Strona główna Analizy Niesprawdzalne dane rządu. Problem dla fact-checkera i obywatela

Niesprawdzalne dane rządu. Problem dla fact-checkera i obywatela

Fot. W. Kompała, KPRM / Flickr / domena publiczna

Niesprawdzalne dane rządu. Problem dla fact-checkera i obywatela

Przedwyborczy czas obfituje w konferencje przedstawicieli rządu, którzy na grafikach przedstawiają dane z podobnym przekazem: za rządów naszej partii wzrosło to i tamto, wydaliśmy o tyle więcej od naszych poprzedników. Można na to odpowiedzieć: może to prawda, ale… No właśnie, to „ale” jest kluczowe, a przemilczane.

W pracy fact-checkera można natrafić na sytuację, gdy weryfikowana wypowiedź jest jednocześnie jedynym źródłem zawartej w niej informacji. Brakuje drugiego źródła, aby można było ją ocenić jako prawdziwą lub fałszywą. Są też i takie przypadki, gdy możemy ocenić wypowiedź jako „prawdę”, chociaż tak naprawdę nie oddaje ona do końca rzeczywistości, bo to prawda z wieloma „ale”. I tak się składa, że oba te zagadnienia doskonale odnoszą się do konferencji i wypowiedzi przedstawicieli rządu z ostatniego czasu. 

„Wydaliśmy więcej”

Kolejny protest osób z niepełnosprawnością w Sejmie spowodował dyskusję na temat tego, na jakie wsparcie rządowe może liczyć ta grupa społeczna. Radosław Fogiel podczas rozmowy w Polsat News stwierdził, że wydatki na OzN zwiększyły się: w 2015 roku wynosiły 15,5 mld zł, a dzisiaj są na poziomie 40 mld. Takie same informacje można znaleźć na stronie rządowej.

Co kryje się za tymi liczbami? Nie wiadomo. Nie wiedzą tego pytany przez nas Rzecznik Praw Obywatelskich ani organizacje zajmujące się wsparciem osób z niepełnosprawnościami. Nie wiedzą też Iwona Hartwich, posłanka KO i jedna z liderek protestów w Sejmie. Nie wie też obywatel, który dostaje same liczby, bez kontekstu.

Rząd podał tylko, że w ramach 40 mld zł „Realizowane są takie programy finansowane z Funduszu Solidarnościowego, jak opieka wytchnieniowa i asystencja osobista, powstają Centra opiekuńczo-mieszkalne”. Szczegółowe zestawienie nie jest jednak dostępne i tak naprawdę nie wiemy, co kryje się za tymi słowami.

Z informacji rządu nie dowiemy się też, że świadczenia dla osób z niepełnosprawnością rosną dlatego, że rośnie też inflacja. Podobnie rzecz ma się z emeryturami, które podlegają waloryzacji. Rząd przekazuje, że jest ona rekordowa, ale nie dodaje, że w gospodarstwach domowych emerytów i rencistów rekordowa jest też inflacja.

To kontekst, który się gubi, a gdyby został uwzględniony, dałby obywatelowi pełną informację. Nie musiałby on szukać wyjaśnień w innych źródłach.

„Zwiększyliśmy liczbę”

Innym głośnym tematem społecznym były w ostatnim czasie problemy ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży. Jak pisaliśmy na łamach Demagoga, w 2022 roku na swoje życie targnęły się 2 093 osoby do 18. roku życia, w tym 85 dzieci w wieku poniżej 13 lat. W ten sposób życie straciło 156 osób.

Aby zwiększyć pomoc specjalistów dla dzieci w szkołach, resort oświaty ustalił nowe zasady dotyczące wyliczania etatów w placówkach. Ich liczba jest uzależniona od tego, ilu uczniów uczęszcza do danej szkoły. Jeśli jest ich 101, szkoła ma 1,5 etatu dla nauczycieli specjalistów: psychologów, logopedów i pedagogów.

Na każde kolejne 100 uczniów przypada 0,25 etatu. W ten sposób udało się stworzyć łącznie 41,6 tys. etatów w szkołach, podczas gdy jeszcze rok szkolny wcześniej było ich 22 tys. To dane Ministerstwa Edukacji i Nauki, które przedstawił na konferencji rzecznik rządu Piotr Müller. 

Podał też, że obecnie jest zatrudnionych ponad 14 tys. psychologów, co rzeczniczka MEiN potwierdziła Demagogowi. Nie ma innego źródła, aby to potwierdzić: takich informacji nie ma Związek Nauczycielstwa Polskiego. Z kolei według Otwartych Danych zatrudnionych psychologów jest mniej, bo nieco ponad 6 tys. Tego MEiN już nie komentuje.

W przekazie rządowym gubi się również kluczowa kwestia, że liczba etatów nie oznacza faktycznego zatrudnienia, z którym jest problem, bo szkoły szukają psychologów. I to wiele szkół.

Na stronach kuratoriów oświaty można znaleźć sporo ogłoszeń dla psychologów do pracy w szkołach i w przedszkolach. Dla przykładu (stan na 14 kwietnia br.): Kuratorium Oświaty w Łodzi ma ich 104, w Krakowie: 241, w Katowicach: 195, w Poznaniu: 220, we Wrocławiu: 79, w Gdańsku: 48, w Warszawie: 10. To zapotrzebowanie z wszystkich placówek w poszczególnych województwach.

Nikt nie podważa, że rządowi udało się zwiększyć liczbę etatów, ale to nie rozwiązuje problemu. Specjalistów wciąż w placówkach brakuje, a stan zdrowia dzieci jest alarmujący. Rzecznik Praw Dziecka przekazał, że początek tego roku był tragedią w tej tragedii, jeśli chodzi o liczbę prób samobójczych najmłodszych.

„Zeszliśmy do zera”

Rząd unikał wskazania pełnego kontekstu również wtedy, gdy podawał dane dotyczące importu rosyjskiej ropy. Gdy zapadła decyzją Władimira Putina, że wstrzymuje dostawy ropy, szybko pojawiła się narracja, jakoby poprzedni rząd był w stu procentach uzależniony od rosyjskiej ropy, a obecna władza ze stu procent zrobiła zero.

To akurat łatwo mogliśmy zweryfikować, o czym możecie przeczytać w tej analizie. Teoretycznie wypowiedzi o ograniczeniu do zera importu rosyjskiej ropy moglibyśmy oceniać jako prawdę, tyle że wiele osób, w tym premier Mateusz Morawiecki, nagle zapomniało, że od ropy odcięła nas ostatecznie Rosja.

Z kolei poprzedni rząd importował ponad 90 proc. rosyjskiej ropy, a nie – 100 proc. Okoliczności były wtedy też inne, bo to dopiero atak Rosji na Ukrainę zmobilizował państwa Unii Europejskiej do działań, aby uniezależnić się od rosyjskich surowców. To w tej narracji jest również pomijane.

Dola fact-checkera, ale i obywatela

Jak pokazują powyższe przykłady, jako fact-checkerzy nie możemy wszystkiego zweryfikować, trzymając się naszych standardów, które mówią o przynajmniej dwóch niezależnych i wiarygodnych źródłach.

Czasami też dając „prawdę”, możemy przyczynić się do potwierdzenia narracji, która do końca zgodna z prawdą nie jest. Bo chociaż w analizie podajemy szerszy kontekst, są czytelnicy, którzy zatrzymują się na samej ocenie wypowiedzi, bez czytania uzasadnienia.

Kontekst za to jest nieobecny w rządowych komunikatach. Dlatego i obywatele, i fact-checkerzy muszą być czujni i zadawać pytania. Jeśli nie wiemy, na co przeznaczane są dodatkowe miliardy i jak przekładają się one na pomoc nam, wyborcom, powinniśmy dociekać, drążyć temat i szukać analiz, które robią nie tylko fact-checkerzy, lecz także rzetelne media.

*Jeśli znajdziesz błąd, zaznacz go i wciśnij Ctrl + Enter

Pomóż nam sprawdzać, czy politycy mówią prawdę.

Nie moglibyśmy kontrolować polityków, gdyby nie Twoje wsparcie.

Wpłać

Dowiedz się, jak radzić sobie z dezinformacją w sieci

Poznaj przydatne narzędzia na naszej platformie edukacyjnej

Sprawdź!