeciwzapalne” (s. 27). Organizacja dodaje: „Zawartość tłuszczu w większości nasion roślin strączkowych waha się od 0,5 do 2%. Wyjątkiem jest soja, która zawiera nawet 20% tego składnika. W strączkach dominują nienasycone kwasy tłuszczowe, tj. kwas oleinowy i linolowy, które mają właściwości przeciwzapalne” (s. 14).
Soja i inne strączki znajdują się również w naukowych jadłospisach przeciwzapalnych, takich jak np. w diecie DASH. To oznacza, że nie tylko nie ma ona działania zapalnego, ale wręcz może zapobiegać stanom zapalnym.
W tym wątku dodajmy jeszcze jedną uwagę. Nie chodzi o to, że soja jest najzdrowszym pokarmem na świecie i należy jeść wyłącznie ją każdego dnia. Zbilansowana dieta powinna zawierać różne składniki pokarmowe, a soja jest po prostu jednym z surowców, który warto włączać do jadłospisu.
Zaburzenia zdrowia psychicznego nie mają jednego „winowajcy”
Prof. Cichosz przedstawia soję jako głównego winowajcę wielu problemów zdrowotnych – również tych psychicznych. Na pytanie: „Chce pani powiedzieć, że problemy natury psychicznej wynikają z tego, że korzystamy […] z soi genetycznie modyfikowanej?” rozmówczyni odpowiada, że „soja jest głównym winowajcą” [czas nagrania 8:53].
Jak zwracają uwagę organizacje zajmujące się zdrowiem publicznym, zaburzenia zdrowia psychicznego wynikają z wielu, zwykle bardzo złożonych czynników. O tym, czy dana osoba zachoruje, decyduje m.in. kompozycja predyspozycji genetycznych, czynników środowiskowych, psychologicznych i społecznych. Doszukiwanie się przyczyn wszystkich chorób psychicznych w jednym produkcie spożywczym jest nieuprawnione i szkodliwe.
Jeszcze bardziej problematyczne jest to, że osoby, które doświadczyły zaburzeń zdrowia psychicznego, mogą z powodu rozmowy Bogdana Rymanowskiego z prof. Grażyną Cichosz zniechęcić się do skorzystania z profesjonalnej pomocy. Istnieje ryzyko, że pomyślą: Skoro przyczyną problemów jest jeden produkt spożywczy, to po co iść do psychologa czy psychiatry?
Tłuszcze roślinne – jak nie popaść w przesadę
Omówmy pokrótce jeszcze jeden wątek, w którym przedstawiono dane sprzeczne z faktami – kwestia dotyczy olejów roślinnych. Prof. Cichosz twierdzi, że „tłuszcze roślinne ze zdrowiem nie mają absolutnie nic wspólnego” [czas nagrania 16:15].
Tymczasem NCEZ podaje, że lipidy zawarte np. w olejach lnianym, rzepakowym, sojowym, z pachnotki, orzechów włoskich czy nasion chia są bogatym źródłem korzystnych kwasów tłuszczowych (np. omega-3).
NCEZ dodaje również: „Zaleca się dodawanie niewielkiej ilości tłuszczu roślinnego do posiłków – oliwy z oliwek, oleju rzepakowego, oleju lnianego, orzechów, nasion i pestek, które będą źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych”.
Na stronie organizacji NCEZ czytamy także:
„Tłuszcz to jeden z najbardziej kontrowersyjnych składników pokarmowych. Przez wielu spożywany w nadmiarze, przez innych skrzętnie eliminowany z diety. Jak zwykle bywa, skrajne rozwiązania niewiele mają wspólnego ze zdrowiem. Zarówno nadmiar, jak i eliminacja tłuszczu będą na wiele sposobów niekorzystne i mogą negatywnie odbić się na samopoczuciu”.
Powtarzana dezinformacja staje się groźniejsza
Problem z tezami, które całkowicie odwracają logikę konsensusu naukowego, jest taki, że odbiorcy czują się zdezorientowani i przez to – bardziej podatni na dezinformację. W 2023 roku American Psychological Association (APA) wydało raport, z którego wynika, że informacje sprzeczne z danymi naukowymi są szczególnie niebezpieczne i stanowią poważne zagrożenie zdrowotne (s. 4). Takie treści działają tym skuteczniej, im częściej są powtarzane (s. 129–130), a także z im większą liczbą dezinformacji zetknęła się wcześniej dana osoba (s. 128–129).
Dlatego każda publikacja wywiadu, w którym są powielane nieprawdziwe informacje, rolka z fałszywymi danymi czy film powielający dezinformujące narracje stanowią tak znaczne zagrożenie. To jest ważny wniosek, który każdy dziennikarz zapraszający „kontrowersyjnych” rozmówców powinien wziąć sobie do serca.
Ponadto, jak zauważa Światowa Organizacja Zdrowia (WHO):
„Motywacje osób tworzących dezinformację są złożone. […] Kampanie dezinformacyjne ewoluowały i stały się częścią napięć geopolitycznych, ponieważ różne grupy starały się wzajemnie oskarżać […]. Często jest to część szerszego planu mającego na celu sianie zamętu wokół faktów i ich źródeł, pogłębianie politycznych podziałów, osłabianie zaufania do instytucji cywilnych i naukowych lub podważanie zaufania obywateli do rządów. Dezinformacja może być również wykorzystywana dla korzyści finansowych, budowania popularności w mediach społecznościowych lub przedstawiania jednej grupy jako lepszej od innej na podstawie sposobu, w jaki reaguje ona na kryzys zdrowia publicznego. Agencje bezpieczeństwa zauważyły, że grupy ekstremistyczne wykorzystywały dezinformację do budowania swojej popularności, rekrutacji oraz legitymizacji”.
Kontroluj polityków!
Patrz władzy na ręce i wspieraj niezależność.
*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter



